terapeutyczny watek malkontencki ;))

08.11.04, 00:27
terapeutyczny dla mnie wink)))
Nie rusza mnie wiele rzeczy.
Ale czasami mam tak ze mi sie uleje wink)
Sytuacje na temat ktorych mi sie ulewa akurat dzisiaj beda tramwajowe wink)
1. Wsiadam do tramwaju. Za mna jakas pani- ze za mna to wazne, bo w zwiazku z
tym wiem, ze mnie zauwazyla wink) No wiec wsiadam, bilety, wozek trzeba
zablokowac, tramwaj pusty wiec chce siadac... a tu niespodzianka. jedyne
miejsce w poblizu wozka zajmuje pani. Owszem moge postac co czasami czynie.
Moge ja tez poprosic zeby sie przesiadla co rowniez czasami czynie. Ale taka
bezsensowna strata energii, taki totalny brak zasilania w zwojacfh mnie
rusza.
2. Wsiadam do tramwaju. I tak ludzie mi sie obijaja o ten wozek. I tak
zazwyczaj wsiadam ostatnia. NIc to. Wsiadam GLOSNIE powtarzajac formulke
Przepraszam prosze sie przesunac bo ja z wozkiem. Dostrzegam mianowicie taki
bezwlad. Stoi kobieta ewidentnie mi na drodze. No wiec ja formulke. Ona sie
dalej beznamietnie patrzy. Ja znowu przepraszam. Ona sie patrzy jak kolo
dojezdza do jej nogi. jakas proba sil? Wjade czy nie wjade?? Ufff... dobra
nasza ruszyla sie. A wiec do miejsca dla wozkow. Przeraszam chcialabym
wozkiem wjechac. Pani sie ciutke przesuwaja, nie wychodzac z wnaki. Mam
przefrunac. Przeraszam ponownie. Pani nie rozumieja najwyrazniej w czym
problem bo stoja dalej w tej wnece. Tymczasem autobus rusza, rzuca wozkiem,
masakra itp. I tu tez glownie wkurza mnie fakt nie przepraszania, bo se
radze. Tylko taka bezmyslna inercja mnie wkurza.
3. Wysiadam. zasadniczo moje kola maja 40 cm srednicy i nie ma schodow po
jakich nie zjade, wiec o pomoc nie prosze. Ale i nie odmawiam. Wysiadam wiec.
Kojes stojacy blisko drzwi zaczyna robic dziwne ruchy. Drzwi sie otwieraja
koles wysiada nadstawia reke, wiec ja wysiadam z wozkiem nieco inaczej, nie
staram sie utzrymac ciezaru. W tym momencie koles sie rozmysla. jednak nie
pomoze. Leci wozek, lece ja. I znowu- nie wkurza mnie ze mi nie pomogl.
    • desire.et Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 08.11.04, 00:44
      Skad ja to znam... Wsiadlam kiedys do tramwaju, moj synek jeszcze malenki, moze
      z 10 miesiecy mial, jedyne miejsce dla wozkow zajete przez jakas "bezstresowa"
      mlodziez.. Dopchalam sie tam, przeprosilam, z wyrzutami jeden ustapil miejsca,
      drugi twardo siedzial. Zlozylam siedzenie i ustawilam wozek. Ujechalismy kilka
      przystankow, nagle motorniczy ostro zahamowal, wozek sie przewrocil, Maly
      walnal w zlozone siedzenie. Zadnej reakcji ze strony motorniczego, ani
      pasazerow, tym bardziej "bezstresowej" mlodziezy. Nikt nie spytal, czy wszystko
      w porzadku. Na szczescie skonczylo sie na strachu, placzu i siniaku na czole.
      Do dzis mam gesia skorke na to wspomnienie. I zeby nikt nie mowil, ze to w
      Polsce tak jezdza... nie.. Akurat to bylo w Niemczech..
    • neospasmina Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 08.11.04, 09:44
      Oj, Gosia, co Ty tak ludzi od poniedziałku z rana dołujesz sad
      malkontenctwo tu widzę z daleka, a gdzie terapia? rozumiem, że taka zwykła
      forumowa... mnie jakoś nie wystarcza;
      nie będę sie więc dopisywać do wątku wózkowo-komunikacyjnego, bo się zaraz
      rozpłaczę, taki mam wachlarzyk "sympatycznych" doświadczeń; jak również w
      kwestii wózkowo-schodowej - po prostu załamka!
      nic, tylko w domu siedzieć i się forumować - na pewno zdrowiej dla kręgosłupa
    • mimka21 Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 08.11.04, 10:18
      To ja o pociagach w takim razie. Wsiadamy w Berlinie. Przedzial ogolnie znany
      pod nazwa >>dla matki z dzieckiem<< w ktorym mamy zarezerwowane niejsca okazuje
      sie byc okupowany przez jakas pare. Do tego na siedzeniach rozlozone ich
      walizki, plaszcze. Zero reakcji. Dziecko spi. Kladziemy je wiec na pozostalych
      wolnych dwoch miejscach, dla nas miejsca niestety juz brak. Nieco obruszony maz
      pyta, czy Panstwo moogliby przynajmniej bagaze i kurtki polozyc gdzie indziej.
      Pani wsciekla i z westchnieniem, obrazona, mowi, ze przciez dziecko zajmuje dwa
      miejsca! Maz pyta, czy maja rezerwacje na ten przedzial i w takim razie kto z
      Panstwa jest dzieckiem? Pani wyrzuca z siebie stek obelzywych jekow >>
      terroryzm dzieciecy, teraz tym bachorom to wszytko wolno, itd<<. Zbieraja swoje
      bagaze na polki, siedza nadal i czytaj ksiazki (partner owej Pan jest Niemcem i
      nic z naszej konwersacji nie rozumie). Po pol godzinie nadchodzi konduktor i
      informuje owaz pare, ze jest to przedzial dla rodzicow i malego dziecka, ze
      maja przeciez miejscowki gdzie indziej, a poza tym pociag jest prawie pusty,
      wiec... Pani mowi ze przeciez TERAZ wszyscy mamy gdzie siedziec, wiec nie widzi
      powodu dla ktorego mialaby zmieniac przedzial. Odejmuje nam mowe. Dziecko na
      szczescie ciagle spi. Ale w koncu sie budzi i zaczyna lazic, ciagac Pania za
      buty, rozlewac soczek i ogolnie zajmowac sie soba. Z westchnieniem Pani
      wychodzi do Warsa. Pan siedzi twardo do konca. dodam ze oboje byli mlodzi -
      okolo 30-tki. Pani tlumaczyla cos z niemieckiego na polski, pan ja poprawial i
      ogolnie sprawiali wrazenie mocno intelektualnie zaangazowanych.
      pozdrawiam
      monika
      • mbkow Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 08.11.04, 10:32
        ostatnio bylam po ksiazeczke zdrowia dla synka. zeby dostac sie do budynku,
        trzeba pokonac kilkanascie schodow. stanelam wlasnie pod schodami i przechodzil
        mlody chlopak. wskoczyl na schody i mnie olal. zdjelam wiec gore wozka z
        synkiem, zanioslam na gore, wrocilam po stelaz, w miedzyczasie gosciu zbiegl po
        schodach. no wiec pomoc mi znacznie przedluzylaby mu pobyt. z 2min do 2.5min, a
        to duzo procentowo smile na gorze musialam poczekac, az pani strasza sobie zetrze
        kupe z buta o kratke przed drzwiami (zreszta zaczela ja scierac juz w
        poczekalni, siedzac na lawce, slady na podlodze). weszlam do srodka, kolejka,
        jak zwykle. miny mordercow, wiec nie pisnelam nawet, ze z dzieckiem, ze ono sie
        denerwuje, czy moglabym... w srodku synek mi sie mocno uderzyl o stol, jak
        szukalam w plecaku jakiegos dokumentu i wtedy los sie odwrocil! pani dala mi
        ksciazeczke, mimo, ze dokumentu nie znalazlam! a ryczacy synek zmobilizowal
        mlodego cholpaka do pomocy mi w znoszeniu wozka!!!
        pozdr, monika
        • neospasmina jednak się dopiszę :-) 08.11.04, 10:55
          bo mi poranna smuta jakos przeszła smile
          ja etatowo wchodzę i schodzę z wózkiem do mieszkania (brak wynalazku zwanego
          winndą) i tą szamotaniną (wózek, dziecko nr 1, dziecko nr 2, wyposażenie dzieci
          nr 1 i 2, zakupy spożywcze, zakupy zieleniak itp. itd.) wzbudzam głębokie
          (najwyraźniej paraliżujące władzę w nogach i rękach, a zwłaszcza wyłączające
          myślenie) współczucie sąsiadów;
          nie tak dawno jeden z nich, władający w stopniu średnim językiem polskim,
          wyznał mi z głębi swego wschodniego serca, stojąc na szcycie schodów: "No
          prosta nie mogę patrzyć, jak się Pani męczysz" :-o
    • iwles Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 08.11.04, 11:01

      wieczna-gosia napisała:

      >I znowu- nie wkurza mnie ze mi nie pomogl.

      Gosia jesteś anioł nie kobieta smilesmilesmilesmilesmilesmile
    • yola66 Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 08.11.04, 11:05
      Na całe szczście nie podrózuje czesto z dzieckiem i wózkiem komunikacja
      miejską, a jeżeli już to spotykam się z serdecznością i pomocą (co nie bywałe w
      tym kraju). Niestety zupełnie inne mam doświadczenia z okresu ciąży - kiedy to
      już z naprawdę dużym brzuchem byłam zmuszona do korzystania z autobusów. Zawsze
      mnie rozbrajały babcie chodzące o lasce, które wskakiwały do autobusu w
      poszukiwaniu wolnych miejsc niczym rącze sarenki.... Pod koniec ciąży miałam
      mały brzuch, a że była zima nie było go widać w zwojach płaszcza jak siedziałam
      i z tego powodu miliony razy wysłuchiwałam "tokujących" nad moją głową
      staruszek, że one zmęczone a dzisiejsza młodżież to taka okropna i nawet
      miejsca nie ustąpi... zawsze im się głupio robiło jak ustępowałam miejsca przy
      okazji rozpinając kurtkę i prezentujac krągłości....
      • milarka Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 08.11.04, 11:37
        yola66 napisała:

        >zawsze im się głupio robiło jak ustępowałam miejsca przy
        > okazji rozpinając kurtkę i prezentujac krągłości....

        ja tam bym nie ustąpiła, powiedziałabym po prostu, że jestem w ciąży i tyle
    • pannajoanna Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 08.11.04, 11:19
      Ja wlasciwie nie korzystam z komunikacji miejskiej ale kilka dni temu bylam
      zmouszona zapakowac malego w wozek i jechac autobusem. Wsiadalam na petli
      autobusowej wiec mialam luz psychiczny. Z wielkim hukiem wtarabanilam sie do
      autobusu az sie kierowca obejrzal smile)
      Autobus mial schody wiec nie bylo to latwe dostac sie tam z wozkiem. Wysiadalam
      tez na petli wiec kierowca w obawie przed dewastacja narzedzia pracy wstal zza
      kierownicy i z milym usmiechem pomogl mi sie wydostac z autobusu.


      Pozdrawiam

      pannajoanna
      • iwcia75 Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 08.11.04, 11:25
        w ogole nie nalezy sie nikogo pytac, tylko wchodzic bez kolejki. ja tak
        zaczelam robic, po tym,jak sie zorientowalam,ze nikt sie nie domysli(nie ma co
        wymagac-kazdy jest zajety swoimi sprawami). ja teraz po prostu wchodze bez
        kolejki i sie nie pytam. tak bylo niedawno w pko i wtedy podbiegł zbulwersowany
        mlody mezczyzna,ale wypielam do niego brzuch. w nosie to mam, ja nie moge za
        dlugo wystac w kolejce w dusznym pko.
        • cruella Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 08.11.04, 12:26
          Doświadczeń wózkowych nie pamiętam, choć pewnie przy dwóch ciążach coś by się
          znalazło.
          Raz jeden postanowiłam skorzystać z przysługującego mi prawa obsługi bez
          kolejki. Byłam wtedy w 8 lub 9 miesiącu. Miałam tego dnia za sobą 310km drogi
          pociągiem, cały dzień na zajęciach (sesja więc i egzamin) i znów te 310km do
          domu. Podeszłam do okienka na dworcu. Od stojących w kolejce pań usłyszałam, że
          najpierw sobie taka dziecko robi a potem bez kolejki się pcha. Uwagę puściłam
          mimo uszu myśląc sobie, że kupię ten bilet i zniknę z oczu sympatycznym paniom.
          Z biletem pcham się do pociągu, ludzi mnóstwo, ani jednego wolnego miejsca...
          Przeszłam prawie cały pociąg i nikt nie zwolnił mi miejscasad((
          Poszłam w takim razie do konduktora i poprosiłam o miejsce w przedziale dla
          matki z dzieckie do lat 4, na co konduktor odrzekł, że on jakoś tego dziecka
          nie widzi.
          Pamiętam wtedy, że nie wytrzymałam i powiedziałam, że jeśli mi nie pomoże, to
          zobaczy to dziecko. Ruszył się jednak, znalazł wspomniany przedział całkowicie
          zapełniony. Nikt nie chciał ustąpić miejsca więc donośnym głosem powiedział,
          że "ktoś wstać musi". Ktoś wstał, jakaś młoda dziewczyna jadąca z rodzicami.
          Atmosfera stała się duszna, przez całą drogę dziewczyna, matka i ojciec
          zmieniali się miejscami komentując w międzyczasie "tatusiu, siądź sobie,
          przecież Ty nie możesz stać". I tak sobie jechałam ponad 5 godzinsmile)))))
    • mamadwojga Pocieszam.. albo... na nerwach gram?? 08.11.04, 12:21
      Bo wiecie, co? Ja absolutnie nie mam takich doświadczeń. Kiedy ostatnio
      jechałam z Maksem autobusem, dwóch chłopaków prawie się pobiło przy
      proponowaniu mi wsadzenia wózka do autobusu. Tak byli grzeczni i chętni że o
      mało mnie z tym wózkiem nie przewrócili- dziarsko mnie do autobusu wtaczając.
      A kiedy zepsuła się u nas winda to jeden z młodych, wysportowanych sąsiadów
      wniósł mi wózek na siódme piętro i SAM TO ZAPROPONOWAŁ!!! Mój plan awaryjny
      polegałby na zostawieniu wózka u sąsiadów na parterze a po naprawieniu windy
      bym go odebrała. Ale z takim uśmiechem mi go wnosił że nawet nie powiedziałam
      że nie trzeba.
      W ciąży w autobusach ustępowały mi nawet staruszki, panie w supermarkecie
      osiedlowym same wydłubywały mnie z kolejki i obsługiwały poza kolejnością a
      jakieś dwa tygodnie temu będąc w przychodni zostałam SPONTANICZNIE
      przepuszczona przez około 45 letnią kobietę (" bo Pani z tymi dziećmi... to
      niech Pani wejdzie pierwsza bo mi się nie spieszy") u dermatologa.
      Jak tak się rozejrzeć to dużo ludzi jest jednak miłych i uczynnych. Nie wiem
      jaką cechę wyglądu czy charakteru posiadam że udaje mi się tą dobroć z ludzi
      wykrzesać ale pocieszam wszystkich że MOŻNA.
      Pozdrawiam
      • merlott Re: Pocieszam.. albo... na nerwach gram?? 08.11.04, 12:47
        no, ja tam tez raczej mile wspomnienia mam. Fakt, ze poruszam sie raczej
        samochodem, w urzedach wszedzie windy albo podjazdy, wiec raczej nie ocieram
        sie o miejsca, gdzie moglabym miec problemy..

        pamietam fajny dzien jeszcze z ciazy - brzucho juz mialam ogromne, chodzilam
        jak kaczuszka przewalajac ciezar ciala z jednej nogi na druga i z powrotem. No
        i przydazyl mi sie wyjazd sluzbowy i zwiedzanie fabryki. cala ekipa chodzila
        grzecznie po schodach to w dol, to w gore, a mnie co chwila doprowadzano do
        specjalnej windy towarowej - czulam sie jak krolowa! wielkie metalowe wrota
        rozsuwaly sie przede mna, obok tron (metalowe krzeslo "przypruszone" kurzem
        produkcyjnym), z drugiej strony kontener i z jakimis intensywnie pachnacymi
        specyfikami... i tak to podazalam za procesem producyjnym wraz ze wszelkimi
        materialami do tego potrzebnymi smile)

        sorki za ta dygresje, ale tak mi sie milo przypomnialo smile)
        • zzz12 Re: Pocieszam.. albo... na nerwach gram?? 08.11.04, 13:59
          a z drugiej strony... w sklepach, autobusach mozna czasem zalapac sie na wolne
          miejsce siedzace (czytaj: ktos ustapi, przepusci przodem). Nigdy mi sie to nie
          zdarzylo w kosciele. Kiedys przezylam Pasterke (bite 2 godziny) na stojaco, bo
          zadna z zaangazowanych katolicko osob miejsca nie zaproponowala...Bylo to na 3
          tygodnie przed terminem porodu.. Ale ja honorowa jestem, pomodlilam sie w
          intencji parafian wink
          • umargos Re: Pocieszam.. albo... na nerwach gram?? 08.11.04, 14:37
            A z tym kościołem to tez tak mam. Dziecko w wózku siedzieć w czasie mszy nie
            zamierza, jeździx też w nim nie chce, więc rzadko go zabieramy...a to oznacza,
            ze większość czasu spędza na ręku, bo tłok jest spory, a ona tego nie lubi,
            poza tym nic widzi. No i jeszcze się nie zdarzyło, przez całe 9 miesięcy jej
            mobilnego uczestnictwa żeby ktoś się zainteresował :o)))
            Poza tym doświadczenia mam całkiem sympatyczne, głównie dlatego, że Weronika po
            chwili czekania np. w urzędzie, kiedy robi jej się nudno, zaczyna ten urząd
            nieco demolować. A to w ramach promocji rozrzuca jakieś ulotki, a to krzesełka
            przestawia, albo się przepycha miedzy ludźmi, którzy zasłaniają jej jakąś
            atrakcję, mówiąc a raczej wrzeszcząc "psieprasiam". W trosce o całość lokalu
            zazwyczaj pani wzywa mnie do okienka bez kolejki...a społeczeństwo jakoś się
            nie burzy :o)))))
          • wegatka Re: Pocieszam.. albo... na nerwach gram?? 08.11.04, 14:43
            Takie same wspomnienia miałam z moich ciąż. Zazwyczaj na mszę chodziliśmy na
            Jasną Górę i tam zawsze ludzie byli jacyś tacy rozmodleni i wpatrzeni kamiennym
            wzrokiem na ołtarz, że nikt mnie obok z ogromnym brzuchem nigdy nie zauważył.

            Byłam też świadkiem takiej sceny w tramwaju: zwolniło się jedno miejsce na
            które ochotę miały dwie panie. Jedna w bardzo widocznej ciąży, druga w wieku
            mniej więcej 60 lat. Usiadła ta w ciąży, na co druga pani zaczęła się wściekać,
            że ona taka stara, a tamta młodsza to by mogła postać. Pani, która siedziała
            odpowiedziała, że jest w ósmym miesiącu ciąży i też ma prawo siedzieć w
            tramwaju. Na to tamta odrzekła: "No pewnie, jak tylko jest wolne miejsce, to
            wszystkie zaraz są w ciąży, byle tylko starszej osobie nie ustąpić".
            • ageman Re: Pocieszam.. albo... na nerwach gram?? 08.11.04, 16:57
              ha ha, ja właśnie wczoraj w tramwaju o mały włos nie zostałam stratowana przez
              dwie staruszki... tak, w tramwaju był tłok i akurat mężczyzna siedzący tuż przy
              mnie (ja stałam) wysiadał, zobaczyły dwie panie, że wolne miejsce i rzuciły się
              obie - jedna z jednej strony a druga z drugiej. Ja stałam akurat na środku i
              nawet chciałam się przesunąć, ale one tak na mnie naciskały, że nie mogłam się
              ruszyć i zaczęłam się przez chwilę zastanawiać, czy nie powinnam jednak usiąść
              w obronie własnego życia smile

              A z ciąż (dwóch) doświadczenia mam różne, ale jeśli chodzi o ustępowanie
              miejsca w środkach lokomocji to jednak częściej ustępowali mi ludzie starsi i w
              średnim wieku niż młodzi. No i do noszenia wózka też nikt się nie rwał sad

              pozdrawiam
              Aga
              • wieczna-gosia Wyjasniam ;))) 09.11.04, 08:05
                Moj wozek ma kola o srednicy 40 cm lekko liczac. Ja nawet NIE CHCE zeby mi ktos
                pomagal, bo ja nim wszedzie wjezdzam, a jeslimi ktos pomaga- musze go podniesc.
                Ale jesli ktos CHCE mi pomoc- nie opieram sie wink) glownie ze wzgledow
                pedagogicznych, bo 99% wozkow w tym kraju wymaga podniesienia.
                Mnie wkurza nie to ze mi ktos nie pomogl. Wkurza mnie to ze zaczakl pomagac i
                nie skonczyl.
                Tak ogolnie jestem asertywna, wchodze, glosnie prosze, ktos mi ustepuje nie ma
                sprawy. Tylko czasami doprowadza mnie do rozpaczy taki ogolny brak uwagi na
                blizniego.
                Ot takie cos:
                na przystanku stoja dwa wozki, dwa maja wjechac do autobusu. Laska wjezdza
                pierwsza i staje na tym miejscu dl;a wozkow blizej drzwi. Robi sie korek, bo
                ludzie chca wejsc, ja tez musze wjechac, a zeby wjechac musze sie przepchnac
                obok jej wozka. Ona sie nie przesunie "bo wysiada wczesniej". No kurna, to nie
                mogla wsiasc jako druga?? Ja sie ZAZWYCZAJ pytam przy wsiadaniu, ale czasami
                zapomne.
                I wlasnie takie cos mnie wkurza.
                Ze Gazeta musiala zrobic specjalna akcje na schodach ruchomych w metrze ze ci
                co chca stac to po lewej a ci co wchodza po jadacych schodach- ida po prawej.
                Co za brak... no brak myslenianpo prostu.
                • marta_i3 Re: Wyjasniam ;))) 09.11.04, 08:53
                  Wieczna Gosia, więcej realizmu w spojrzeniu na społeczeństwo wink)).
                  Przecież tylko 7 czy 8 procent potrafi czytać ze zrozumieniem (no może pismo
                  obrazkowe czyli autobusowy znak miejsca dla wózka troszkę więcej) a Ty wymagasz
                  komunikatywności, asertywności, zdolności przewidywania i empatii.

                  A tak serio, ludzka bezmyślność jest dobijająca. A bezmyślność matki z wózkiem
                  podwójnie. Bo skoro niedaleko pada jabłko od jabłoni to znaczy, że w
                  przyszłosci lepiej nie będzie.
                  Marta
                  • neospasmina Re: Wyjasniam ;))) 09.11.04, 09:21
                    Przychylam się co do postulatu w sprawie trzeźwości oceny homo sapiens
                    (podobno).
                    Do tego dochodzi, moim zdaniem, jeszcze brak konkretnych (zawózkowych)
                    doświadczeń i wyobraźni też.
                    Sama jeszcze "będąc młodą lekarką" bez męża i dzieci stałam twardo na
                    stanowiku, że nie będe sie tarabanić z wózkiem po autobusach (tylko se furką
                    będe pomykać, he, he) i postawie na nosidełko - ach! takie praktyczne,
                    wygodne...; no i jak sie moje grubasy porodziły, to i owszem - nosidełko
                    nabyłam i przeszłam się jak juczny wół parę razy i oczy mi się otworzyły (i
                    garb mi wyrósł); bardzo fajne na 15 min. bez dodatkowych obciążeń;
                    ale kto nie nosił, nie wtaskiwał, nie tarabanił się, to nie wie, jak to jest;
                    co gorsza - wiedzieć nie chce...
                  • mimka21 Re: Wyjasniam ;))) 09.11.04, 09:29
                    No a mnie wzruszyla ostatnio inna akcja propagandowa. A mianowicie po
                    wtarabanieniu sie do tramwaju z wozkiem (korzystajac z pomocy roslego studenta
                    politechniki), pokonawszy dwa (a moze trzy) naprawde wysokie schodki, co
                    ukazuje sie mym zdumionym oczom? APEL! Apel do mieszkancow pieknego miasta
                    Warszawa o zglaszanie miejsc niedostepnych dla inwalidow na wozkach! Apel
                    wspanialy i idea szczytna, ale najbardziej zainteresowane osoby - inwalidzi
                    znaczy (a my-mamy wozkowe, jak najbardziej tez) nie za predko ten apel
                    przeczytaja, bo o ile wozek z dzieckiem ktos ewentualnie wniesie, to
                    niepelnosprawnego na wozku raczej nie. A nie sadze, ze podrozujacy tym
                    tramwajem przecietny Warszawiak wpadnie na pomysl, ze przemieszcza sie
                    niedostepnym dla dosc duzej grupy spolecznej srodkiem lokomocji.
                    • dorfip Re: Wyjasniam ;))) 09.11.04, 10:29
                      Masz rację mimka21. Ja też zauważyłam apel o ułatwianiu poruszania się po
                      mieście dla inwalidów i taka sama myśl mi przyszła do głowy ( że i mamy z
                      wózkami mają ten sam problem co niepełnosprawni choć tylko przejściowy- co nie
                      znaczy że nieważny)
                      Sama miałam też kilka problemów z wjazdem wózkiem do autobusu który miał
                      schodki dlatego teraz wybieram tylko takie niskopokładowe żebym nie musiała jak
                      głupia prosić o pomoc ( a często było zero odzewu). Jak byłam w ciąży też nie
                      było lekko z racji tego że mój brzuch nawet w 9 miesiącu ciąży wyglądał mało
                      okazale ( a wtedy było już zimno i nosiłam kurtkę). No a jak kiedyś poprosiłam
                      kolesia żeby mi ustąpił to spojrzał na mnie z wyrzutem że mu przerwałam lekturę
                      interesującej gazety. Fajnie co?
                      Ale cóż zrobić dobrze że ciąża i wózek to stan przejściowy.
    • misiamama Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 09.11.04, 10:50
      Hej
      niestety, mam takie same doświadczenia jak Gosiasad W ciąży (widocznej bardzo,
      bo była późna jesień i zima i chodziłam w rozpiętych kurtkach z których
      wystawał ogrooomny brzuch, potem ja) musiałam wybłagiwać ustąpienie miejsca.
      Codziennie. A co najśmieszniejsze (?) jeżdżąc do pracy o stałej porze widywałam
      już te same twarze w tym samym 513, które na mój widok błyskawicznie myk myk -
      w okna, żeby chociaż nie spotkac się wzrokiem...Co do wózka, też mam duże koła
      i niestety najgorsze doświadczenie z kolesiem, który pomógł (mimo że nie
      prosiłam) po czym - chyba zaskoczony ciężarem? - znienacka puścił wózek po
      wystawieniu ręki poza autobus. Wózek tylko jęknął, ja zresztą też, mały
      podskoczył na pół metra w górę... O przesuwaniu się z wnęki (miejsce dla
      wózków) już było. Najlepszy patent jednak spotkał nas na wyjeździe urlopowym. Z
      dzieckiem, wózkiem i bagażami tachaliśmy się do samolotu. Oczywiście po
      niezliczonych schodach, po których mój mąż niósł wózek i bagaże, a ja młodego.
      Ledwo żywa wmachałam się do autobusu, w którym zero wolnych miejsc. Na
      większości mamy z dziećmi w wieku młodego lub starszym, a na jednym zażywny
      jegomość. Mój mąż do niego z tekstem, czyby nie ustąpił małżonce itp. Na co pan
      że nie, bo jest bardzo chory i musi siedzieć (chodzi o podjechanie do samolotu,
      nie godzinną przeprawę). Chciałam usiąść głównie ze względów bezpieczeństwa,
      ale OK. postaliśmy. Po przylocie i odebraniu bagaży kogóż zobaczyliśmy rączo
      biegnącego do autobusu z wielkimi walizami w obu łapkach? jak myślicie? pozdr
      Aga
    • silije.amj Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 09.11.04, 11:33
      Dołączę się w sprawie pociągów (sprzed 2 tygodni), a z wygody nie opiszę wam
      sytuacji tylko skopiuję moją skargę, którą wysłałam mailem:

      W dniach 23 i 24 października podróżowałam pociągiem Eurocity z Poznania do
      Warszawy i z powrotem z ośmiomiesięcznym dzieckiem. 22 października kupując
      bilet i miejscówki w kasie poprosiliśmy o przedział dla matki z dzieckiem, zakup
      trwał bardzo długo, jednak sądziłam, że dostałam odpowiednie miejscówki. W
      podróży okazało się że nie (wyjazd z Poznania 9.45) a zapytany konduktor odparł,
      że "chyba nie ma takiego przedziału". Dodam, że jest on zaznaczony w internecie
      i kilka dni wcześniej podróżowała nim znajoma z dzieckiem. W drodze powrotnej
      (wyjazd z Warszawy o 16.20) także dostałam zwykły przedział, zapytany konduktor
      odpowiedział, że nie ma możliwości skorzystania z tego przedziału, wcale nie
      można go zamówić w kasie, a moja wyżej wspomniana znajoma "pewnie dogadała się
      jakoś z kierownikiem pociągu" (co jest nieprawdą). Na moje pytanie kto w takim
      razie nim jeździ, skoro z niemowlęciem nie można, nie otrzymałam odpowiedzi od
      konduktora.
      Dodam, że pociąg był całkowicie zapełniony, przewinięcie dziecka było
      niemożliwe, karmienie piersią w wagonie pełnym przypadkowych podróżnych było
      mało komfortowe, na korytarzu kilka osób paliło papierosy ( w EC nie wolno palić
      na korytarzu, konduktor stwierdził, że "przecież nie upilnuje wszystkich")
      natomiast głośnik zapowiadający kolejne stacje nie działał.
      Rozumiem, że nie mam wybierać pociągu EC planując podróż z dzieckiem? Czy może
      otrzymam jakieś wyjaśnienie tej sytuacji?

      No i tak z grubej rury im wysłałam, otrzymałam odpowiedź, że sprawa jest właśnie
      wyjaśniana i czy na jej potrzeby mogłabym im bilety wysłać, wysłałam zeskanowane
      smile .
      • mimka21 Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 09.11.04, 11:58
        Czesc silije,
        przedzial dla matki z dzieckiem znajduje sie w wagonie sasiadujacym
        bezposrednio z warsem (druga klasa). Jest to przedzial drugi, bo pierwszy jest
        zarezerwowany dla osob niepelnosprawnych. Wiem, bo czesto na tej trasie z
        dzieckiem jezdze i ze strony konduktora nigdy mnie jakas nieprzyjemnosc nie
        spotkala, ze strony podroznych - owszem. Prawda jest niestety, ze jest on
        najczesciej nieoznakowany, chociaz czasem wisza tam karteczki z napisem
        przedzial dla matki z dzieckiem. Zycze powodzenia i jakiejs rekompensaty ze
        strony PKP. monika
      • mama_agaty Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 09.11.04, 19:20
        Przedział dla małych dzieci znajduje się w wagonie nr 270, miejsca 21 - 26
        (chyba). Po pierwszej podróży zostawiłam miejscówkę, którą pokazuję paniom w
        kasie, gdy uparcie twierdzą, że takiego przedziału nie ma.
        Na przyszłość - możesz sprawdzić, czy sprzedano Ci odpowiednie miejsca - na
        miejscówce (na górze) jest napisane (chyba w uwagach), że to przedział dla
        małych dzieci.
        Dwa razy zdarzyło mi się jednak, że miejscówki w tym przedziale były wykupione -
        musiałyśmy jechać w zwykłym, ale trafiłam na bardzo miłą obsługę pociągu.
        Konduktorzy sami z siebie zaproponowali mi, żebym nakarmiła Agatę w przedziale
        służbowym, oni oczywiście wyszli.

        Katarzyna
    • magmoson Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 09.11.04, 16:40
      Dawno temu to było, bo za czasów mojej pierwszej ciąży. Gruba strasznie ( a był
      to 7 miesiąc), wsiadłam sobie do autobusu, żeby podjechać dwa przystanki. Ludzi
      pełno, wsiadam grzecznie jako ostatnia i staję z przodu. Kierowca patrzy.
      Ludzie siedzą, widok za oknem niesamowicie pociągający. Kierowca patrzy. I
      nagle:"ludzie, ustąpić tej pani !". Nikt się nie rusza, ja pąsy na twarzy i
      macham, że nie trzeba. "Ludzie, ustąpić tej pani, bo nie ruszę." Po dwóch
      niesamowicie długich minutach, wstała młoda dziewoja, ja usiadłam a kierowca
      ruszył. Ukłony dla kierowcy linii 64 w Poznaniu.
      Magda





      • neospasmina zgroza!!! 09.11.04, 17:43
        sad
      • sakada Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 09.11.04, 18:29
        Ja ma raczej dobre wspomninia z okresu ciąży (z tym, że zwykle ustępowały mi
        miejsca osoby starsze - młodzież prawie nigdy co nie rokuje zbyt dobrze na
        przyszłośćsad Pamiętam taką sytuację: Ja 8 miesiąc autobus zapchany po brzegi
        stoję obok siedzącej i "zaczytanej" młodej parki(na oko 17 lat). W pewnym
        momencie starsza pani stojąca za mną zaczyna walić młodego człowieka laską po
        łbie i krzyczy: "Czy Pan jest ślepy? Pan nie widzi, że tu Pani MUSI usiąść?!
        Natychmiast proszę ustąpić!". Chłopak skonsternowany natychmiast wstał (z miną
        męczennika ginącego za wielką sprawę). Po takim występie starszej pani nie
        wypadało mi nie usiąść. Wyobrażacie sobie jak fatalnie się czułam?

        Pozdrawiam.
        • morsk2 Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 09.11.04, 21:14
          z okresu ciąży - scenki z kolejki podmiejskiej:
          1. oczywiście tłok; zauwazyła mnie pani w średnim wieku i przyatakowała
          młodzieńca siedzącego naprzeciw niej "ta Pani jest w ciąży!". Byłam pewna, że
          zaraz jej odpali coś w stylu "a co mnie to obchodzi?", ale nie - westchnął i
          wstałsmile
          2. matka szturnęła swoje nastoletnie dziecko, żeby wstało i kiwnęła do mnie,
          żebym siadła. Zaczęłam się toczć w tym kierunku, ale zażywna pani w wieku
          średnim była szybsza. Jednak stanowczo została wyproszona przez tą pierwsząsmile
          Ale miała minę...
          • aste Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 10.11.04, 00:11
            a ja mam miłe wspomnienia z okresu ciąży, naprawdę, a calutka ciążę jeździłam
            do pracy kom. miejska godzinaka do roboty i godzinka spowrotem, z minimum jedną
            przesiadką, i wybitnie rzadko zdarzało mi się stać a jak juz to niezbyt długo.
            teraz z wózkiem też nie narzekam, a skoro tyle już historyjek napisałyście to i
            ja się podzielę:
            jedna z moich pierwszych wypraw z wózkiem, jechałam do kolezanki ale pierwszy
            raz tą trasą, więc wiedziałam jak wygląda przystanek na którym mam wysiąść ale
            nie wiedziałam jak długo mam jeszcze jechać. autobus jak na złość zwykły nie
            niskopodłogowiec, dobiegłam do wejścia dla wózków w srodku złota polska
            młodzież wink tak ok 10 jednostek, krzyknęłam w ten tłumek czy by mi ktoś nie
            pomógł i natychmiast wyskoczyło 2 młodzieńców wnieśli mi wózek, zabawiali małą
            przez całą drogę, wypytywali ile ma jak się nazywa i takie tam.
            no i pytaja kiedy wysiadam (wóżek totalnie blokował wyjście- jak ktoś próbował
            wysiadać tym wyjściem to młodzież krzyczała ZAJETE! i miała super z tym zabawę)
            wyliczyliśmy że wysiadam przystanek pózniej od nich i wtedy taki jeden
            chłopaczek jak oni już wysiadali na swoim przystanku rzucił w głąb autobusu
            hasło:" proszę pomóc tej pani wysiąść na następnym przystanku! żeby państwo nie
            zapomnieli tu jest pani z wózkiem trzeba jej pomóc wysiąść!" jak wysiadałam to
            chętnych bylo aż nad to do pomocy czyli apel zadziałałsmile
            • cz.wrona Re: terapeutyczny watek malkontencki ;)) 10.11.04, 22:10
              To i ja się przyłączam wink

              Oj miałam kilka przygód komunikacyjnych...

              Wracałam niskopodłogowym autobusem- traf chciał, że w tą szeroką wnękę
              wpasowaliśmy się jako trzeci wózek- ale byliśmy po środku. Oczywiście gdy
              wjeżdżałam zero odezwu od rodziców przy swoich wózkach... Dojeżdzamy do
              centrum handlowego- przystanek- wysiadają ludzie- ludzie wsiadają i nagle ci od
              trzeciego wózka- najbardziej odległego od wyjścia zaczynają się pchać,
              przeciskać
              wrrrrr
              zero: przepraszam, chcieliśmy wyjśc tylko na chama się pchają. No to ja
              podejmuję inicjatywę- dźwigam swój wózek do góry i w bok i w górę- prawie już
              trzymam te 4 kółka + 13kilogramowe dziecko w powietrzu.
              Ludzie wsiadają, kierowca rusza, babka od pierwszego wózka- zero posunięcia- a
              wystarczyłoby , że wyszłaby a ja za nią.....
              Fakt, ze tamci też byli winni to obudzili się z ręką w nocniku- ech....

              Dziś wsiadam do autobusu do cerfura- przegródka w wejściu- a innych wejść nie
              ma. No to ja hop- dźwigam ale nic nie idzie. Nie da rady, pomaga mi starsza
              pani za mną a ja ostentacyjnie mówię" Dziękuję bardzo, nikt jakoś nie kwapi się
              do pomocy przy wózku". POmaga mi też wysiąść...
              Generalnie jak muszę podróżować autobudem top wybieram niskopodłogowe a ja nie
              ma takich lub pozostaje tramwaj to wyciągam parasolkę- spacerówkę tak abym się
              nie podźwigała.
              Najbardziej wkurza mnie ta znieczulica u ludzi. Jestem z tych emam
              szwendających się po mieście- często musze przechodzić przejściami podziemnymi
              gdzie nie ma podjazdów lub wind- zasuwam wtedy z tym wózkiem po 50 lub 70
              schodków a ludzie sobie idą obok i ani mru mru.... Nikogo ni eobchodzi, że mój
              kręgosłup zaraz wysiądzie.

              No ale nie jest też tak tragicznie.
              W ciąży prawie cały czas siedziałąm- może dlatego, że końcówka przypadła na
              okres wakacyjny a ja brzuszek miałam spory- Kaczor ważył 4440 i zmieścił się w
              obwodzie 120centymetrowy- taki wielorybek byłam (troszkę mi jeszcze zostało ;-
              D). Jak Kaczor marudzi w wózku i muszę wziąść Go na ręce to zazwyczaj ustępuje
              nam miejsce pani w średnim wieku.
              HOWK
              • misiamama Re: terapeutyczny watek malkontencki -tak też bywa 11.11.04, 22:52
                Hej
                Mój mąż miał też ciekawą przygodę. Owóż, jechał autobusem zwykłym a z nim mama
                z wózkiem małą dzieciną i prawdopodobnie własną mamą. Małżonek, jako świeżo
                upieczony tatuś, popatrywał na dziecko no i słuchał jednym uchem jak panie
                pogadywały o tym i owym. Przyszło do wysiadania, mama dziecka chwyciła wózek z
                ejdnej, a babcia z drugiej strony i nuże do drzwi. Mąż, jak najbardziej,
                rycersko wystąpił i chciał ten wózek im wystawić, ale bardzo protestowały obie,
                więc się wycofał. A przez okno co widzi? z końca autobusu rusza młody tatuś,
                wyraźnie zniechęcony, dołącza do rodzinki na zewnątrz i z miną wybitie
                cierpiętniczą podejmuje się pchania wózka...
                No comments..
                a.
    • mamapulpecji Gosiu, 12.11.04, 13:06
      myślę,że to typowe zachowanie dla nas, Polaków. Kiedy ciężarna wchodzi do
      urzedu, każdy z nienawiścią w oczach myśli tylko o tym, że zajmie mu miejsce,
      będzie chciała 'wepchać się' przed niego.

      W ciąży tylko raz (!) ktoś przepuścił mnie w kolejce w piekarni.
      Stałam na poczcie, w bankach, sklepach, z wielkim wózkiem w hipermarkecie.
      Takim głupim ludziom się wydaje, że jak ktoś jest w ciąży albo z małym
      dzieckiem, to powinien siedzieć w domu ew. być na spacerze.

      Wszystko zmienia się u nas powoli. Kultury też nabieramy powoli. Może za 50 lat
      matka z dzieckiem będzie traktowana jak człowiek.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja