Dodaj do ulubionych

Przyzwyczaiłam się do wojny...

29.04.22, 20:29
Dziś ze zgrozą uświadomiłam sobie, że... przyzwyczaiłam się do wojny.

Do tej myśli, że ona jest, że jest tak blisko.
Przestały na mnie robić wrażenie kolejne doniesienia, mam takie poczucie, że dopadła mnie znieczulica.

Oczywiście - smutne rzeczy nadal są smutne i przerażające, ale jakoś mniej mnie to rusza.

Dwa miesiące temu umierałam ze strachu. Dzisiaj w autobusie słyszałam rozmowę dwóch facetów - jeden drugiemu opowiadał, że Putin może zaatakować Polskę 8 maja, przed tą całą jego paradą zwycięstwa... i nie to, żebym uwierzyła mu w jego przypuszczenia, ale... słuchałam tego i miałam takie poczucie odrealnienia. Tak, jakby opowiadał o zaatakowaniu Marsa.

Czy robi na Was jeszcze wrażenie wojna?
Jak sobie z powrotem włączyć uczucia?
Nie chodzi o to, by znów umierać ze strachu... ale nie chcę stać się robotem nieczułym na emocje...

Taki wątek wyżalny na ten początek majówki 🙄
Obserwuj wątek
    • daniela34 Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 29.04.22, 20:34
      Robi wrażenie. Nie w sensie strachu, bo ataku na Polskę się nie boję i nie bałam, więc tu bez zmian. Robią natomiast wrażenie ludzkie tragedie, dziecko, któremu w Mariupolu zabili matkę, drugie-ktore w ostrzale straciło ojca, uwięzieni w Azowstalu (o tym nie mogę spokojnie czytać ani myśleć), zgwałcone koniety, matki opłakujące synów w Buczy.
      I oby nigdy nie przestało to na mnie robić wrażenia. Jeśli zapomnimy o nich, ty Boże na niebie, zapomnij o nas.
    • mysiaapysia Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 29.04.22, 20:42
      Ja myślę, że po prostu musimy się pogodzić z tym, że już nigdy pokoju nie będzie. W każdym razie dopóki szaleńcy rządzą Rosją. Zauważmy, że w całej naszej historii nigdy nic dobrego stamtąd nie dostaliśmy. Nie wiemy co oni tam biorą, ale nie są normalni. Dzisiaj kolejny artykuł o poderwaniu samolotów NATO z powodu podejrzanych szyfrowanych lotów ruskich maszyn. Ciągle NATO musi demonstrować siłę - bo ruskie tylko to rozumieją.
      • marzeka11 Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 29.04.22, 20:49
        Tak, także do złych informacji można się przyzwyczaić, ale wojna wrażenie robi.
        A teraz gdy słychać , co ta ruska dzicz robi cywilom, jak krzywdzi kobiety/ dzieci, rusza mnie, tym bardziej, że mam zajęcia z młodymi Ukraińcami- takie młode dziewczyny złapane przez tę swołocz mogłyby zostać zgwałcone i zamordowane.
        • panna.nasturcja Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 00:55
          Nic nie dogorywa.
          Przecież cały czas są w Polsce prawie dwa miliony uchodźców z Ukrainy i cały czas pomagają im głównie prywatni ludzie a nie państwo. I od tych prywatnych ludzi cały czas płynie ogromna pomoc, taka naprawdę niesamowita.
          Owszem, nie ma już takich tłumów wolontariuszy na dworcach i granicach, ale przecież nie ma tam też tylu Ukraińców ilu było na początku wojny.
          Ale to, że ukrainskie dzieci chodzą do szkół i przedszkoli, ze Ukraińcy wciąż mieszkają w naszych domach i mieszkaniach, że wciąz zanosimy rzeczy na zbiórki i wpłacamy pieniądze, że wciąż jadą transporty pomocowe do Ukrainy, że ukrainskie dzieci mają organizowane zabawy, wyjścia, ze działa pomoc psychologiczna, medyczna, prana... każda, jaką sobie wyobrazisz oznacza, że żadna pomoc nie wygasła i nie dogorywa. Po prostu stała się codziennością i w tej codzienności wciąż istnieje.
    • lella_two Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 29.04.22, 21:15
      Nie boję się, ale w zasadzie nie bałam się od początku, więc tu nie ma zmian. Wydaje mi się, że w żaden sposób nie przywykłam, nie mogę znieść myśli o ofiarach Buczy, Mariupola, o ludziach i zwierzętach pozbawianych prawa do życia, o tym całym cierpieniu... Ciężko mi pracować- wszystko wydaje się takie niekonieczne w obliczu wojny. Może dlatego, że pracę mam niepoważnąwink Ale mówię sobie: zarobisz, Lella, trochę kasy wyślesz, weź się w garść, dziewczyno, no już.
    • milupaa Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 29.04.22, 22:44
      Normalna sprawa, reakcja psychiczna, nie można być cały czas w stresie i gotowym do ucieczki, obrony. Organizm się broni "znieczulicą". Inaczej by oszalał. Zauważ ze media też przestały żyć tylko wojną, i w sumie całe szczęście. Nie trzeba moim zdaniem znów sobie włączać stresu i strachu, wystarczy pamiętać i mieć z tyłu głowy. Od czasu do czasu sprawdzać co się dzieje, być na bieżąco.
      Powieści jak to Putin może za chwilę zaatakować kogokolwiek są tak idiotyczne, że budzą śmiech, no sorry, patrzmy realnie.
    • cysorz-bez-poczty Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 29.04.22, 22:55
      k.messi napisała:
      > Dziś ze zgrozą uświadomiłam sobie, że... przyzwyczaiłam się do wojny.
      >
      > Do tej myśli, że ona jest, że jest tak blisko.
      > Przestały na mnie robić wrażenie kolejne doniesienia, mam takie poczucie, że do
      > padła mnie znieczulica.


      Czyli nie przyzwyczaiłaś się do wojny, tylko do wiadomości o niej z telewizora.
        • konsta-is-me Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 13:15
          Wojna dzisiaj to nie tylko czołgi na ulicach, to też wojna cyfrowa (o której istnieniu zapominamy) i ekonomiczna.
          A tego odczuwamy skutki wszyscy.
          To chyba dobrze, że u nas nie ma wojska wroga na ulicach...?
          Bo zabrzmiało "co ty wiesz o wojnie?".
            • konsta-is-me Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 01.05.22, 01:06
              Ja bym wolała jednak- w żadnej formie...
              Ale to dobry moment, żeby uświadomić sobie co potrafi zdziałać internet- to jednak jest nowość, nie coś do czego jesteśmy przyzwyczajeni.
              Ukraina wciągnęła cały świat w te wojnę i trochę spacyfikowała Putina, właśnie głównie ( nie tylko oczywiście) dzięki propagandzie internetowej.
              Ale można by zrobić i na odwrót, więc nie lekcewazylabym tak potęgi internetu.
              • bistian Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 01.05.22, 08:03
                konsta-is-me napisała:

                > Ukraina wciągnęła cały świat w te wojnę i trochę spacyfikowała Putina, właśnie
                > głównie ( nie tylko oczywiście) dzięki propagandzie internetowej.
                > Ale można by zrobić i na odwrót, więc nie lekcewazylabym tak potęgi internetu.

                Trochę byłoby trudniej Rosji, przy tym całym bestialstwie, które uskutecznia. Nawet, jeżeli ktoś ma wątpliwości, to jest od nas sporo ludzi, którzy są w stanie wytłumaczyć, co jest manipulacją, a co prawdą, i to robią, również poza granicami. Poza tym, przykład przyjęcia uchodźców przez Polskie rodziny i cała polska akcja pomocowa u nas i w Ukrainie, zszokowały wszystkich na świecie, może nawet zrobiły dużo więcej na samym początku, niż działania ukraińskie w internecie. Nawet na Tajwanie, ludzie byli mocno poruszeni i wpłacali pieniądze.
                Gdyby nie internet, byłoby jak w Syrii, kto chciał, ten się interesował, reszta coś przeczytała przy okazji albo wcale i potem takim osobom było łatwiej popierać push backi na białoruskiej granicy.
    • gama2003 Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 29.04.22, 23:05
      Początkowy duży strach, może i chwilami panika przeszły w stały szum z tyłu głowy
      Płynący strach, ale umożliwiający funkcjonowanie, działanie. Blisko jestem wojennych tematów i parę spraw odchorowałam.
      Nerwami, bezsennością.
      Staram się nie przesiąkać nie moimi emocjami, ale nie umiem. Nie powszednieją mi, dodają do moich.
      Nie mogłabym być psychologiem, za nic.
      Wojna stała się codziennością, w dziwnym znaczeniu tego słowa. Bo niby daleko a blisko.
      Codziennie coś z wojennego tematu osadza się w myślach. Zajmuje czas, stresuje.

      Bardzo zmieniło się moje patrzenie na przyszłość. Dodała się obawa o pokój.
      Czyli coś, czego nigdy kompletnie nie miałam na liście życiowych lęków.


    • princesswhitewolf Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 29.04.22, 23:43
      > Czy robi na Was jeszcze wrażenie wojna?

      Oczywiscie pomimo ze nie mam jej w sasiedztwie. Martwie sie o Polske

      wiadomosci.radiozet.pl/Swiat/Zelenski-rozmawial-z-dziennikarzami.-Padly-slowa-o-napasci-na-Polske mnie zmartwilo bo Ukraina ma bardzo dobry teraz wywiad....Cos wie?
        • damartyn Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 29.04.22, 23:59
          Dokładnie. Trzeba czytać wiele źródeł, ogadać wiele relacji i tylko albo aż tylko, starać się wyciągać wnioski, jednocześnie odsiewając propagandę od faktów.
          Zagrożenie jest ogromne ale co się stanie, nie wie nikt. To jest światowy konflikt rozrywany w Europie wschodniej. Pozostaje czekać , co się stanie.
        • milupaa Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 00:01
          Ukraina straszy świat nadciągającym Putinem, aby bardziej jej pomagano. Rozumiem ich podejście i nie oburza mnie. Jeśli Rosji się nie stłamsi teraz do zapaści gospodarczo politycznej, to może znów stać się groźna i wtedy możemy się obawiać napaści, ale to za kilka lat.
          • damartyn Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 00:12
            Wszystkie chwyty dozwolone. Ukraina walczy za cała Europę jakby to górnolotnie nie brzmiało. Teraz jest czas aby im pomagać ze wszystkich sił , a tymczasem RMC podaje, że na kortach Rolanda Garrosa zobaczymy Rosjan i Białorusinów. Jedynym warunkiem będzie to, żeby występowali pod neutralną flagą. W przypadku zwycięstwa w całym turnieju zawodnika bądź zawodniczki z tych krajów, w Paryżu nie zostanie odegrany państwowy hymn.
            I tak krok po kroczku będziemy przyzwyczajać się, ze wojna jest ale ....obok.
            Nie , nie jest obok. Jest obok dzisiaj, jutro będzie u Ciebie, nawet jeśli to jutro oddali się na jakiś czas.
      • taje Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 00:42
        Spokojnie, Rosja nie napadnie na Polskę. Chyba, że chce rozpocząć wojnę z NATO ale wtedy to nie będzie problem samej Polski, tylko całego NATO. Bardzo wątpię, żeby Putin chciał w to wejść. I w sumie czym niby - jakim wojskiem - Putin miałby zaatakować Polskę, skoro z Ukrainą mu tak kiepsko idzie?
      • leosia-wspaniala Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 08:47
        >zmartwilo bo Ukraina ma bardzo dobry teraz wywiad...

        To prawda. Ale nie od tego ma się dobry wywiad, żeby informacje wywiadowcze przekazywać dziennikarzom i żeby wróg wiedział, co właściwie wiesz. Ukraina jest też świetna w wojnie wizerunkowej (żeby nie było - to żaden zarzut, to ich wielka siła), naturalnie chce przypominać Europie, że sprawa jest poważna, żeby otrzymać pomoc. I to działa, bo coraz więcej ciężkiego sprzętu dostają.
      • noc_na_pustyni Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 10:01
        On prowadzi taką politykę - straszyć społeczeństwa zachodnie, by wywierały presję na swoich polityków. Robi co może, ale ostatecznie też korzysta z jakiejś propagandy. Oczywiście bez porównania z Rosją, ale też. Jak wszyscy politycy świata. Warto o tym pamiętać.
    • kaki11 Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 01:10
      Przyzwyczaiłam się w sensie: już aż tak cały czas nie śledzę doniesień, już nie jestem tym tak przytłoczona i zdezorientowana jak czułam się na początku.
      Natomiast nie przestały mnie ruszać doniesienia, historie które słyszę i widzę. Dalej jestem gotowa pomagać w razie potrzeby i w ramach swoich możliwości. Dalej mi źle kiedy o tym słyszę, wzruszam się, nie wyłączyły mi się emocje dotyczące Ukrainy. Przeżywam je i nie przestałam.
      Nauczyłam się żyć z tą wojną obok. Ty też. I wielu innych pewnie też. To raczej normalne, że bardziej przeżywaliśmy to na początku gdy było przerażającą nowością niż po ponad 2 miesiącach gdy jest dalej przerażająca ale już bardziej codziennością.
    • zuzanna_a Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 01:16
      Dzisiaj na pobliskim placu zabaw bawila sie 6 ukrainskich dzieci. Od 5-9 lat. Bez opiekunow. Zaczepilam jedna dziewczynke, powiedziala ze
      „Mamu szli na robotu” potrafila powiedziec po polsku sporo slow. Chcialo mi sie ryczec na widok tych dzieciaczkow.

      Poza tym boje sie jeszcze bardziej. Im bardziej Putler przegrywa, im dluzej nie odnosi sukcesu, im bardziej jego „welka rassija” chyli sie ku gospodarczemu upadkowi i gina kolejni zolnierze, traca coraz wiecej sprzetu a ten zbrogniarz otacza sie tymi ludzmi, dodatkowo majac jakies choroby i manie przesadowcza oraz brak jakiegokolwiek sukcesu, to mam obawe ze odje.bie taki numer, że sie wszyscy nie pozbieramy.
      Boje sie tego teraz, a nie balam sie wtedy kiedy myslal ze wygra. Teraz nie ma nic do stracenia.
      • leosia-wspaniala Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 08:52
        >mam obawe ze odje.bie taki numer, że sie wszyscy nie pozbieramy.

        Ale co konkretnie może zrobić, jak nawet Kijowa nie potrafił zająć? Czym? Kim? Jedyne co może - i to właśnie robi - to bezlitośnie atakuje cywilów i zrównuje Ukrainę z ziemią.

        >Teraz nie ma nic do stracenia.

        Ale jego otoczenie ma.
          • noc_na_pustyni Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 09:58
            Niepoważne byliby ignorowanie tego ryzyka, ale fachowcy szacują je na jakieś dwa procent, więc bez sensu się na nim koncentrować. Zresztą od wciśnięcia guzika do wybuchu bomby mija kilka minut. Niewiele byś mogła zrobić przez ten czas, o ile w ogóle byś się dowiedziała z jakimkolwiek wyprzedzeniem. Czyli chyba lepiej akurat to ryzyko olać.
          • leosia-wspaniala Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 12:10
            >Umknelo ci uwadze ze maja broń nuklearną dalekiego zasięgu

            Nie, po prostu nie wierzę, że jej użyją. Nie użyli przez całą zimną wojnę. No i myślisz, że Putin sobie może sam tę bombę wystrzelić? Już pomijam fakt, że ich nuklearny arsenał może być w takim stanie jak cała reszta...

            >Umknelo ci rowniez to ze wg wszystkich wywiadow oficjalnie potwierdzono ze jest takie ryzyko?

            Nie, za to tobie najwyraźniej umknęło, że jest to ryzyko bardzo małe. Bo widzisz, broń nuklearna działa na zasadzie straszenia się nią. Użyje jej Rosja? To chwilę później użyje jej USA. I może Putin sobie chcieć zagłady świata, ale są wokół niego inni, którzy chcieliby sobie pożyć.
    • konsta-is-me Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 01:21
      Jak my wszyscy.
      Na początku nie mogłam tego znieść, wręcz co noc śniły mi się koszmary związane z wojna na Ukrainie, całe dnie spedzalam na oglądaniu newsów.
      Teraz wręcz świadomie unikam, czytam tylko tyle ile to niezbędne.
      Trzeba się przyzwyczaić, inaczej wszyscy byśmy zwariowali, ileż można.
    • leosia-wspaniala Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 08:39
      Nie boję się i nie bałam, ale nie przyzwyczaiłam się, jak można się przyzwyczaić do tego, że ruscy dokonują masakry cywilów? Że gwałcą, rabują i zabijają dla zabawy? Że w podziemiach Azovstalu siedzą uwięzieni ludzie sad Mogę co najwyżej powiedzieć, że oswoiłam się z sytuacją na tyle, że nie zaczynam dnia od sprawdzania wiadomości i nie myślę o wojnie 24/7, ale to nie nazwałabym tego przyzwyczajeniem i cały czas doniesienia z Ukrainy ruszają mnie tak samo.
    • flo-bo Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 08:48
      Na początku był ogromny strach, o dzieci, o to jak może zmienić się ich życie, że gdy zginiemy zostaną bez opieki. Pomogło działanie, czyli pomoc osobom z Ukrainy, oni już byli w tym czego się bałam ☹️ Teraz boję się nadal, ale czytam wypowiedzi ekspertów i trochę to organizuje mi ten strach, nie mogę czytać o Buczy, o gwałtach zwłaszcza na dzieciach (co za ścierwa a nie ludzie!), o mordowaniu dzieci na rękach rodziców. Ale czytam, uważam, że jestem winna to im, trzeba wiedzieć jak umarli, co im zrobiono, nie można tego pominąć, zapomnieć, nie zauważyć. Teraz mój stach jest bardziej opanowany, zorganizowany. Wiedzą i pomoc innym - pomaga i mi przetrwać we względnej równowadze. Gdyby nie dzieci, nie bałabym się aż tak, to strach o nich jest największy.
      • noc_na_pustyni Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 09:54
        Mam to samo. Czytam, choć zazwyczaj o katastrofach nie czytam, bo źle to na mnie wpływa. Stało się i się nie odstanie. Można wesprzeć, jak jest zbiórka i się pomodlić, jak ktoś wierzący.
        Tu jest inna sytuacja. Ignorowanie tych faktów wydaje się jakieś nieprzyzwoite...
    • fibi00 Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 08:58
      Nie dopadła mnie znieczulica ale oswoiłam się z nową sytuacją jaką jest wojna. Chyba raczej to normalne bo po jakimś czasie trwania pandemii ludzie porównywali ją do wojny. A raczej zachowanie ludzi. Na początku pandemii była panika, ludzie bali się wychodzić z domu. Maseczki i dezynfekcja i jeszcze raz dezynfekcja. Po jakimś czasie ludzie zaczynali wrzucać na luz i właśnie wtedy pojawiały się porównania do wojny. Że z wojną jest tak samo (nawet w kraju tą wojną dotkniętym), że początkowo ludzie siedzą w schronach, piwnicach ale po jakimś czasie zaczynają się przyzwyczajać i dostosowywać do nowej sytuacji, próbują żyć W MIARĘ normalnie.
    • noc_na_pustyni Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 09:50
      Nie. Nadal nie mogę patrzeć na zdjęcia z Ukrainy. Ogromnie współczuję osobom, o których losie czytam.

      Co do osobistego strachu, to początkowo miałam odczucie, że niektórzy Polscy oszaleli poddając się katastroficznym wizjom. Potem przez chwilę strach naszedł i mnie - jak opublikowano ten rządowy poradnik. I jeszcze parę razy, już mniejszy, po niektórych wypowiedziach z Moskwy, tzw. nuclear sabre rattling.
      Teraz jest ok, ale lekki niepokój przez to wszystko odczuwam momentami.
    • asfiksja Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 10:01
      Jak się Morawiecki fotografował z Le Pen, a Kaczyński bratał z Orbanem, jednocześnie atakując TVN to ja się bałam. Już miałam wizję, że po zniszczeniu naszych struktur wywiadowczych ruska agentura wyprowadza nas z NATO i Unii. Tak od 2-3 dnia wojny zupełnie się nie boję, za to mi bardzo przykro, że na wojnie jest tyle morderstw i tortur. Tortury (w tym gwałty) jednak robią na mnie wrażenie, nie sądzę, żebym kiedykolwiek się na to znieczuliła.
    • nenia1 Re: Przyzwyczaiłam się do wojny... 30.04.22, 12:33
      Nie odczuwam strachu, ogólnie mam chyba o tyle dobry dla mnie samej charakter, że nie martwię się na zapas. Więc u mnie się pod tym względem nic nie zmieniło, nie mam żadnych koszmarów, snów, lęków. Będzie co ma być, żadne lęki tego nie zmienią. Natomiast bardzo żal mi ludzi z Ukrainy, tego co muszą przeżywać, co zostawiać, kogo stracić, tak samo masy zwierząt, które giną, gubią się właścicielom, umierają z głodu. Złości mnie też bezsilność i takie jednak trochę zostawienie ich samych, niby się pomaga ile można, ale pewnie można by bardziej, no ale polityka, interesy, wygoda, pieniądze...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka