Szkolny problem. Jak to właściwie jest?

    • marion.marion Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 15:19
      Wydaje mi się, że nie można zabierać dzieciom żadnych przedmiotów, ale z drugiej strony nigdy nie miałam sytuacji (13 lat pracy w szkole), by uczeń, którego prosiłam o schowanie telefonu/czegokolwiek innego, nie posłuchał i lekceważył mnie na lekcji. Może poprosić go, by odłożył daną rzecz np. na parapet? Ja nie zabrałabym uczniowi jego rzeczy, choćby dlatego że jeśli mi upadnie i się zniszczy, to będę musiała odkupić.
    • taje Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 20:06
      Uważam, ze nauczyciel nie ma prawa nic konfiskować, a zwłaszcza telefonu. Może za to wymagać, żeby uczeń nie stosujący się do poleceń i przeszkadzający w prowadzeniu lekcji opuścił lekcję wraz z tymże przedmiotem.
      • ga-ti Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 20:14
        Nie może, bo jak uczeń opuści lekcję, wyjdzie na korytarz i tam skręci nogę to będzie odpowiadał nauczyciel, bo w tym czasie uczeń był pod jego opieką. Tak, czy siak d.pa z tyłu.
        • taje Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 20:23
          Tak, czy siak konfiskować moim zdaniem nie może.
    • kub-ma Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 20:54
      Zabieram przedmiot, który uznaję za niebezpieczny i oddaję rodzicom.
      Pozostałe przedmioty polecam schować. Jeżeli nie skutkuje, zabieram i kładę na biurko, oddaję po lekcji. I piszę wiadomość do rodziców dokładnie opisując jak wyglądała lekcja dziecka, szczegółowo wypisując co dziecko robiło, i czego się nie nauczyło.
    • pierwszykot Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 30.10.22, 22:58
      Bombelek do odpowiedzi
    • igge Re: Szkolny problem. Jak to właściwie jest? 31.10.22, 00:18
      Kiedyś woźna w szatni zabrała mojemu synowi piłkę. Właściwie to małą piłeczkę.
      Poprosiłam o zwrot i tyle.
Pełna wersja