Dodaj do ulubionych

Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi...

14.05.22, 10:42
Moja mama i teściowa mają obie przed ślubem pełne stylówki w szafach, wszystko gotowe. Przed wyjazdem dwa dni walizki spakowane. Jak przyjdziesz obojętnie kiedy, czysto jak w laboratorium, obiadki do podania. Wszystkie prace zgodne z rocznym rozkładem ( wietrzenie trawnika, sadzenie, mycie okien, co chcecie), zrobione. Jak pojechałam do mamy pożyczyć jedna konkretną rzecz, była poza domem, ojciec zadzwonił do niej i mama powiedziała: otwórz szafkę druga po lewej, wysuń pudełko, za nim na prawo leży w drugiej kupce trzecia od dołu ta rzecz. Przyjdziecie do mnie, na ganku but syna ( pies wywlókł), w butowym sterta książek, której wczoraj w pracy używałam, w dużym pokoju na środku moje szpilki z poniedziałku, spytajcie o cokolwiek, muszę poszukać, jedzenie jest lub nie, pranie do zrobienia, rozkładu prac różnych nawet nie znam. Szukanie kluczy, torebek, na porządku dziennym. Gdyby nie to, że mam wreszcie porządną ekipę do sprzątania, to byłoby jeszcze o miseczce od lodów pod łóżkiem i innych takich. Czy to kwestia pokoleniowa czy niestety osobnicza?
Obserwuj wątek
    • andaba Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 10:46
      Jedno i drugie.
      Poza tym podejrzewam, że matka i teściowa, plus minus pięćdziesięciolatki, są na emeryturze i nie mają dzieci robiących bajzel.

      Ja też tak mam jak chodzi o umiejscowienie rzeczy - trzecia szafka, druga płka, za niebieskim pudełkiem, obok różowego koszyka, ale reszta - szkoda gadać.
    • 35wcieniu Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 10:49
      Osobnicza. Pomijając kwestie dzieci bo to oczywiste że jak ktoś nie ma to mu nie nabałaganią.
      Szlag by mnie trafił gdybym miała przed każdym wyjściem z domu miotać się w poszukiwaniu kluczy czy torebki. Mają swoje miejsce, zabieram i wychodzę. Albo gdybym przed użyciem czegokolwiek musiała się zastanawiać gdzie to jest.
      O misce pod łóżkiem się nie wypowiadam, bo to jakaś abstrakcja.
    • gris_gris Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 10:56
      U mnie jest tak samo, opis pasuje do mamy jak ulał smile A ja za nic nie moge osiągnąć tego stanu. I to nie jest kwestia emerytury, bo mama zawsze tak miała. Ja czesto mysle, ze poczuje sie naprawde dorosła, jak tez bede miec tak życie zorganizowane, no ale na razie nie widze tego momentu. Moj maz tez by chciał, i tez nie umie smile Zaznaczam, ze tu nie jest mowa o życiu w syfie, tylko wlasnie o tym, ze walizki spakowane spokojnie i nie na ostatnia chwile, ubrania sezonowe wyjęte na czas, a nie połowie sezonu, i uporządkowana szuflada na dokumenty (ok, to ostatnio maz wreszcie zrobił).
    • daniela34 Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 11:13
      Jednak osobnicza. Moja mama zdecydowanie nie pamięta, gdzie co ma, bo ma zwyczaj upychać rzeczy w różnych nieoczywistych miejscach i zdecydowanie nie ma porządku. Ma czysto, ale nie ma porządku, bo uwielbia mieć wszystko pod ręką. I wszystko jest jej potrzebne. Z nas dwóch to raczej ja mam wszystko pochowane i mniej więcej wiem, gdzie. Nadmiar rzeczy na wierzchu mnie męczy. Choć nie twierdzę, że czasem nie ma u mnie na wierzchu tych szpilek z poniedziałku, ale to jak mam za dużo pracy.
    • huang_he Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 11:22
      Stanowczo osobnicza, ale całe życie walczę ze sobą.
      Mam idealnie posprzątane w szafach, szafkach, szufladach i nawet w piwnicy, za to pełen pierdolnik na wierzchu non stop i ciągłe szukanie kluczy, torebki itp. Bo nie potrafię upchnąć byle jak. To za to stosuje mój mąż, co mnie doprowadza do furii, bo potem ja wyciągam, sprzątam, nie zdążę wszystkiego, część zostanie na wierzchu, a on potem upycha. Jestem w stanie spakować całą rodzinę na tygodniowy pobyt w 10 minut, za to potrzebuję godziny, żeby przyjąć mało wymagającego gościa. Mam idealnie odkurzone i wyczyszczone kąty, ale piach z butów na środku mieszkania (bo roomba nie ruszy, za dużo przeszkód, które własnie sprzątam, ale w trakcie postanowiłam przejrzeć zdjęcia rodziny, pograć na gitarze, zrobić sesję jogi, ugotować obiad z trzech dań itp.)
      • ukulelerege Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 19:51
        huang_he napisał(a):

        > Stanowczo osobnicza, ale całe życie walczę ze sobą.
        > Mam idealnie posprzątane w szafach, szafkach, szufladach i nawet w piwnicy, za
        > to pełen pierdolnik na wierzchu non stop i ciągłe szukanie kluczy, torebki itp.
        > Bo nie potrafię upchnąć byle jak. To za to stosuje mój mąż, co mnie doprowadza
        > do furii, bo potem ja wyciągam, sprzątam, nie zdążę wszystkiego, część zostani
        > e na wierzchu, a on potem upycha. Jestem w stanie spakować całą rodzinę na tygo
        > dniowy pobyt w 10 minut, za to potrzebuję godziny, żeby przyjąć mało wymagające
        > go gościa. Mam idealnie odkurzone i wyczyszczone kąty, ale piach z butów na śro
        > dku mieszkania (bo roomba nie ruszy, za dużo przeszkód, które własnie sprzątam,
        > ale w trakcie postanowiłam przejrzeć zdjęcia rodziny, pograć na gitarze, zrobi
        > ć sesję jogi, ugotować obiad z trzech dań itp.)

        Mam zupełnie odwrotnie😄 Jak pociągnę jedną bluzkę w szafie, to się odsuwam, żeby stertą ciuchów nie oberwać😉
        • huang_he Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 21:29
          To jest fizycznie możliwe jak najbardziej. Często pakuję całą rodzinę i naprawdę - bez różnicy dla mnie, czy są to dwa dni czy 7. Po prostu u mnie w szafach panuje idealny porządek, co oznacza otwarcie szafy i wyciągnięcie odpowiedniej ilości rzeczy. Nic nie wypada, wszystko jest uprasowane, skarpetki poparowane, bielizna złożona (nic nie jest zmieszane, mam w tych materiałowych pudełkach, czyli nawet w szufladach nie ma chaosu). Moje ubrania wiszą głównie na wieszakach, ale złożenie tego to serio chwila. Kosmetyki (szampony, szczoteczki itp.) mam spakowane na stałe, więc to kwestia wyciągnięcia kosmetyczki (a w niej wyjazdowe nożyczki, pęseta, plasterki, kremy do opalania, tampony itp.). Zdarzało się, że zlecałam mężowi spakowanie mnie na wyjazd. Mało tego - mogłabym dziecku zlecić spakowanie mnie i poradziłoby sobie całkiem sprawnie.
          Pamiętam, jak wylatywałam z przyjaciółką na tygodniowy rejs po oceanie. Ona potrzebowała dnia urlopu, żeby się spakować. Mi wystarczyło pewnie ze 30 minut (tu już była trudność większa, bo trzeba upchnąć sztormiak, kalosze, klapki, kamizelkę, znaleźć gumkę do okularów, ściągnąć śpiwór itp.)

          I jak ktoś napisał - dzieci też się da tak wychować, czyli moje dzieci też mają problem z odkładaniem na miejsce i potrafią zgubić plecak w mieszkaniu, ale w szufladach, na półkach i szafach - pod linijkę. Aktualnie pakują się już same, a są we wczesnej podstawówce.

          Tak samo mam z dokumentami - są w porządku absolutnie idealnym, nie ma pojedynczych kartek. Mam je poukładane w teczkach ofertowych, w jednym miejscu. Ale ja jestem z tych walniętych, co segregują dzieciom klocki lego (w szufladki, kolorami te większe i elementami te małe).
          • panna.nasturcja Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 15.05.22, 01:57
            Ale ja nie twierdzę, że to jest niemożliwe z powodu bałaganu.
            Tylko z powodu praw fizyki.
            Najczęściej osoby tak piszące mają zerowe poczucie czasu.
            Ja też mam porządek, wszystko w szafach gotowe do założenia.
            I mam szufladę, w której leżą "rzeczy urlopowe" typu kosmetyczki, woreczki na bieliznę, przybory do szycia, taka saszetka z drobiazgami typu długopisy, lupa, śrubokręt, różności.
            Ale:
            - ubrania są w kilku szagach/szufladach
            - buty i okrycia wierzchnie też
            - lekarstwa trzeba spakować
            - ksiązki wybrać
            - tablety zapakować w coś do bezpiecznego przewiezienia, dołączyć ladowarki, słuchawki
            - wyjąć torby z pawlacza
            - wyciągnąć z szuflady zapasowe okulary
            - spakować kosmetyczkę (ok, to masz spakowane, jak rozumiem)
            Robię sporo innych rzeczy (zabieram ręczniki, kubki, kawę, wodę, lampki, kredki i papier, parasolkę, kapelusz, budzik itd, ale rozumiem, że nie każdy tak robi)
            To wszystko trzeba zapakować do toreb lub walizek.
            Nie, tego się nie da zrobić w 10 minut dla całej rodziny.

              • huang_he Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 15.05.22, 11:59
                Mam świetne poczucie czasu.
                Poza tym ja nie napisałam "pakuje się zawsze w 10 minut", bo wcale tego nie robię, jeszcze nie oszalałam i nie widzę takiej potrzeby na co dzień. Natomiast gdybym akurat za 10 minut musiała wyjść z domu, to tak, rodzina by spokojnie przeżyła na tym, co spakowałam. Zrobiłam przed chwilą eksperyment i w ciągu minuty (bez wyjęcia torby) spakowałam mojego męża, tzn. wzięłam rzeczy i wyjęłam na łóżko. Gdyby była torba (torby w odpowiedniej ilości mam zawsze pod ręką), wrzuciłabym od razu do torby. Mam małe mieszkanie i tyle. Inaczej ma się sprawa w domu, gdzie trzeba dużo chodzić, inaczej tam, gdzie się ma dużo szaf. Inaczej też tam, gdzie ma się dużo ciuchów, a nie chodzi w połowie. Ja zrobiłam czystkę i nie mam ani jednej rzeczy, której bym nie założyła, więc po prostu mogę zgarnąć do torby odpowiednią ilość bez zastanawiania się. Spodnie i spódnice? Wiosną i jesienią robię przetasowanie wszystkiego, na wyciągnięcie ręki są rzeczy na dany sezon.

                Rzeczy basenowe (klapki, kąpielówki, czepki, okulary, ręczniki) mam w jednym pudle, po komplecie dla każego, wystarczy przesypać do torby, bez wybierania (i tym sposobem mam od razu klapki i ręczniki). Leków nie zabieram nigdy (tzn. jakiś paracetamol zawsze w kosmetyczce do zabrania, nie rozpakowuję tego nigdy). Książki? Kindle. Słuchawki, ładowarka, okulary - zawsze w plecaku, nie wyjmuję tego NIGDY (specjalna przegroda na dodatkowe, nigdy nie ruszane, bo właśnie - na zewnątrz często mam chaos i to po to, żebym nie musiała szukać na szybko przed wyjściem z domu). Ja mam nawet dwie pary własnych kluczy do mieszkania - jedne to te, których wiecznie szukam, a drugie te, które są niemal zaszyte w plecaku na stałe, takie "klucze ostatniej szansy".

                • aandzia43 Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 15.05.22, 13:41
                  Wiesz, ja pakuje się w 5, góra 10 minut na wyjazdy weekendowe w określone miejsce w które często jeżdżę. A nie jestem szczególnie uporządkowana panią domu (choć zasadnicze, często używane przedmioty mają swoje stałe miejsca). Dlaczego tak szybko? Bo mam wdrukowane wymagania tego miejsca, w nocy o północy wrzucam według kodu szmaty, buty i kosmetyki do konkretnej torby. No i mam to wszystko na kilkudziesięciu metrach, nie kilkuset, zadnego biegania po strychach czy piwnicach. Ale na wyjazd w typ miejsca w których nie byłam albo byłam dawno temu pakuję się duzo dłużej. I nie ma znaczenia że na półkach i wieszakach mam niedużo ubrań i tylko te które noszę - nie zwinę z wieszaka jak leci bo nie wszstko będzie tam potrzebne, i muszę się liczyć z objętością walizki. Więc wyciągam szmaty i myślę które zabrać, potem je pakuję i ewentualnie dokupuje coś nowego.
                  • huang_he Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 15.05.22, 14:13
                    Ja nie każę przecież nikomu pakować się tak, jak ja big_grin I nie było to pisane jako porada dla innych lub przechwalanie się.
                    W dodatku napisałam to a propos mojego schorzenia pod tytułem - chaos na wierzchu, w szafach porządek idealny. Jestem zapewne do bólu nudna ubraniowo, bo ja się autentycznie nie muszę zastanwiać za bardzo nad tym, co gdzie będzie potrzebne, bo wszędzie zabieram to samo. W tym samym chodzę do pracy i w tym samym jadę na urlop (dorzucam tylko dresy i oddychające koszulki oraz piżamę), prawie to samo biorę na łódkę. Jedyny problem to może by był w kwestii wesela, pogrzebu lub większej imprezy, bo tu musiałabym chyba jednak się zastanawić, aczkolwiek... No nie, nawet to nie. Nienawidzę chodzić po sklepach przed imprezą, bo wtedy nic nie mogę znaleźć, więc zawsze kupuję kieckę "w razie czego". W szafach dzieci też mam zawsze przygotowane "w razie czego", czyli jak się dowiem o 23, że na 8 rano dzieci mają być na galowo, to jest to zawsze gotowe. Jak nie jest, to czuję się z tym źle. A przecież są osoby, które codziennie prasują to, co mają zamiar założyć, bo sama takie znam. I ja wcale nie mówię, że coś jest lepsze lub gorsze. W sumie to nawet moje jest gorsze, bo właśnie - nikt mi nie wytknął, że potrzebuję godziny na przyjęcie tego mało wymagającego gościa. Czyli co z tego, że jestem w stanie się spakować (bo serio jestem), jeśli w mieszkaniu panuje wieczny rozgardiasz.
                    • aandzia43 Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 15.05.22, 15:29
                      " bo ja się autentycznie nie muszę zastanwiać za bardzo nad tym, co gdzie będzie potrzebne, bo wszędzie zabieram to samo. W tym samym chodzę do pracy i w tym samym jadę na urlop (dorzucam tylko dresy i oddychające koszulki oraz piżamę), prawie to samo biorę na łódkę"

                      Aha, to rzeczywiście masz łatwiej, ja trochę co innego zakładam żeby dojechać do pracy (praca "mundurkowa") czy wyskoczyć na miasto a co innego na urlop na łonie natury.
                  • igge Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 17.05.22, 08:46
                    Mnie z wiekiem pakowanie się zajmuje coraz mniej czasu i biorę też zdecydowanie mniej rzeczy niż kiedyś.
                    Kiedyś mąż długo marudził, żebym dała mu rzeczy swoje do zabrania, do spakowania, a ja jakoś byłam czymś innym ciągle zajęta i jeszcze przyjaciółka w dzień wyjazdu miała mnie odwiedzić.
                    W końcu tuż przed orzyjściek koleżanki spakowałam kosmetyczkę i zabrakło czasu. Mąż w lekkim stresie. Sięgnęłam po kabinówkę, a tam wszystko, co na wyjazd potrzebne. Łącznie z kostiumem i lekkimi rzeczami plus czymś cieplejszym. Nie rozpakowałam po poprzednim wyjeździe, zapomniałam. Tylko wudać rzeczy do prania wyjęłam. Czyli cały czas byłam w zasadzie spakowana.
                    Mina mojego męża bezcenna.
            • mamamisi2005 Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 15.05.22, 08:42
              W 15 minut to pakuję sama siebie na krótkie wyjazdy "pracowe", takie do 7 dni, korzystając z półgotowców. Może potrafiłbym zrobić to i w 10 minut, choć mam wątpliwości, bo walizki trzymam na strychu.
              Wliczyłam już czas koncepcyjny tej operacji, bo to też część tego procesu, i uważam mega szybka. Spakowanie rodziny zawsze trwało znacznie dłużej. Na szczęście obecnie nastoletnie dzieci i mąż wymagają już tylko nadzoru 😉
      • ichi51e Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 11:55
        jakoś tajemniczym sposobem ludzie którym naprawdę zależy na czystości tak sobie umieją rzecz w domu z dziećmi ustawić ze nie maja tam salaterek po lodach pod łóżkiem. Po prostu od małego pokazują dziecku gdzie jest ich granica a zanim dzieciak zrozumie twardo sprzątają sami. Jak jesteś pedantem to nie wyłączysz tego bo masz dziecko. Już prędzej będziesz dziecku wydzielać po jednej zabawce az się nauczy.0
        • 35wcieniu Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 12:02
          Autorka ma o ile pamiętam dorosłe dzieci więc ta salaterka pod łóżkiem to nie przez nie i wątek chyba nie jest o dziecięcym bałaganieniu.
          Więc tu po prostu wchodzą osobnicze kwestie i inaczej nie da się do tego podejsc- jednemu naczynia pod łóżkiem będą przeszkadzały, innemu nie, większość pewnie nigdy nie wpadnie na pomysł żeby je tam umieścić.
          • aandzia43 Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 15:53

            > Więc tu po prostu wchodzą osobnicze kwestie i inaczej nie da się do tego podejs
            > c- jednemu naczynia pod łóżkiem będą przeszkadzały, innemu nie, większość pewni
            > e nigdy nie wpadnie na pomysł żeby je tam umieścić.

            Ja bym nigdy nie wpadła na pomysł żeby po zjedzeniu loda lecieć od razu z naczyniem do kuchni. Stawiam gdzie jest akurat miejsce i dalej oddaje się czynnościom którym się właśnie oddawałam (czytanie, rozmawianie, gapienie się w sufit). Wstaję to zabieram i odnoszę, ergonomicznie.
          • amast Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 16:09
            > jednemu naczynia pod łóżkiem będą przeszkadzały, innemu nie, większość pewnie nigdy nie wpadnie na pomysł żeby je tam umieścić.

            Biorę miseczkę lodów, zalegam na kanapie, włączam netflixa, zjadam lody zanim skończy się czołówka filmu, odkładam miseczkę tam gdzie mam najbliżej, może to akurat być podłoga, kończę oglądać film 2h później i niekoniecznie pamiętam, że gdzieś tam postawiłam miseczkę. Przy czym jak odstawiam naczynie na podłogę to na ogół tak, żeby nie wdepnąć w nie podczas zmieniania pozycji czy wstawania, więc miseczka może wylądować pod kanapą, dla bezpieczeństwa jej i mojego. Naprawdę taki nie do pomyślenia scenariusz? Bo w to, że po skończeniu lodów ktoś specjalnie przerywa oglądanie filmu żeby zanieść do kuchni miseczkę, umyć, wytrzeć i odstawić na miejsce, to naprawdę ciężko mi uwierzyć...
              • amast Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 16:16
                Mam stolik kawowy obok kanapy, kanapa ma szerokie boki idealne do stawiania/kładzenia wszystkiego, mam w końcu zupełnie blisko kanapy stół i krzesła. I we wszystkich tych miejscach ORAZ na podłodze lądują czasem różne rzeczy o których czasem zapominam wstając smile
            • 35wcieniu Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 16:28
              Nikt nie pisał o tym że przerywa oglądanie żeby coś odnieść więc faktycznie można założyć że mało kto tak robi. Natomiast miseczka w Twojej opowieści jak najbardziej do pomyślenia, przecież napisałam że niektorzy pewnie tak robią i im nie przeszkadza a inni odwrotnie.
            • aqua48 Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 20:04
              amast napisała:


              > w to, że po skończeniu lodów ktoś spec
              > jalnie przerywa oglądanie filmu żeby zanieść do kuchni miseczkę, umyć, wytrzeć
              > i odstawić na miejsce, to naprawdę ciężko mi uwierzyć...

              Dlaczego?
              Ja tak robię, to znaczy odnoszę do kuchni i wrzucam do zlewu. Myję po skończeniu oglądania filmu. Nie cierpię przebywać w otoczeniu śmieci, brudnych naczyń, papierków, porozrzucanych rzeczy itp. Dla mnie to zwyczajnie męczące. Składam i chowam na swoje miejsce rzeczy. Lubię też dokładnie wiedzieć gdzie co mam.
      • loganberry Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 15.05.22, 09:10
        Nie chodzi o sprzątanie po dzieciach, tylko o to, że jak mieszkasz z 3 dzieci (nawet nastoletnich czy wręcz dorosłych) i pracujesz to masz zupełnie inny poziom chaosu niż jak masz 80 lat, mieszkasz sama lub z równie emerytowanym mężem i możesz sobie cały dzień układać włóczki w pudełeczku.
        Co nie znaczy, że tę drugą opcję uważam za fajniejsza wink
        • hanusinamama Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 17.05.22, 08:53
          Moja też. Ale tez pamietam ze swieta to było sprzatanie. nienawidziałm tego. Pamietam jak spadł wyczekany snieg...nie na sanki nie diziemy bo sprzatanie.
          Mam w miare porządek, wiem gdzie co leży, sprzątamy na bieżąco. Nienawidzę wielkiego bałaganu a potem wielkich porzadków...ale jak spadnie snieg to rzucam sciere i idziemy na sanki. Przed świetami wole z dziecmi coś porobić, film razem obejrzeć, na spacer dłuższy iśc, gdzieś jechać..okna nie musza być na błysk.
          Pamietam kilka lat temu jak w sobote wielkanocną moja córka chciała dalej jajka malować, faze miała na te jajka. No i siedziała przy staole w salonie i malowała...a dokładniej ciapała klejem i obklejała a to brokatem a to jakimiś wycinkami czy bibułkami. Przyjechała moja matka i z wysokiego C "Jak mzoesz jej tuz przed swietami tak dać nabałaganic".
        • auksencja15 Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 22.05.22, 12:36
          A z czego rezygnowała w zamian? Dbanie o urodę, czytanie ksiazek, hobby, rozwój osobisty, seks z mężem, spotkania z rodzina i znajomymi, czytanie dzieciom książek, sport, rozmowy z dziećmi, wspólne spędzanie czasu, wyjazdy weekendowe, ogarniania dzieciom dodatkowych zajęć, i setki innych aktywności. Nie da się mieć i robić wszystkiego w 24h wink każdy ustawia sobie gdzieś priorytety spośród tych różnych aktywności i możliwości. Dyscyplina nie ma z tym nic wspolnego.
    • geez_louise Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 13:20
      Daj spokój, nie bądź kolejnym pokoleniem, który z jeżdżenia na szmacie zrobił sobie sens życia.

      Jak „siedziałam w domu”, miałam idealny porządek. Teraz nie mam. Trudno, ale jakoś nie za bardzo ma to wpływ na cokolwiek.

      I gdzie miała być ta miska po lodach, jak ktoś jadł czytając/oglądając na łóżku? Pod poduszką? I te stada oburzonych… podłoga, miska, lody i łóżko są dla nas, a nie my dla porządku pod łóżkiem.
    • barattolina Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 13:20
      Osobnicza. Moja mama i ja to odwrotność Ciebie i Twojej mamy.
      U mnie zawsze porządek u niej zupełnie inaczej.
      Nie mogę się nadziwić ile u niej na blacie w kuchni jest nastawianych niepotrzebnych rzeczy. U mnie jest tylko czajnik na indukcji, płyn do mycia naczyń i ręczniki. Wycieram blat w 3sek., a u mojej mamy chyba pół godziny musiałabym poświecić tylko na usuwanie wszystkich bibelotów. Szkoda czasu.


    • golf_pod_brode Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 13:27
      Boziu, jak ja bym tak chciała! Mieć czyściutko, poukładane, zaplanowane, zorganizowane.
      Ale wiesz, one kiedyś też były matkami małych lub troszkę większych dzieci i wtedy pewnie nie miały czasu, żeby wszystko mieć idealnie. A teraz są na emeryturze, to mają więcej czasu i jak są chęci, to wychodzi taki efekt.
      • extereso Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 19:32
        Moja zawsze musisz porządek, wszystko wyprasoane,w sobotę ciasto a w niedzielę kluski z kaczką/ kura i kapustą 😁 najlepsze że robiło się samo, nie była cierpiętnicą. Dostarczyłam mamie dane do magisterki do wpisania w komputer, tak je posegregowała że promotor rozsyłał po znajomych jako wzór 😁
    • wkswks Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 14:32
      Moja mama taka jest, ma 64 lata(prawie). Ma porządek, zaplanowane prace domowe itp. Moja babcia taka jest, chociaż ma prawie 90 lat i nie powinna wielu rzeczy robić. Ja i moja siostra jesteśmy totalnie inne. Robimy co trzeba i kiedy trzeba i to pod warunkiem, że jest na to czas. Z obserwacji otoczenia widzę, że to kwestia pokoleniowa. Wsród innych nacji jest podobnie.
    • madame_edith Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 14:58
      Moja mama tak ma jak Twoja i musi to być kwestia osobnicza, bo wychowała dwie pedantki (moje siostry) i mnie, która mam bardzo inaczej. Niestety minus wychowania w takim domu jest taki, że standardy masz bardzo wysoko, a nie umiesz doskoczyć. Ile bym nie sprzątała zawsze moim zdaniem jest dalej nie dość czysto. I wiecznie sobie obiecuję, że ogarnę się bardziej. No ale nie ogarnę, nie leży to w mojej naturze zupełnie.
    • aandzia43 Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 15:00
      Osobnicza. Mam matkę (80) i córkę (30+) z predyspozycjami do porządku w sprawach zasadniczych - zapytane o jakiś rzadko używany przedmiot, naczynie kuchenne, ubranie czy dokument zawsze precyzyjnie wskażą w której szafce i na której półce leży. Przy czym nie idzie to w parze z pedantyzmem i wylizywaniem codziennie podłogi i okien 4 razy w roku. Brudu nie ma ale błysku jak brylancie też nie, ubrania czasem leżą na krześle, kocie kłaki leżą wszędzie, a talerzyk po lodach kwitnie pod fotelem.
      Ja, pokoleniowo pośrodku, wiem mniej więcej gdzie co mam, zapytana wskażę szafkę, ale już dalej szukaj sobie człowieku sam. Albo zawołaj mnie to wsadzę łapę w ten bałagan i wyciągnę poszukiwany przedmiot. Nie wiem jak to działa, ale działa, to się nazywa kinestetyczny porządek tongue_out One zazwyczaj przygotowane są do wyjazdów czy innych przedsięwzięć wcześniej, ja często robię wszystko w ostatniej chwili. One sprawy urzędowe maja załatwione na czas a najczęściej przed czasem, ja za 5 dwunasta.
      Wychowanie, dobry czy zły przykład czy przynależność do pokolenia nie mają tu żadnego wpływu.
      • aandzia43 Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 15:08
        Dorzucę jeszcze że moje śp. babcie roczniki około 1910 były chyba bardziej jak ja big_grin Trendy pokoleniowe, wymagania, mody czy obyczaje? Owszem są, ale większość i tak żyje po swojemu i robi co mu predyspozycje dyktują. Tyle że się nie wychyla i nie chwali jeśli akurat nie wystrzeliwuje się w aktualnie panujące mody wink
      • m_incubo Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 16:44
        Ja mam w domu w miarę ogarnięte na co dzień i błysk dwa dni w tygodniu, gdy przychodzi sprzątaczka. Moja mama jest z tych poukładanych, ale już jej dzirci to pół na pół, ha plasuję się bardziej po tej stronie, którą rządzi chaos więc owszem, miseczka po lodach może być pod łóżkiem, a na oparciu kanapy stos gazet, ale zawsze, absolutnie zawsze wiem, gdzie co leży, nawet gdy jest pierdyknięte za szafę czy pod regał, to mój mąż wiecznie wszystkiego szuka, ja robię zdjęcia oczami i zawsze wiem big_grin
    • umi Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 15:00
      Oosbnicza, chociaz pokoleniowosc moze jej sprzyjac lub nie. Kiedys byly inne proirytety. Niemniej ze slonia nie zrobi sie baletnicy, tak ze najlatwiej w kazdym maja ci po srodku, bo zawsze jakos sie wpasuja w oczekiwania i trendy, a ci ze skrajnych opcji ciezej. Dzisiaj wpasowywac az tak sie nie trzeba, wiec kazdy jest soba.
    • zurekgirl Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 14.05.22, 17:37
      Moja mama dorosla do porzadku tak kolo piecdziesiatki, jak sie na dobre z calym majdanem wynioslam. Mam nadzieje, ze u mnie tez twn moment nastapi jak porzadkowanie, planowanie zasiewu i podlewu stanie sie przyjemnoscia i celem dnia, a nie przykrym obowiazkiem, bo zamiast tego wolalabym po pracy lezec i saczyc drinki z palemka. Albo trzeba animowac i opierac dzieciarnie.
      • bovirag Re: Stara szkoła? Czy niestety nie to chodzi... 15.05.22, 10:43
        Największy chaos w domu generuje ja. Za dziecka bylam wrecz tresowana do sprzątania bo moja matka jak każdego dnia na ścierce nie pojeździła to chora była ( a pracowała na 1,5 etatu).
        W robocie jestem zorganizowana, poukładana a w domu- lepiej nie mówić. Uwielbiam gotować ale nie umiem zaplanować, lubię sprzątać a ciągle mam rozpizdziej. Teraz jak już jestem dobrze 40+ to nawet nie próbuję czegoś z tym zrobic- ogarnia to mój mąż plus Pani Natalia.
        Ale mam dwie dobre koleżanki, które jada na trzy letnim menu-,ONR wiedza co będą jadły na obiad 27 października 2023!!!!!!!!! ZAZDROSZCZE!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka