Dodaj do ulubionych

"Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec?

10.11.22, 21:19

Należę do ludzi, którzy nie znoszą zamiatania pod dywan, postawy "nie róbmy zamieszania, może problem magicznie zmieni się w kolorowego ptaszka i odleci", "im mniej się o czymś mówi, tym bardziej tego nie ma" itd. Zawsze mi się wydaje, że trzeba działać, bo są sytuacje, że może być tylko gorzej albo może się ciągnąć tak samo źle. Teraz w najbliższej rodzinie widzę skutki takiego postępowania: zwlekanie, hamletyzowanie, a na koniec, jak wszystko pie*dolnęło (oczywiście do przewidzenia), robienie rzeczy na szybko ze skutkiem dokładnie takim, jakiego się wszyscy przy hamletyzowaniu bali. Gryzę się w język, bo po co wypominać, ale szlag mnie trafia.
Ale może ja też przesadzam? Może jestem control freak? Czasem trudno jest odróżnić problemy, które rzeczywiście mogą rozwiązać się same, od tych, które nie powinny czekać...
Macie jakieś doświadczenia życiowe w tej dziedzinie?
Obserwuj wątek
    • extereso Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec? 10.11.22, 21:27
      Ja jestem w połowie drogi. z jednej strony nadszczerość każe mi wszystko nazwać, z drugiej optymizm każe czasem przyjąć postawę pożyjemy zobaczymy, z trzeciej impulsywność utrudnia czekanie.
      Oceniłabym każde postępowanie jako równie dobre , jakoś to się sumuje. Tu się rozwiąże, tu się poczeka, i wszystko się kula. Czyli jak zawsze- rónowaga.
      • pade Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 10.11.22, 23:30
        extereso napisała:

        > Ja jestem w połowie drogi. z jednej strony nadszczerość każe mi wszystko nazwać
        > , z drugiej optymizm każe czasem przyjąć postawę pożyjemy zobaczymy, z trzeciej
        > impulsywność utrudnia czekanie.
        > Oceniłabym każde postępowanie jako równie dobre , jakoś to się sumuje. Tu się r
        > ozwiąże, tu się poczeka, i wszystko się kula. Czyli jak zawsze- rónowaga.

        Chyba mam podobniesmile
        Najbardziej nie znoszę odwlekania spraw, które i tak trzeba będzie załatwić, a im później, tym mniej czasu na działanie, gdyby coś się posypało albo czegoś zabrakło. Ale chyba już się nauczyłam, że trudno, to nie moja odpowiedzialność, nie mam wpływu.
      • evolventa Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 09:12
        I ja. Aczkolwiek mam skłonność do odwlekania spraw, którym, jak mi się wydaje, specjalnie to nie szkodzi, i jak potem, często już w nerwach czy zdążę, je załatwiam, to się okazuję, że w efekcie wychodzi lepiej, niż jak coś zrobiłam w terminie i zgodnie z planem. Nie wiem czy to dobrze, chyba nie.......
    • daniela34 Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec? 10.11.22, 21:29
      Ja mam akurat świeże i nawet ulało mi się na ematce parę dni temu, bo 2 osoby z rodziny wykazały się zadziwiającą skłonnością do zamiatania pod dywan i niechęcią do podjęcia kroków posuniętą do granic absurdu -nie powiemy X, żeby ustaliła, co sie dzieje, bo może odziedziczyć długi, bo a nuż poroni-no z pewnością jak odziedziczy te długi jako kobieta w zaawansowanej ciąży lub świeżo upieczona matka to będzie lepiej! Nie powiem, byłam zdziwiona i poirytowana.
    • berdebul Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec? 10.11.22, 21:31
      Zawsze. Nazywam, nie zamiatam pod dywan, jestem zwolenniczką oczyszczania atmosfery przez wywleczonej trupów z szafy itd. Miesiąc temu się dowiedziałam, ze jestem zbyt szczera i powoduje niepotrzebne napięcia. Następnie, tej samej osobie, która uważała mnie za zbyt szczerą, wszystko wybuchło w twarz. Czy płonę satysfakcją? Owszem.
      • rzepicha-piastowa Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 12:16
        Zawsze mam duza satysfakcje w takich sytuacjach. Opowiedz wiecej jesli mozesz.
    • princesswhitewolf Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec? 10.11.22, 21:34
      Z natury mam jak ty ale lata doawiadczenia nauczyły mnie techniki " nie pchać juz gdy jest tarcie". Moim zdaniem jak lekko " trze" mozna pchac bo w koncu ruszy szybciej ale jak "pchasz i pchasz i to trze" to nalezy przestac bo widocznie z kawalka patyka nie bedzie fujarki. No nic na sile.

      Zostawić. Przespac sie na tym. Niech ," dojrzeje," Czasem nie ten dzien, a czasem w ogole nie.
      • rzepicha-piastowa Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 12:17
        O tak tak, dokladnie! Ja tez jak czuje opor materii to zostawiam sprawe i czekam na odpowiedni moment. Jak sie przygotuje teren, to ten moment w koncu nadejdzie i wszystko rozwiaze sie latwiej. Ale to dotyczy spraw zawodowych glownie. Jesli chodzi o zdrowie czy sprawy rodzinne, lepiej rozwiazywac wszystko na biezaco, bo problemy sie tylko kumuluja.
    • annaboleyn Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec? 10.11.22, 21:49
      Wierzyłam kiedyś, że absolutnie każdy problem międzyludzki należy przegadać i nie czekać z oczyszczaniem atmosfery. Dekady doświadczeń wink nauczyły mnie, że otóż przeciwnie, najczęściej do takiego natychmiastowego rozwiązania pchają nieopanowane emocje i bardzo często źle się to kończy. Nie popieram zamiatania pod dywan, ale jestem gorącą rzeczniczką odczekania i zobaczenia, co będzie, a może ja się uspokoję, może car umrze, a może osioł nauczy się czytać?
      To rozumowo, bo temperamencik niestety często pcha mnie w rozwiązania natychmiastowe.
      Natomiast zwlekanie to nie to samo co odczekanie i zwlekania, przewlekania i odwlekania nie popieram.
      • extereso Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 10.11.22, 22:23
        Podobnie napisałam, ale się dodatkowo podpiszę.
        • annaboleyn Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 10.11.22, 22:57
          A, faktycznie smile
          • extereso Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 07:04
            Ale Ty ładniej napisałaś ( jak zazwyczaj), więc warto było przeczytać 😁
            • annaboleyn Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 12:28
              Aww! Dziękuję smile
      • pade Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 10.11.22, 23:34
        "Wierzyłam kiedyś, że absolutnie każdy problem międzyludzki należy przegadać i nie czekać z oczyszczaniem atmosfery. Dekady doświadczeń wink nauczyły mnie, że otóż przeciwnie, najczęściej do takiego natychmiastowego rozwiązania pchają nieopanowane emocje i bardzo często źle się to kończy. "
        Zgadzam się.
        • shellyanna Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 10.11.22, 23:52
          Bardzo chciałabym przestać mówić na głos to co myśle. Zazdroszczę ludziom, którzy ze stoickim spokojem podchodzą do zachowań innych ludzi i różnych wydarzeń, które we mnie wywołują skrajne emocje.
          Pracuję nad tym, żeby mieć wywalone, żeby przestać oceniać sytuacje i ludzi, zwłaszcza przez pryzmat swoich doświadczeń i wartości.
          Ciężko mi idzie.
          • pade Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 10.11.22, 23:59
            shellyanna napisała:

            > Bardzo chciałabym przestać mówić na głos to co myśle.

            Gryzienie się w język nie pomaga?wink

            Zazdroszczę ludziom, któr
            > zy ze stoickim spokojem podchodzą do zachowań innych ludzi i różnych wydarzeń,
            > które we mnie wywołują skrajne emocje.

            Zdecydowanie nie jestem stoikiem. Mówię sobie "muszę to jeszcze przemyśleć" i myślę. A jak nic nie wymyślę to się z tym prześpię.
            Wiele razy reagowałam impulsywnie, dziś się trochę tego wstydzę.

            > Pracuję nad tym, żeby mieć wywalone, żeby przestać oceniać sytuacje i ludzi, zw
            > łaszcza przez pryzmat swoich doświadczeń i wartości.
            > Ciężko mi idzie.

            Ja nie mam wywalone. Po prostu dotarło do mnie, że nie jestem w stanie kogoś zmienić. Nie mam wpływu na ludzi i na niektóre sytuacje. Natomiast mam wpływ na to, co zrobię. Albo co powiem.
            Nie powiem, że mi to wychodzi w 100%, bo nie ma tak dobrzesmile Ale jestem na dobrej drodze.
            • bi_scotti Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 00:12
              Ja bym do tego jeszcze dodala rosnaca z wiekiem swiadomosc, ze Uwaga, Uwaga, nie mam monopolu na racje. I know, I know, hard to believe & jeszcze ciezej sie z tym pogodzic wink big_grin no ale prawda taka, ze bladzic jest rzecza ludzka & definitely, nawet z wieloma doswiadczeniami i nawet gdy something is more than obvious, wciaz moge sie mylic ... Ergo, jesli mam 100% swiadomosci, ze nobody really cares for my opinion i/lub wyrazenie jej w sumie niewiele (nic?) nie zmieni badz wrecz pogorszy sprawe, bo dojdzie problem konfliktu/urazonych uczuc/zerwanych stosunkow, no to coz - milczenie faktycznie pozostaje zlotem. Life.
              • pade Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 00:48
                to też prawda
              • extereso Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 07:05
                Dokładnie
              • rzepicha-piastowa Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 12:19
                Oj tak, tez do tego dochodze (bardzo powoli).
          • annaboleyn Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 00:33
            Jak bardzo chcesz, to może przyjdzie z wiekiem wink
            • shellyanna Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 08:15
              Pragnę! Ale w tym wieku ludzie się już chyba nie zmieniają.
              • extereso Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 08:43
                Coś Ty, jasne że się zmieniają. Ja się całkiem mocno zmieniłam tuż przed 40 a mój ojciec po 70 tce.
      • sueellen Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 10.11.22, 23:53
        To zależy chyba co to za sprawa..
        Jak wyczujesz guzek w piersi, to odczekasz bo może magicznie sam zniknie za miesiąc, dwa trzy czy może od razu do lekarza?

        Odczekać to można z decyzjami typu: ślub, kupno domu, dzieci (teraz czy może za rok?). Pewne inwestycje. Mój ojciec w 2019 myślał tak w co zainwestować pieniądze bo miał trochę wolnej gotówki. Myślał i myślał i w końcu jakoś pod koniec roku zainwestował ... w pfizera. Dobrze że się nie zastanawiał przez kolejny rok 🤪.
    • bi_scotti Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec? 10.11.22, 21:50
      Mam w rodzinie sytuacje dotyczace dziecka z tzw. special needs, zarowno fizycznie jak i intelectualno-wychowawczymi. No i rosnie sobie owo dziecko jak ten dziki kwiat, bo ... gdy sie urodzilo, rodzicom (szczegolnie ojcu) zeszlo sporo czasu zeby sie pogodzic z sytuacja (bywa, he is not the only one, ktoremu to przyszlo z trudem - no judgement), dopoki wiec nie nastapilo owo pogodzenie sie - zadne dzialania korekcyjne nie byly podejmowane. Potem uznano, ze da sie pomoc w rodzinie, no professionals ... well, teraz (po juz ponad 12 latach!) widac, ze ow brak professionals wtedy, ma dzis kiepskie skutki, szczegolnie jesli chodzi o zdrowie fizyczne. W tzw. miedzyczasie urodzilo sie drugie dziecko wiec i mozliwosci skupienia sie, pomocy temu z extra needs, w sposob oczywisty zmalaly. Potem jedno z rodzicow podjelo extra nauke, potem ... etc. etc. etc. My, patrzacy z boku, od poczatku wiedzielismy, ze it's not how it should be. No ale przeciez nikt nie ma odwagi wtracac sie w cudze metody wychowawcze, szczegolnie gdy rzecz dotyczy exactly dziecka with special needs uncertain I nie jest lepiej. No bo w sumie byc nie moze sad A ja wiem, ze rodzice tego dziecka przy calej true love wciaz gdziez zyja z kompletnie nieuzasadniona nadzieja, ze to sie wszystko samo naprawi, ze dziecko ze swoich ograniczen wyrosnie. I nie chca zobaczyc, ze zarowno owo dziecko jak i oni sa na rowni pochylej, bo tak naprawde z czasem, z latami moze byc (i bedzie sad) tylko gorzej. Zal patrzec. Jak sie mozna domyslac, it's not my style, eh. Life.
      • daisy Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 10.11.22, 22:01
        No właśnie... Mnie szlag trafia i serce mi się ściska, bo wiem, że gdyby zacząć działać sensownie i w porę, dzisiaj sytuacja tych najsłabszych osób byłaby znacznie lepsza. A wcześniej rodzina nie działała energicznie, bo może jakoś to będzie, bo nie można nikogo przymuszać, może postępy choroby się zatrzymają, może sama nie wiem, co. I w rezultacie następuje kryzys i dzieje się dokładnie to, czego się obawiano - a wymagający opieki mogliby trafić do lepszego miejsca, mogliby mieć opiekę zorganizowaną inaczej.
        • powodzenia_juno Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 06:48
          No ale, jak rozumiem, nie ty jesteś odpowiedzialna za tę sytuację. Ściskanie serca rozumiem. Ale ten trafiający szlag to może bardziej temperament? No i pozostaje pytanie, czy jesteś absolutnie pewna, że znasz wszystkie okoliczności, w jakich podejmowano, czy raczej nie podejmowano działań, które patrząc z boku, podjąć należało.
    • la_felicja Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec? 10.11.22, 22:01
      Przypomniała mi się rozmowa z koleżanką kilka lat temu.
      U niej w rodzinie kobiety w czasie okresu zawsze nosiły czarne majtki - "bo jak się coś - ach - poplami - to..ach..."

      Ja odwrotnie - majtki na okres tylko w jasnych kolorach, bo jak się poplami, to po pierwsze chcę to jak najszybciej zauważyć, a po drugie, jak będę prała, to chcę mieć pewność, że się dobrze wyprało.

      Myślę, że to podejście do bielizny przekłada się na resztę życia - są ludzie, którzy uważają, że jak czegoś nie widać, to tego nie ma.

      Ja jestem trochę control freak, więc do problemów podchodzę zadaniowo. Generalnie, kiedy coś złego się wydarzy, to dużo lepiej się czuję, kiedy wiem, że coś z tym robię, zamiast biernie czekać.

      Życie mnie nauczyło, że czasami warto zwolnić i - jak to mówią Anglicy - nie stawiać wozu przed koniem - bo pewne problemy rzeczywiście rozpływają się we mgle i nie warto panikować na zapas. Ale to z naciskiem na czasami.

      • semihora Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 08:29
        >>>Myślę, że to podejście do bielizny przekłada się na resztę życia - są ludzie, którzy uważają, że jak czegoś nie widać, to tego nie ma.

        Grubo poleciałaś big_grin To chyba tylko na ematce jest możliwe, żeby zrobić taką analizę na podstawie koloru majtek i być pewną, że ma się w tym stuprocentową rację.

        A tymczasem to tylko kwestia swoistego rodzaju pragmatyzmu - one wybierają czarne, bo tak im podpowiada rozum (wstyd, przyzwyczajenie, rodzinna tradycja, cokolwiek), a ty jasne. Tyle.
        • mgla_jedwabna Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 13:18
          Znam osobę, która podobne podejście ilustruje kolorem samochodu. Że ludzie wybierający taki kolor, żeby nie było widać, jak się zabrudzi, to najwięksi syfiarze, bo ten brud jest tam i tak, a oni chcą udawać, że go nie ma.

          Ja mam analogiczne podejście do blatów w kuchni - żadnych wzorów w ciapki, co to nie widać na nich plam i okruszków. Ja chcę mieć blat, po którym WIDAĆ, że jest czysty.
          • la_felicja Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 20:22
            Dokładnie, ja też bym chciała mieć taki blat. Na razie to pozostaje w sferze marzeń, ale może kiedyś będę miała.
        • asiairma Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 14:37
          Preferuje czarne majtki, szczególnie w czasie okresu. Jako wczesna nastolatka niezależnie czy to tata czy mama wychodzili na zakupy i na pytali co mi kupić zwykle "odkrzykiwałam" z pokoju " że podpaski" (jeśli były potrzebne). Różnica była tylko taka, że mama przyjmowała bez słowa a tata pytał "a jaki kolor". I jak tu kolor majtek ma się do krycia z okresem? Jestem po czterdziestce- wiec to było z ćwierć wieku temu (jak to brzmi!!!).
          • la_felicja Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 20:20
            To nie chodzi o krycie się z okresem, tylko o szybkie zauważenie problemu.
            Pamiętam czasy podpasek Donna i Bella, które się ciągle odklejały i przesuwały. Poza tym, trzeba ich było używać oszczędnie, bo nie było łatwo kupić. Zresztą, jesteś po czterdziestce, to może też to pamiętasz?
        • la_felicja Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 20:14
          No nie, nigdzie nie napisałam, że mam stuprocentową rację, tylko, że myślę że takie podejście do bielizny rozciąga się na inne dziedziny życia.
          Stuprocentowo to znam motywację tejże koleżanki, bo sama mi to powiedziała, łapiąc się przy tym za głowę, że jak się - ach ach - poplami - to ach ach...

          Ja wybieram jasne, bo to ma dla mnie więcej sensu i jest bardziej higieniczne.
    • damartyn Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec? 10.11.22, 22:08
      Zależy od wagi problemu.
    • nevertheless123 Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec? 10.11.22, 22:39
      Ja lubię mieć plan B, ale nie zawsze od razu go realizuję, wolę poczekać na rozwój wydarzeń, pomyśleć na zimno, obserwować na bieżąco, co się kalkuluje, co nie.
      Na przykład w aktualnej sytuacji, gdy istnieje jakieś tam prawdopodobieństwo wybuchu wojny, jak w takiej sytuacji należy prawidłowo działać? Bo rozumiem, że u Ciebie bunkier już wykopany, helikopter zakupiony wink? Są takie sytuacje, że stawianie wszystkiego na jedną kartę jest wręcz idiotyczne.
      Miałam taki przykład bezsensownego akcjonizmu w otoczeniu, gdzie znajomy na początku pandemii rzucił dobrą pracę i zabarykadował się na długie miesiące w domu. Skutki? Opłakane. No ale on nie chciał zwlekać i wmiatać problemów pod dywan i jeszcze nawracał innych, żeby podążyli jego śladami.
      • daisy Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 10.11.22, 23:09
        Sama sobie dajesz odpowiedzi. Jeżeli istniej jakieś tam prawdopodobieństwo czegoś, to dokładnie można uznać, że jakoś to będzie i się zobaczy.
        Ja mam na myśli sytuacje, gdy już jest źle i na 100% będzie gorzej, tylko nikt nie chce tego głośno powiedzieć ani zacząć działać, chociaż działanie może zapobiec najgorszym skutkom katastrofy.
        • bi_scotti Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 10.11.22, 23:45
          Wydaje mi sie, ze najwieksza frustracja jest wtedy gdy ma sie one way or the other zwiazane rece, gdy ma sie pelna swiadomosc, ze powiedzenie czegokolwiek, nazwanie problemu czy wrecz podjecie dzialan celem naprawy sytuacji moze spowodowac wylacznie zerwanie stosunkow z osoba/osobami zyjacymi na planecie Jakostobedzie. I jest ten dylemat: continue relationship z pelnym poczuciem, ze "cos" powinno byc (z)robione a nie jest czy doprowadzic do zerwania kontaktow, co wszak i tak nikomu w niczym nie pomoze uncertain
          Meczymy sie w milczeniu, eh ... czekajac na znak, ze pozlwola nam zaofiarowac te helping hand smile Life.
        • nevertheless123 Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 10:36
          W poście startowym opisujesz abstrakcyjną sytuację, więc ciężko się konkretnie do niej odnieść. Jakie to sytuacje mają 100% prawdopodobieństwa nieszczęśliwego zakończenia? Myślę, że jest ich niewiele: jeśli ząb zaczyna się psuć, to nieleczony się zepsuje, owszem. Natomiast jeśli chodzi o inne sprawy, to ja się naoglądałam w życiu takich zwrotów akcji, że głowa mała i nie dziwię się, że ludzie liczą na cud. Komuś groziła eksmisja lub niezdanie do kolejnej klasy i co? W ostatnim momencie znalazł się ktoś, kto podpowiedział, pomógł, pożyczył, przepchnął, a inni, ci zapobiegliwi, ze zdumienia przecierali oczy, bo miało być na 100% inaczej. Ja nie mówię, że to popieram, tylko uważam, że taka postawa się nie bierze z nikąd i osoby zwlekające są przyzwyczajone, że jakoś to będzie i się ostatecznie wywijają z tarapatów. Bo do tej pory im się udawało z tą strategią.
          Jeszcze inna grupa, która wmiata problemy pod dywan, to ludzie, którzy są w bardzo ciemnym miejscu, czyli naprzykład pogrążeni w depresji. Oni na krańcu świadomości zdają sobie sprawę z istnienia problemu, ale nie mają sił, żeby go rozwiązać. Tym ludziom akurat bardzo współczuję.
      • konsta-is-me Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 10.11.22, 23:29
        Nie rozumiem porównania
        Bunkier zawsze się przyda,w ostateczności można w nim kisić kapustę i trzymać stare graty.Albo inaczej- co gdy wybucha wojna i okazuje się że nie ma żadnego bunkra , bo po co , bo jakoś to będzie itd. Ciezko będzie zbudować w kilka dni nowe, to raczej dlugoplanowa strategia.

        Natomiast rzucanie pracy i zamykanie się w domu nie ma sensu, bo - co dalej? Chyba że znajomy miał dużo kasy i świetlaną przyszlosc w poszukiwaniu innej pracy.
        To trucht jakby zamknąć się w bunkrze jeszcze przed wojna i zamurować wyjscie- jaka logika?
        Co nie znaczy że sam fakt posiadania bunkra jest zły.
        • nevertheless123 Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 10:41
          Nie, znajomy nie miał kasy, natomiast oparł swoje plany o niekompletne i mylne przesłanki oraz błędną ich interpretację. To był czas, kiedy dla niektórych mogło wyglądać, że Covid to śmiertelne zaraza i ludzie będą padać jak muchy w wielkich cierpieniach lub zastaną inwalidami. On uważał, że całkowita izolacja autentycznie uratuje życie jemu samemu i jego rodzinie. Z tej perspektywy działał słusznie i rozsądnie.
      • princesswhitewolf Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 10.11.22, 23:31
        >Na przykład w aktualnej sytuacji, gdy istnieje jakieś tam prawdopodobieństwo wybuchu wojny, jak w takiej sytuacji należy prawidłowo działać? Bo rozumiem, że u Ciebie bunkier już wykopany, helikopter zakupiony wink?

        Hola hola... To juz moja dzialka....nie zabieraj mi mojej narracji! 🤣
    • sueellen Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec? 10.11.22, 23:47
      Mam tak samo jak ty. Planuję na, przewiduje, wykupuje ubezpieczenia. Oczywiście, że nie da się przewidzieć wszystkiego bo nikt nie ma magicznej kuli ale jednak pewnych katastrof da się uniknąć dość łatwo i bezboleśnie. Nie rozumiem zupełnie ludzi, którzy ignorują kompletnie realne i całkiem prawdopodobne problemy które mogą nastąpić olewają je do momentu gdy już właściwie nic nie da się zrobić, a potem płacz i zdziwienie jak do tego doszło.
      • apallosa Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 00:34
        Sueellen- no właśnie,ja też.
        Zawsze się ubezpieczam,zabezpieczam, mam korbę na punkcie bezpieczeństwa. Ale to też dlatego,że przeżyłam napad,próbę porwania mnie jako małej dziewczynki i nic nie przekona mnie do tego,że przesadzam.
        Nie otwieram drzwi nieznajomym, nie utrzymuje kontakty z osobami,które były / są złodziejami/ chamami/ miały poważne zatargi z prawem...nie i jeszcze raz nie .
    • powodzenia_juno Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec? 11.11.22, 06:35
      Oczywiście, że czasem problemy same się rozwiązują. Sztuka polega na tym, by wiedzieć, kiedy spokojnie poczekać, a kiedy trzeba przejąć kontrolę i działać. I niestety nie zawsze łatwo odróżnić te sytuacje. Niekorzystne przy podejściu, gdy zawsze próbuje się przejąć kontrolę jest to, że po pierwsze nie zawsze się da, a po drugie otoczenie może przywyknąć, że od rozwiązywania problemów jesteś ty i samo się nie angażuje, nawet kiedy powinno.
    • asfiksja Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec? 11.11.22, 07:58
      Ja MOICH problemów nie zamiatam pod dywan, raczej widzę je prędzej niż przeciętna osoba. Jeśli ktoś w otoczeniu mówi, że to już jest ten moment, kiedy trzeba wzywać karetkę/jechać do szpitala to to jestem ja. I nie słucham wtedy "a może by jeszcze poczekać" tylko pakuję torbę, ludzie wtedy zaczynają pomagać w pakowaniu, jestem bardzo przekonująca.
      Natomiast nie zbawiam już świata, niech sobie inni swoje problemy zamiatają pod dywan.
      Nie cierpię za to osób, które w każdej, absolutnie każdej życiowej sytuacji widzą śmiertelne zagrożenie i przed każdą ostrzegają (ale w żadnej nie pomogą). Nikły procent takich sytuacji faktycznie kończy się źle - i wtedy jest sakramentalne "a nie mówiłam?". To są osoby, którym nie należy nic opowiadać.
    • palacinka2020 Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec? 11.11.22, 09:25
      Widziałam jak moi rodzice zamiataja wszystkie problemy pod dywan a zadłużenie rosło, rosło, rosło...
      Zero refleksji z ich strony.
    • aqua48 Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec? 11.11.22, 10:00
      daisy napisała:

      > Macie jakieś doświadczenia życiowe w tej dziedzinie?

      tak, ja jestem zadaniowa, jest problem - należy go rozwiązać i żyć dalej spokojnie, ale nauczyłam się wdupiemania spraw, które mnie bezpośrednio nie dotyczą. Na wybory innych nie mamy wpływu.
    • geez_louise Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec? 11.11.22, 13:38
      W końcu, w bólach, nauczyłam się odróżniać sprawy, których nie wolno zostawiać własnemu biegowi od tych, które wręcz należy puścić wolno i tylko czekać na korzystny obrót sprawy, albo dię nie przejmować niekorzystnym. I tych drugich uważam, że jest więcej.

      Odciagleho kontrolowania, ustawiania po swojemu, pilnowania i wygrażania palcem bliskim tylko się człowiek umęczy a i tak finalnie będzie z życia niezadowolony.
    • koralinaxxxx Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec? 11.11.22, 14:23
      Mam 37 lat, całe życie jadę na zasadzie "jakoś to będzie', zero planów, zero oszczędzania, totalne yolo i high life. Są problemy? Ok, jakoś je rozwiążę, jutro też jest dzień, nie ma co o tym dzisiaj myśleć wink Czy dostałam z tego tytułu jakiegoś kopa od życia? Póki co nie, co prawda chodziłam świadomie kilka lat z rakiem tarczycy, bo nie chciało mi się usuwać, ale i tak - nawet na węzły się nie przerzucił - i tak całe życie, więcej szczęścia niż rozumu. Za to moja przyjaciółka to totalny control freak i niestety od jakiegoś czasu jest na lekach psychotropowych. Chyba najlepsza postawa, to taka po środku, ale ja swoje wywalenie bardzo sobie chwalę. Ja zostałam stworzona do relaksu i podchodzenia do wszystkiego na spokojnie.
      • simply_z Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec 11.11.22, 17:38
        Taa cała jesteś yolo
    • kobietazpolnocy Re: "Jakoś to będzie" - ZAWSZE zły koniec? 11.11.22, 21:57
      Ale to naprawde zalezy od sytuacji. Tam gdzie powinno sie dzialac (np. lekarz, urzad, bank, egzamin) zwlekanie to nierzadko jak zamykanie oczu na oczywistosc. Ale sa tez sprawy, ktore “przegadywac” mozna bez konca i wtedy istotnie mozna sie zastanowic, czy warto.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka