Dodaj do ulubionych

A propos narodzin dzieci?

29.06.22, 07:19

Czy okoliczności tych narodzin były w różny szczegölny sposöb wyjątkowe?
U mnie było zostawienie samego rocznego dzieciaka w zamkniętym łóżeczku(wieczór)i jazda taxi do szpitala,uspokajam:to było 38 lat temu😉
Obserwuj wątek
      • kryzys_wieku_sredniego Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 07:41
        Pewnie, byś rodziła w domu!
        Moja koleżanka 6 lat temu tak samo musiała zrobić, rodzice już prawie u nich byli żeby zostać z ich 2 letnim synkiem a ona prawie rodziła, mąz ją odstawił do szpitala, ledwo zdążyli. Dziecko samo w domu 30 min było. W tym samym czasie ona już trzymała córeczkę w rękach.
              • geoardzica_z_mlodymi Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 09:12
                Tam jest mowa o dwojgu rodziców jadących. Cóż, ojciec zostaje ze starszym i czeka aż ktoś dziecko odbierze albo wraca z dzieckiem do domu. Każdemu trzeba zapewnić bezpieczeństwo.
                Co jak w czasie, gdy rodzi jedno, drugie by się zakrztusiło na smierć?
                • 3-mamuska Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 10:17
                  geoardzica_z_mlodymi napisała:

                  > Tam jest mowa o dwojgu rodziców jadących. Cóż, ojciec zostaje ze starszym i cze
                  > ka aż ktoś dziecko odbierze albo wraca z dzieckiem do domu. Każdemu trzeba zape
                  > wnić bezpieczeństwo.
                  > Co jak w czasie, gdy rodzi jedno, drugie by się zakrztusiło na smierć?


                  A matka czym jedzie? Taxi i rodzi w taxi czy rodzi w domu czekając na karetkę?
                  • eliszka25 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 11:00
                    3-mamuska napisała:


                    > A matka czym jedzie? Taxi i rodzi w taxi czy rodzi w domu czekając na karetkę?
                    >

                    A jak mąż ją wiezie, to ma gwarancję, że nie urodzi w samochodzie? Czy może ten mąż jedną ręką kieruje, a drugą poród odbiera? Rodziłam dwa razy, oba porody były szybkie, ale żaden nie trwał 5 minut. Za drugim razem do szpitala pojechaliśmy w trójkę. Mąż mnie przekazał położnej i powiózł starszaka do przyjaciół. Zdążył wrócić na wielki finał, choć wszystko rozegrało się w 2 godziny. A nawet gdyby nie zdążył wrócić, to co by się stało? Myślisz, że drugie dziecko bez ojca by się nie urodziło czy jak?
                    • 3-mamuska Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 11:17
                      eliszka25 napisała:

                      > 3-mamuska napisała:
                      >
                      >
                      > > A matka czym jedzie? Taxi i rodzi w taxi czy rodzi w domu czekając na kar
                      > etkę?
                      > >
                      >
                      > A jak mąż ją wiezie, to ma gwarancję, że nie urodzi w samochodzie? Czy może ten
                      > mąż jedną ręką kieruje, a drugą poród odbiera? Rodziłam dwa razy, oba porody b
                      > yły szybkie, ale żaden nie trwał 5 minut. Za drugim razem do szpitala pojechali
                      > śmy w trójkę. Mąż mnie przekazał położnej i powiózł starszaka do przyjaciół. Zd
                      > ążył wrócić na wielki finał, choć wszystko rozegrało się w 2 godziny. A nawet g
                      > dyby nie zdążył wrócić, to co by się stało? Myślisz, że drugie dziecko bez ojca
                      > by się nie urodziło czy jak?

                      Chyba lepiej urodzić z mężem w waszym aucie niż z obcym facetem w taxi. .
                      Mąż może jechać z gazem do dechy i dostać mandat kierowcę taksówki trudno do tego namawiać.
                      Ty i ty i ty twój mąż cały świat nie jest jak ty.
                      Głupio zostawili dzieci myśle ze jakiś sensowny powód tego był ,może a może i nie a może byli niewyspani i zapomnieli.
                      • eliszka25 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 11:37
                        Wolałabym urodzić w taxi niż zostawić dziecko samo. Mąż nie jeździ karetką i dawanie gazu do dechy nie jest najlepszym pomysłem, bo dodatkowo zwiększa niebezpieczeństwo wypadku, czyli możliwość urodzenia dziecka poza szpitalem niebezpiecznie wzrasta.

                        Autorka wpisu o zostawieniu dziecka samego napisała o sobie, a mnie już nie wolno, bo umiałam sobie poradzić bez zostawiania dziecka samego? Cały świat nie jest jak ja i nigdzie tak nie twierdzę. Naszą sytuację podałam jako przykład, że można sobie poradzić nawet, gdy nie ma się pod ręką babci na każde skinienie. No ale ty uważasz, że się nie da, więc moje wypowiedzi są nie po twojej myśli 😄
                      • hanusinamama Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 12:27
                        Lepiej to zaopiekwoać się dzieckiem...chyba ze masz podesjcie, zrobilismy sobie drugie pierwsze już nie jest potrzebne...bo tak piszesz.
                        Nie ma znaczenia czy jade samochodem własnym czy taksą, Jade do szpitala, mąz zajmuje sie dzieckiem
              • mikams75 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 11:12
                ok, ale porod nie jest nagle i z nikad, jest wystarczajaco duzo czasu, zeby pomyslec nad planem b i c, co w czasie porodu i sie dogadac chocby za pieniadze ze znajomymi, sasiadami, ze przejma dziecko. Jesli nie natychmiast, to niech dojada za 2h do szpitala odebrac malucha. Jesli kobieta jest sama to musi miec wokol siebie jakas sensowna "wioske".
                  • eliszka25 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 15:55
                    maly_fiolek napisała:

                    > > ok, ale porod nie jest nagle i z nikad,
                    > Porody zdarzają się nagle, na przykład miesiąc przed (oszacowanym) terminem.

                    Ale o tym, że ten poród będzie, to jednak wiesz przez ładnych kilka miesięcy, co nie? To jest wystarczająco dużo czasu, żeby stworzyć plan a, b i c, a jak trzeba, to d. Również na wypadek, gdyby poród zaczął się wcześniej niż normalnie.
            • eliszka25 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 10:35
              3-mamuska napisała:


              >
              > Bo nie wolno. Bo nie wpuszczają na oddziały.

              Przecież nikt nie każe zabierać dziecka na porodówkę. My pojechaliśmy wszyscy. Mąż przekazał mnie położnej, a sam pojechał odstawić starszego syna do przyjaciół. Da się.
              • 3-mamuska Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 11:01
                eliszka25 napisała:

                > 3-mamuska napisała:
                >
                >
                > >
                > > Bo nie wolno. Bo nie wpuszczają na oddziały.
                >
                > Przecież nikt nie każe zabierać dziecka na porodówkę. My pojechaliśmy wszyscy.
                > Mąż przekazał mnie położnej, a sam pojechał odstawić starszego syna do przyjaci
                > ół. Da się.



                No pewnie ze się da , choć nie każdy ma rodzine i przyjaciół. Tacy co się zgodzą siedzieć z cudzym dzieckiem. Dziwne i niebezpieczne ze tak postąpili.
                • eliszka25 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 11:08
                  3-mamuska napisała:

                  > eliszka25 napisała:
                  >

                  > No pewnie ze się da , choć nie każdy ma rodzine i przyjaciół. Tacy co się zgod
                  > zą siedzieć z cudzym dzieckiem. Dziwne i niebezpieczne ze tak postąpili.

                  O ile nie żyje się na bezludnej wyspie, to ma się jakichś znajomych czy choćby sąsiadów, kolegów/koleżanki z pracy. Ciąża trwa 9 miesięcy. To naprawdę dość czasu, żeby ogarnąć jakąś opiekę dla starszego dziecka. Nie miałam i nie mam rodziny na podorędziu, bo została 1500 km dalej. Dlatego zbudowaliśmy sobie siatkę wzajemnej pomocy z sąsiadkami oraz kilkoma zaprzyjaźnionymi rodzinami. Mimo braku rodziny na miejscu miałam plan a w postaci przyjaciół oraz plan b, czyli sąsiadkę, gdyby musiało być nagle i szybko.
                • hanusinamama Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 12:23
                  To wtedy ojciec wraca z dzieckiem do domu a matka rodzic "sama" tzn z położna i lekarzami.
                  Rozumiem, ze ty zostawiasz na kilka godzin 2-3 latka samego bo mąz ci do porodu tak bardzo potrzebny...ze dziecko samo zostaje?
              • hanusinamama Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 12:24
                A;bo sie idzie rodzic samemu (czyli z personelem szpitala) jak to danwiej bywało a ojciec wraca z dzieckiem do domu sie nim zajmowac.
                Nie wyobrazam sobie aby "rodzinny poród" był wazniejszy niż dziecko które juz mam
            • livia.kalina Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 12:32
              Co za brednie. Jak trzeba to zabierają dziecko z matka na oddział. Moja koleżanka miała wypadek w autobusie MPK, który miał stłuczkę. Miała otwarte złamanie. Była z półtoraroczniakiem. Przyjechało pogotowie, żeby ja zabrać, to dziecko mieli w autobusie zostawić? Wzięli ją z dzieckiem do karetki ( choć teoretycznie nie wolno) , zawieżli na oddział do szpitala, wzięli na operacje, w tym czasie jedna z pielęgniarek zajęła się dzieckiem i poczekała aż po dziecko przyjedzie ktoś z rodziny.
        • eliszka25 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 10:08
          No ja nie rodziłam w domu, ale nie zostawiłam 3-latka samego. Na porodówkę pojechaliśmy wszyscy. Byliśmy umówieni z przyjaciółmi, ale sytuacja rozwijała się bardzo dynamicznie i nie mogliśmy czekać w domu, więc zapakowałyśmy starszaka do auta i pojechaliśmy do szpitala. Mąż oddał mnie pod opiekę położnej, a sam pojechał odwieźć syna. W najgorszym przypadku urodziłabym zanim zdążył wrócić, ale przynajmniej nie musiałam się martwić o starsze dziecko. Jednak młodszy czekał na tatę, jak stwierdziła położna i urodził się chwilę po tym, jak mąż do mnie przyszedł.
        • mikams75 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 10:50
          Ale co za problem, zeby ojciec wzial drugie dziecko ze soba? Opcji jest wiele, chocby taksowka dla rodzacej. Znajomi zabrali dziecko ze soba i wreczyli tablet, maluchy zazwyczaj przy elektronice siedza jak zahipnotyzowane i nie zauwazaja za bardzo co sie dzieje wokolo. W takiej sytuacji mowi sie trudno, niech sie gapi w ekran.
        • milupaa Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 11:22
          A to poród się zaczyna i kończy w 30 minut? Objawy są dużo wcześniej, jak się je lekceważy takie są skutki. Ileż na tym forum krzykaczek aby nawet na 3 minuty dziecka nie zostawiać, nawet jak ma się je na oku 🙂A tu takie kwiatki. Ciekawe co krzykaczki na to.
          • mikams75 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 12:05
            hmm u mnie trwal mniej wiecej tyle.... wczesniejsze delikatne objawy jak je opisalam, to nawet polozna je zignorowala i zalecila relaks w domu i odradzila przyjazd do szpitala. Ale fakt, jest kilka miesiecy na ulozenie planu i logistyki okoloporodowej.
        • memphis90 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 21:18
          >ona prawie rodziła, mąz ją odstawił do szpitala,
          Czyli mogli wziąć dziecko do samochodu w czasie odstawiania rodzącej do szpitala? Rodzącej mąż nie jest absolutnie niezbędny, natomiast 2l dziecku natomiast ojciec jest zdecydowanie potrzeby.
    • heca7 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 07:43
      Już pisałam wielokrotnie. Zamiast córki wyciągnęli syna tongue_out 3 USG , ostatnie na 5 godzin przed urodzeniem dziecka i na wszystkich , każde w innym gabinecie wychodzi, że dziewczynka. A rodzi się chłopak. Wyciągnęli dziecko, położna trzyma go twarzą do dołu na ręce (mały był bo przed terminem) i poklepując po pleckach mówi- zdrowa dziewczynka. A ja widzę, że za nią stoi pielęgniarka z powijakami i ma dziwną minę, tak nachyla się, rozgląda i mówi powoli- aaaa to nie miał być...chłopiec? Następuje sekunda ciszy, położna odwraca dziecko a tam jak w Seksmisji -siusiak. Musiałam sama całą rodzinę obdzwaniać bo mężowi nikt nie uwierzył. A wszystkie ciuchy jakie kupiłam dla dziewczynki psu w d.upę tongue_out "Dziewczynka" właśnie skończyła 17 lat i ma 192cm. Jakim cudem trzech lekarzy nie zauważyło, że to jest chłopak do dziś nie wiemy.
      • ajr27 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 10:08
        Historia niesamowita, masz co wnukom opowiadać!
        Ja miałam przez pierwsze 4 miesiące speca od usg, który wiedział, że chcemy dziewczynkę, więc zaklinał rzeczywistość, że nie widzi siusiaka. No ale na połówkowym sami zauważyliśmy, więc przyznał się, że kłamał od początku.
        • hosta_73 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 10:57
          "przyznał się, że kłamał od początku. "

          Że co??? I kiedy miał zamiar wam powiedzieć? Głupia, nieetyczna zabawa.
          Znajomemu miała urodzić się córka, syn już był . Cieszyli się bardzo i byli nastawieni na 100% na dziewczynkę, każde USG to potwierdzało. Gdy urodził się chłopczyk byli w takim szoku, że nawet zachowywali się dziwnie. Położna trzyma małego i chce go podać rodzicom a oni dyskutują "nie, nie, nie, miała być dziewczynka, to niemożliwe ". Trochę czasu to do nich docierało. Teraz się z tego śmieją ale naprawdę przeżyli szok.
        • mamkotanagoracymdachu Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 11:00
          ajr27 napisała:

          > Historia niesamowita, masz co wnukom opowiadać!
          > Ja miałam przez pierwsze 4 miesiące speca od usg, który wiedział, że chcemy dzi
          > ewczynkę, więc zaklinał rzeczywistość, że nie widzi siusiaka. No ale na połówko
          > wym sami zauważyliśmy, więc przyznał się, że kłamał od początku.

          Co?????
          Mam nadzieje, ze miał jakieś postępowanie dyscyplinarne z tego tytułu.
          Dobrze, ze nie kłamał w temacie zdrowia dziecka, bo rownie dobrze mógłby kłamać, ze widzi mózg czy płuca, kiedy ich nie było.
          • ajr27 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 11:15
            On nie był moim głównym lekarzem, tylko takim z opieki szpitalnej, na NFZ. Na najważniejsze badania chodziłam do innego, który zresztą od początku ciąży mówił, że płód jest bokiem ułożony i on nie będzie spekulował, dopóki nie będzie pewien. A tamten nas po prostu zwodził: " chcecie dziewczynkę? No, to może być dziewczynka, nie widzę siusiaka", aż do połówkowego, kiedy była pewność. Zresztą w międzyczasie odebrałam wyniki genetyki, uradowane panie na Sobieskiego mi pokazują na piśmie : " kariotyp męski prawidłowy", a ja na to w płacz.
        • heca7 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 08:05
          Było mi wszystko jedno. Mieliśmy już w domu 3-letnią córkę. Poszliśmy na pierwsze USG i lekarz zapytał "co mamy w domu", my, że córkę. A on mówi- to też jest córka i sam z siebie zaczął się usprawiedliwiać , że już by było widać gdyby to był chłopiec, że to nie jest tak wcześnie itd. Widocznie ludzie mu marudzili i okazywali zawód w gabinecie. My nie, my stwierdziliśmy- aha, fajnie, zdrowe? ok ,a on dalej się tłumaczył... Pamiętam to bo wydało mi się takie dziwne.
          A nakupiłam nowych ubrań bo starsza urodziła się na początku marca a to młodsze miało urodzić się w drugiej połowie lipca i raczej polarowy dresik by się nie przydał wink
          • robin1025 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 08:47
            To u mojej sąsiadki na odwrót. Miała syna i miał być drugi a strasznie chciała córkę. W rozmowie z nią mówiła, że szans na pomyłkę nie ma bo 3 różnych lekarzy jej 2giego chłopaka potwierdziło. Musiała mieć często usg bo coś nie tak było z główką dziecka. 1 dzień przed porodem usg ostatnie kontrolne i ostateczne potwierdzenie płci na męską. W następnym dniu rodzi i akurat dyżur miał lekarz ten co robił ostatnie usg.Zaraz po porodzie cisza na sali...Anka się rozpłakała bo myślała że jednak dziecko jest chore....po chwili pokazują jej dzieciaczka i pytają się co urodziła? smile. Sąsiadka nie wiem smile. Generalnie okazało się że córka miała tak opuchnięte narządy od hormonów, że wyglądało to na usg na chłopca smile. Kilka dni po porodzie wszystko zeszło....mała chłopczyca z niej wyrosła i dziś ma 15 lat...ale 10000% dziołcha smile z czego sąsiadka sie cieszy bo bardzo córkę chciała.
          • massinga Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 14:04
            Jak bylam pierwszy raz w ciazy, to bardzo chcialam miec syna. Ubzduralam sobie, ze pierwszy ma byc dziedzic, przedluzenie rodu (jakbysmy byli jakas szlachta, a tu chlopi z dziada pradziada) i w ogole duma ojca, ze ma pierworodnego. Jak widac, patriarchat niezle we mnie siedzial. Urodzila sie corka i w pierwszej chwili bylam zawiedziona. Potem mi przeszlo. W drugiej ciazy jedynie pragnelam zdrowego dziecka niezaleznie od plci. Akurat sie zlozylo, ze urodzil sie chlopiec.
            • sophia.87 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 14:15
              My ustaliliśmy jeszcze przed ślubem, że będzie trójka, chłopiec i dwie dziewczynki, bliźniaczki. Z blizniaczkami się nie udało, na szczęście, że cała reszta tak.
              Ale ja od początku, w każdej ciąży wiedziałam jakiej płci będzie dziecko☺
    • palacinka2020 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 10:01
      Tak się bałam o opiekę nad starszym dzieckiem w czasie porodu, że poważnie rozważałam poród domowy. Potem jedak okazało się, że ta opieka to nie jest taki wielki problem- spytałam troje sąsiadów i wszyscy wyrazili gotowość dogladania dziecka przez krótki czas gdybym musiała jechac na porodówkę. Ostatecznie córka została pod opieką mamy koleżanki z przedszkola. Zadne wzywanie teściów czy rodziców nie było konieczne, a już na pewno nie zostawianie jej samą.
      A moje porody i ciąże były nudne- zadnych nieprawdilowości, nic spektakularnego, porod spontaniczny i bez interwencji medycznych.
    • julita165 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 11:04
      Nie wiem czy to sa niesamowite okolicznosci ale bylo tak. Od zawsze mowilam ze tylko cc i zero innej opcji. Wybralam prywatny szpital zeby miec spokoj, podpisalam umowe na cc, ustalono termin dokladnie w 38tc i tak sobie pewna swego czekalam konca. Ale. .ja jestem panikara, cisnienie mi skacze na widok lekarza wiec tak na chlodno klasc sie pod noz...brrr? I jak termin cc sie zblizal to...zmienilam zdanie. A moze jednak sprobowac normalnie? Tym bardziej ze moja lekarka mowila ze w tym szpitalu nie prakttkuja jakis wielogodzinnych czy wywolywanych pprodow. 3-4h a jak nie to sami kieruja na cc. No i oczywiscie jest znieczulenie. Mysle sobie, dobra sprobujemy. Sadze ze po prostu odwlekalam sprawe ze strachu. Minal 38,39, 40tc i nic. Lekarka mowi ze brak symptomow zblizajacego sie porodu. Dziecko odwrocone ale cos tam sie nie opuszcza nie rozpulchnia czy cos. Jako ze minal 40tc powiedziala ze max kilka dni mpzna czekac ale trzeba zrobic test oksytocynowy-sprawdzic kondycje dziecka w warunkach skurczow. Kazala przyjsc dnia x i zabrac rzeczy do szpitala bo czasem taki test wywoluje porod. To jednak oksytocyna choc niewiele. Dalivta oksytocyne, nic nie czulam. Przyszedl lekarz i mowi ze w ogole nie mogli wywolac skurczow, dali tego duzo wiecej niz zwykle a tu ledwo ledwo ktg cos zapisalo i w zwiazku z tym on proponuje cc. Od razu, nie ma na co czekac, jestem spakowana, to 41tc. Za pol godziny bedzie po sprawie. Na co ja...nie zgadzam sie, chce do domu, nie czuje sie psychicznie gotowa😁. Lekarz oslupial, potem tlumaczyl, w koncu stwierdzil ok, moge przyjsc w poniedzialek ( a byl piatek) wiec z tego szpitala zwialam😀. Wrocilam w poniedzialek, psychcznie gotowa. Mnie sie wydawalo ze wszystko bylo normalnie. Przyszedl ginekolog pielegniarka potem anestezjolog. Gadka szmatka, fura papierow do podpisu. Po czym mowia ze cc bedzie w pelnej narkozie. Ja na to ze ekstra super. Pojechalam na sale, uspili mnie, nastepne co pamietam to rozowiutki bobasek zawiniety w becik. Potem sie dowiedzialam ze ta narkoza to skutek mojego spanikowania. W trakcie rozmowy anestezjolog uznal ze istnieje powazna obawa ze zaczne uciekac z igla w kregoslupie😀
    • thank_you Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 12:19
      Przy pierwszym po odejściu wód - dopakowałam torbę, wzięłam prysznic, a potem kluczyki do auta, zajechałam jeszcze do sklepu po wodę i przekąski i pojechałam samodzielnie do szpitala. Po kilku h miałam dziecko w ramionach.

      Przy drugim - leżałam x dni w szpitalu, a w dniu CC dostałam skurczy i miałam 2 porody w jednym. tongue_out
    • alpepe Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 12:22
      Dwa dni sama sobie odwlekałam poród tabletkami na podtrzymanie, bo się tak bałam, a poza tym skurcze mi się zaczynały w nocy, kiedy chciało mi się spać. Trzeciego dnia pojechałam bez skurczy, powiedziałam prawdę położnym, te w tajemnicy przed lekarzem dały mi ciach bach oksytoksynę, bym urodziła jeszcze zanim zejdą z dyżuru. Bolało strasznie, ale urodziłam faktycznie przed końcem ich dyżuru.
    • eliszka25 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 13:41
      Starszego syna rodziłam w warunkach iście vipowskich. Zaczęło się od strachu, bo na kontroli w dniu terminu porodu, już w szpitalu, lekarka stwierdziła, że mam stosunkowo mało wód płodowych, więc wysłała mnie do domu po rzeczy i kazała wrócić wieczorem na porodówkę. Zanim załatwiliśmy wszystkie formalności i zainstalowałam się w pokoju była już 23, a koło północy dostałam dopochwowo oksytocynę. Lekarz mnie uspokajał, że z dzieckiem nic złego się nie dzieje, więc zaczniemy powoli i może to potrwać nawet 2-3 dni, więc mam spokojnie kłaść się spać. Długo nie pospałam. Koło 4 obudził mnie skurcz, jak bym musiała do ubikacji, ale po skorzystaniu z wc nie przeszło, tylko pojawiały się coraz to nowe skurcze. W końcu doszłam do wniosku, że to chyba to i zadzwoniłam po pomoc. Położna założyła mi ktg, a tam skurcze już co 5 minut. Koło 5 położna zaproponowała mi wejście do wanny dla rozluźnienia. To mi faktycznie dobrze zrobiło. Gdzieś o 6 dotarł mąż, a między 6 a 7 zmieniał się personel z nocki na dzienny i zapytano mnie, czy mój poród może odebrać dziewczyna, która zdaje egzamin na położną. Zgodziłam się i od tej pory stałam się VIP-em. Poród odbierała młoda położna, bardzo miła i delikatna dziewczyna. Razem z nią w sali były dwie położne przeprowadzające egzamin oraz niemal cały czas towarzyszyła im lekarka. Miałam więc 4 osoby do obsługi mojego porodu, a ponieważ wszystko szło stosunkowo szybko i kompletnie bezproblemowo, to położne donosiły mi herbatę, mężowi kawę, śniadanie. Jak w jakimś hotelu 😄. Bardzo miło to wspominam. Dziewczynę na koniec pochwaliłam i powiedziałam, że bardzo mi pomogła, bo tak było. Mam nadzieję, że zdała ten egzamin na 5.

      Trzy lata później, poród mojego młodszego syna odbierała położna, która była jedną z egzaminatorek. Zapamiętała mnie i w przerwach między skurczami sobie trochę poplotkowałyśmy 😄.

      A, obaj moi synowie urodzili się w wodzie i obydwa porody wspominam bardzo miło.
    • b.bujak Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 17:35
      ze starszym byłam bardzo pozytywnie nastawiona, miałam wyćwiczone techniki relaksacyjne pamiętam do dziś, jak patrzyłam w okno, za którym spadały płatki śniegu - to był bardzo relaksujący widok... w ostatniej fazie porodu wanna; kiedy w pewnym momencie zobaczyłam nade mną grupkę ludzi (na końcówkę przychodzą z noworodkowego, do tego jeszcze jacyś stażyści) - powitałam ich szerokim uśmiechem smile jeszcze na drugi dzien pani ordynator przyszła mi pogratulować za poród z uśmiechem na ustach smile
      z młodszym było mniej wesoło, bo się pozawijał w pępowinę - probowałam rodzić naturalnie, ale do wanny nie pozwolili, bo caly czas byłam podpięta pod KTG; i tak skończyło się cięciem
    • chebellacosa92 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 18:17
      Tak, były wyjątkowe - z tak chamskim i przedmiotowym podejściem do pacjenta wcześnie się nie spotkałam. Rodziłam w szpitalu w Międzylesiu, na ulicy Bursztynowej. Pan ordynator po chamsku traktował pacjentki, komentował ich wygląd, przy studentach medycyny pozwalał sobie na niewybredne żarty. Mnie na przykład wziął za niewielką ( naprawdę niewielką) fałdkę na brzuchu i powiedział, że w ciąży panie tyją, bo jedzą "Pawełki " . Przytyłam, fakt, ale nie jakoś bardzo, poza tym miałam kłopoty z utrzymaniem ciąży, pięć miesięcy leżałam. Wtedy byłam zahukana, niepewną siebie osobą- dziś huknęłabym faceta w ryj, aż nakrylby się kopytami, ba, nigdy w życiu nie leżałabym rozkraczona przed studentami, bez pardonu zagladajacymi mi w krocze. To był mój jedyny poród. Męża nie było, był w pracy za granicą.
    • manon.lescaut4 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 18:19
      Rodziłam młodsze w szczycie pierwszej fali smile Ciężko w to teraz uwierzyć, ale covid wzbudzał wtedy emocje. Już po, gdy leżeliśmy 3 dni w szpitalu z okna widziałam oddział covidowy, na którym ruch był intensywny. A tak w ogóle poród zaczal się nagle i przed czasem i wzywana była karetka, gdy jechaliśmy do szpitala to akurat towarzyszyły nam oklaski dla NHS smile jak wtedy w każdy czwartkowy wieczór.
      • b.bujak Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 19:38
        manon.lescaut4 napisał(a):

        > Rodziłam młodsze w szczycie pierwszej fali smile

        ja rodziłam w szczycie pandemii ptasiej grypy - wtedy to też były emocje, straszono zgonami ciężarnych, starszy syn nie mógł nas odwiedzić w szpitalu; przyznam, że uległam troche tej panice, starszy nie chodził przez jakiś czas do przedszkola.... teraz to widzimy, że to była popierdółka a nie pandemia wink
        • manon.lescaut4 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 22:30
          Nie, w Anglii, oklaski zwłaszcza w tych pierwszych tygodniach to była spora akcja, jacyś ludzie ode mnie z sąsiedztwa się nawet przebierali smile
          Za to jak wróciliśmy do domu, to aż sąsiedzi z naprzeciwka wyszli się przywitać i zapytać jak tam, bo widzieli akcje z karetka, to było bardzo miłe.
    • ciri_77 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 18:30
      Córka najmłodsza urodziła się w 2016, były wtedy w Polsce światowe dni młodzieży. W mojej wsi mnóstwo pielgrzymów, u nas nie, bo ja w końcówce ciąży a teściowie nie mówią po angielsku. W sobotę zrobili ogromną imprezę w ogrodzie, dla połowy wsi i pielgrzymów. Rano w niedzielę byliśmy pożegnać gości którzy jechali do Bielsko-Biała na wielką mszę i dalej do Krakowa - odeszły mi wody jak na filmie wink pół miasta zamknięte, do szpitala jechałam z eskortą ochroniarzy ( częściowo chodnikiem). Finalnie skończyło się cesarka, nawet bez czekania na lekarza bo szpital był zabezpieczeniiem imprezy masowej, postawiony w pełnej gotowości i prawie bez pacjentów.
    • ga-ti Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 19:34
      Pierwsze dziecko od kilku dni przed nie dawało znaku skurczy na ktg, aż tu nagle zaczęło się rodzić, ledwie zdążyliśmy do szpitala, mąż jechał przez skrzyżowania na klaksonie wink wpadam na izbę przyjęć, mówię, że rodzę, pani pielęgniarka spokojnie każe mi się położyć na ktg, przykłada te 'słuchawki' i przerażona woła "Pani rodzi!" "no przecież mówię", kazała mi tylko nie przeć, zawołała lekarkę, zleciały się lekarki i położne z dwóch zmian, bo było rano i akurat się zmieniały. Wpakowały mnie na łóżko i zawiozły na porodówkę, krzycząc, żebym nie parła. Super, tylko weź tu nie przyj, jak się samo ciśnie wink Dzieciątko zdrowe, cudne, już pełnoletnie smile

      Trzy lata później zostało z naszym kolegą, bezdzietnym wtedy i przerażonym bardziej niż my, a my pojechaliśmy na porodówkę, już dając sobie 2 i pół godziny czasu na te wszystkie drabinki, piłki, prysznice big_grin

      Trzecie się rodzić nie chciało, 2 tygodnie po terminie, wywoływane, najdłużej wszystko trwało, szczęśliwie się skończyło.

      Mam tych anegdotek jeszcze trochę, może następnym razem wink
    • szmytka1 Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 19:59
      Przy pierwszym 3 dni rodzenia, 3 oksytocyny, masaże szyjki, chuje muje dzikie węże, a na koniec wypychanie dziecka, obrażenia, trauma, niepełnosprawność, diagnoza mpd, na szczęście nietrafna. Ja zakażenie okołoporodowe i sie ledwo wywinęłam. Mija prawie 10 l, ja nadal trauma, znowu duze dziecko, od początku wiadomo że cc, bo zła historia położnicza, ja już starsza i mam nadciśnienie i inne dolegliwości. Ma się nic nie stać. Przecież to będzie cc. No i w trakcie mam duży spadek ciśnienia, zapasc, szybkie wydobywanie dziecka, uszkodzenie nerwów u mnie, ale wolę to niż masakrę krocza przy SN z pierwszym 😒 Może to nie nadzwyczajne historie, ale dlaczego 2 x trafiło na mnie 🤔 Trzecia ciąża chyba by mnie zabiła.
    • g.r.uu Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 20:33
      Ostatni poród: leżałam w wannie, oddychałam głęboko a między skurczami dyskutowałam z partnerem o tym, czy będzie wojna czy nie i nawet mu czytałam kawałek jakiejś analizy smile Potem było pół godziny konkretnej akcji i już
      Drugi poród: nawet papierów nie wypełniałam, bo położna uznała że nie zdążymy. Nie była pewna nawet czy zdąży mi wannę napełnić wodą. Udało się, 25 minut po wejściu na salę było po wszystkim. A dojechaliśmy tak później bo po drodze przypomniałam sobie że nie zjadłam śniadania i zażądałam macdonalda. Poza kolejnością obsługiwali żebym im tam nie urodziła na parkingu smile
    • shmu Re: A propos narodzin dzieci? 29.06.22, 21:35
      Po pierwszym porodzie leżeliśmy w trójkę w tym samym szpitalu na trzech różnych oddziałach i budynkach. Mały urodził się 27 godzin po odejściu wód i miał jakąś infekcję, więc leżał na neonatologii z antybiotykiem, ja na położniczym, a mąż z podejrzeniem zawału na pogotowiu. Wszystko dobrze się skończyło.

      Na drugi poród pojechala. z ludzikiem LEGO - mąż kupił starszakowi postać mamy y wózkiem i starszym bratem, żeby mu wyjaśnić, że będzie miał rodzeństwo. I właśnie ten starszy brat LEGO był ze mną na porodówce. I chyba przyniósł nam szczęście, bo było niewesoło.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka