Dodaj do ulubionych

U mojej córki na historii

18.10.22, 19:23
pani rozdała karty pracy i kazała je rozwiązać bez użycia podręczników i notatek. I nie byłoby w tym nic dziwnego, karta pracy była zapowiadana na lekcji wcześniej (choć bez uściślenia czy z pomocą podręcznika czy bez) można tę kartę potraktować jak kartkówkę z treści poprzednich lekcji gdyby nie fakt, że nauczycielka kazała rozwiązywać ją w parach.
Młoda wróciła z info, że koleżanka z pary nie wiedziała dosłownie nic. Nawet w podziękowaniu chciała mojej córce coś kupić 🙉 bo suma summarum dziewczyny dostały po 4.
Córka nie czuje się jakoś wykorzystana, sama z historii zbyt mocna nie jest, ale w tej sytuacji żałowała, że nie trafiło na kogoś innego do pary. I tak sobie rozmawiałyśmy, głównie młoda krytykowała pomysł, a ja szukałam jakiegoś pedagogicznego uzasadnienia i mam problem.
Jaki cel chciała osiągnąć historyczka? Tu nauczycielki są, może wyjaśnią, bo ja w tym sensu nie widzę.
Obserwuj wątek
    • krolewska.asma Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:26
      Praca w grupie
      Wiem
      W Polsce to pojęcie nieznane wink
      • milva24 Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:30
        Też myślę, że chodziło o pracę w grupach wink
      • 152kk Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:31
        Ale praca w grupie bez materiału źródłowego? Praca w grupie ma sens jeśli wypracowujemy jakieś rozwiązania, analizujemy problem itp, ale na podstawie jakichś źródeł informacji. Tutaj był nierówny start różnych grup (bo niektóre dzieci pamiętały fakty, a inee - jak koleżanka córki wątkodajki - nie) i to bez sensu.
        • krolewska.asma Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:37
          Tak
          Tak funkcjonują społeczeństwa na zachodzie
          Rodzimi pracują a ludność napływowa na zasiłkach
          Od żłobka ucza żeby pracować na innych jak by to inaczej miało funkcjonować ?
          • 152kk Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:46
            Tak, na pewno społeczeństwa na zachodzie tak funkcjonują, że napływowi na zasiłkach mają ten sam standard życia co miejscowi pracujący. A nawet lepszy! winkwinkwink
            W Polsce dotąd na zasiłkach byli prawie wyłącznie tubylcy. Ale chyba zaraz będzie u nas jak na zachodzie bo zaczęliśmy wspierać napływowych Ukraińców winkwinkwink
            • krolewska.asma Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:15
              No I dlatego nauczycielka ich tego uczy a wy dziwicie się jak szpak marceli
              • iwles Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:19

                Uczy ich, że jeden jest frajerem, a drugi cwaniakiem?
                To chyba tylko w twoim środowisku.
                • snajper55 Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:28
                  iwles napisała:

                  >
                  > Uczy ich, że jeden jest frajerem, a drugi cwaniakiem?
                  > To chyba tylko w twoim środowisku.

                  Uczy ich pracy w grupie, w której zawsze są słabsi i silniejsi. Ty jesteś w pracy najlepsza? Nie? To jesteś, według siebie, cwaniakiem?

                  S.
                  • iwles Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:49
                    Aha, czyli tylko ja dobrze robię, ktoś źle, albo wcale, ale premie dostajemy po równo?
                    • krolewska.asma Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 21:00
                      Jak po równo
                      W realnym świecie ty harujesz i dostajesz 1500 a ktoś nie pracuje i ma 1000
                      • iwles Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 01:24

                        Obie dziewczynki dostały te sama ocenę. Ślepaś?
                        • profes79 Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 07:16
                          Iwles, dyskutujesz z trollem - najpierw cię sprowadzi do swojego poziomu a potem doświadczeniem pokona.
                  • mgla_jedwabna Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 09:18
                    To nie jest praca w grupie, bo mniej lub tyle samo umiejąca osoba nie wnosi absolutnie nic. Jeśli mamy w parze osobę z wiedzą na piątkę, obie dostaną piątki, niezależnie od tego, czy druga osoba kuła cały poprzedni wieczór czy się obijała.
                • nangaparbat3 Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 07:18
                  iwles napisała:

                  >
                  > Uczy ich, że jeden jest frajerem, a drugi cwaniakiem
                  >
                  >
                  Ktoś, kto sie nauczył, jest frajerem? To posiadanie wiedzy nic nie jest warte, jeśli nie wpływa na miejsce w rankingu?
                  A ten drugi, co to się nie nauczył wcześniej, ostatecznie uczy się podczas takiej kartkówki.
                  Dziewczynka z wątku jest wdzięczna córce watkodajki, chce jej nawet podziękować ofiarowując prezent, najwyraźniej głupio jej, że nic nie umiała - gdzie tu cwaniactwo?
                  • iwles Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 07:37

                    Nanga, odnoga zaczęła sie od stwierdzenia asmy, że zawsze jest ktoś, kto robi na/za nierobów.
          • szklany.koreczek Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 07:40
            Strzeliłaś sobie w kolanko big_grin


            krolewska.asma napisała:

            > Tak
            > Tak funkcjonują społeczeństwa na zachodzie
            > Rodzimi pracują a ludność napływowa na zasiłkach
            > Od żłobka ucza żeby pracować na innych jak by to inaczej miało funkcjonować ?
            >
      • droch Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:31
        Jaka praca w grupie, gdy jedna uczennica haruje, a druga nic nie robi, ale spija śmietankę? Przecież to jest kompletny absurd?
        • marzeka11 Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:35
          droch napisał:

          > Jaka praca w grupie, gdy jedna uczennica haruje, a druga nic nie robi, ale spij
          > a śmietankę? Przecież to jest kompletny absurd?

          I w sumie jeden z powodów, kiedy z takiej pracy na lekcji zrezygnowałam, bo miałam takie uczucie, że część otrzymuje oceny, na jakie nie zasłuzyli i z reguły nie wszyscy tam pracowali.
          • eriu Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:13
            To wtedy oceniasz kogoś za brak zaangażowania w grupę skoro zadaniem była w grupie. Widzisz, że w grupie było 5 osób. Jedna siedziała i nic nie robiła, nie angażowała się, 3 ciężko pracowały, jeszcze jedna osoba pomagała z doskoku ale słuchała i miała poziom zaangażowania dopasowany do jej temperamentu i charakteru, więc też się angażowała tylko na poziomie jaki jest jej właściwy. $=4 osoby, które się angażowały oceniasz normalnie grupowo, 5 osobę, która zlała polecenie oceniasz negatywnie bo nie wykonała polecenia, się nie angażowała, nie próbowała się nawet angażować i chciała wykorzystać kolegów i koleżanki. Dla mnie prosta sytuacja.
            • snajper55 Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:30
              eriu napisała:

              > To wtedy oceniasz kogoś za brak zaangażowania w grupę skoro zadaniem była w gru
              > pie. Widzisz, że w grupie było 5 osób. Jedna siedziała i nic nie robiła, nie an
              > gażowała się, 3 ciężko pracowały, jeszcze jedna osoba pomagała z doskoku ale sł
              > uchała i miała poziom zaangażowania dopasowany do jej temperamentu i charakteru
              > , więc też się angażowała tylko na poziomie jaki jest jej właściwy. $=4 osoby,
              > które się angażowały oceniasz normalnie grupowo, 5 osobę, która zlała polecenie
              > oceniasz negatywnie bo nie wykonała polecenia, się nie angażowała, nie próbowa
              > ła się nawet angażować i chciała wykorzystać kolegów i koleżanki. Dla mnie pros
              > ta sytuacja.

              Nie. Oceniana jest grupa jako całość. Bo liczy efekt pracy grupy a nie każdego z osobna.

              S.
              • droch Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 21:41
                Bo liczy efekt pracy grupy a nie każdego z osobna.

                Może ty masz problem z komunikacją, bo ja w takiej sytuacji bez problemu mówię, że zadanie jest dla mnie w sam raz i nie potrzebuje "pomocy".
              • eriu Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 23:29
                Czyli jeden dzieciak może zrobić żeby nie dostać 1 a cała reszta grupy może mieć w tyłku. Czego nauczysz w ten sposób dzieciaki? Że mogą wykorzystywać innych a nie współpracy.
        • daszka_staszka Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:43
          To się nauczyła że życie nie jest sprawiedliwe. Dobrze dla niej bo im szybciej się tego nauczyć tym lepiej
          • 152kk Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:48
            Twierdzenia, że życie jest niesprawiedliwe wygłaszają zwykle ci, co nic nie chcą robić, a myślą, że imsię wszystko należy😏
            • daszka_staszka Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:09
              Życie jest nie sprawiedliwe, ale nikt nie obiecywał, że sprawiedliwe będzie. Jedni umierają młodo, drudzy chorują, jedni są bogaci inni biedni, jedni się rodzą mądrzy a inni nie. Natomiast to że ktoś ma świadomość, że sprawiedliwe nie jest, nie znaczy, że sie użala się nad swoim losem. Ot fakt i tyle
              • 152kk Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 16:31
                Ale to co opisujesz to nie jest żadna niesprawiedliwość życia, tylko najwyżej różnorodność losów ludzkich. Teorie, czym jest sprawiedliwość są różne, ale chyba tylko najbardziej prymitywna glosi, że sprawiedliwie = identycznie. Ja uważam, że wcale po równo to nie jest sprawiedliwie. Zresztą - co to by miało być równo: że każdy jest piękny, młody, zdrowy, bogaty, utalentowany i żyje wiecznie?
          • droch Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:48
            Tu akurat nie tyle „życie jest niesprawiedliwe”, tylko nauczycielka średnio rozgarnięta…
        • snajper55 Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:54
          droch napisał:

          > Jaka praca w grupie, gdy jedna uczennica haruje, a druga nic nie robi, ale spij
          > a śmietankę? Przecież to jest kompletny absurd?

          Fakt, Polacy zazwyczaj uważają, że praca w grupie to absurd.

          S.
          • droch Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:56
            Fakt, niektórzy Polacy kompletnie nie rozumieją, na czym polega praca w *grupie* i ochoczo dają temu świadectwo.
            • kocynder Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 07:23
              Otóż. Miałam przez czas jakiś, w szkole podstawowej, nauczyciela, który uwielbiał "pracę w grupach". Najlepiej trzyosobowych. No i faktycznie było tak, że w "grupach" klasowi "liderzy" ustawiali się na pozycji "weź zrób", same/sami w tym czasie paplali, wygłupiali się itp, a oceny dostawali za pracę innych. I tylko tego mnie pan nauczył: że będziesz zapieprzać za innych, a jak nie, to dostaniesz zyeby, bo "lider" będzie umiał tak naświetlić i ustawić sprawę, że wyjdzie, iż to przez ciebie nie mógł zrobić.
              Dla jasności: WIEM czym jest praca w grupie, umiem całkiem nieźle współpracować, ale tego mnie nie nauczyło debilne odesłanie obowiązków za lenie.
          • natalia.nat Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 12:18
            snajper55 napisał:

            > Fakt, Polacy zazwyczaj uważają, że praca w grupie to absurd.

            Tego typu praca w grupie jaka jest typowa dla polskiej szkoły jest oczywiście absurdem i lepiej żeby jej nie było w ogóle. Bo nie uczy współpracy i w zasadzie niczego nie uczy a dodatkowo ocena uczniów nigdy nie jest sprawiedliwa.

        • mamkotanagoracymdachu Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 13:53
          droch napisał:

          > Jaka praca w grupie, gdy jedna uczennica haruje, a druga nic nie robi, ale spij
          > a śmietankę? Przecież to jest kompletny absurd?

          Ale jaka śmietankę?
          Chyba celem szkoły jest NAUCZYĆ. Obie dziewczynki się czegoś nauczyły, nikt nikogo nie wykorzystał. Jakie „haruje”??
          • droch Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 13:59
            Czego zatem nauczyła się uczennica, która sama rozwiązała wszystkie zadania? Że na jednego pracującego frajera przypada jedna osoba, która będzie żyć na jej koszt? Dobrze chociaż, że ta druga nie próbowała „pomagać” podpowiadając złe daty…
            Wróćmy do początku wątku: to miała być praca zespołowa. Była?
            • cegehana Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 17:28
              1) Ze oceny są guzik warte i nie warto zwracać na nie uwagi, bo nie mówią nic 2) że uzyczajac naszych umiejętności komuś możemy liczyć na wzajemność.
              • droch Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 18:18
                1) Ze oceny są guzik warte i nie warto zwracać na nie uwagi, bo nie mówią nic

                Akurat bzdura - w ósmej klasie liczą się i to bardzo.

                że uzyczajac naszych umiejętności komuś możemy liczyć na wzajemność.

                Dobry żart tynfa wart.
                • cegehana Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 20:08
                  Liczą się dla dorosłych, mają wartość instrumentalną, nie wnoszą nic, a w każdym razie niewiele do procesu edukacyjnego dziecka i choćby z tego względu nie warto ich traktować ambicjonalnie, emocjonalnie ani jako wyznacznik własnej wartości.
                  • droch Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 21:46
                    Szkoda tylko, że oprócz tego, co napisałaś, jak najbardziej mają również wpływ na rekrutację do szkoły średniej. I nie jest to wyłącznie sprawa dorosłych.
                    • cegehana Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 07:55
                      Zgadzam sie, ze szkoda. Ocena z kartkówki czy tam karty pracy ma wpływ na rekrutację do szkoły średniej? No to tym bardziej szkoda, no ale nie warto zamartwiać się sprawami,. Na które nie mamy wpływu. Dzieci dużo tracą przez orientację na oceny.
              • iwles Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 18:33

                Tu nie były użyczone umiejętności, a konkretna wiedza, którą dzieci miały przyswoić wcześniej.
                Wiedza wybitnie pamięciowa, do "wykucia".
            • julita165 Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 20:47
              droch napisał:

              > Wróćmy do początku wątku: to miała być praca zespołowa. Była?

              O i to jest bardzo słuszna uwaga. Praca w grupie polega na tym że każdy z członków tej grupy coś do wspólnego wyniku wnosi a nie po prostu jest. W opisanym przypadku to było wręcz kompletne fiasko pracy w grupie.
        • mgla_jedwabna Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 09:23
          I podobnie - gdy obie harują, nie dostaną z tego lepszej oceny, niż jakby druga się obijała. Żadnej wartości dodanej. Porównania do ludzi, którzy pracują i wytwarzają wartość dodaną, są tu nieadekwatne, bo jeśli mamy 2 osoby, które przez godzinę zrobią 5 zadań, to mamy 10 wykonanych zadań (wyprodukowanych cegieł, dostarczonych pizz, wykonanych zastrzyków, posprzątanych pokojów w hotelu) a tu suma wiedzy dwóch piątkowych uczennic nie da wiedzy na "dziesiątkę".
      • odnawialna Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:45
        krolewska.asma napisała:


        > Wiem
        > W Polsce to pojęcie nieznane wink
        >
        Ależ znane. Dzieciaki nie raz I nie dwa robiły wspólne projekty, nawet rożożone czasowo na kilka domowych spotkań.
        Natomiast to wyglądało jak sprawdzian. Konkretnie z II wojny światowej, trzeba było wpisać daty bitew, zaznaczyć fronty na mapie, itp. Takie wspólnego odpytywania z wiedzy jeszcze nie przerabialiśmy.
      • julita165 Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:00
        Praca w grupie ok ale jeśli pary są niedopasowane, że tak powiem pod względem kompetencji, to chyba oceniać można sama pracę a nie jej wynik. Ja bym oprotestowała.
      • sylwus34 Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:52
        Ot, to. Więcej by się takiej przydało w polskiej szkole. A 4vto dobra ocena i dzięki Twojej córce koleżanka też mogła się czegoś nauczyć.
        • kocynder Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 17:19
          Dobra. Konkretnie: VZEGO się nauczyła koleżanka córki, osoba, która dla wykonania zadania nie zrobiła de facto nic? Ale konkretnie, a nie bzdety o "współpracy".
        • mgla_jedwabna Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 09:25
          Robienie kart pracy razem nie jest złym pomysłem. Złe jest wspólne ocenianie w sytuacji, gdy druga osoba nie ma możliwości wniesienia wartości dodanej.
      • biala_ladecka Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 21:53
        Nie, to bie była praca w grupie. Zupełnie mylisz pojęcia.
        Grupa pracuje nad rozwiązaniem jakiegoś problemu. Tutaj nie było żadnych narzędzi, którymi można się posłużyć. Jest to zwykła pamięciówka, która nie ma nic wspólnego z grupą projektową. Inna sprawa, że grupa, to nie para i to też nie jest bez znaczenia.
        • paniusiapobuleczki Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 22:12
          Podczas pracy nad rozwiązaniem problemu, też może okazać się, że pracuje tylko jedno dziecko, a drugie pracę markuje. Niby czegoś tam szuka, niby coś powie a i tak 90 % odwalają inni. Nie raz takie skargi słyszałam jak to ktoś niesprawiedliwie załapał się na ocenę albo ktoś innym obniżył z powodu swojego lenistwa. Nie lubimy pracy w grupie.
          • biala_ladecka Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 22:46
            Ja nie nie mówię, że nie. Próżniactwo społeczne było, jest i będzie. Praca w grupie to nie jest prosta sprawa i żeby miała sens, musi być dobrze zorganizowana. To rola nauczyciela, bo tylko on wie, jakie cele w danej chwili chce osiągnąć.
            • paniusiapobuleczki Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 23:24
              Cele nauczyciela nie zawsze zgadzają dię z celami rodziców. 😀Ocena pracy w grupie zawsze była trudna a nauczyciele nie zawsze widza jak do tego podejść bo nam nikt narzędzi nie dał.
              • biala_ladecka Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 23:35
                Nie rozumiem, co chcesz powiedzieć.
                Co mają do tego rodzice?
                Jakich narzędzi "ktoś" ci nie dał?
                • paniusiapobuleczki Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 06:54
                  Rodzice mają to, że nie podoba im się, że ich dziecko pracowało a inne nie pracowało i dostało taką samą ocenę. Niekoniecznie idą z pretensjami do nauczyciela ale prywatnie tu i tam sie pożalą. Nauczyciele nie zawsze zaś wiedzą co oceniać, gotowy produkt czy umiejetność współpracy. Chociaż może sie mylę, być może przy pracach długoterminowych uczniowie składają jakieś raporty dotyczące postępu prac. Ale wtedy dzieci pracowite i ich rodzice mogą mieć żal, ze to ich dzieci wszystko robią.
                  • 152kk Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 16:38
                    No to jak nauczyciel nie wie jak zorganizować pracę w grupach żeby wszyscy uczniowie odnieśli korzyść (nauczyli się czegoś, w tym pracy w grupiewink to niech takiej pracy nie organizuje. Naprawdę, po co robić coś, czego się nie potrafi?
    • blaszany_dzwoneczek Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:29
      U mojej córki w 1 LO też co i rusz słyszę o jakichś pracach w parach, z których są oceny, kojarzę z matematyki, polskiego, filozofii. W podstawówce raczej tego nie było, chyba, że jakiś projekt, prezentacja czy coś. Ale żeby tak np. kartkówkę we dwie osoby pisać?
      • odnawialna Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:40
        Tu akurat 8 klasa podstawówki. I faktycznie ta karta wyglądała jak kartkówka. Podaj daty, nazwy, bitwy (chodziło o II WŚ).
        Ja też zdziwiona jestem.
        • majenkir Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 21:47
          Nauczycielka wiedziała, ze ileś tam matołków nic nie umie, a nie chciała tyle jedynek stawiać wink.
          • odnawialna Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 08:29
            Też mi przeszło przez głowę wyciąganie ocen, ale to zwykle na koniec semestru się dzieje, a nie na początku.
        • mgla_jedwabna Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 09:15
          Gdzie tu miejsce na współpracę? Jeden nauczył się sam, drugi olał, co najwyżej jeden się poczuje jak frajer, drugi jak pasożyt. Gdyby to były zadania typu "znajdźcie info w źródłach razem", to dzieciaki by miały okazję przedyskutować chociaż - szukamy razem? Szukamy osobno, ja połowę, ty połowę? Sprawdzamy siebie nawzajem, czy się nie wyrobimy? A tak, to nie jest praca zespołową, tylko zawyżanie oceny słabszemu z pary.
    • primula.alpicola Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:33
      Współpraca.
      I, w szkole jak w życiu zawodowym, bywa tak, że jeden się narobi, a reszta korzysta.
      • droch Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:39
        No nie, w życiu zawodowym bierzesz gościówę za fraki i mówisz „ogarnij się, bo ja ciebie roboty odwalać nie mam zamiaru”.
        • aglibaba Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 09:51
          No, może w Twoim idealnym życiu zawodowym. Miałam kontystkę, za którą robiłam całą robotę, bo potrafiła tak namieszać, że dwa dni szukałam 5 eurocentów. Była ustawiona rodzinnie - nie do ruszenia.
          • droch Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 13:59
            Nie tylko w teoretycznym, tylko w praktycznym - unikam pracy w miejscach, w którym wyrabiam 2 etaty za jedną pensję. To zwyczajnie nie spina się finansowo.
      • 152kk Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:41
        Ale jesteś pewna, że tego powinny się uczyć dzieci w szkole: " jeden się narobi, a reszta korzysta"? Mnie się wydawało, że co prawda w życiu tak bywa, ale jednak nauka WSPÓŁPRACY W SZKOLE nie powinna polegać na tym, że są frajerzy i cwaniaczki i tak ma być, tylko raczej na szukaniu sposobów, żeby każdy uczestnik grupy wniósł swój wkład, pokazał swój talent .Np. na historii: jeden wyszukuje informacje, drugi je łączy i ładnie opisuje, trzeci znajduje związki przyczynowo-skutkowe itd. A nie, że jedna koleżanka wpisuje wszystkie odpowiedzi na kartkówce, a druga dostaje dobrą ocenę za nic nierobienie.
        • primula.alpicola Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:00
          Oczywiście, że nie, przeciwnie- trzeba podkreślać, że powinni pracować wszyscy i pilnować tego. Na miarę swoich możliwości, ale jednak.
          • julita165 Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:02
            Ale jak ocenić kartkowke z historii pisana w parze jeśli jeden nic nie wiedział? Za co ta ocena? Za doping czy co?
            • snajper55 Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:03
              julita165 napisała:

              > Ale jak ocenić kartkowke z historii pisana w parze jeśli jeden nic nie wiedział
              > ? Za co ta ocena? Za doping czy co?

              Jak ocenić? Tak samo jak kartkówki pisane przez pojedyncze osoby.

              S.
              • julita165 Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:13
                Czyli ktoś dostał np 5 podczas gdyby pisał solo dostałby palę. No super pomysł. Taki zachęcający do nauki bym powiedziała.
            • primula.alpicola Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:07
              julita165 napisała:

              > Ale jak ocenić kartkowke z historii pisana w parze jeśli jeden nic nie wiedział
              > ? Za co ta ocena? Za doping czy co?

              Nie wiem, ja nie robię kartkówek w taki sposób.
        • snajper55 Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:01
          152kk napisała:

          > Ale jesteś pewna, że tego powinny się uczyć dzieci w szkole: " jeden się narobi
          > , a reszta korzysta"?

          W każdej grupie są lepsi i gorsi. Trzeba sobie zdawać z tego sprawę i akceptować. Inaczej praca w grupie staje się niemożliwa. Dlatego wspaniale, ze szkoły zaczynają tego uczyć. W innym zadaniu ten słaby może być silnym, a silny - słabym.

          S
    • malia Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:35
      Nie wiem, ja tak nie robię. Pracę w grupach organizuję tak, żeby każde dziecko z grupy miało szansę się wykazać i coś zrobić, żeby miało przydzielone zadania. Tu nie było żadnej pracy w grupie, tylko sprawdzenie wiadomości w parach, nie wiem czemu ma to służyć. U dziecka w szkole też stosują taki sposób sprawdzania wiedzy, młoda przygotowuje się, ale jest zadowolona, bo zawsze tak raźniej
    • rosie Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:43
      Historyczka chciala, żeby nie było jedynek. Jeśli to czwarta klasa, to jakoś można próbowac ją usprawiedliwiać. Chociaż nie powinno to mieć miejsca.
      • odnawialna Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:47
        To 8 klasa 😀
      • biala_ladecka Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 21:56
        To jest najbardziej prawdopodobne.
    • 71tosia Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:49
      Im wcześniej dzieci naucza się współpracować tym lepiej, następnym razem kolezanka może mieć kłopot ze znalezieniem chetnych do bycia z nią w grupie? Moze to ja zmobilizuje do tego by jednak zabrać się za nauke.
      • blaszany_dzwoneczek Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:55
        Z tego co wiem u córki nie ma specjalnego dobierania się przed tą pracą w parach - tak jak siedzą, tak piszą. A na matematyce nauczycielka co tydzień robi przetasowanie kto z kim siedzi za pomocą losowania, więc nie ma opcji, że nieucząca się koleżanka nie znajdzie pary do zadania.
      • iwles Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 19:57

        Myślę, że pary są z przydzialu, nie ma, że ktoś z kimś chce, czy nie chce.
      • hanusinamama Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 14:33
        Jaka tu wpsółpraca? Projekty czy praca w grupie ma sens jak bazuje się na jakimś materiale i wykazać się moze kazdy i jest wtedy WSPÓŁPRACA. A nie jedna napisała, dwie skorzystały...
    • extereso Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:03
      Mój lubi to raczej, ale dla niego we wszystkim ważny jest aspekt towarzyski, no i zawsze co 2 głowy to nie jedna. Ale rozumiem poczucie wykorzystania u Twojej młodej.
    • mika_p Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:06
      Ja widzę, tylko nie w jednorazowej akcji, a w kilku, z różnymi partnerami.

      Jeżeli Kasia umie połowę i Zosia też połowę, to możliwe są trzy opcje:
      a) zakres wiedzy im się nie pokrywa, razem umieją wszystko
      b) zakres wiedzy im się trochę pokrywa, razem umieją większość
      c) zakres wiedzy im się całkiem pokrywa, razem umieją połowę.

      Wcale nie jest pwoiedziane, że z kimś innym w parze twoja córka miałaby lepszą ocenę, bo ten inny ktoś mógłby umieć to samo, co twoja córka
    • ichi51e Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:06
      Współpraca
      Nieuki dostają boosta bo dzieci dzieciom często bardzo dobrze tłumacza
      Dobre dziecko może się wykazać i wytłumaczyć, pomoc, zrobić co boostuje mu samoocenę
      • daniela34 Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 12:04
        A jak się tłumaczy: "daty, nazwy, bitwy (chodziło o II WŚ)"?

    • perspektywa Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:12
      Jedyny sens jakiego mogę się dopatrzeć to dwa razy mniej sprawdzania dka nauczyciela. Innego moim zdaniem nie ma. Ani to nauka pracy w grupie, ani sprawiedliwe......
    • cegehana Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:19
      Wartość pedagogiczną ma wspolpraca z losowo trafiona osobą. Tak bywa w życiu, że efekty pracy nie w stu procentach zależą od nas i tu chyba udało się osiągnąć pedagogiczny sukces, skoro wynik dobry, dziewczyny w zgodzie i z jakimś poczuciem, że pomoc jest wzajemna.
    • misiamama Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 20:36
      Chcemy, żeby na maturze przedmiot z rozszerzenia biznes i zarządzanie miał również wymiar praktyczny, czyli takie zadania rozwiązywane w grupach. Wydaje się, że to będzie nowość na skalę dotąd niespotykaną - zapowiedział Przemysław Czarnek
      może im wczesniej, tym lepiej - mniejszy szok na maturze?
    • pitupitt Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 21:53
      Chyba tylko taki, żeby miała połowę mniej kartek do sprawdzenia, ew. oszczędza na papierze...
    • paniusiapobuleczki Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 22:07

      „Nawet w podziękowaniu chciała mojej córce coś kupić 🙉 bo suma summarum dziewczyny dostały po 4.”
      Wszyscy tutaj piszą o ocenie za wiedzę. Fakt, że słabsza koleżanka skorzystała, może nastepnym razem tez skorzysta, a może nie. Obydwie dziewczyny dowiedziały się czegoś o sobie samych i nawzajem przy tej okazji. Słabsza dziewczynka odczuła potrzebę wyrażenia wdzięczności i to jest plus a twoja córka być moze poczuła się pewniej widząc, że jej nawet niedoskonała wiedza może w jakiś tam sposób pomoc innym. To czego mi brakuje w polskim systemie to uczenie dzieci refleksji: jak i dlaczego czuje się w tej sytuacji, dlaczego to czy tamto jest dla mnie ważne, czy czegoś ta sytuacja mnie nauczyła, jak mogę tę czy inną umiejetność poprawić, co mnie denerwuje i dlaczego. Takie refleksje powinny pojawiać die często na wszystkich przedmiotach a nie tylko na wychowawczej przy okazji wystawiania oceny z zachowania.
      • nangaparbat3 Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 07:44
        Masz świętą rację, tyle że uczyć tego może jedynie ktoś, kto sam taka refleksje uprawia.
        • paniusiapobuleczki Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 08:46
          Nanga, nie "uprawia" tylko ma świadomość istnienia takiego narzędzia w nauczaniu. A skąd ma mieć świadomość jeśli oficjalnie narzędzie w polskim systemie nie istnieje. Są owszem kompetencje kluczowe ale to jednak co innego, a tym czasem umiejętność refleksji jest tak samo ważna jak wyszukiwanie informacji, umiejętność porozumiewania się w języku ojczystym itd. Kazano nauczycielom ćwiczyć pracę w grupie a wielu nie do końca, wie co chce i może dzięki temu osiągnąć (bo nie przypominam sobie rzetelnego szkolenia na ten temat). BTW, zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś w innym poście o korzyściach wyniesionych przez obie dziewczynki z tego zadania.
          • nangaparbat3 Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 14:18
            No jeśli ktoś sam nie jest skłonny do refleksji - autorefleksji - to jak ma jej nauczyć kogokolwiek?
      • mamamisi2005 Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 14:58
        To co piszesz, brzmi naprawdę bardzo dobrze.
        W praktyce słabym punktem jest choćby to, że ocena wpływa na średnią ważoną, czyli na ocenę końcową i dalej na punkty rekrutacyjne, skoro to 8 klasa. A rekrutuje się każdy sam.
        Z pracy w grupie moich dzieci na poziomie SP mam 2 główne refleksje: 1) najbardziej napracuje się ten, komu najbardziej zależy (to projekty do zrobienia poza szkołą), 2) moje dziecko zaoszczędziło szkole problemów z ew niedostateczną oceną z przedmiotów ścisłych przynajmniej 2 kolegów z klasy (raczej trudno było nie zauważyć klucza doboru par).
        W LO jest już inaczej, tu uczniowie faktycznie pracują razem.
    • nena20 Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 22:26
      Nie mam pojęcia o czym myśli taki nauczyciel. U nas historyk podzielił dzieci na trzy grupy, tylko grupa mojego syna dostała 4. Potem że sprawdzianu dostał 2, zapytany ustnie 6. Szkoła jest nienormalna.
    • aluszka97 Re: U mojej córki na historii 18.10.22, 23:29
      Oj, ja bym takiej pracy w parach nie oceniała, dla mnie dziwny pomysł. Ewentualnie można było zapowiedzieć, że będą pisać w parach i najlepsze prace zostaną nagrodzone (w jakiś tam sposób)
      • mika_p Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 07:29
        Według jakich kryteriów "najlepsza"?
        I dlaczego, do cholery, zawsze musi być nagroda, jak bombelek raczy kiwnąć palcem?
    • nangaparbat3 Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 07:35
      Pani dała dzieciom karty pracy, a Ty traktujesz je jako kartkówkę.
      Klucz do zamysłu pani jest może w sposobie doboru par dzieci. Nic o tym nie wiemy.
      Koleżanka córki na pewno sporo się nauczyła podczas tego zadania, a córka utrwaliła i uporządkowała własną wiedzę.
      Nauczycielka stosuje różne formy sprawdzania wiedzy, więc córka, ucząc się, i tak zawsze będzie wyżej w rankingu od nieuczacej się koleżanki.
      Koleżanka podziękowała córce, może zacznie się uczyć, żeby na drugi raz nie czuć się głupio, fajny sposób zmotywowania do nauki dzieci jeszcze jakoś kompetentnych społecznie.
      • daniela34 Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 13:00
        Klucz do zamysłu pani jest może w sposobie doboru par dzieci. Nic o tym nie wiemy
        Koleżanka córki na pewno sporo się nauczyła podczas tego zadania, a córka utrwaliła i uporządkowała własną wiedzę.

        Czyli tak- nie wiemy nic o sposobie doboru par i może w tym jest klucz do zamysłu, ale wiemy na pewno, że koleżanka córki sporo się nauczyła, podczas gdy nie widzieliśmy tych kart pracy.

        Nie, to tak nie działa. Jeżeli karta pracy dotyczyła tego, o czym pisała Odnawialna, czyli : daty, bitwy, nazwy ( z zakresu II wojny światowej) to nie mam tej pewności, że koleżanka się sporo nauczyła. Podobnie jak nie mam pewności co do tego, o czym pisała wyżej ichie, że taka praca w grupie świetnie działa, bo dzieci dzieciom lepiej tłumaczą.
        Daty, nazwy i bitwy, z drugiej wojny światowej czy z wojny trzydziestoletniej, to jest zwykła, ordynarna pamięciówka. Tu dziecko dziecku niczego nie wytłumaczy, bo jak wytłumaczyć, że dnia 1 września (roku pamiętnego, wróg napadł na Polskę z kraju sąsiedniego) odbył się krwawy bój pod Mokrą koło Kłobucka? Tu nie ma czego tłumaczyć. Był bój i tyle, jest data, jest miejsce. To drugie dziecko, które nie umiało, nie zapamięta w ten sposób, bo zapamiętywanie tak nie działa, że jak Zuzia (która pamięta) wpisze do karty pracy 5 dat i 5 nazw to Józia to zapamięta.

        Praca w parach ma sens wtedy, kiedy ludzie mają do rozwiązania problem. Przenosząc na moją działkę:

        jeśli dawałam studentom kazus i kazałam oceniać odpowiedzialność karną jej bohaterów, to praca w grupach miała sens- jeden pamięta, drugi nie pamięta, ale może wymyśli, może właśnie dlatego, że nie wyrył na pamięć rozwiązania 5 poprzednich kazusów wpadnie na jakiś ciekawy pomysł
        jeśli studenci mieliby wybrać w teście:
        Ustawowy wymiar kary za czyn opisany w artykule 155 kodeksu karnego to:
        a) od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności
        b) od roku do 10 lat pozbawienia wolności
        c) od 2 do 12 lat pozbawienia wolności
        d) żadna z powyższych
        to Jaś niczego Kubusiowi nie wytłumaczy, bo tu nie ma czego wytłumaczyć, trzeba (na szczęście nie trzeba) nauczyć się na pamięć. Jest jak jest. Tako rzecze racjonalny (hahaha) ustawodawca. I Kubuś się też nie nauczy od tego, że Jaś zaznaczy, albo nawet jak Jaś mu powie i Kubuś sam zaznaczy w teście.
    • stephanie.plum Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 12:02
      wszystko pięknie, ale w jaki sposób były dobierane pary?

      dziwna sytuacja, twojej córce wiedzy nie ubyło, ale też na jej miejscu miałabym cień żalu, że nie byłam sparowana z jakimś orłem historycznym.

      a czwórki gratuluję, jakem noga z dat, nie mówiąc już o frontach...
    • jeste_m_sobie Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 12:38
      Powiem krótko: praca w parach bardzo OK, ale nie na ocenę. Chyba, że wcześniej taka sytuacja została zapowiedziana i omówiona z uczniami (będziecie pracować w parach, obie osoby dostaną taką samą ocenę, jesteście nawzajem za siebie odpowiedzialni, podzielcie się pracą itp.)
      • droch Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 12:59
        obie osoby dostaną taką samą ocenę(…)

        Istotą oceny pracy w grupie jest ocena efektu końcowego oraz pracy (wkładu) poszczególnych osób. Przy czym, zgadzam się, najpierw powinny odbyć się jakieś ćwiczenia, żeby nie puścić wszystkiego na żywioł.
        Nie wiem czy znasz HK, można dyskutować, czy program jest mądry czy głupi, ale tam szef ocenia oba aspekty, przyznając nagrody i nakładając kary grupowe oraz indywidualne.
    • attiya Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 13:43
      Jeśli Ty,osoba dorosła nie rozumiesz tego, to nawet nasze tłumaczenie nic ci nie pomoże.
    • sueellen Re: U mojej córki na historii 19.10.22, 15:01
      Praca zespołowa. Popularne na zachodzie. Dzieci uczą się od siebie. Każde dokłada cegiełkę.
    • aglibaba Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 09:56
      U mojego dziecka na historii dzieci miały zrobić w grupach średniowieczny zamek. Super pomysł - tylko nauczyciel nie powiedział dzieciom, jak się za to zabrać (bodajże czwarta klasa). Opracowałam koncepcję, przygotowałam materiały wyjściowe, dziecko przedstawiło plan innym dzieciom i każde wybrało coś dla siebie: ktoś wolał zrobić most zwodzony, ktoś ulepić ludziki na turniej rycerski, ktoś dekorował mury. Nauczycielkę opieprzyłam.
      • ichi51e Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 10:08
        A w jakim wieku te bezradne dzieci co zamku nie umiały zbudować?
        • profes79 Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 10:10
          Czwarta klasa - czyli koło 10 lat.
      • asia_i_p Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 12:16
        Jeżeli to zrobiłaś już po pierwszej lekcji, kiedy pracowali nad tym zamkiem, a nauczycielka się biernie przyglądała, jak się nie potrafią ogarnąć, rozumiem ochrzan. Ale jeśli zrobiłaś to na drugi dzień po zadaniu zadania, to szczerze mówiąc, ja bym się na jej miejscu wkurzyła na ciebie, bo ogarnięcie koncepcji i podziału pracy przez dzieci jest istotniejszą częścią zadania w tym momencie niż robienie zamku. Więc owszem, to powinno wyglądać tak, że nauczyciel pyta: - Co powinniście przygotować najpierw? Co musicie najpierw między sobą ustalić?, ale nie tak, że dzieci dostają do garści gotowy plan działania i go wykonują.
        • aglibaba Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 13:20
          No to trudno, najwyżej bym dostała. Choć wątpię - znając Ciebie w ogóle inaczej by to wyglądało. Dzieci dostały rozpiskę, z której niewiele wynikało. Skoro pomogłam, to widać dlatego, że dziecko przyszło po pomoc, bo nie wiedziało od czego zacząć. Pobór wcześniejszych roczników - bliżej 8-9 lat. Na pewno przejrzałam nasze zapasy makulatury i materiałów recyklingowanych i poczytałam z dzieckiem coś o zamkach, żeby wiedzieć jakie elementy mogą się w nim znaleźć. Tak, wiem, szkoła powinna uczyć umiejętności współpracy w grupie, ale w praktyce wygląda jak w wątku: część się bierze do roboty, część tylko odcina kupony.
          • demodee Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 13:50
            Ciekawe, co by się stało, gdybyś się w ogóle w ten projekt nie wtrąciła? Nawet na wyraźną prośbę dziecka?

            Przemknął Ci w ogóle taki pomysł przez głowę?
            • ichi51e Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 14:07
              dla mnie to jest takie bez sensu. Nauczyciel zadaje, narzędzi nie daje, dzieci maja same rozkminić. Rodzic widzi jak się miotają - no to myśli pomogę - dzieci bezradne ciapki rece rozkaladaja rodzic wchodzi w role dyrektora (a jak komuś słabo idzie to robotę z rak wyrywa) efekt ostatecznie dupe urywa i wszyscy zadowoleni - nauczyciel jak dobrze nauczył dzieci bo pani chwali a rodzic (czujący słuszna satysfakcje z dobrze wykonanej roboty) w duchu uważa ze cos tu nie styka.

              Wiem - zrobiłam dzisiaj z dzieckiem wulkan.... właśnie stoi w piecu spektakularnie plując ława ze stopionego karmelu...
              • demodee Re: U mojej córki na historii 21.10.22, 08:52
                > Nauczyciel zadaje, narzędzi nie daje, dzieci maja same rozkminić. Rodzic widzi jak się miotają - no to myśli pomogę - dzieci bezradne ciapki rece rozkaladaja

                Dzieci do zabawy nie potrzebują narzędzi - działa wyobraźnia. Może "głupiej nauczycielce" o t właśnie chodziło? O twórczo-zabawowe podejście do tematu?

                Ale oczywiście są rodzice, którzy na wszystkim znają się najlepiej. Na przykład taka pracownica działu księgowości w międzynarodowej korporacji lepiej się zna na nauczaniu historii niż specjalista w nauczaniu historii wykształcony...
            • aglibaba Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 14:16
              O, teraz właśnie przyszedł mi do głowy ten pomysł: moje dziecko prosi mnie o pomoc, a ja mówię, że mu nie pomogę, bo dzięki temu na pewno wyrośnie na ludzi, a przynajmniej na kierownika zmiany!

              Nie, jeśli chodzi o POLSKĄ szkołę w ogóle nie widzę możliwości pozostawienia dziecka samemu sobie.

              Na pewno coś by im w końcu wyszło. W końcu inne grupy coś zrobiły. Ale jak czułoby się moje dziecko w tej sytuacji?
              • aglibaba Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 14:19
                Prawda? big_grin
                No, mnie pociesza myśl, że nie ja wykonałam cały projekt. Dzieci, które miały pomysły zrealizowały je lepiej niż potrafiłabym to sobie wymarzyć. Dzieci, które nie miały pomysłu na nic rysowały cegiełki na murze, bo ktoś im podpowiedział, że zamki takie mają.
                A w robocie to niby jak jest?
                • demodee Re: U mojej córki na historii 21.10.22, 09:04
                  > A w robocie to niby jak jest?

                  Ale uczniowie to (jeszcze) nie pracownicy, nieprawdaż?
              • demodee Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 14:22
                > Na pewno coś by im w końcu wyszło.

                No właśnie. Coś. Bo rozumiesz chyba, że pani nie chodziło o zbudowanie zamku?

                > Ale jak czułoby się moje dziecko w tej sytuacji?

                Może mniej dzieckiem, a bardziej dorosłym? Że dorośli nie do wszystkiego są potrzebni? Na przykład do zabawy wcale nie?
                • aglibaba Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 21:41
                  Nie, nie rozumiem. Dziecko przerabia średniowiecze i ma zbudować zamek w grupie. O co może chodzić nauczycielowi? Żeby się dzieci nauczyły do czego służyły zamki? Nie dostałam prospektu z punktem "Cel projektu".

                  Co do odczuć mojego dziecka - pozwól, żeby ono samo decydowało o swoich odczuciach. W szczególności, aby decydowało, kiedy i do czego potrzebna mu mama oraz co jest dla niego zabawą, a co jednak niekoniecznie.
                  • demodee Re: U mojej córki na historii 21.10.22, 08:48
                    > Co do odczuć mojego dziecka - pozwól, żeby ono samo decydowało o swoich odczuciach

                    Ale o uczucia swojego dziecka zapytałaś na forum. Zadałaś pytanie - dostałaś odpowiedź. Skąd ta zgryźliwość - bo odpowiedź nie po Twojej myśli?
              • ichi51e Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 17:49
                no właśnie. nawet jak ty się zaprzesz ze nie zrobisz to reszta pomoże i twoje dziecko wyraźnie odstaje a ponieważ każdy prędzej sobie rękę odgryzie niż przyzna ze "pomagał" praca dziecka wyglada jak praca jakiego debila
                • aglibaba Re: U mojej córki na historii 20.10.22, 21:45
                  Gorzej - widzisz prace konkursowe i niektóre tak bardzo odstają, że myślisz - mały Picasso czy jednak rodzic? Te nieporadne prace przynajmniej Cię wzruszają.
                  • kocynder Re: U mojej córki na historii 21.10.22, 05:55
                    A robienie przez rodziców za dzieci to w ogóle odrebna kwestia. Jakiś czas temu widziałam wystawę prac "dzieci". No, sorry, ale jeśli drewniany karmnik dla ptaków, zbity z deseczek jest podpisany "Praca Zosi, lat 6", to nauczycielka jest kretynką.
      • demodee Re: U mojej córki na historii 21.10.22, 08:46
        > U mojego dziecka na historii dzieci miały zrobić w grupach średniowieczny zamek. Super pomysł - tylko nauczyciel nie powiedział dzieciom, jak się za to zabrać (bodajże czwarta klasa). Opracowałam koncepcję, przygotowałam materiały wyjściowe, dziecko przedstawiło plan innym dzieciom i każde wybrało coś dla siebie: ktoś wolał zrobić most zwodzony, ktoś ulepić ludziki na turniej rycerski, ktoś dekorował mury.

        Czyli jesteś mądrzejsza od nauczycielki i podeszłaś do zadania jak do zarządzania projektem. A może nauczycielce wcale nie chodziło o to? Może specjalnie nie dała uczniom żadnych wytycznych, żeby same się zorganizowały?

        Dzieci świetnie pracują w grupie - wiem, bo, jako dziecko, nieraz bawiłam się w zdobywanie zamku, napad na bank itd. I nienawidziliśmy, gdy dorośli się wtrącali w stylu: "Jak wieżę zbudujecie z tamtych krzeseł, to nie będzie się przewracać".

        > Nauczycielkę opieprzyłam.

        Jak zareagowała?
    • brubba Re: U mojej córki na historii 21.10.22, 06:37
      Nie nauczycielka, ale odpowiem. Jedyny sens tego jest wychowawczy, czyli uczenie budowania dobrej relacji między ludźmi postawionymi w głupiej sytuacji. Tu koleżanka, która mimowolnie skorzystała z pracy twojej córki, okazała się w porządku, bo przyznała to, była wdzięczna i chciała to wynagrodzić - postawa bardzo ok. Córka mogła zjeść tego ufundowanego batonika czy co tam miało być dowodem wdzięczności, ale jak nie, to też ok. Teraz dziewczyny wiedzą, że mają do czynienia z porządną "drugą stroną". Jedna nie wścieka się, że na jej pracy zyskała koleżanka, druga nie jest roszczeniowym "dej", tylko wie, co zyskała, przyznaje to, jest skłonna do odwdzięczenia się. Obie dziewczyny są fajne i miały okazję się o tym przekonać - oto jedyny sens sytuacji.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka