justa801
02.10.22, 18:19
Przeczuwałam dobrze, że rozmowa, której rozmowa na dobrą sprawę nie powinnam nazywać, nie była ani trochę normalna i spokojna, a mąż w końcu dostał jakiegoś regularnego ataku. Zaczęło się od rana, jak tylko wstał z łóżka. Raz jak na zawołanie płacz, bo on nie chciał, więcej tak nie zrobi, za chwilę przepraszanie mnie za wszystko, bo on nie chce mnie denerwować i stracić, na koniec stwierdził, jak już zobaczył, że nie rusza mnie jego spektakl, że jak wyjdę, to w takim razie on wyjeżdża do swojego kraju, bo tutaj nic go nie trzyma, a pobyt w Polsce zniszczyl całego jego życie i dlatego jest teraz w tym punkcie, w którym jest (mąż jest Niemcem, ale moi teściowie przeprowadzili się do PL jak mąż miał ledwie 5 lat i cały czas tu mieszkają). Zaczął wydzwaniać po ludziach, że mu się sypie życie, bo ja nie chce z nim być. Oczywiście nie dodał, że wrócił do chlania, bo to nie jest dla niego widocznie na tyle istotne, ale wszyscy, którzy znają męża, znają też jego przeszłość. Odbiło mu, bo nie spodziewał się tego, co usłyszał. Do tego na koniec, jak zobaczył, że to nie żart i się pakuje, próbował przez okno wywalić mój telefon i laptop. Udało mi się go spacyfikowac, ale po raz pierwszy chciałam wyjść jak najszybciej. Nie, nie uderzył ani nic innego mi osobiście nie zrobił, nie próbował, ale dostał szału.
Powiedziałam krótko, że mnie nie interesuje, co teraz robi i co powie, czy mnie spróbuje oczernić czy nie, ja biorę swoje rzeczy i wychodzę, mam gdzie żyć, a nie będę żyła z kimś, kto woli chlanie ode mnie i normalnego życia.
W tej chwili jestem już w innym miejscu, mam spokój, ale wewnętrznie dalej mnie trzepie i nie umiem się uspokoić, a jedyne, o czym teraz marzę, to iść spać, żeby przez trochę nie myśleć.
Założyłam osobno wątek, bo mam pytanie: czy poza terapią dla współuzależnionych (teraz już wiem, że samo chodzenie nie wystarczy, trzeba czynnie uczestniczyć) coś jeszcze mogę/powinnam zrobić?
Dziękuję też za wszystkie odpowiedzi, jakie dostałam wczoraj.