Dodaj do ulubionych

"Samotni ludzie z samotnych miast..."

09.12.22, 09:09
Zainspirowana wątkiem forumki o obrączce ( kobieta twierdzi, że na dwa tygodnie życia zostało jej 170 zł i musi sprzedać biżuterię aby dożyć) przypomniał mi się problem, który nurtuje mnie od jakiegoś czasu.
Obserwuję strony typu " Uwaga śmieciarka jedzie" i tam na porządku dziennym są prośby o podstawowe produkty, które właśnie akurat w niedzielę się skończyły.
Do tej kategorii należą wątki typu "nie wiem w co się ubrać".
Albo zrobić choremu zakupy i przywieźć do domu.
Zastanawiam się czy ci ludzie żyją na jakiejś pustyni?
Naprawdę nie mają do kogo zwrócić się żeby dał/pożyczył 50 zł albo paczkę kaszy albo powiedział w co się ubrać? Albo raz w życiu coś kupił po drodze i przywiózł bo jestem sama chora w domu?
Nie chodzi o chroniczne sępienie ale pojedynczą, drobną awarię.
Gdy wyobrażam sobie, że jestem w sytuacji kryzysowej przychodzą mi na myśl przynajmniej trzy kręgi ludzkie, które w takiej sytuacji pospiesza z pomocą.Ja też jestem do takiej pomocy gotowa. To jest oczywiście rodzina i najbliżsi przyjaciele ale też zwykli znajomi (z pracy chociażby), którzy odpowiedzieliby na taką prośbę.

W sytuacji drobnego kryzysu organizacyjno - zaopatrzeniowego macie do kogo zadzwonić, czy wrzucacie post na śmieciarkę czy grupę typu "niewidzialna ręka".
A może wstydzicie się prosić i "zawracać głowę"?
Obserwuj wątek
    • niemcyy Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 09:20
      Myślę, że część ludzi może się wstydzić prosić znajomych czy sąsiadów o jedzenie, jeśli z powodu biedy nie ma co do garnka włożyć. Bo jeśli nie brak pieniędzy to jak w niedzielę okaże się, że akurat kaszy nie ma to do poniedziałku chyba można zjeść coś innego, co akurat jest w domu, i z głowy?

      Wątki ubraniowe typu nie wiem, co wyjąć z szafy, i powiedzcie, które ubranie spodoba się mojemu mężowi, mnie też dziwią- albo i nie, bo trochę tu atencjuszek.
    • milva24 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 09:27

      > W sytuacji drobnego kryzysu organizacyjno - zaopatrzeniowego macie do kogo zadz
      > wonić, czy wrzucacie post na śmieciarkę czy grupę typu "niewidzialna ręka".
      > A może wstydzicie się prosić i "zawracać głowę"?

      Tak, mam na tyle bliskie osoby, do których mogę się zwrócić. Natomiast rozumiem, ze ludzie się wstydzą albo są też tacy co za bardzo próbowali żerować na otoczeniu i to już im nie chce pomagać. Wtedy pozostają obcy ludzie.
      • ajaksiowa Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 09:33
        Z proszeniem o pieniądze miałabym problem,ale o zakup podstawowego jedzenia czy karmy dla zwierzaków dużo mniejszy
      • purchawka2020 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 09:49
        Ale na internetowych grupach występują często z imienia, nazwiska i zdjęcia..
        • milva24 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 09:52
          Nie chodzę po takich miejscach, ale skoro mówisz, że z imienia i nazwiska to jak widać nie wstyd nimi kieruje bo wstydziliby się, że ktoś że znajomych zobaczy. Czyli faktycznie brak wsparcia albo cwaniactwo.
    • leosia-wspaniala Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 09:37
      Ja mam. Ale inni nie mają. Może się wstydzą. Może u wszystkich znajomych mają już długi. Może są cwaniakami i wcale nie mają trudnej sytuacji.
    • beataj1 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 09:37
      Mam. Dla mnie tego rodzaju kręgi to podstawa życia społecznego i komfortu.

      Sama czesto niosę materialną i niematerialną pomoc i rozliczam się na zasadzie "dobra tam przy okazji się dogadamy". I naprawdę to działa. Ja komuś pomogę z lekcja czy coś pomogę naprawić, ktoś mi podwiezie coś autem dostawczym czy pomoze mojemu dziecku w czyms ram.. Ja komuś coś załatwię, ktoś da mi cynk że w czymś może pomóc.

      Dlatego zawsze zadziwia mnie ematka i ta potrzeba chowania wszystkiego w tajemnicy i dyskrecji.
      • iwoniaw Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 09:54
        Co masz na mysli mówiąc o chowaniu wszystkiego w tajemnicy i dyskrecji? Chyba nigdy nie widzialam tu postów o tym, że ktoś ukrywa coś przed ludźmi bliskimi i dobrze nastawionymi. Natomiast to, że nie daje pożywki nieżyczliwcom, to zupełnie inna sprawa i moim zdaniem objaw instynktu samozachowawczego.
        W kwestii szukania różnego typu pomocy w potrzebie - tak, mam rodzinę i przyjaciół, których w razie czego bym prosiła o takie czy inne wsparcie. Na pewno wczesniej niz obcych ludzi. Ale też są sytuacje, w których czlowiek sobie chce sam poradzić bez zawracania dudy calemu swiatu, zwłaszcza jeśli to miałby być kolejny raz. Może komus juz rodzina/znajomi dali do zrozumienia, że przesadza, ich cierpliwość się kończy, możliwości wspierania też? Albo ktoś po prostu nie ma krewnych ani znajomych, którzy mogą go wesprzeć, bo sami mają milion problemów - i ie zyje on na żadnej pustyni, tylko w dolinie nieszczęścia wszelkiego? Nie każdy ma zasoby, żeby sobie radzić samodzielnie. Nie tylko finansowe sle też intelektualne, organizacyjne itp.
        • beataj1 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 09:59
          Chodzi mi o takie opinie że sąsiedzi się nami interesują, że ludzie za dużo chcą wiedzieć, że mieszkanie w małym mieście to koszmar bo wszyscy o wszystkim wiedzą. Jakby to było coś absolutnie strasznego.

          Jakieś takie przekonanie ze anonimowość wielkiego miasta to stan pożądany.

          Wiem że ludzie są różni. I szanuje to. Choc mnie to zawsze jakoś zadziwia.
          • iwoniaw Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 10:14
            To, że sąsiedzi "wszystko wiedzą i widzą" nie musi z automatu oznaczać jakiejkolwiek pomocy czy choćby życzliwości z ich strony, bywa i odwrotnie. Natomiast "anonimowość wielkiego miasta" paradoksalnie może sprawić, że proszenie o pomoc obcych jest łatwiejsze, bo nawet jesli oceniają, to nie wysuwają wniosków (o ich przekazywaniu kolejnym znajomym nie wspiminając), co jest skutkiem faktu bycia wnuczką pani X czy córką pana Y, tudziez karmą za słowa ciotki Z z 1976 roku, to i pomocowych/przezyciowych opcji więcej. W wielkim mieście są i instytucje pomocowe, i organizacje różne, i inicjatywy oddolne, nawet na wspomnianych w watku grupach lokalnych typu śmieciarka czy inne wymianki można dostać potrzebne wsparcie bez robienia z siebie suplikanta, ktory ma obowiazek być wdzięczny pi grób, a o tym, że kiedyś nie mialaś na leki dla dziecka będą wiedziec wszyscy w promieniu trzech kilometrów przez kolejne dwa pokolenia. Dlatego nie zgadzam się w ogóle z tezą, że w anonimowym wielkim mieście trudniej o pomoc niż w małej społeczności, to, że ludzie kogos kojarzą ie musi znaczyć, że mu zechcą/będą w stabie pomóc nawet poproszeni.
          • yuka12 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 10:18
            Mieszkam w małych miejscowościach od 12 lat. Plotki nt. życia sąsiadów, znajomych czy dalszej rodziny są na porządku dziennym. Nie dziwię się, że są osoby, które nie chcą wystawiać się na żer i które marzą o wielkim mieście. Zresztą mieszkając w dużym mieście w blokach miałam lepszy i bliższy kontakt z sąsiadami niż teraz mieszkając w pipidówkach. Ale to też wynika ze specyfiki miejsca i kraju zamieszkania.
            • sol_13 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 23:26
              Specyfika miejsca. W starych blokach Co innego niż w nowych apartamentowcach. Mieszkałam w takim 3 lata, znałam na "dzień dobry " jednych sąsiadów obok.
      • klaramara33 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 10:24
        Ja też w pomocnym środowisku mieszkam, blisko do lasu więc to moje miejsce.
        • klaramara33 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 10:26
          Jeśli chodzi o plotki w małym mieścieto one oczywiście są jak w dużym mieście pracując jeszcze kiedyś w biurze aż huczało od plot.
    • cegehana Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 09:39
      W sytuacji drobnego kryzysu tak, ale problem samotności i / lub biedy nie jest ani drobnym ani kryzysem tylko permanentnie trudną sytuacją.
    • niemcyy Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 09:53
      W tamtym wątku ważne jest jeszcze, że jej mąż, jeśli to nie troll, pracuje w Norwegii, a ona właśnie przewaliła bez sensu zarobione przez niego ostatnie 800 pln mając dziecko, które- jak to dziecko- zawsze może zachorować. W takich okolicznościach nie dziwię się, że ewentualni znajomi nie palą się do pomocy i nawet nie ma sensu prosić ich o pieniądze.
      • mgla_jedwabna Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 10:51
        Nic też dziwnego, że mąż wiedząc o rozrzutności żony nie przeleje jej np. jednorazowo 3 tysięcy extra z przeznaczeniem na wszelki wypadek, nie zaś na życie codzienne.
    • simply_z Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 09:54
      Tz mnie to zastanawia, niby mamy wiecej mozliwosci kontaktu, rowniez poprzez roznego rodzaju grupy, a ludzie sa bardziej samotni. Zauwaz, ze interakcje tez spadaja, nawet w miescie pewnie rzeczy staja sie bardziej wyizolowane. Biletu w komunikacj miejskiej nie kupujemy juz w kiosku, tylko w automacie lub przez aplikacje, zakupy dowioza ub zostawia w paczkomacie albo pod drzwiami, w tramwaju wszyscy zatopieni w telefonie itd.
    • emateczka Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 10:07
      Ja nie mam kręgu wsparcia. Tak mi się życie ułożyło. Nie mam potrzeby prosić o pomoc, ale gdyby coś mi się stało, to też musiałabym szukać po obcych ludziach.

      Smutne, że przy okazji innych wątków ematka jest wyrozumiała i współczująca dla samotnych ludzi, podkreśla, jak ważne jest zwracanie się o pomoc i z troska pochyla się nad depresją i samotnoscia, ale kiedy już ktoś samotny jest i prosi o pomoc obcych, to jednak "no jak to, nie masz nikogo bliskiego? A może naciągacz, a może oszust?".
      Nieładnie, nieładnie, hipokryzja level master.
      • simply_z Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 10:08
        Pytanie tylko dlaczego nie masz nikogo bliskiego? kolejna kreacja forumowa?
        • emateczka Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 12:19
          Tak mi się życie ułożyło. Po prostu. Wiele razy się przeprowadzałam (już nie mam wspominam o tym, że teraz też mieszkam za granicą i nikogo tu nie znam), rodzinę mam bardzo małą, znajomi z młodości rozjechali się po świecie. W Polsce mieszkam na zadupiu, sąsiadów brak, więc nie ma do kogo spontanicznie zagadać i umówić się na kawę czy zakupy.

          Zaspokoiłam twoja ciekawość, czy jeszcze inne scenariusze ci zapodać, skąd bierze się samotność?
        • kokosowy15 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 15:34
          Czy to takie dziwne, że nie ma się nikogo bliskiego? Nie wszystkie rodziny są duże, często żyją daleko od siebie, proszenie o pomoc od dzieci nazywane jest "roszczeniowoscia", rodzice są "toksyczni", nie nawiązuje się kontaktów z sąsiadami bo samemu wybiera się znajomych, nie otwiera się nikomu drzwi bez telefonicznej zapowiedzi a telefonów od nieznajomych nie odbiera się. To są wypowiedzi uczestników z forum, pojawiające się w wielu wątkach.
        • niemcyy Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 16:52
          Np.prześladowana przez męża kobieta przeprowadza się na drugi koniec Polski, żeby uniknąć losu tej ekspedientki z wczoraj, i zanim odpocznie psychicznie i zorganizuje się w nowym miejscu, mija trochę czasu.
    • wapaha Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 10:12
      Sięgają po najprostsze rozwiązanie
      Tak jak ci studenci z wczorajszego posta gaskamy
      • yannefer Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 16:35
        a co tam było?
    • klaramara33 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 10:19
      Kilka może być powodów. Oprócz tych co wymieniłaś, to jezcze ,że nektórym z tych osób wcale źle się nie wiedzie o czym otoczenie wie,. Mojej znajomej mama kiedyś wspierała materialną pomocą jak wtedy sądziła bardzo ubogą sąsiadkę (o co tamta prosiła). Co się okazało,że ta sąsiadkamiała dużo pieniędzy, które trzymała na koncie Golden Banku i się udzieliła w mediach,żeje straciła. Dopiero wtedy mam znjaomej przejrzała na oczy. Trzena uważać komu daje się kasę. Ja też kiedyś dałam ubogoej kasę i ta na mnioe spojrzała z wyrzutem,że mało, nie dziękując. Od wtedy tylko jedzeniem się dziele z tymi na ulicy ale jakoś ich zdecydowanie mniej. Nie zawsze ci, co się podają za takich biednych,to tacy są w istocie. Sporo z naprawdę biednych wstydzi się tego, co też wiem i wolą samemu sobie jakoś poradzić,niż prosić o pomoc.
      • sol_13 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 23:29
        Jakiego banku??
    • koronka2012 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 10:27
      Mam, bo mieszkam tu gdzie się urodziłam i mam to całą rodzinę i przyjaciół od podstawówki.

      Wierzę że ludzie, szczególnie starsi, mają problem z proszeniem o pomoc. Dzieci mogą mieszkać w innych miastach albo w ogóle są samotni w starszym wieku wcale nie jest tak rzadkie
    • arthwen Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 12:48
      Co do kryzysów to się zgadzam, ale milion razy bardziej wolałabym zapytac na anonimowym forum w co się ubrać (nie pytam, bo mam na to wywalone), niż pytać kogoś znajomego.
      I w sumie - może inni mają tak samo z paczką kaszy?
    • betyskai Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 13:37
      na tych grupach jest sporo osób zawodowo żyjących ze sprzedaży "upolowanych" śmieciarkowych rzeczy oraz z dobrego serduszka innych
      • majenkirr Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 15:22
        No i na zdrowie. To też praca.
    • danaide2.0 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 16:05
      "Śmieciarka" mi niepotrzebna, "niewidzialną rękę" rozważałam, ale się wstydzę. Zostałam tak wychowana, by nie prosić o pomoc. Miałam być "samodzielna i niezależna". Staram się być samowystarczalna i przewidująca oraz polegać na tym gronie znajomych, których już mam - grono bardzo wąskie, ale przynajmniej sprawdzone. Dodatkowo chyba sprawiam chyba wrażenie osoby radzącej sobie wręcz niestandardowo. Ludzie wokół (sąsiedzi, klasowi rodzice) wiedzą, że jestem od lat sama z dzieckiem, ale raczej już nikt nie pyta, czy nie potrzebuję pomocy. Przecież żyję. Kilkakrotnie prosiłam o pomoc mając nóż na gardle (choroba dziecka, mój wypadek) i najczęściej źle się to kończyło - jak w przypadku wyrzygiwanego mi na forum wątku, w którym koleżanka pojawiła się u mnie niemal miesiąc po wypadku.

      Podobnie jak emateczka - zmiany miejsc zamieszkania (miasta/kraje), zrywane więzi, do tego doszły sprawy zawodowe, moje cechy osobowościowe i powstało takie combo. Czasem też myślę, że ludzie mają jakieś oczekiwania i jeśli ktoś na wejściu (podkreślam - na wejściu) oferuje jedynie rozmowę i herbatę, zamiast nalewek, kremów, dżemów, domku w górach, jachtu na Mazurach i wtyków w robocie to właściwie po co z kimś takim utrzymywać znajomość?

      Dwukrotnie kupowałam używane meble i w obu przypadkach mężczyźni - żonaci, bo w czasie transportu i składania był czas na gadkę-szmatkę - oferowali pomoc taką właśnie logistyczno-transportową. Grzecznie dziękowałam, żon się bałam!
      • joana012 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 16:29
        Mam znajomych, do których mogłabym się zwrócić o pomoc. Jest też bliski mi facet i syn, który za chwilę już niedługą pomógłby mi finansowo bo tak się dziwnie złożyło że po 2 latach pracy zarabia o wiele więcej niż ja po 20.
        Gorzej gdyby się posypało zdrowie na dłużej, tego się boję i dbam o siebie maksymalnie. Raczej nie byłoby chętnych do pielęgnowania mnie... I w sumie nie dziwiłoby mnie to
      • niemcyy Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 16:37
        Ale dlaczego z tymi meblami? Przecież nic złego byś nie zrobiła, żony nie wszystkie są świrnięte, a nawet gdyby taka się trafiła to będzie męczyć swojego męża.
        Przy następnym meblu przyjmij oferowaną pomoc! Tylko bez zapraszania na kolację w ramach podziękowań wink
    • 123zielona123 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 22:17
      Niestety w razie kryzysu nie mam kogo prosić o pomoc. Mieszkam w dużym mieście. Sąsiedzi byli kiedyś, teraz to mieszkania na wynajem. rodzeństwa brak, ojca nie znałam, a matka zmarła 30 lat temu. z krewnych mam tylko syna. Ale mocno dziwi mnie sprzedaż obrączki. 170 zł na dwa tygodnie to naprawdę spokojnie jedna osoba może przeżyć.
      Ziemniaki, olej, cebula, pierś z kurczaka i marchewka. Z tego można zrobić dużo kalorycznego jedzenia. Bywałam w ciężkich sytuacjach i takie bieda diety to nic nowego. Zwłaszcza że w domu powinny być jakieś zapasy typu ryż makaron keczup może jakaś konserwa...
    • tibarngirl Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 22:40
      Można nie mieć. Z sąsiadami się nawet nie znać, znajomi tylko w pracy (a takie znajomości to wiadomo jakie są), partnera, rodziny brak i wtedy taki człowiek nie ma np od nikogo pożyczyć tychze 50 zł.
      • pani_tau Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 23:31
        Otóż to.
    • sol_13 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 23:33
      Nie umiem sobie wyobrazić sytuacji, w której jestem zmuszona pożyczać od kogoś 50 zł.
      Natomiast co do zakupów w razie choroby-pomagalismy sobie z sąsiadami, gdy ktoś miał kwarantanny, także to do ogarnięcia spokojnie. Poza tym ja nigdy nie byłam chora dłużej niż dwa dni, więc sytuację kiedy nie możemy się zaopatrzyć w jedzenie też mi sobie ciężko wyobrazić w sumie.
      Trochę wydumane problemy.
    • taniarada Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 23:36
      My ze spalonych wsi my z głodujących miast .A tak to o co ci chodzi.Gdy mam kryzys to chlam .
    • po_godzinach_11 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 09.12.22, 23:51
      To w socjologii nazywa się atomizacja społeczeństwa. Pozrywane więzi, samotność.

      Dodajmy przeniesienie dużej części życia do Internetu, czyli do sztucznej rzeczywistości.

      Dołóżmy propagandę sukcesu, bo przecież "podaruj sobie odrobinę luksusu, bo jesteś tego warta.

      Może coś jeszcze i mamy komplet.
      • iwoniaw Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 10.12.22, 09:25
        Internet to nie jest "sztuczna rzeczywistość", tylko jedna z metod komunikacji, ulepszona wersja tam-tamów, listów, telefonów i umyślnych z wieściami.
    • lauren6 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 10.12.22, 09:34
      Patrząc z punktu widzenia Warszawy. Wiele osób to osoby napływowe, które poza znajomymi z pracy nie mają nikogo tu na miejscu.
      Sąsiedzi? Może w PRLowskich starych blokach.
      W nowych większość mieszkań to mieszkania inwestycyjne. W nowym budownictwie często zdarzają się sytuacje, że na piętrze mieszka 1 rodzina, bo reszta mieszkań to niezamieszkane "inwestycje".

      W wielu przypadkach życie tak się potoczyło, że tego kręgu wspólnej pomocy na miejscu po prostu nie ma. Mnie nie dziwi, że ludzie organizują się przez internet.
      • sol_13 Re: "Samotni ludzie z samotnych miast..." 10.12.22, 20:50
        Masz rację.
        Plus-z mojego doświadczenia-dużo większe więzi sąsiedzkie i wzajemna pomoc jest w osiedlach domków/bliźniaków itp.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka