inspiracjewieczorne
06.10.22, 21:33
Pod wpływem wiadomo jakiego wątku oraz wątku wcześniejszego o pierwszej randce w pierogarni, chciałabym was przesondować w kwestii płacenia w świeżych związkach. Dawno nie randkowałam, po rozwodzie długo byłam sama a teraz jestem w świeżej relacji i trochę jak dziecko we mgle.
Relacja trwa około 2 miesiące. Jest intensywna, widujemy się średnio co drugi lub trzeci dzień. Dużo się dzieje, więc i dużo kasy leci. Nie do końca znam jego sytuację finansową.
Początkowo płacił zawsze on, czyli za pierwsze kolacje i obiady w knajpkach, pierwszy i na razie jedyny wspólny wyjazd na jedną noc do domku w górach, za kino, koncert, jakieś kwiaty. Podkreślał, że jest to dla niego oczywiste. Potem zaczęłam oferować, że czasem zapłacę ja, kupiłam np. bilety do kina, zapłaciłam za kolację w knajpie, raz bez okazji kupiłam mu książkę. Czuję się z tym ok. Gdy jesteśmy u niego, za jedzenie odpowiada on, a gdy u mnie, zawsze staram się zapewniać wino i pełną lodówkę. Gdy raz zamówiliśmy coś online będąc u mnie, z marszu zapłaciłam ja. Generalnie płacenie oceniam na ten moment tak 75% on i 25% ja. Ale teraz szykuje się dłuższy wyjazd z okazji jego awansu. Poprzedni, ten nasz pierwszy i jedyny na razie, był z okazji moich urodzin i był taką niespodzianką jakby. No i gdy wjeżdża teraz temat wyjazdu drugiego nie do końca czuję kwestie zapłaty. Ten wyjazd ma być dłuższy, bo myślimy o 3-4 nocach. I daleki, wstępnie nad morzem, czyli około 6 godzin jazdy w jedną stronę. Wyczuwam, ze on planuje zapłacić całość, ale nie do końca mi z tym ok, bo 1. wyjazd ma być świętowaniem jego awansu, 2.hotel wyjdzie drogo i 3.beznzyna na pewno po jego stronie, bo jedziemy jego autem.
Co sądzicie?
Oferta pół na pół za hotel?
Oferta całość za hotel?
Kto za knajpy i atrakcje na miejscu?