justa801
10.10.22, 19:24
Na jednym z forów jest wątek, gdzie koles przyznał, że po kilku czy tam kilkunastu latach niejarania zioła miał ochotę zapalić. Wszyscy jak jeden mąż wysyłają wręcz faceta na odwyk i robią z marychy czyste zuo, a użytkowników prawie za narkomanów. Na wszystkie głosy potępiające i proponujące terapię, tylko jedna osoba się wyłamała.
Czy serio tak zdaniem niektórych wygląda uzależnienie? Ktos nie pali/pije przez x lat (w tamtym wątku raczej nie ma mowy o prawdziwym nałogowcu, który popłynął po latach abstynencji, bo to istotne) i po tych latach nachodzi jego/ją ochota, żeby raz to zrobić - to zaraz czyni uzależnionym?
To nie jest taka znowu przesada w drugą stronę - ktos raz zajara - odwyk i w ogóle katastrofa, ktos pali/chla prawie co dzień - spoko, luz, nie ma problemu (bo i tacy się zdarzają)?
Druga sprawa to czy w ogóle można mówić o uzależnieniu w przypadku zielska?