Dodaj do ulubionych

Szkolny problem. Jak to właściwie jest?

30.10.22, 09:28
Czy nauczyciel może zabrać uczniowi przedmiot i oddać rodzicowi (do na zebraniu/odbioru przez rodzica w sekretariacie)?

W znajomej szkole problem - pani od matematyki zabrała dzieciom przedmioty, którymi bawiły się podczas lekcji. Pal licho, że nie uważały. Przedmioty powodowały hałas uniemożliwiający skupienie się innym.
(fingerboardy). Mimo wielokrotnego upominania - nie przestały, więc nastąpiła chwilowa konfiskata. Zostały oddane rodzicom na zebraniu, tego samego dnia.

Winowajcy cholernie oburzeni, bo wynaleźli przepis w internecie, że nauczyciel nie ma prawa nic zabrać (to takie typy, które z całej siły będą udowadniać, że inni nie mają prawa, a zwłaszcza nauczyciele. W swoim postępowaniu nic nagannego nie widzą.) . Matka jednego z winowajców robi dym, w związku z tym uncertain

Pytanie drugie, zwłaszcza do nauczycielek.
Jak Wy rozwiązujecie podobne sytuacje?

Bombelki - klasa szósta podstawówki - gwoli wyjaśnienia.
Obserwuj wątek
    • madame_edith Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 09:35
      W opisanej sytuacji absolutnie tak i na głowę upadł rodzic robiący dym. Jak rozumiem zabranie poprzedziły daremne prośby o zaprzestanie używania. Kluczowe jest przeszkadzanie na lekcji, sobie i innym.
      • panna.nasturcja Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 13:52
        Nie. To że być może nauczyciel miał rację nie oznacza, że miał prawo. Prawa nie miał.
        • manala Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 18:07
          Tak. Powinien pozwolić gnojkom rozwalać całą lekcję. Matka - idiotka do kwadratu. Kiedyś jeszcze będzie płakać jak jej dziubdziuś nasra na głowę.
    • triss_merigold6 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 09:35
      Osobiście nie widzę nic złego w czasowej konfiskacie zabawki/telefonu/gadżetu.
      Szkoły mają możliwość zawieszania w prawach ucznia, powinny z niej korzystać. Jak raz, drugi, trzeci rodzic będzie musiał zostać w domu, żeby pilnować swojego nieulozonego bachora, jest szansa, że zacznie wychowywać.
      • 1matka-polka Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 09:39
        "Szkoły mają możliwość zawieszania w prawach ucznia, powinny z niej korzystać"

        Czy ktos kiedys gdzies juz zastosowal to prawo???
        • triss_merigold6 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 09:44
          Stosowano jeszcze na początku lat 90-tych.
        • skumbrie Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 09:51
          Niedawno jedna znana mi szkoła. Niestety, tylko ta, a i tak zbyt rzadko to robi.
        • volta2 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 11:40
          w mojego syna szkole było to bardzo często stosowane, zawieszenie było za niewłaściwe zachowanie ale również za słownictwo o charakterze hejterskim. trwalo zwykle dzień, a za rasistowskie -do tygodnia ale po przeprosinach

          nie muszę chyba dodawać, że szkoła międzynarodowa, słono płatna? czy muszę?

          w umowie między szkołą a rodzicem ten zobowiązywał się do stawiennictwa do odbioru dziecka po telefonie ze szkoły w ciągu godziny, jeśli zajdzie taka potrzeba. do czasu przyjazdu dziecko oczekiwało już poza klasą. widziałam to z bliska, niezwykle dyscyplinujące i bombelka i bomeblkowych rodziców.
      • autumna Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 09:58
        triss_merigold6 napisała:

        > Szkoły mają możliwość zawieszania w prawach ucznia, powinny z niej korzystać. J
        > ak raz, drugi, trzeci rodzic będzie musiał zostać w domu, żeby pilnować swojego
        > nieulozonego bachora, jest szansa, że zacznie wychowywać.

        Przecież zawieszenie w prawach ucznia nie polega na zakazaniu chodzenia do szkoły. Byłoby to sprzeczne z prawem - nie można uczniowi uniemożliwić realizacji obowiązku szkolnego. Co najwyżej zostanie pozbawiony możliwości uczestnictwa w szkolnych imprezach, wycieczkach itp. zajęciach NIEOBOWIĄZKOWYCH.
        • triss_merigold6 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:08
          Kiedyś oznaczało właśnie zakaz przychodzenia do szkoły przez 3-7 dni.
          Są teamsy i przepisy dotyczące zdalnej nauki, no problem, żeby w czasie zawieszenia uczeń otrzymywał wytyczne od nauczycieli i karty pracy.
          • slonko1335 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:31
            Obawiam się że dla wielu byłaby to nagroda a nie żadna kara...
            • chatgris01 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:41
              slonko1335 napisała:

              > Obawiam się że dla wielu byłaby to nagroda a nie żadna kara...
              >


              Ale raczej nie dla rodzicow.
              • slonko1335 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:44
                Ridzicow 6 klasistow, którzy robia dym o odebranie zabaweczki za 3 złote?
                • triss_merigold6 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:47
                  W przykładzie z tego wątku- tak.
                  • slonko1335 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:53
                    Na pewno by się zwalniali z pracy żeby pilnować 6 klasiste bo jeszcze się w domu pobawi spinnerem...ta.....
                  • asia_i_p Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:56
                    Triss, zejdź na ziemię. W domu to dziecko odpali Armagedon 5.0 i spędzi 8 godzin naparzając. Dla rodzica dolegliwość zerowa, chyba że ceny prądu bardzo wzrosną.
          • autumna Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 11:48
            Prawo oświatowe oraz Konstytucja RP nakładają na ucznia obowiązek nauki oraz obowiązek szkolny do osiągnięcia pełnoletności, czyli ukończenia 18. roku życia. Zabronienie dziecku uczestnictwa w zajęciach byłoby zatem niezgodne z obowiązującymi przepisami. Fakt ten został również potwierdzony przez Ministerstwo Edukacji – prawo do nauki zapewnia Konstytucja i nie może ono zostać odebrane uczniowi nawet wtedy, gdy dochodzi do łamania szkolnego regulaminu.

            > no problem, żeby w czasie zawieszenia uczeń otrzymywał wytyczne od nauczycieli i karty pracy.

            No faktycznie, dołóżmy nauczycielom dodatkowe zajęcie w postaci indywidualnego zajmowania się uczniem ukaranym zakazem uczestnictwa w zajęciach klasowych. Nie sądzę, by przepisy dotyczące zdalnej nauki coś takiego obejmowały.
            • triss_merigold6 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 12:09
              W takim razie powrót do możliwości relegowania ucznia ze szkoły.
              Przez ostatnie 25 lat wahadło wychylilo się ekstremalnie w kierunku ochrony praw ucznia, decyzyjnosci rodziców, trzymania w szkołach masowych wszystkich swirow, integracji etc., ale od czasu podwójnego rocznika idzie nacisk rodziców w drugą stronę.
              Jak rabnie, to przy aplauzie rodziców normalnych, wychowanych dzieci zostaną przyjęte przepisy pozwalające eliminować ze szkoły każde niedostosowane dziecko, bez względu na przyczynę złego zachowania.
            • daszka_staszka Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 18:47
              Czasem myślę, że nieodpłatna szkoła powinna być tylko dla tych co potrafią się zachować i chcą się uczyć. Tak.forma stypendiów. Ludzie nie szanują tego co " dostają za darmo". Rodzice jednostek nieprzystosowanych niech płaca za edukację bombelkow. tTaka forma zadośćuczynienia dla nauczyli, którzy muszą się z tymi dziećmi użerać.
      • kamin Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:53
        Akurat rodzice szóstoklasistów pewnie po prostu pojdą do pracy i zostawią gnojka w domu
        • triss_merigold6 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 12:10
          Pewnie tak, ale jeśli coś się stanie szczylowi to oni odpowiadają.
    • ichi51e Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 09:37
      ludzie to są bezczelni po prostu.
    • mgla_jedwabna Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 09:38
      Po pierwsze - przyjrzałabym się temu "wynaleźli w internecie". Albo są to zupełne bzdury albo państwo sobie coś nadinterpretują. Po drugie - przejrzałabym szkolne statuty, regulaminy itp. i przypomniała rodzicom, że ich bombelka też to obowiązuje. Podejrzewam, że jest tam coś o obowiązku nieprzeszkadzania kolegom.

      Następnie leciałaby jedynka za pracę na lekcji za każdy przypadek, gdy bombelek bawi się na lekcji zamiast pracować.
      • triss_merigold6 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 09:50
        Wiesz, dlatego uważam, że do szkół powinna wrócić możliwość relegowania ucznia za uporczywe naruszanie statutu i regulaminu szkoły.
        Oczywiście, prawo i obowiązek do nauki zostaje, ale to rodzic ma się martwić, która ze szkół w dzielnicy/mieście przyjmie jego skarb.
        Kiedyś w takiej sytuacji rodzic ze swoim relegowanym bachorem zgłaszał się do kuratorium i kuratorium w porozumieniu z dyrektorem innej szkoły wskazywało nowe miejsce tj. szkołę.
        • daszka_staszka Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 18:49
          W Polsce można dziecko edukować w domu więc niech mamusia z tatusiem zajmą się nauczaniem swoijego bombelka osobiście. Może docenia wtedy pracę biednych nauczycieli
      • asia_i_p Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 09:51
        Wiesz, że ja to też widziałam podparte przepisami na jakimś portalu prawnym, tam chodziło o telefon. Podobno maks, co mi wolno, to polecić umieszczenie wyłączonego telefonu w widocznym miejscu, co zresztą dla moich celów jest wystarczające.

        Według mnie problem nie polega na tym, że nie można skonfiskować, tylko że szkoła nie ma możliwości wyciągania konsekwencji zauważalnych dla ucznia. Na Cyprze jest kara zawieszenia w prawach ucznia, co oznacza nieobecność nieusprawiedliwioną, a z kolei pewna liczba takich nieobecności to automatyczny brak promocji. Z drugiej strony system bardzo pilnuje też nauczycieli, więc nie jest to nadużywane. Na drugim biegunie są oparte na wysokim zaufaniu systemy skandynawskie. A u nas ani konsekwentnej dyscypliny, ani zaufania, tylko chaos i przepychanki.
        • triss_merigold6 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 09:52
          W Polsce też jest tylko szkoły nie korzystają, a powinny.
          • asia_i_p Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:01
            Ale w Polsce to nie pokombinowane z możliwością niezaliczenia roku, a Cypryjka mówiła mi, że ich uczniów rusza właśnie to, nie samo zawieszenie. Co jest logiczne, zawieszenie szóstoklasisty to dla jego rodziców organizacyjnie nie jest duży problem.
            • triss_merigold6 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:10
              Nie bój się, rodzice świetnie wiedzą, że mają dzieciaka z piekła rodem i strach to zostawić bez nadzoru. Wolą jak pół dnia jest w szkole.
              • slonko1335 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:33
                6 klasista zostaje raczej sam w domu bez problemu.
              • kochamruskieileniwe Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:35
                12latka rodzic spokojnie może zostawić samego w domu suspicious Nie ma problemu organizacyjnego. Zwłaszcza, ze pandemia pozwoliła przećwiczyć takie sytuacje.

                Na marginesie - jeżeli to co napisała powyżej Autumna o konsekwencjach zawieszenia i braku innych - to tak naprawdę zawieszeniu sensu nie ma....

                Ps - Reakcja większości rodziców na dymy matki, to pukanie w głowę.
                • slonko1335 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:41
                  Dokładnie. Zostawały przeciez młodsze dzieci. Musiałoby takie zawieszenia pociagac automatycznue dodatkowe konsekwencje .
      • kurt.wallander Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 11:17
        mgla_jedwabna napisała:

        olegom.
        >
        > Następnie leciałaby jedynka za pracę na lekcji za każdy przypadek, gdy bombelek
        > bawi się na lekcji zamiast pracować.

        Co najwyżej uwaga (czy ocena) z zachowania. Bombelka mozna przepytać i jesli nic z lekcji nie kojarzy - wtedy wstawić jedynkę.
      • iberka Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 12:04
        Niestety, prawo mówi, że nauczyciel nie może skonfiskować/ zabrać rzeczy dziecka - np.telefonu komórkowego chociażby na czas trwania lekcji. Statut może pozwalać, ale nad nim są przepisy ważniejsze uncertain.
        Ubolewam, bo u nas w szkole też mam takich rodziców i doszło do tego, że chodzą do nauczycieli wytykając im wszystko (tak, przychodzą codziennie), nakazują zmianę zasad, bo pruski system szkoły jest zły itp. itd.
    • asia_i_p Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 09:39
      Chyba nauczyciel rzeczywiście nie może zabrać, o ile to nie jest przedmiot niebezpieczny.

      Co w takiej sytuacji bym zrobiła, prawdę mówiąc nie wiem. Uczeń, który lekceważy bezpośrednio do niego zwróconą prośbę nauczyciela o zaprzestanie jakiejś czynności - w sensie lekceważy całkiem, a nie próbuje dyskretnie do danej czynności wrócić po jakimś czasie, to jest naturalne - jest poza moim zasięgiem wyobraźni. Matka, która w tej sytuacji broni prawa dziecka do rozwalania lekcji, też. Ja bym po prostu nie poszła uczyć do podstawówki.
      • ichi51e Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 09:42
        cóż zawsze można zaprosić do tablicy...
        • majenkir Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 11:13
          😏
        • kurt.wallander Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 11:21
          ichi51e napisała:

          > cóż zawsze można zaprosić do tablicy...
          >

          Można, ale jesli celem jest upupienie jedynką, to może się nie udać. Dzieciak w rodzinie niedawno przeszkadzał w lekcji, gadając z kolegą, i został wezwany do odpowiedzi. Umiał. To jeszcze zeszyt nauczyciel poprosił do wglądu. Było OK. Siadaj, pięć. Fakt, że cel w sumie został osiągnięty - dzieciak przestał gadać z kolegą, przynajmniej w momencie przepytywania.
          • asia_i_p Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 13:33
            No nie, cel nie został osiągnięty - klasa nie była uczona. Chyba że nauczyciel wirtuoz i potrafił wykorzystać tę odpowiedź w toku lekcji, albo i tak w planie było pytanie kogoś.
            • szarsz Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 01.11.22, 04:30
              I tak I nie. Gadający uczeń i tak uniemożliwia naukę innym. A tu pytanie jest o długofalowe skutki.
              • ichi51e Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 01.11.22, 08:17
                z mojej obserwacji w każdej klasie trafia się 2-3 dzieci które i tak się nigdy nie zamyka. Od nauczyciela zależy czy umie postawić tym bardzo zresztom fajnym dzieciakom odpowiednie dla nich zadania tak ich zajac żeby nikt nie tracił. Bo inaczej kończy się tak ze Karolinka i Gniewko maja cały czas cos do powiedzenia nawet jeśli to jest "okien zapomniałam co chciałam powiedzieć"
        • elenelda Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 16:07
          ichi51e napisała:

          > cóż zawsze można zaprosić do tablicy...

          Gorzej, jeśli bombel ma opinię, w której pani z poradni napisała, że nie można, bo to bombla stresuje.
    • milva24 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 09:46
      Na miejscu rodzica takiego bombelka opierdzieliłabym dziecko, na miejscu postronnego rodzica obserwującego zadymę jaką robi inna matka starałabym się zgasić kobietę. Nie wiem jakie są przepisy i nie wnikam ale dzieci na lekcji mają się zająć nauką a nie zabawą, na dodatek przeszkadzającą innym. Ostatnio moje dziecko dostało niedostateczny za brak pracy domowej i mnie koleżanka uświadomiła, że nauczyciel nie ma prawa tego zrobić. Cóż, ja osobiście daję nauczycielom moich dzieci takie prawo i nie zamierzam robić goownoburzy bo się dziecko rozproszyło i zapomniało.
    • riskylea Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 09:59
      Ja bym w takiej sytuacji nie robiła awantury, w końcu to bombelek przeszkadzał na lekcji - nauczycielowi i innym uczniom.
      O tym że za brak pracy do nowej nie można postawić 1 - to wiem, ale czy można wtedy wstawić nieprzygotowanie? Albo czy można postawić ocenę za prowadzenie zeszytu?
      • asia_i_p Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:02
        Nie. Można spytać z zawartości zadania domowego lub zrobić z niej kartkówkę.
        • riskylea Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:06
          A można wstawić ocenę za „prowadzenie zeszytu”? Mnie się wydaje że nie, bo zeszyt jest dla ucznia, nie dla nauczyciela. Uczeń ma mieć opanowany materiał, a czy ma zeszyt i co w nim zapisuje to chyba nie ma znaczenia?
          • asia_i_p Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:13
            To akurat, o ile dobrze pamiętam ostatnią wersję interpretacji przepisów, zależy od tego, co nauczyciel podał w wymaganiach przedmiotowych. Bo generalnie oceniać można przyrost wiedzy i umiejętności, ale jeśli na liście wymaganych umiejętności będą techniki notowania i będzie to miało podparcie w programie nauczania, to zeszyt oceniać można.
        • grey_delphinum Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 12:00
          asia_i_p napisała:

          > Nie. Można spytać z zawartości zadania domowego lub zrobić z niej kartkówkę.
          >
          Ooo, a napiszesz coś więcej? Jak w praktyce ma to wyglądać?

          Dziecko nie ma zadania, np. charakterystyki bohatera. Jedynki nauczyciel nie postawi i co dalej? Odpytka z tego, czego nie zrobił i wtedy jedynka?

          Chyba nie rozumiem...
          • riskylea Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 12:11
            Ja to rozumiem tak - dziecko nie ma pracy domowej (i np. mówi że zrobiło, ale zapomniało zabrać) - wtedy nauczyciel poprzez kartkówkę albo odpytanie może sprawdzić czy dziecko naprawdę jej nie odrobiło, czy też tylko mówi że odrobiło.
            • grey_delphinum Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 12:34
              Ale co w sytuacji, że po prostu nie ma i koniec?
              • asia_i_p Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 13:24
                No w tej sytuacji umie albo nie umie.

                To się opiera na przepisie, że oceniać mogę tylko przyrost wiedzy lub umiejętności. Czyli po pierwsze - myślę, co zadaję, co to ma przetrenować. Po drugie - mam metodę sprawdzenia tego.

                Czyli moim celem nie jest, żeby miał stworzoną w zeszycie charakterystykę bohatera, tylko żeby umiał charakteryzować bohatera. Nie wiem, jak to wygląda na polskim, ale na angielskim na przykład na lekcji tłumaczę sposób tworzenia wstępu do rozprawki, ćwiczymy, do domu zadaję dalsze ćwiczenia, mogę te ćwiczenia potem omówić na lekcji, ale jeśli chcę to ocenić, to planuję zadanie na lekcji, oceniane "piszecie wstęp do rozprawki o temacie"

                W idealnym świecie to jest idealne rozwiązanie. Ci, którzy potrzebują, ćwiczą, ci, którzy nie potrzebują, nie marnują czasu.

                W nieidealnym świecie można się pokłócić - bo może być tak, że ktoś, kto pracowicie odrobił zadanie, akurat z tą umiejętnością ma problem i mając to zadanie i tak zawali kartkówkę z niego.

                Z tym że system oceniania w Polsce wyraźnie jest ustawiony w ten sposób, że nie ma oceniać pracy, pilności, itd. Ma oceniać stopień opanowania podstawy programowej. I w obrębie takiego rozumienia oceny niestawianie ocen za brak zadania domowego jest konsekwentne.
                • asia_i_p Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 13:38
                  Ja się przyznam, że ja ten system obchodzę. Dalej stawiam plusy za to, że ktoś zadanie ma, i określona liczba plusów to piątka. Motywacja wewnętrzna to piękna rzecz, ale jeśli komuś nie idzie, to powinien ćwiczyć jak najwięcej i ucząc przedmiotu maturalnego sprzedaję pierworództwo za miskę soczewicy. Lepiej niech ćwiczą za plusa niż nie ćwiczą w ogóle, czekając na właściwą motywację.
                  • panna.nasturcja Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 13:57
                    Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że to działa w odwrotnym kierunku? Uruchamiając dzieciom motywację zewnętrzną niszczysz wewnętrzną i tą drogą nigdy jej nie odzyskasz?
                    • asia_i_p Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 14:12
                      Uważasz, że kiedy przychodzą do liceum po ośmiu latach bycia ocenianymi i oceniani są tam z 12-13 przedmiotów, to motywację zabijają im akurat plusy za zadania domowe?
                    • ichi51e Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 15:04
                      to tak nie działa - jest to bardziej skomplikowany proces
                  • kurt.wallander Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 20:51
                    asia_i_p napisała:

                    > Ja się przyznam, że ja ten system obchodzę. Dalej stawiam plusy za to, że ktoś
                    > zadanie ma, i określona liczba plusów to piątka.

                    I to jest spoko, moim zdaniem. Gorzej, jeśli brak pracy domowej, to juz nawet nie minus, tylko zazwyczaj 1. Przynajmniej stosujesz marchewkę, zamiast bata.
    • ela.dzi Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:02
      Durni rodzice.
    • biala_ladecka Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:11
      Prawo Marcina weszło za mocno.
    • sarah_black38 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:14
      Takie będą Rzeczpospolite jakie ich młodzieży chowanie ... coś w ten deseń tongue_out
    • berdebul Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:15
      Należy zrobić dym mamusi bombelka, ze przez jej skarb, który napyerdala fingerboardem tracą inni uczniowie.
      Bombelka należało zaprosić do tablicy/kazać wyciągnąć karteczki i zrobić kartkówkę. I tak za każdym razem jak przeszkadza.
      • biala_ladecka Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:21
        I tym sposobem zamiast jednego roszczeniowego, wk...ionego rodzica, nauczyciel bedzie mial ich na glowie 25. Swietny pomysl!
        • berdebul Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:28
          Nie jestem wielką fanką odpowiedzialności zbiorowej, ale nie widzę żadnego powodu żeby użerać się o ciszę w klasie.
          TBH przez krótki czas, kiedy uczyłam, miałam raz pielgrzymkę rodziców, bo zasada była „szanowni państwo, prace domowe są dla chętnych - możecie je robić lub nie, ja je sprawdzę jeżeli ktoś chce, wstawiam wyłącznie oceny pozytywne”. Okazało się ze prawie 100% uczniów nie chce. 🤷‍♀️ Rodzice pragnęli bata nad głowa i konsekwencji.
          • droch Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 12:26
            Nie jestem wielką fanką odpowiedzialności zbiorowej, ale nie widzę żadnego powodu żeby użerać się o ciszę w klasie.

            Twoja propozycja rozwiązania problemu wprost przeczy powyższej deklaracji.
      • slonko1335 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:36
        Tak u mojej córki zrobiła o to jazde(zresztą uważam że slusznie) matka dziecka w spektrum(bezproblemowego w obsludze) który nie potrafił zrozumieć że został ukarany za kogoś. Nie tedy droga moim zdaniem. Nie jest wona innych dzieci że mają w klasie jakiegos becwala...
        • asia_i_p Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:43
          Zadanie można dać tylko temu dziecku - nie ma obowiazku, żeby sprawdzanie wiedzy obejmowało całą klasę. I nawet nie trzeba w formie wymierzania kary - spokojne stwierdzenie "nie możesz się skoncentrować na lekcji, spróbujmy inaczej, tu jest lista zadań, możesz korzystać z podręcznika str. x-y, telefon wyłączony w widocznym miejscu, pod koniec lekcji zabieram to do oceny". Ja parę razy odpaliłam takim nadaktywnym karny esej, działa dużo lepiej niż uwaga, bo angażuje ucznia, zajmuje czas, a jeśli uda się uzyskać pozytywną ocenę, kończy całą sprawę na pozytywnej nucie, a to też ważne.
          • slonko1335 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:47
            Najlepsze wyjście uważam.
          • ela.dzi Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:58
            Brzmi fajnie, bardzo dobry pedagog z Ciebie.
          • kurt.wallander Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 11:23
            Takie metody popieram.
        • berdebul Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 14:08
          Kartkówka to nie kara. „Nie możecie się skupić, ja nie będę pracować w hałasie, wyciągamy karteczki”. 🤷‍♀️ Nie da się efektywnie prowadzić lekcji, jeżeli ktoś ciagle przeszkadza.
          • kira02 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 01.11.22, 03:53
            W pracy tak samo byłabyś zadowolona, ze musisz pisać nadprogramowy test, bo koleżanka gadała podczas szkolenia? Jakoś wątpię.
            • berdebul Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 01.11.22, 11:32
              Ostatnio mieliśmy zamknięte laboratoria, bo ktoś (nikt się nie przyznał) zrobił taki syf, ze szefostwo się wkurzyło i wszyscy przez tydzień wyłącznie sprzątali. Lajf.
              • droch Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 01.11.22, 13:52
                Oczywiście, skoro nie znalazł się winny, powinien osobiście sprzątać odpowiedzialny za laboratorium danego dnia. Proste rozwiązania są często najlepsze.
                • berdebul Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 01.11.22, 14:21
                  Nie ma „dyżurnych”, oraz nie ma stałych miejsc, ludzie zmieniają się przy aparaturze.
                  Nie, to nie jest normalne, ze dorośli nie potrafią wziąć odpowiedzialności za własny syf i bierze się to właśnie z takich bombelków, z wojującą madką, która będzie udowadniać, ze patusek ma prawo bawić się zabawka, mimo ze przeszkadza innym.
    • mia_mia Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:20
      Nauczyciel nie ma prawa nic zabrać uczniowi, co w takiej sytuacji jest wbrew zdrowemu rozsądkowi. Na miejscu nauczyciela wzięłabym telefon, wybrała numer do ojca lub w ostateczności matki, przedstawiła sytuację i poprosiła o pomoc w przekonaniu bombelka do schowania przedmiotu. Myślę, że po pierwszym telefonie pozostałe dzieci wiedziałyby co zrobić z tymi zabawkami na lekcji. Zresztą podejrzewam, że samo zaczęcie wybierania numeru rozwiązałoby problem.
      • mia_mia Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:29
        W grę wchodzi też sprawdzenie wiedzy i tak po każdym wybryku.
      • sophia.87 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:29
        Ja na miejscu nauczyciela w takiej sytuacji rozpoczęłabym odpytywanie, zaczynając od bombelkow z zabawkami, ewentualnie kartkówka.
        Następnym razem presja klasy nie pozwoliłaby bombelkowi nawet wyjąć zabaweczki
        • asia_i_p Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:35
          Tego bym nie robiła. Bardzo często są to dzieciaki, które szaleją nie z braku presji klasy, tylko z nadmiaru tej presji, szukające roli błazna/ specjalisty od rozrywki z braku poczucia przynależności do grupy, z niepewności. Ustawianie ich w opozycji do klasy pogłębia problem.
          Indywidualne odpytanie/ kartkówka/ zadanie na ocenę jak najbardziej.
          • triss_merigold6 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 11:01
            Szaleją, bo są nieulozone prawidłowo albo dysfunkcyjne. Przyczyna bez znaczenia, zakłócają INNYM lekcje, a stracone lekcje to czas na uzupełnienie w domu i kasa rodziców na korepetycje.
            • asia_i_p Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 13:30
              Przyczyny mają ogromne znaczenie, o ile są usuwalne. Bo może się okazać, że rozpętywanie świętej wojny będzie zupełnie niepotrzebne.

              By the way, naprawdę niewiele widziałam sytuacji - jeśli w ogóle - w których dysfunkcyjne lub niewychowane dziecko szaleje, a reszta klasy cierpi, baranki niewinne. Bardzo często takie dziecko jest używane przez grupę jako narzędzie rozpieprzenia lekcji. Najpierw go nakręcają, potem są ciężko obrażeni i na niego, i na nauczyciela - takie bierno-agresywne gierki.
        • droch Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 12:28
          Następnym razem presja klasy nie pozwoliłaby bombelkowi nawet wyjąć zabaweczki

          Następnym razem połowa wyjmie zabawki, bo jak ponieść konsekwencje, to warto wiedzieć za co.
          • sophia.87 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 14:35
            Wątpię, raczej ustawia takiego przez którego jest zabawa w odpytywanie lub kartkówka.
            • kurt.wallander Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 20:52
              Uczniowie nie sa od ustawiania innego ucznia.
      • hanusinamama Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 11:56
        Skoro nauczyciel nie moze powinna byc mozliwosć zadzownienia do rodzica, który natychmiast ma przyjechac i zabrać sam rzecz...poo 2 takich akcjach bąbelki nie miałaby zadnych przeszkadzaczy w szkole
        • runny.babbit Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 15:01
          Nie bądź śmieszna, taki rodzic stwierdzi że panią nauczycielkę po...alo, nigdzie nie będzie przyjeżdżał.
          • mia_mia Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 17:07
            Ja myślę, że sam telefon wystarczy, jeśli rodzic nie przekona dziecka do odłożenia zabawki to oficjalna notatka w papierach plus sprawdzenie co wyniósł z lekcji. I tak za każdym razem, po kolejnym oficjalne zgłoszenie sprawy do pedagoga/dyrektora, a potem dalej, ale przede wszystkim pokazanie przy wszystkich, że się nie ma wpływu na własne dziecko to jednak coś czego większość rodziców nie będzie chciała doświadczać kolejny i kolejny raz i jak najwięcej na papierze, chociaż podejrzewam, że kłopotliwy uczeń i rąbnięty rodzic to w szkole rejonowej trudny do pokonania przeciwnik.
        • kub-ma Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 19:45
          hanusinamama napisała:

          > Skoro nauczyciel nie moze powinna byc mozliwosć zadzownienia do rodzica, który
          > natychmiast ma przyjechac i zabrać sam rzecz...poo 2 takich akcjach bąbelki nie
          > miałaby zadnych przeszkadzaczy w szkole
          >

          No cóż, podejrzewam, że pierwsze zdanie rodzica brzmiałoby: "Pani jest z moim dzieckiem, pani ma sobie poradzić, przecież jest pani pedagogiem po studiach".
      • eriu Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 01.11.22, 11:18
        Zabierzesz dziecku telefon a okaże się, że oni ma cukrzycę i nie może się skontaktować z rodzicami. I masz tak przerąbane.
    • stephanie_harper2 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:38
      Skonfiskować na czas lekcji owszem ale po lekcji oddać dzieciakowi. W podstawówce jak starszy chodził czasem tak nauczyciele robili z telefonami ale rodzic nie musiał zapylać do szkoły by odebrać.
    • kornelia_sowa1 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:39
      U nas w szkole tak jest z telefonami. Mogą je mieć w plecaku i uzywac jak tylko znajdą się za ogrodzeniem szkoły.

      W szkole nie mają prawa wyciągnąć z plecaka.
      Jeśli jest nagła sprawa źle samopoczucie czy inne takie, to dziecko ZAWSZE może zadzwonić z sekretariatu.

      Wyciągnięte i zauważone telefony są zabierane i może je odebrać tylko rodzic na dyżurze dyrekcji .
      W dziwnych godzinach typu środa 11.15-11.45


      Rodzice są o tym informowani librusem 1.09.

      Może i są paragrafy że nie można.
      Nie wiem. U nas skutecznie działa.

      Ma to przeciwdziałać nagrywaniu głupich filmów ośmieszających nauczycieli czy innych uczniów. Za takie coś tez jest paragraf
      • droch Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 12:31
        Wyciągnięte i zauważone telefony są zabierane i może je odebrać tylko rodzic na dyżurze dyrekcji .
        (...)Za takie coś tez jest paragraf

        Za takie coś też jest...
        • kornelia_sowa1 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 14:52
          Możliwe, zawsze można szkole do sądu podać.

    • furiatka_wariatka Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:48
      Przypuszczam, że spokojnie nauczycielka może obniżyć uczniom ocenę z zachowania, to również dosyć dobrze opisują przepisy.
      • asia_i_p Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:55
        Jak najbardziej może. Jak najbardziej będą to mieć gdzieś. Przejąć się mogą ewentualnie naganną na koniec roku, ale to raczej trudno wystawić za nadużywanie fingerboarda.
        • triss_merigold6 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:58
          Dlatego wracam do idei relegowania ze szkoły za notoryczne naruszanie regulaminu i niech rodzic szuka dzieciakowi placówki, która to przyjmie.
      • biala_ladecka Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:57
        O ocenie z zachowania decyduje wychowawca.
    • rb_111222333 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 10:59
      Rodzice podcinają gałąź na której siedzą. Wychowują dzieci na ludzi, od których każda normalna osoba będzie uciekała jak najdalej
      • daszka_staszka Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 18:56
        Wyobrażasz sobie zatrudnienie takiego bombelkow u sobie w firmie? Bo ja absolutnie odmówiłabym pracy z kimś takim
    • leyla76 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 11:23
      Jest to całkowicie normalne w szwajcarskiej szkole.
      2 razy musiałam sie pofatygować do sekretariatu, aby odebrać telefon bombelka. Zabrany na przerwie, jest zakaz używania telefonów na terenie szkoły.
      Dodam, ze telefon mizna odebrać dopiero następnego dnia. Sekretariat otwarty tylko do 12, wiec trzeba sie z pracy zwolnić, aby ten telefon odzyskać.
      Jeżeli telefon zostanie zabrany w piatek, można go odebrać dopiero w poniedziałek.
      Nigdy nie słyszałam, aby ktos sie z tego powodu pienił.
      Jest to zapisane w regulaminie szkoły, który każdy dostaje na początku roku szkolnego.
    • kafana Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 11:29
      Mowie ze mogą sobie policję wzywać i do papieża pisac a mojej lekcji rozwalać nie będą. Oczekuje od dyrektora pełnego wsparciawink ( to tak w wyobrazeniach)
    • lauren6 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 12:04
      > Czy nauczyciel może zabrać uczniowi przedmiot i oddać rodzicowi (do na zebraniu/odbioru przez rodzica w sekretariacie)?

      U nas w szkole przed laty tak było, ale zrezygnowano z takiego zwyczaju, bo nie jest to zgodne z prawem.

      Na miejscu nauczyciela niczego bym nie konfiskowała, żeby potem nie mieć problemów typu, gówniarzowi pękła szybka w telefonie i teraz twierdzi, że pani to zrobiła w czasie konfiskaty telefonu. Dzieciaka można ustawić do pionu innymi sposobami.
    • panna.nasturcja Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 13:51
      Nie ma prawa.
    • alicjamagdalena Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 13:55
      Ostratyzm rodziców w stosunku do roszczeniowej baby pomoże
    • arthwen Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 13:59
      U nas jest tak, że my, jako rodzice, musieliśmy się zgodzić na to, żeby naszym dzieciom, konfiskowano telefony, jeśli będą używane niezgodnie z zasadami. Nikt nie miał wątów, wszyscy się zgodzili bez najmniejszego problemu, bo to jest zwyczajnie rozsądne. Telefon odbiera rodzic z sekretariatu i tyle. Ale to szkoła prywatna, więc jednak trochę inaczej niż w publicznej.
      • ga-ti Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 14:06
        Jak to jest, że w szkole prywatnej się da, a w publicznej nie, że jakaś durna Karyna ze swoim Sebą będą się szarogęsić i ustawiać wszystkich na swoją modłę, że wygrywa ten, kto głośniej krzyczy, a nie rozsądniejszy, ech.
        • triss_merigold6 Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 14:10
          Dokładnie.
        • berdebul Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 14:11
          Normalnie, posyłają do prywatnej bo im zależy na edukacji bombelka. Karyny i Sebixy odpadają od razu, jeszcze na etapie rekrutacji.
        • arthwen Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 15:02
          To akurat dość oczywiste czemu. Bo nie ma obowiązku chodzenia do szkoły prywatnej i jak nie podoba coś, co przez większość jest ustalone, to w każdej chwili można zabrać papiery.
          I nie jest tak, że szkoła narzuca - jeśli większości rodziców jakaś zmiana się nie podoba, to nie jest wprowadzana - bo i w drugą stronę to działa i jak szkoła próbuje przeforsować coś, co jest niefajne dla rodziców i dzieci, to wtedy TEŻ można zabrać papiery wink
    • ga-ti Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 14:03
      Na miejscu rodziców z klasy informuję panią matkę, że przez jej niewychowane dziecko nasze dzieci straciły cenny czas na naukę, korepetycje będą nas kosztowały tyle i tyle, fakturę wystawiamy na pani matki nazwisko.
      Pani matka durna jak kilo gwoździ, może opinia innych rodziców byłaby w stanie jakoś nią potrząsnąć.

      Nie mam pojęcia, co może zrobić nauczyciel, ale mu współczuję.
    • skumbrie Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 14:08
      Nauczyciel nie może zabrać i oddać rodzicowi. Może kazać odłożyć na biurko, schować do plecaka.
      Za to przedstawiciel pokolenia płatków śniegu nie może innym płatkom zakłócać odbioru lekcji.
      MaDka idiotka.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka