Dodaj do ulubionych

Przecież nic się nie stało...

13.05.22, 16:11
Załóżmy, że pracuję w handlu , w dyskoncie na wypiekach.
Muszę przygotować piec i półprodukty do wypieków, potem kontrolować wsady co 10 minut- temperatura. Wyjąć z pieca, przerzucić do kosza.
Przejrzeć pieczywo pod względem daty ważności, odłożyć te nienadające się do spożycia, zadbać o ilość rękawiczek foliowych, ekspozycję towaru ( ciastka oddzielnie, chleby i bułki).
Do tego usiąść na kasę kiedy jest potrzeba, o której kierownik poinformuje.
Do tego przestrzegać porządku na stanowisku piekarniczym
Pracuje jedynie ja, jedna osoba.
Czy naprawdę uważacie, że nic się nie stało jeśli nowy pracownik, który jest w grafiku opuszcza miejsce pracy?
Odnoszę się oczywiście do wątku o porzuceniu pracy.
Nie wiem jak można być tak niefrasobliwą by nie mieć na uwadze obowiązków, które zadeklarowało się wykonywać, a potem mieć w poszanowaniu ich rozłożenie na innych.
Obserwuj wątek
    • mia_mia Re: Przecież nic się nie stało... 13.05.22, 16:49
      Nowego pracownika nie puszcza się samopas, ale też zakłada się, coś będzie robił. O ile w biurze to wiadomo, że więcej roboty z nowym pracownikiem niż bez to jednak w handlu, domu opieki czy na budowie, jednak sama dodatkowych rąk obecność robi różnicę.
      W tych wątkach wyszedł brak obycia Saszy z rynkiem pracy, ale nawet taki kontakt wbrew pozorom może jej dużo dać, jeśli wyciągnie wnioski. Skondensowany kurs prawa pracy, relacji w firmach, procedur, ja niedawno siedząc na korytarzu w przyszpitalnej przychodni i słuchając jak wdrażana do pracy jest nowa pielęgniarka dowiedziałam się więcej niż bym chciała wiedzieć (nie, nie były to jakieś brudy czy coś złego), tak samo wcześniej siedząc na korytarzu innej jednostki służby zdrowia dowiedziałam się prawie wszystkiego o odbiorze nowego ładu z punktu widzenia zaskoczonej nim pielęgniarki i kadrowe, która jej tłumaczyła ile jest w plecy.
      • picathartes Re: Przecież nic się nie stało... 13.05.22, 17:12
        Serio?
        Mieliśmy raz chłopaka z Hiszpanii jako au-pair. Ogólnie fajny, ogarnięty był, zbytnio wykwalifikowany, bo już po studiach + 3 języki znał, no ale ogólnie wszystko git. Po miesiacu z nami w środę po południu przepraszajaco oznajmił, że zadzwonili z Hiszpanii z ministerstwa kultury, gdzie wcześniej aplikował o pracę (!!!) i musi być w piatek rano na rozmowie kwalifikacyjnej w zwiazku z czym jutro wraca do Hiszpanii… najpewniej na stałe. 🙈🙈🙈

        Xuj, że oboje z mężem pracujemy, że nie mamy z kim dzieci zostawić, że ma formalnie 2 tyg wypowiedzenia na umowie, następnego dnia się spakował i wyjechał. Maż przełożył na szczęście wszystkie dyżury na popołudniówki i północki i takim cudem jakoś opiekę do dzieci ogarnęliśmy, póki kogoś innego nie znaleźliśmy.
        Szok.
        Ogólnie ja go rozumiem, bo takiej okazji się nie puszcza, ale na litość, czegoś takiego się ludziom nie robi 🙈
            • arista80 Re: Przecież nic się nie stało... 13.05.22, 17:24
              Byłam kiedyś au pair i pamiętam, że miałam taki zapis w umowie. Mieliśmy jakiś czas umowie, by zdecydować, czy chcemy razem "współpracować", czy nie. Host mogli zrezygnować ze mnie po uprzednim znalezieniu mi innej rodziny. Z kolei ja miałam prawo z dnia na dzień podziękować im za współpracę i albo wrócić do kraju, albo ubiegać się o inną rodzinę. W zwykłej pracy też jest okres próbny i po prostu niejako wliczyć to "w koszty", że pracownik stwierdzi, że to nie to i znajdzie coś lepszego (tak samo i pracownik powinien się z tym liczyć).
              • picathartes Re: Przecież nic się nie stało... 13.05.22, 17:31
                U nas minał już okres próbny. W umowie - zreszta to umowa narzucona oficjalnie przez kanton - jest wyraźne 2 tyg wypowiedzenia.
                Myśmy też nie złamali żadnych warunków umowy. Chłopak po prostu zatrudnił się u nas na rok słowem się nie zajaknawszy, że czeka wciaż na ewentualne rozmowy kwalifikacyjne.
                Bo ogólnie u nas było mu dobrze; zreszta rozstaliśmy się w miarę przyjaźnie. Ale w takiej czarnej du.pie nas zostawił, że głowa mała.
                  • picathartes Re: Przecież nic się nie stało... 13.05.22, 17:47
                    Wiesz na czym polega program au pair? To nie jest typowa praca, tylko program ograniczony czasowo, gdzie obie strony zobowiazuja się najczęściej na rok. I o ile któraś strona nie łamie umowy, do sytuacji że ktoś pakuje walizki bo cośtam być nie powinno.
                    Naprawdę, sama byłam au pair w dwóch różbych krajach, mieliśmy też wcześniej 3 au pair z których każda została minimum rok, więc dobrze wiem, co jest ok, a co nie.
                    Chłopak mógł polecieć na rozmowę, wrócić na tydzień dokończyć “pracę” (nowa praca nie zaczyna się dzień po rozmowie kwalifikacyjnej!), dać nam szansę na znalezienie kogoś na zastępstwo, a nie spierdzielić z dnia na dzień, bo się pierwsza poważna w życiu rozmowa kwalifikayjna podekscytował.
        • kicifura Re: Przecież nic się nie stało... 13.05.22, 17:36
          picathartes napisał(a):

          > Serio?
          > Mieliśmy raz chłopaka z Hiszpanii jako au-pair. Ogólnie fajny, ogarnięty był, z
          > bytnio wykwalifikowany, bo już po studiach + 3 języki znał, no ale ogólnie wszy
          > stko git. Po miesiacu z nami w środę po południu przepraszajaco oznajmił, że za
          > dzwonili z Hiszpanii z ministerstwa kultury, gdzie wcześniej aplikował o pracę
          > (!!!) i musi być w piatek rano na rozmowie kwalifikacyjnej w zwiazku z czym jut
          > ro wraca do Hiszpanii… najpewniej na stałe. 🙈🙈🙈


          Ja rozumiem że wam to skomplikowało plany, ale często się aplikuje o kilka prac i czasem jest tak że złapie się jedną a lepsza oferta spłynie później. Zupełnie nie rozumiem tych wykrzykników. Sama zrobiłabyś to samo
            • kicifura Re: Przecież nic się nie stało... 14.05.22, 08:28
              Przy tej dysproporcji: opieka nad dziećmi vs praca w ministerstwie wybór jest dość oczywisty.
              Nie wiemy jaki to etap, skoro gość przed rozmową wiedział że wyjeżdża na stałe to chyba na jakiejś podstawie tak twierdził?
              • picathartes Re: Przecież nic się nie stało... 14.05.22, 08:58
                Kicifura, schowaj sobie te prywatne domysły do kieszeni. Nie znasz sobie sytuacji i na forum - nie wiem, by poprawić swoje ego czy jak? - będziesz teraz jechać z wynurzeniami jaką to picathartes złą szefową była i jak to jej au pair zwiał.

                Etap był pierwszy. Koleś po prostu spanikował, bo po dwóch latach bez pracy w kierunku zawodowym (wcześnie pracował też w desperacji jako asystent w przedszkolu i na zmywaku w restauracji) nagle zadzwonili z pracy idealnej, bo w ministerstwie jak już masz posadę, to masz ją dożywotnio. On się ze strachu przez telefon, gdy powiedzieli, że rozmowa jest w piątek, nawet nie przyznał że jest za granicą i że od miesiąca pracuje, żeby mu czasem rozmowa nie przepadła.
                Z punktu widzenia dorosłego człowieka z jakimś tam doświadczeniem zawodowym oczywiste jest, że kandydat do pracy pewnie obecnie gdzieś pracuje i ma okres wypowiedzenia, z punktu widzenia młodego niedoświadczonego chłopaka już nie do końca.

                My się i z nim i z mężem nawet zastawialiśmy, czy warto, żeby po rozmowie jeszcze na tydzień wrócił, ale to po prostu bez sensu było. Kursować między Hiszpanią a Szwajcarią jest bez sensu, skoro wiesz, że koleś i tak odejdzie.

                I jeszcze tak apropos tego, że to normalne odchodzić z pracy z dnia na dzień i zrywać umowę. Wiesz ilu lekarzy i innych pracujących w niestandardowych godzinach nie przychodziłoby regularnie do pracy? Kto myślisz świadczy opiekę nad ich dziećmi w godzinach, kiedy regularne placówki są zamknięte? Znaleźć zastępstwo nie jest trudno, ale z dnia na dzień w środku tygodnia - niemożliwe.
        • ritual2019 Re: Przecież nic się nie stało... 13.05.22, 17:45
          picathartes napisał(a):

          >
          > Xuj, że oboje z mężem pracujemy, że nie mamy z kim dzieci zostawić, że ma forma
          > lnie 2 tyg wypowiedzenia na umowie,

          Gdyby np ulegl wypadkowi i byl nieprzytomny w szpitalu to tez byscie nie mieli z kim zostawic dzieci. Ryzyko istnieje zawsze. Praca au pair to nie jest ekskluzywna posada wiec jesli pojawia sie realna mozliwosc dostania lepszej i dwa tygodnie wypowiedzenia moze spowodowac ze szansa zniknie to sie do tego nie dopuszcza. Life
          • picathartes Re: Przecież nic się nie stało... 14.05.22, 09:01
            > A jaki mieliście plan, gdyby chłopak nagle zachorował?

            Taki sam, jak chorowały nam inne au pair i nianie, na litość. Choroba to choroba, porzucenie pracy to porzucenie pracy. Ja nie mam pretensji o dzień wolny, czy tydzień wolny, tylko o porzucenie pracy bez zachowania okresu wypowiedzenia!

            Czy naprawdę trudno jest zrozumieć, że niektórzy rodzice pracują w niestandardowych godzinach, kiedy zwykłe placówki typu żłobki, przedszkola i szkoły są zamknięte, i nie ma innego wyjścia, jak polegać na au pair/ niani?
            • ritual2019 Re: Przecież nic się nie stało... 14.05.22, 10:00
              picathartes napisał(a):


              > Taki sam, jak chorowały nam inne au pair i nianie, na litość.

              Czyli jaki? Gdyby ulegl wypadkowi i lezal nieprzytomny w szpitalu dwa tygodnie to efekt bylby dokladnie taki sam jak w przypadku jego wyjazdu.

              Choroba to chorob
              > a, porzucenie pracy to porzucenie pracy. Ja nie mam pretensji o dzień wolny, cz
              > y tydzień wolny, tylko o porzucenie pracy bez zachowania okresu wypowiedzenia!


              Ah to cie boli, pomimo ze gdyby zachorowal nagle i jak wyzej dwa tygodnie nie mogl pracowac to efekt dla was bylby taki sam czyli musielibyscie uzyc plan B. Ty natomiast masz problem ze on porzucil z dnia na dzien wspaniala prace u ciebie na rzecz rozmowy o prace.


              > Czy naprawdę trudno jest zrozumieć, że niektórzy rodzice pracują w niestandardo
              > wych godzinach, kiedy zwykłe placówki typu żłobki, przedszkola i szkoły są zamk
              > nięte, i nie ma innego wyjścia, jak polegać na au pair/ niani?
              >

              Oczywiscie ze nie trudno, dlatego trzeba miec zawsze plan B bo rozne rzeczy moga sie zdarzyc. Mogl wpasc pod auto albo miec guza w mozgu i nagle znalezc sie w szpitalu. Dorosli ludzie, rodzice ktorzy maja pod opieka niesamodzielne dzieci zawsze biora rozne opcje pod uwage.
        • leosia-wspaniala Re: Przecież nic się nie stało... 14.05.22, 09:13
          >. Po miesiacu z nami w środę po południu przepraszajaco oznajmił, że zadzwonili z Hiszpanii z ministerstwa kultury, gdzie wcześniej aplikował o pracę (!!!) i musi być w piatek rano na rozmowie kwalifikacyjnej w zwiazku z czym jutro wraca do Hiszpanii… najpewniej na stałe. 🙈🙈🙈

          No i co w tym dziwnego. Z różnych miejsc, gdzie się aplikowało, czasem odzywają się późno. Miał zrezygnować z pracy w ministerstwie?

          >Xuj, że oboje z mężem pracujemy, że nie mamy z kim dzieci zostawić, że ma formalnie 2 tyg wypowiedzenia na umowie, następnego dnia się spakował i wyjechał.

          No lajf, ale jakoś sobie poradziliście. Może trzeba poszukać niani na miejscu, ale to pewnie drożej.

          >Ogólnie ja go rozumiem, bo takiej okazji się nie puszcza, ale na litość, czegoś takiego się ludziom nie robi 🙈

          A ty co byś zrobiła na jego miejscu? Odpuściła rozmowę w ministerstwie?
          • picathartes Re: Przecież nic się nie stało... 14.05.22, 09:21
            > A ty co byś zrobiła na jego miejscu? Odpuściła rozmowę w ministerstwie?

            Poleciała na rozmowę, i wróciła do pracy po rozmowie? Żeby chociaż ten tydzień jeszcze odpracować?

            > No lajf, ale jakoś sobie poradziliście. Może trzeba poszukać niani na miejscu, ale to pewnie drożej

            No life. I to, że sobie poradziliśmy, oznacza, że porzucanie pracy jest okej?
            A jakbyśmy my zaczęli wykopywać po kolei naszych pracowników bez zachowania okresu wypowiedzenia, to też byłoby okej? Bo "nie-wąskowyspecjalizowany-pracownik" to można? I cześć-czołem-czapka, od jutra nie pracujesz, pakuj walizki, won?

            Naszej obecnej niani daliśmy wypowiedzenie nie miesiąc przed, jak w umowie, tylko dwa i pół miesiąca przed, żeby miała spokojnie czas na znalezienie czegoś nowego. Więcej, ja "nagrałam" jej już dwie rozmowy kwalifikacyjne u moich klientek smile
            My już od wakacji niani nie potrzebujemy, dzieci podrosły na tyle, że już się samodzielnie z mężem ogarniemy. Ale przez pięć lat potrzebowaliśmy pomocy i żadna lokalna placówka nie otwierała się tak wcześnie, by podrzucić do niej dzieci przed naszym wyjściem do pracy.
            • kicifura Re: Przecież nic się nie stało... 14.05.22, 09:29
              picathartes napisał(a):

              > > A ty co byś zrobiła na jego miejscu? Odpuściła rozmowę w ministerstwie?
              >
              > Poleciała na rozmowę, i wróciła do pracy po rozmowie? Żeby chociaż ten tydzień
              > jeszcze odpracować?

              No przecież sami tego nie chcieliście, żeby kursował

              "My się i z nim i z mężem nawet zastawialiśmy, czy warto, żeby po rozmowie jeszcze na tydzień wrócił, ale to po prostu bez sensu było. Kursować między Hiszpanią a Szwajcarią jest bez sensu, skoro wiesz, że koleś i tak odejdzie."

              Historia ci się nie skleja.
      • mia_mia Re: Przecież nic się nie stało... 13.05.22, 17:12
        Po to się zawiera umowy, żeby druga strona miała czas na przygotowanie się, równie dobrze od tej pracy mogło zależeć być albo nie być Saszy, czy wtedy Robak postąpił by słusznie wywalając ją bez dwutygodniowego okresu wypowiedzenia zagwarantowanego w umowie?
    • bib24 Re: Przecież nic się nie stało... 13.05.22, 17:46
      no przecież chodziło o to, żeby nie blokować etatu smile
      a przecież jak pracownik złoży wypowiedzenie to nic się nie blokuje bo od razu szukasz nowego, żeby się równo wymienili albo na zakładkę, żeby stary odchodzący nowego nauczył.
        • iwoniaw Re: Przecież nic się nie stało... 17.05.22, 07:09
          bib24 napisała:

          > pewnie że możesz. ale musisz mieć zwolnienie. i musisz się liczyć z potencjalną
          > kontrolą zus. no i nie dostaniesz 100% wynagrodzenia.

          Jaki wpływ ma powyższe na obciążenie pozostałych pracowników ze zmiany, bo to rzekomo współczucie dla nich wygenerowało oburzenie na porzucającą robotę po dwóch dniach?
    • mashcaron Re: Przecież nic się nie stało... 13.05.22, 21:14
      Lata temu sama tak pierdolnelam fartuchem w pewnej restauracji, więc nie oceniam:p i miałam centralnie w dupie czy oni tam sobie beze mnie poradzą czy nie i co sobie pracodawca pomyśli i co się w ogóle dalej stanie. ( Nic się nie stało)
      Nie jestem niczyim pomiotłem, sorry.
    • taje Re: Przecież nic się nie stało... 13.05.22, 21:31
      Zazwyczaj nie rzuca się nowego pracownika na głęboka wodę jako jedynego pracownika. Nawet dla nie nowego pracownika zawsze musi być jakieś zastępstwo, na wypadek gdyby pracownik się rozchorował albo chciał pójść na urlop. Pracodawca, który tego nie rozumie sam się prosi o kłopoty i nie, nie żal mi go ani trochę.
      • mika_p Re: Przecież nic się nie stało... 14.05.22, 11:01
        > Nawet dla nie nowego pracownika zawsze musi być jakieś zastępstwo, na wypadek gdyby pracownik się rozchorował albo chciał pójść na urlop.

        A, tak, rozsądny pracodawca ma magazyn z zapasowymi pracownikami i wyciąga ich w razie potrzeby. Tym zapasowym nie trzeba płacić ani nic, tacy zahibernowani tam sobie leżą w magazynie.

        Natomiast w prawdziwym świecie nieobecność pracownika skutkuje tym, że ktoś musi wykonać jego robotę.
        Co może oznaczać zmiany w grafiku, które niewątpliwie sprawiają radość przesuwanym, bo przecież nikt nie robi sobie żadnych planów, tylko czeka, żeby przyjść do pracy
          • mika_p Re: Przecież nic się nie stało... 14.05.22, 15:13
            Cóż, jeśli na zmianie trzeba x rzeczy przenieść z miejsca na miejsce, a potrzeba do tego 2,5 pracownika, to brak jednego powoduje że robota jest niezrobiona. Żeby była zrobiona, trzeba kogoś przesunąć z innej zmiany. Nawet jak jednym z tych 2,5 pracowników jest nowy, który jeszcze na 100% nie wyrabia normy. Ale to nie znaczy, że nie robi nic i się nie przydaje.
              • mika_p Re: Przecież nic się nie stało... 14.05.22, 15:51
                Skup się.
                Odpowiadam na post, w którym autorka twierdzi, że nawet dla nie nowego pracownika zawsze musi być jakieś zastępstwo, na wszelki wypadek. Otóż to zastępstwo na wszelki wypadek to jest dołożenie roboty pozostałym pracownikom, a przy pracy zmianowej wchodzi w grę też zmiana grafiku - jeżeli to jest taka robota, która nie może poczekać 3 dni.

                Idąc twoim tokiem myślenia, już dawno powinnam umrzeć z wyrzutów sumienia, że w ogóle śmiem cokolwiek kupować
                • mika_p Re: Przecież nic się nie stało... 14.05.22, 15:52
                  Za szybko wysłałam. Gdybym ja się tam zatrudniła, gdziekolwiek by to TAM nie bylo - to ktoś inny by sie musiał zatrudnić gdzie indziej. Jest znikoma ilość miejsc pracy, gdzie mogą cżłiwieka zatrudnić, żeby nic nie robił, tylko pensję pobierał za nic
                  • triismegistos Re: Przecież nic się nie stało... 14.05.22, 17:28
                    Ale przecież sasza nie chciała brać pensji za nic, lol. Pewnie, że znalazłaby się dla niej robota, i pewnie dla pięciu innych. Czemu tam się nie zatrudnisz, przez ciebie ci biedacy muszą sami dźwigać zgniłą marchew?
                    Nie poczuwasz się? To sasza też się nie poczuwa.
                    Nie zmienia to faktu, ze menadżer w takiej biedronce byłby debilem, gdyby jakoś liczył na takiego świeżaka.
                    U mnie w pracy często zdarza się, ze ktoś pojawia się i znika i nikt tego nie przeżywa, ani nie czuje się zawiedziony, a nie sądzę, byśmy mieli podobną rotację jak jakaś biedra tongue_out
                  • mika_p Re: Przecież nic się nie stało... 17.05.22, 20:05
                    > Zastępstwo w sieciowe to najczęściej telefon do kogoś na etacie i zmiana grafiku

                    A ten ktoś na etacie nie miał żadnych planów na wolne przedpołudnie/popołudnie i z entuzjazmem przyjmuje zmianę grafiku. Przecież nic się nie stało.
    • mid.week Re: Przecież nic się nie stało... 17.05.22, 06:46
      Nie wiem jak trzeba być niefrasobliwym żeby drzeć się na pracowników? Bardzo dobrze, że ludzie rzucają prace kiedy przełożony to szurnięty pyskacz. Gorzej tylko ze sasza prezentuje taki poziom oderwania i naiwności, że powrót na rynek pracy będzie dla niej bolesnym zderzeniem.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka