Dodaj do ulubionych

Co robiłyście w 1997 roku?

08.10.22, 01:42
Na kanwie Wielkiej Wody.

Miałam 17 lat. Mieszkałam w Warszawie. Chodziłam z mamą na Wał Miedzeszyński, woda sięgała wysoko jak nigdy.

Tata koleżanki wkręcił nas na infolinię pomocową dla powodzian i nie tylko. Pierwszy dyżur miał trwać 6 godzin, zeszłam z niego po 12. Dzwonili kierowcy szukający objazdów, a co godzinę przynoszono nam faksem aktualny stan dróg, dzwonili ludzie prosząc o wodę i chleb, dzwonili ludzie z darami dla powodzian, dzwoniła pielęgniarka ze szkoły pytająca się czy ktoś moze przypłynąć do szkoły, bo jest tam duży zapas szczepionek i trzeba ratować przed zalaniem.
….
Wtedy, w czasie kilku dni nauczyłam się więcej niż przez wszystkie klasy szkole. Mapę Polski znałam na wyrywki i aktualne objazdy na zalanych terenach wchodziły do głowy lepiej niż wszystkie lekcje geografii. Po pierwszym dniu znałam kompetencje większości służb i wiedziałam kogo kierować do kogo. Do dziś, odnajduję się w sytuacjach kryzysowych w pracy jak wtedy. Po prostu wchodzę w to.
….
Najbardziej dramatyczne momenty - podawanie ludziom telefonu z danymi na temat ofiar śmiertelnych. Wesołe - starsza pani oferująca powodzianom kotki.

Pamiętam, że schodzitam z tych dyżurów jak na haju. Koordynatorzy pytali się przyjedziemy na następna zmianę. Przychodziliśmy. Wszystko na spontanie. Wszystko za darmo. Wszystko prowizorycznie.

A wy? Co robiłyście w 1997 roku?
Obserwuj wątek
    • krolewska.asma Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 02:06
      Byłam całe lato w USA, nad oceanem , wtedy nie było netu wiec o powodzi dowiedziałam się z tego co pamietam od znajomych którym rodzice powiedzieli przez telefon. Jak wróciłam to już bylo dawno po.
      Zreszta nie przesadzajmy, nawet bedac w polsce ( w innych częściach )wtedy inaczej przeżywało się takie rzeczy nie bedac bombardowanym wiadomościami w necie i nie zmieniając sobie zdjęcie na Facebook
      • konsta-is-me Re: Co robiłyście w 1997 roku? 09.10.22, 02:59
        Jestem z Wrocławia.
        Najbardziej pamiętam rodzaj niedowierzania i prawie osłupienia, "ale jak to ??".
        To było takie surrealistyczne...
        Nie do uwierzenia.
        I tak nagle, nie wiadomo skąd.
        Tzn.padal wcześniej silny deszcz kilka dni ,ale samo zatopienie było tak błyskawiczne że trudno bylo uwierzyć własnym oczom.
        Pamiętam że poszłam na dworzec, i po drugiej stronie po prostu było jak jezioro czy rzeka.
        Ok.150 m od mojego bloku były worki z piaskiem i woda nie doszła tylko dlatego, że jest tam częściowo rodzaj, nazwijmy to konstrukcji , która zatrzymała wodę , bo same worki i zatory nic by nie dały.
        Oczywiście nie było wody przez jakiś czas, nie pamiętam czy prąd był czy nie.
        Po paru dniach przywieźli nam chleb, choć właściwie mogliśmy pójść do sklepu i go kupić.
        Oglądałam tv, widziałam zalane do któregoś piętra bloki.
        I pamiętam że wciąż powtarzano komunikat " jeśli ktoś jest w tych blokach, to niech się natychmiast ewakuuje".
        Śmieszyło mnie to i pytałam czy ma sobie uruchomić własny helikopter na dachu czy może wsiąść do łodzi, która trzyma w szafie??
        Ale cały czas to było takie nierzeczywiste, to głównie pamiętam. Niedowierzanie.
        Jakieś takie zastygnięcie w szoku, nawet nie strach czy przerażenie, tylko zdumienie.

        I potem obrazki miejsc ,które były mi doskonale znane, centrum, dworzec, różne miejsca a teraz ludzie tam pływali na pontonach...

        Poczucie, że wszyscy, ale to naprawdę wszyscy się organizują jak jeden organizm prawie,żeby pomoc.
        Ciągła, 24- godzinna walka z wodą.
        Ktoś tam dowoził jedzenie, ktoś organizował worki, ktoś załatwiał artykuły higieniczne dla osób uwięzionych w blokach, rozdawano je potem z helikoptera.







    • uwielbianych Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 02:18
      Mój pierwszy raz
      Miałam 23 lata😋
      • bakis1 Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 13:08
        No ja na swoje musiałam jeszcze troszkę poczekać … gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że dwa lata potem poznam tego jedynego - puknęłabym się w głowę …
    • antyideal Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 03:32
      W 1997 roku mieszkalam we Wrocławiu, tuż nad Odrą zresztą, pracowałam już.
      Pamiętam strach przed wielką falą, która miała nadejść w nocy z soboty 12.07 na niedzielę, i jak chodziłam do rana po mieszkaniu nasłuchując wiadomosci. Uciekłam stamtąd przed poludniem, gdy już było wiadomo, że woda rozlewa się po pobliskich ulicach.
      Pamiętam jak zaszokował mnie kontrast między tym, co działo się w mojej okolicy, tym, co czułam, nie wiedząc jak wszystko się dalej potoczy, kiedy będę mogła wrócić do domu, a sielanką w innej części Wrocławia, gdzie ludzie spokojnie spacerowali ciesząc się słoneczną niedzielą.
      Gdy po dwóch, trzech dniach wróciłam w swoje rejony okazało się, że woda zatrzymała się tuż przed moją kamienicą, mogłam więc wrócić do siebie. Następne dni były bez wody i prądu - dziwne doświadczenie mieszkając w centrum wielkiego miasta, gdy nocami zapada kompletna ciemność.
      W pamięci utkwił mi smród stęchlizny wydobywający się z zalanych piwnic, żal, który czułam, że moje piękne miasto, świeżo wypucowane i odpicowane😃z okazji wizyty papieża, który był tam kilka tygodni wcześniej, zostało tak zdewastowane.
      Jeszcze wiele miesięcy po powodzi odczuwałam silny lęk, gdy tylko zaczynał padać deszcz, bo wracały wspomnienia tamtych wydarzeń i traciłam poczucie bezpieczeństwa.
    • alina460 Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 07:24
      Jako wolontariuszka czuwałam nad dziećmi powodzian na naprędce stworzonych koloniach. Byłam wtedy jeszce studentką.
    • mandre_polo Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 07:28
      Spędziłam tydzień przed powodzią we Wrocławiu. Miasto nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia. Wielkie puste ulice, mało ludzi w centrum. Inaczej niż po latach. W piątek kiedy wracałam padał deszcz, padał cały weekend. W poniedziałek starsza koleżanka martwiła się że jej dziecko jest nad morzem bez kaloszy. Nie wiedziałam pogody i tego co się działo na południu bo nie było to jeszcze niepokojące a poza tym przyzwyczajono nas w tv do widoków z południa Polski że kiedy pada to woda podmywa mosty. Już wtedy kołatały się w głowie myśli że ludzie mieszkają nad rzekami które okresowo wzbierają
    • mak_z_figa Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 07:28
      Byłam we Wrocławiu. Wylewałam wodę z teatru Polskiego, który dopiero co był wyremontowany po pożarze. Pomagałam układać worki. Nosiłam jedzenie i baterie do radia babci i dziadkowi, bo woda otoczyła ich mieszkanie. Potem ich zalało i szukałam ich, bo nie mieliśmy pojęcia dokąd ich ewakuowali. Stałam godzinami po wodę z pobliskiej pompy. Potem w Marko na Bielanach udostępnili krany w wodą i tam jeździłam. Pomimo chodzenia po pas w syfiastej wodzie nic mi nie było. Smród z piwnic, utrzymujący się jeszcze bardzo długo na zalanych terenach, pamiętam do dziś. No i poznałam męża, który też układał worki. Było dużo ludzi, którzy przynoslili kanapki czy wodę.
      • kafana Re: Co robiłyście w 1997 roku? 09.10.22, 21:46
        Wow niezły początek znajomosci
    • daniela34 Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 07:31
      Miałam 13 lat, u nas w mieście było w miarę bezpiecznie, bo falę na Dunajcu wyplaszczył zbiornik w Czorsztynie. Ale jeździło się sprawdzić, tym bardziej, że ciotka mieszka w pobliżu rzeki. Poza tym denerwowaliśmy się o wujka, który mieszkał na Dolnym Śląsku (nic im się nie stało na szczęście, woda wezbrala, ale nie doszła do domów).
      A zaraz po powodzi mieliśmy jechać na wakacje nad morze, pamiętam, że do końca się zastanawialiśmy, czy jechać, czy nie, ale wszystko się uspokoiło i pojechaliśmy.
    • maly_fiolek Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 07:45
      Miałam swojego pierwszego, prawdziwego chłopaka smile. Fajny czas wakacyjnej miłości.
    • sueellen Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 07:56
      Byłam w podstawówce 😅
    • yenna_m Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 08:00
      Ratowałam Wrocław z powodzi.
      • yenna_m Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 08:12
        12 lipca, jakoś przed godziną 2 w nocy byłam na ul. Suchej.
        Układaliśmy na drodze pod nasypem worki z piaskiem.
        Pamiętam tamten klimat. Było śmiesznie i straszno. Parę godzin wcześniej byliśmy we wroclawskim EPI licząc, że może uda się kupić chleb albo wodę. Nie udało się. Wtedy pierwszy raz piekłam chleb sama. Wcześniej jeszcze byliśmy w Bibliotece Na Piasku i pomagaliśmy wyciągać starodruki z piwnicy. Woda w Odrze była bardzo wysoko, w zasadzie zrównana z poziomem gruntu, czasem już na poziomie barierek, to był cud, że się nie przelała przez worki z piaskiem układane i utrzymywane przez wojsko i cywilów... A my, praktycznie na wyspie, część z nas w piwnicy bibliotecznej, ustawieni w rządki, wyciagaliśmy starodruki metodą "podaj cegłę". Nie wiem, na ile to było głupie a na ile odważne. Ale moim dzieciom, gdybym miała dziś podejmować decyzję, nie pozwoliłabym na coś takiego. Bo ta woda w Odrze i pod młynem Maria wcale sobie nie płynęła leniwie...
        Wszędzie pełno stojących gapiów. To oni robili te foty. Myśmy ratowali miasto bo nie było czasu na gapienie się. Może właśnie dzięki temu moje dziecko lub wnuk będą mogli kiedyś skorzystać z tego, co udało się uratować.
        No, ale o tej porze, jakoś przed 2 w nocy tośmy byli pod nasypem na Suchej. Na którą zeszliśmy z Gwarnej. Bo tam też próbowaliśmy pomóc.
        Pod tym nasypem było trochę ludzi. Gadaliśmy, opowiadaliśmy sobie, jak ludzie wyrywali sobie wodę w sklepie. Powodowani zwykłym ludzkim strachem.
        Pamiętam jednego gościa. Śmieszny taki. Siedzieliśmy na barykadzie zbudowanej z worków z piachem, a ten do nas nagle wypala "Ja to już w życiu to w sumie wszystko jako facet osiągnąłem. Dom zbudowałem? Zbudowałem! Drzewo posadziłem? Posadziłem! Syna mam? Mam! A teraz sobie własną barykadę postawiłem!". Uśmialismy się wtedy z gościa do łez. Siedzieliśmy tak sobie na batykadzie, na tych worach z piaskiem i majtalismy nogami i się śmialiśmy ze spostrzeżenia faceta.
        Gdy o godzinie 9, po ustawianiu barykad do 3 nad ranem, obudziłam się i włączyłam telewizor, po prostu się rozsypałam. Tam, gdzie byliśmy - stała woda. Woda, mnóstwo wody.
        Rozpacz, łzy.

        Z taką rozpaczą, strachem, bezradnością łatwo sobie poradzić. O tym przekonaliśmy się parę godzin później.
        Stabilizację emocjonalną i poczucie panowania nad sytuacją dały nam stare ciuchy, robocze rękawice na dłoniach i rzucenie się w wir roboty. Wtedy dalo się nie bać i nie płakać. Nas jako tako nie zalało, ale atmosfera w mieście była dziwna. Strach, szok, niedowierzanie. Myślę, że do dziś my, Wroclawianie, mamy jakąś tam zbiorową traumę. Wrocław trochę przypominał miasto w trakcie działań wojennych. Grupki młodych ludzi w rękawicach roboczych, wojsko, policja, beczkowozy, gdzieniegdzie brak nie tylko wody, ale i prądu oraz gazu.
        Pamiętam, jak o tej 9 rano zadzwoniła moja teściowa i krzyczała na nas przerażona, żebysmy wracali do Dzierżoniowa, bo nie mamy niczego, ani prądu, ani wody, ani gazu. Mieszkaliśmy wtedy w hotelu asystenta Akademii Ekonomicznej przy Drukarskiej. Mówię więc jej, że tylko wody nie mamy. I że nas jako tako nie zalało (za to szczury nam z kibla potem przez jakiś czas w hotelu wychodziły, bo to madre zwierzaki i spierniczały przed powodzią). W tle chodzi głośno odbiornik telewizyjny. Niedomyty, niedogolony i niedospany Zdrojewski (podejrzewam, że ten wtedy w ogóle nie spał) coś tam mówił, a teściowa się drze spanikowana, że prądu nie mamy (chociaż relacjonowalam jej wtedy, co Zdrojewski w TeDe gada ale i tak nie uwierzyła, że mamy prąd i gaz).
        Chwilę potem polecielismy na dworzec. Wcześniej na uczelnię do pracy, aby zapytać, czy tam nic nie trzeba pomóc. Ale uczelnia była bezpieczna. Więc na Dworcu Głównym wyładunek wody dla powodzian z pociągu. Metodą "podaj cegłę". Nota bene prawie przywaliłam wówczas jakiemuś pijanemu pismakowi, który próbował nas fotografować. Gnój nie dość, że walił jak gorzelnia to jeszcze przeszkadzał.
        Dziwnie było. Podjeżdżały pociągi, w nich tłumy gapiów z nosami rozpłaszczonymi na szybach. Na zewnątrz my, rozladowujący tę wodę, niedospani, w ciuchach roboczych. A za naszymi plecami miasto. Zalane miasto. Amfibie pływające po wodzie. Ludzie w pontonach lub brodzący w cuchnącej wodzie. Straszny widok.
        Potem układanie worków z piaskiem na dworcu w drzwiach od strony Piłsudskiego i stacji benzynowej. Pilnowanie, dokładanie, aby woda nie wdarła się na dworzec kolejowy.
        Udało się. Powódź nie wdarła się na dworzec.

        Człowiek jest w stanie wiele przetrwać. Człowiek też jest w stanie się przystosować do trudnych warunków.
        To wtedy przekonałam się, że moja życiowa postawa ma sens Ja nie lubię postawy "weźmy i zróbcie coś". Mam od zawsze dużą świadomość sprawstwa i rangi współpracy zbiorowiska jednostek, gdy coś się dzieje.
        Może to głupie. Ale właśnie wtedy po raz kolejny zrozumiałam, że jak się chce, to można. Można nawet prawie niemożliwe. I że takich ludzi, ktorzy mają taką świadomość sprawstwa jest... niewielu.

        A tak w ogóle czy wiecie, że długie włosy da się całkiem przyzwoicie wymyć w kubku wody (z płukaniem)?
        Sprawdzone empirycznie wink Przez dłuższy czas wody nie mieliśmy w kranach wink


        Moje zapiski sprzed wielu lat, ktore co roku publikuję na swoim wallu w rocznicę powodzi.
        • no_easy_way_out Re: Co robiłyście w 1997 roku? 09.10.22, 19:06
          >Moje zapiski sprzed wielu lat, ktore co roku >publikuję na swoim wallu w rocznicę powodzi.

          ..a smile
          Bo im wiecej czytalem tym bardziej sie wlasnie zastanawialem , skad tak szczegolowo tyle pamietasz
          • yenna_m Re: Co robiłyście w 1997 roku? 10.10.22, 12:01
            Póki pamiętałam, to spisałam.
            Ale grubo było.
            Nas nie zalało ale też mieliśmy traumę.
    • alfa36 Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 08:09
      Byłam opiekunką na koloniach w Ustroniu Morskim i z niedowierzaniem oglądałam wiadomości. Nie mogliśmy uwierzyc w to, co dzieje się we Wrocławiu.. Nad morzem było cudowne słońce przez cały ten czas.
    • przepio Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 08:10
      Jechałam z mężem i 3 letnim synem do Holandii, autobusem. Przejeżdżaliśmy wtedy przez Opole i Wrocław, za nami szła woda. Potem juz na miejscu oglądaliśmy w tv miejsca katastrofy. Pamiętam jak mnie dziwiło, że potrafią przewidzieć, że miejsce kulminacyjne będzie tego dnia o tej godzinie...
    • anorektycznazdzira Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 08:11
      Pytasz o lipiec 1997 a nie o 1997, to dość istotne.
      Byłam w 7 msc ciąży i mieszkałam we Wrocławiu.
      Kto da więcej.
      • cosmetic.wipes Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 08:52
        Nie przebiję. Byłam w piątym miesiącu ciąży i obserwowałam jak znika prześwit pod mostem Dębnickim w Krakowie.
        • zona_mi Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 16:59
          cosmetic.wipes napisała:

          > Nie przebiję. Byłam w piątym miesiącu ciąży i obserwowałam jak znika prześwit p
          > od mostem Dębnickim w Krakowie.
          >

          Ja byłam w czwartym zagrożonej.
          Mieszkałam w Oleśnicy i wpadłam na dzień do mamy - zostałam ponad tydzień, nie było jak wrócić...
        • efka_454 Re: Co robiłyście w 1997 roku? 09.10.22, 19:58
          Też nie przebiję. Byłam w 7 miesiącu ciąży i z okna bloku na Powiślu obserwowałam jak zalewa płytę czerniakowską oraz dzwoniłam do ciotki do Wrocławia czy u nich wszystko w porządku.
          Maż zostawiał samochód na Rozbrat, bo tam wyżej
    • fibi00 Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 08:36
      Miałam 13 lat i pamiętam, że rzeczka przepływająca przez naszą wieś wylała zalewając główną drogę. Zalało też dom znajomej i musieli łódką po nich przypłynąć. Pamiętam też że koleżanka mojej mamy zaczęła rodzić i przez zalaną ulicę nie mogli dojechać do szpitala więc w połowie drogi musieli zawróci i jechać do innego szpitala i omal nie urodziła w samochodzie.
    • geoardzica_z_mlodymi Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 08:38
      W nocy, w którym zaczęła się powódź bawiłam się na weselu kumpeli. A potem jak zalało Wrocław byłam na obozie wędrownym i spałam w namiocie nad strumieniem. Szum wody ciągle mnie przyprawiał o koszmary i sprawdzałam, czy nie spływam, zwłaszcza, ze jeden z kolegów opowiadał, ze kilka dni wcześniej spłynął śpiworem, gdy wylało w górach.
    • sandy_cheeks Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 08:46
      Też miałam 17 lat, chodziłam do LO i mieszkałam daleko daleko od Wrocławia. Nie mam jakichś specjalnych wspomnień z tamtego czasu, relacje oglądałam w tv, nijak mnie nie dotknęła ta sytuacja…
    • aniadawid1 Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 08:49
      Byłam z chłopakiem nad morzem.
    • marta.graca Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 09:02
      Chodziłam do 6 klasy, akurat moi rodzice budowali dom i malutka rzeczka nad którą była budowa, zamieniła się w ogromne rozlewisko, nawet mostek na niej zerwało. I jeszcze pamiętam piosenkę Moja i Twoja nadzieja.
      • akseinga1975 Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 09:08
        Bylam z moim obecm mezem na wczasach w Zakopanem. Lalo bez przerwy.
    • gorzka.gorycz Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 09:05
      W ostatniej chwili wyjechałam z południa Polski, woda już przeżywała drogi , była na wysokości mostów, gdzieniegdzie przelewała się przez tory kolejowe.
    • andaba Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 09:26
      Oglądałam powódź w telewizji. Wtedy jeszcze miałam.
      Wyjeżdżaliśmy do rodziców i zastanawialiśmy się, czy przejedziemy przez Most Dębnicki, bo juz były przygotowane barykady, żeby go zamknąć. Wyjechałam i nawet nie wiem (lub nie pamiętam), czy w końcu zamknęli, czy sie obeszło.

      Ja pochodzę z terenów absolutnie niezalewowych, mieszkałam na takiej górce, że nic poza potopem by nas nie zalało, byłam w szoku oglądając powódź, to chyba pierwsza która do tego stopnia dotarła do mojej świadomości (wcześniej to pamiętam, że Narew coś tam zalewała, ale na pewno nie na taka skalę).
      Kraków bardzo wtedy nie ucierpiał (moim zdaniem 2010 był gorszy i dotknął nas osobiście), ale to co widziałam w TV szokowało.
    • dreg13 Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 09:33
      Byłam nad morzem.
      W sierpniu zaczęło wyrzucać na plażę telewizory, lodówki, kury, krowy...
    • kamin Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 09:38
      Byłam w domu, ogladałam relacje w tv, wkurzalam się, że nie udało się pojechać na wyczekane wakacje na południu Polski.
    • ritual2019 Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 09:45
      Mieszkalam w Brukseli, pracowalam, bawilam sie. 😊
    • gama2003 Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 09:53
      Studiowałam we Wrocławiu.
      Sesja, odwołali ostatni egzamin i wyjechałam ostatnim pociągiem, który opuścił Wrocław.
      Atmosfera ostatniego tygodnia była dziwna, takie napięcie i lęk. Robiliśmy zapasy świec, chleba. Mieszkałam na 1 piętrze kamienicy i z kolegą mierzyliśmy czy jest szansa, że woda nie sięgnie. Jakieś komunikaty były o spodziewanym poziomie wody. Sasiedzi z pietra wyżej przyszli z pomysłem, że jakby coś, to mamy do nich lecieć.

      Zasada wyprowadzał mercedesy i sznur wielkich aut jechał dłuuuuugo przez plac Grunwaldzki. Potem zatrzymał się ruch a na ten dworzec szliśmy pieszo w ciszy. Znajomi poprzedniego wieczoru byli na modlitwach na jakimś moście. Ludzie ze świecami stali i śpiewali. Przerażało mnie to.

      Kolejne obrazki z Wrocka ogladalam płacząc, w telewizji. Powrót i oglądanie zniszczeń był straszny. Zapach, worki.
      Nie lubię wspomnień, nie o wszystkim chcę pisać bo intentyfikowalne. Filmu raczej oglądać nie będę. Znałam osoby mocno poszkodowane.
      • cylicja Re: Co robiłyście w 1997 roku? 08.10.22, 22:19
        Cudowne wakacje na Karaibach.
        • taniarada Re: Co robiłyście w 1997 roku? 10.10.22, 06:02
          cylicja napisał:

          > Cudowne wakacje na Karaibach.
          Serio Marek .Musisz to dokładnie opisać 🤣😊
      • konsta-is-me Re: Co robiłyście w 1997 roku? 09.10.22, 03:04
        Przypomniałaś mi o panicznym szukaniu miejsc na zaparkowanie samochodu, jakoś to był główny temat wśród sąsiadów, zresztą bez sensu, a może nie bo niejako "za rogiem" była woda
        I ludzi chodzących na różne mosty i mostki ,sprawdzających stan wody.
        Ale nie pamiętam, na szczęście tego lęku o którym piszesz, w każdym razie w mieście.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka