Dodaj do ulubionych

Czyli masz prawo dać się oszukiwać...?

12.05.22, 12:42
Tudzież akceptować zdrady i inne wybryki?


Piszę oczywiście w nawiązaniu do wątku o medytującej żonie.

Fakt: nikomu nic do tego.

Jednak coś (co i czemu?) mówi mi że to jest jednak nieudane małżeństwo... Więc faktycznie zadbanie o siebie powinno teoretycznie prowadzić do zakończenia go, jak zakłada autorka.
Dlaczego praktyka jest tu inna od teorii, jeśli dobrze zrozumiałam tamten wątek?

Oczywiście jest opcja, że żona wie, że to umowa itd, jak tam nadmieniono. Ale jest też opcja, że wiedzieć np. nie chce, albo mąż jest ponadprzeciętne sprytny...

Teoretycznie formuła małżeństwa zakłada jednak wierność. Przynajmniej dopóki nie mamy tu usankcjonowanej prawnie poliamorii 😊

Albo może wystarczy olać partnera i się realizować, by można było uznać układ za ok?
Tylko po co taki układ?
Obserwuj wątek
    • iwoniaw Re: Czyli masz prawo dać się oszukiwać...? 12.05.22, 12:52
      Nie bardzo rozumiem, o co Ci chodzi - uważasz, że skoro Ty nie akceptowalabyś czegoś w swoim małżenstwie, to Krysia powinna zakończyć swoje małżenstwo, w ktorym to "coś" ma miejsce, bo inaczej jest ona "nie w porządku"? Wobec kogo? Ludzie mają różne motywacje tkwienia w związkach, formalnych i nieformalnych. Czasem wybierają opcje, od których innym robi sie słabo. Ale to ich prawo.
      Sytuacja, w ktorej Krysia jest nieświadoma czegoś (np. mężowskich zdrad) to zupelnie co innego, wtedy trudno mowić, że zdecydowała trwać w układzie, o ktorym nie ma pojęcia.
        • iwoniaw Re: Czyli masz prawo dać się oszukiwać...? 12.05.22, 13:08
          noc_na_pustyni napisała:

          > Ok, czyli rzecz różnią się o świadomość stanu faktycznego?

          No jeśli Krysia uważa zdradę za niedopuszczalną i kończącą wszystko, to chyba jasne, że ma znaczenie dla jej działań, czy w ogóle o tej zdradzie wie?


          > Tylko tu obawiam się, że proporcje między kobietami 'zdradzanymi' za obopulną z
          > godą a tymi nieświadomymi okazałyby się jednoznaczne, gdyby to zbadać. A może t
          > o właśnie złe założenie?

          Tzn. jakie Twoim zdaniem są te proporcje? I na jakiej podstawie tak podejrzewasz? A przede wszystkim - jakie to ma znaczenie dla konkretnej pary, która ma swoje granice i zasady i nie obchodzi jej, że u Zdziśka i Joli jest zupełnie inaczej?
    • brubba Re: Czyli masz prawo dać się oszukiwać...? 12.05.22, 13:12
      Zdajesz się wychodzić z założenia (przypuszczenie), że małżeństwo i jego jakość powinny być priorytetem w życiu ludzi, a przynajmniej - w życiu kobiet. W konsekwencji: że nie można z pasją poświęcać się czemuś innemu, gdy małżeństwo szwankuje. I dopiero dobre małżeństwo uprawnia do angażowania energii w inne sprawy.

      Nie wszyscy ludzie tak mają. Wielu ma inaczej ustawione priorytety i wolą zajmować się intensywnie innymi sprawami, nie uważając za swoje życiowe powołanie dążenia do rozkwitu małżeństwa.

      Trzeba zrozumieć, że inni mogą mieć inaczej - i to jest ok.
      • noc_na_pustyni Re: Czyli masz prawo dać się oszukiwać...? 12.05.22, 14:51
        Fajne podsumowanie. Być może faktycznie mam inaczej umieszczony punkt ciężkości w kwestii małżeństwa niż osoby wypowiadające się w tamtym wątku. I sama nie wiem - może właśnie to niedobrze? Bo powiało patriarchatem z Twojego wpisu... Nie że go popierasz, raczej że może tak się przejawiać. Dla mnie - do przemyślenia.
        • aqua48 Re: Czyli masz prawo dać się oszukiwać...? 12.05.22, 18:00
          noc_na_pustyni napisała:

          >może właśnie to niedobrze? Bo powiało patriarchatem

          Patriarchat jest ok, jeśli obie strony tego chcą, tak samo jak zachowanie dziewictwa do ślubu, związek bez seksu, z seksem weekendowym, z innymi partnerami, z wyłącznością, bez wyłączności, na odległość i ze wspólnym zamieszkaniem, itp. Zasada jest właściwie jedna - obie strony to akceptują i się na taki układ zgadzają.
          A co do tego dlaczego ludzie (bo wcale nie tylko kobiety) utrzymują związki bez miłości, bez miłości fizycznej, itp. i nie rozwodzą się, to powodów może być nieskończenie wiele. I nic nikomu do tego.
    • thea19 Re: Czyli masz prawo dać się oszukiwać...? 12.05.22, 13:59
      kobiety nie odchodzą z wielu powodów: boją się samodzielności, nie pracowały całe życie albo pracowały na nisko płatnych stanowiskach a im starsze, tym gorsze perspektywy, mąż tak naprawdę utrzymywał rodzinę na jakimś finansowym poziomie. Po rozwodzie trzeba podzielić majątek - może się okazać, że pani będzie bezdomna. Rozwód to wstyd przed rodziną i sąsiadami, czasem grzech. Mąż z czasem jest im zupełnie obojętny emocjonalnie i póki kasa się zgadza i życie wygodne, to jest im wszystko jedno. Rozwód to też porażka życiowa, więc łatwiej się oszukiwać i wynajdywać zajęcia tłumiące żale, niż przeciąć to szybkim ruchem.
    • agaagaaga123 Re: Czyli masz prawo dać się oszukiwać...? 12.05.22, 15:50
      "Dlaczego praktyka jest tu inna od teorii, jeśli dobrze zrozumiałam tamten wątek?"

      Dlatego, że zadbanie o siebie i rozwój to proces a nie pigułka do połknięcia, proces, który może trwać latami i bardzo powoli, w zależności od tego, jaki startowy poziom samoświadomości ma ta babka oraz na jakich "nauczycieli' trafi? Czy ta babka już zakończyła proces i teraz jest oświecona i powinna miec porządek w życiu we wszystkich sferach, czy też jest w jego TRAKCIE?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka