bamberkazroza
23.08.22, 18:15
Od kilku lat chodzę do tego samego fryzjera. Zawsze wychodziłam zadowolona, teraz wyszłam nieomal z płaczem. Moja ulubiona fryzjerka, która tam pracowała - wyjechała za granicę i właściciel wyznaczył na zastępstwo młodą dziewczynę. Zapewniano mnie, że wszystko będzie w porządku, że będzie tak jak zawsze, że jest rozpiska. Robię od lat farbę+refleksy. Usiadłam na fotelu i zaczął się dramat. Dziewczyna nieporadna, rozstrzęsiona- jak zaczęła nawijać na folijkę refleksy trwało to 2 godziny. Cięcie-kolejny dramat- panna operowała nożyczkami nieporadnie ( choć fryzura była prosta- zwykły bob), cieła bardzo wolno. W koncu przekroczyła przeznaczony dla mnie czas i na fotelu obok zasiadła zniecierpliwiona kolejna klientka. W koncu inna fryzjerka widząc co się dzieje- dkonczyła dzieła. I całe szczęście- bo przynajmniej cięcie jest OK. Niestety refleksy zostały położone za gęsto zbyt grube pasma- i zamiast delikatnego przenikania mam jednolitą, ohydną farbę. Wściekłam się. Ponieważ własciciel wyjechał - przekazałam swoje uwagi recepcji i drugiej fryzjerce co mnie poprawiała i powiedziałam, że oczekuję darmowej poprawki. Przepraszały i powiedziały, że oczywiście przekażą. Właściciel wraca w poniedziałek- mają dzwonić.
I teraz co jak właściciel się nie zgodzi na poprawki? Albo zacznie zapewniać, że jest wspaniale? I czy to się w ogóle da poprawić?
Bo o tym, że fryzjerka nie kumała po polsku i nie mówiła po polsku to już mi się pisać nie chce.
Zapłaciłam 550 zł.