Dodaj do ulubionych

Niechęć do leczenia się - post wyżalny

09.12.22, 15:47
Nie wiem w sumie, czego oczekuję i po co Wam to piszę, ale chyba po prostu muszę się wygadać, bo nawet prosić o rady chyba bez sensu w tej sytuacji.
Jest tak: bliska mi osoba, tzw. dusza-człowiek, ma pod opieką niespełna 70-latka chorego na wszystkie możliwe choroby świata i niechcącego się leczyć.
Kilka lat temu już o tym pisałam. Człowiek nie jest członkiem mojej rodziny i zasadniczo jest mi obojętny, ale żal mi kobiety, która się nim na co dzień zajmuje.
Nie mam pojęcia, jak możliwe jest takie zaniedbanie zdrowia w XXI wieku, w Warszawie.
Terminy do lekarzy na NFZ są koszmarne, ale nawet nie to jest największym problemem, bo pan leczyć się nie chce i nie będzie, oczekuje jednak pilnej pomocy od swojej opiekunki. Najlepiej, żeby poszła do apteki i przyniosła mu lekarstwa na wszelkie choroby, ale tak, by on nie musiał się badać i w ogóle wychodzić z domu.
Pan potrzebuje pilnie:
- okulisty, bo od paru dni mocno boli go oko i bardzo źle na nie widzi (okulary? jaskra? zaćma?)
- laryngologa, bo ma bolesną narośl w gardle
- pulmonologa, bo ma nieleczone od lat POCHP, a do tego pali jak smok i przeraźliwie kaszle
- aparatu słuchowego, bo jest prawie głuchy
- dentysty/protetyka, bo praktycznie w ogóle nie ma już własnych zębów przez wieloletnie zaniedbania (konieczna proteza)
- chirurga naczyniowego, bo ma sztuczną zastawkę i znów wszelkie objawy niedrożnych tętnic szyjnych (zawroty głowy, z powodu których od lat nie wychodzi z domu, itp.).
Ma dobrą emeryturę, wydaje mało, bo nie potrzebuje niczego poza jedzeniem, opłatami i papierosami (!), ale nie pójdzie do lekarza prywatnie, bo "na coś trzeba umrzeć" i nie dociera do niego, że czasem trzeba nieźle umęczyć siebie i opiekunów, nim zejdzie się z tego świata (poniekąd na własne życzenie).
No, to się wywnętrzyłam. Dziękuję tym, którzy dotrwali do końca. Jeśli macie ochotę komentować - bardzo proszę.
Obserwuj wątek
    • alpepe Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 15:52
      jedyne, co można zrobić, to puszczać mimo uszu
    • zonda-m Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 15:55
      hmm..narośl w gardle u palacza... może już niedługo opiekunka odpocznie...
      • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:32
        Szczerze mówiąc, mam taką nadzieję. Może paskudny człowiek ze mnie, ale jakoś ciężko mi znaleźć w sobie współczucie wobec kogoś, kto tak się zachowuje. Dodam, że pan ostro pił przez wiele lat, a przestał wyłącznie dlatego, że zdrowie posypało mu się już naprawdę porządnie i nie jest w stanie tego robić.
        • angazetka Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:34
          Rak krtani się kłania.
        • swinka-morska Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:36
          Opiekunka może być osobą współuzależnioną, przetrenowaną do "opiekowania się". Tym gorzej dla niej.
          • barbibarbi Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 15:57
            Raczej żadne tłumaczenia i prośby nie pomogą, zgłosi się do szpitala na sor jak już będzie naprawdę źle, albo karetka go zabierze. Moja teściowa była taka sama, też palaczka, wzięli ja do szpitala karetka jak już miała gangrenę na nodze, typ niereformowalny, powiedziała rodzinie, ze jak wezwą lekarza, to ona się zabarykaduje.
    • mia_mia Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:01
      Niedługo pewnie zejdzie, do lekarza pójdzie jeśli ból będzie nie do wytrzymania lub zabierze go karetka, zawroty głowy są prawdopodobnie od tego, że zastawka nie działa prawidłowo, więc nie naczyniowiec, a kardiolog (rozumiem, że chodzi o zastawkę w sercu), narośl na gardle może być przerzutem z płuc. Natomiast prawo do odmowy leczenia jest święte, opiekunka niech mu zapewni środki przeciwbólowe i czeka na rozwój sytuacji. Nic więcej nie może zrobić.
      • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:06
        Tak, chodzi o zastawkę w sercu.
        Według mnie te wszystkie objawy w okolicach głowy i szyi w jakiś sposób się łączą - ból gardła, narośl, kaszel, osłabienie słuchu, nagłe niedowidzenie na jedno oko i ból tego oka, zawroty głowy...
      • silenta Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:32
        Narośl w gardle to raczej rak gardła a nie przerzut.
    • primula.alpicola Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:21
      Biedna, biedna kobieta, bardzo jej współczuję i życzę spokoju i pewnej dozy obojętności.
      Wspieraj ją jeśli możesz.
      • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:27
        Wspieram, ale to wsparcie oznacza najwyżej wysłuchanie i pokiwanie głową, bo co ja mogę... Ona też nic nie może. Jest niemłoda, też ma swoje choroby, nie umie nikim potrząsnąć - wychowana w przekonaniu, że "trzeba nieść swój krzyż" uncertain
        • primula.alpicola Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:31
          Myślę, że to dla niej dużo. Oraz zrozumienie, że ona go zmusić nie może i to nie jest jej wina.
          • iwoniaw Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 18:13
            primula.alpicola napisała:

            > Myślę, że to dla niej dużo. Oraz zrozumienie, że ona go zmusić nie może i to ni
            > e jest jej wina.


            Też tak myślę. Sluchać, kiwać glową, mówić "robisz co możesz, nie zmusisz doroslego człowieka, żeby poszedł do lekarza". No skoro pan zwolennik wersji, że na coś trzeba umrzeć, to nie ma co za bardzo robić mu wbrew. Pani pewnie ciężko, zapewnienie z zewnątrz, że nic tu nie jest jej winą jest istotne, wydaje mi się.
        • jednoraz0w0 Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 05:41
          lilia-anna napisała:

          > Wspieram, ale to wsparcie oznacza najwyżej wysłuchanie i pokiwanie głową, bo co
          > ja mogę... Ona też nic nie może. Jest niemłoda, też ma swoje choroby, nie umie
          > nikim potrząsnąć - wychowana w przekonaniu, że "trzeba nieść swój krzyż" uncertain

          No dobra, ale niech ona niesie swój a pan swój, nic nie było o tym, że trzeba nosić krzyże egoistycznych małżonków.
    • picathartes Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:23
      Szczerze mówiąc to w obliczu tej historii chorób chyba dobrze, że ta osoba się nie chce leczyć. Medycyna i tak tu dużo nie pomoże, a opiekunce będzie szybciej lżej.
      • primula.alpicola Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:32
        Możliwe, ale lilia-anna pisze, że to trwa już od kilku lat. Wtedy też nie chciał się leczyć, a może wtedy skuteczne leczenie było mozliwe.
        • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:34
          Tak, nie chciał. Był zbyt zajęty piciem, o czym piszę powyżej.
          • panna.nasturcja Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 18:51
            Jeśli pan jest alkoholikiem to pani jest współuzależniona i tkwiła z nim latami na własne życzenie. Nie pomożesz.
        • picathartes Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:45
          > Wtedy też nie chciał się leczyć, a może wtedy skuteczne leczenie było mozliwe.

          Ale ma prawo nie chcieć.

          > Możliwe, ale lilia-anna pisze, że to trwa już od kilku lat.

          Z tego co pisze, długo to już raczej nie potrwa...
          • primula.alpicola Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 18:22
            picathartes napisał(a):


            > Ale ma prawo nie chcieć.

            Hmmm, w sytuacji, kiedy jest całkowicie zależny od opieki żony?
            Nie jestem taka pewna.
    • swinka-morska Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:34
      Co to znaczy "ma pod opieką"? Zakładam, że to nie jest osoba ubezwłasnowolniona?
      Pani powinna powtarzać sobie, że nie odpowiada za zdrowie innej dorosłej osoby i za każdym razem ucinać wszelkie "oczekuję pilnej pomocy" jeśli nie ma woli leczenia. Ewentualnie wzywać pogotowie.
      Całość nie brzmi jak zapowiedź długiego życia.
      • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:41
        To znaczy, że jest jego żoną, a nie odejdzie "bo jak to tak, pani, męża zostawić!?" Jest współuzależniona, co trafnie zauważyłaś wyżej. Nie, pan nie jest ubezwłasnowolniony. Natomiast skutecznie robi jej wodę z mózgu przez ok. 50 lat małżeństwa.
        • panna.nasturcja Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 18:53
          No to skoro nie odejdzie i latami nie odeszła od alkoholika to znaczy, że ona potrzebujesz się wygadać a od Ciebie oczekuje żebyś pokiwała głową ze zrozumieniem, nic się ńie zmienic dopóki pan nie umrze. A jak umrze to z każdym miesiącem będzie się stawał coraz lepszym mężem we wspomnieniach,
          • swinka-morska Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 22:26
            panna.nasturcja napisała:

            > No to skoro nie odejdzie i latami nie odeszła od alkoholika to znaczy, że ona p
            > otrzebujesz się wygadać a od Ciebie oczekuje żebyś pokiwała głową ze zrozumieni
            > em, nic się ńie zmienic dopóki pan nie umrze. A jak umrze to z każdym miesiącem
            > będzie się stawał coraz lepszym mężem we wspomnieniach,

            Kolejny możliwy punkt scenariusza: pani, już jako wdowa, oprócz gloryfikacji męża, będzie powoli stawać się równie roszczeniowa. Taki rodzaj odbicia i odkucia się współuzależnionego, któremu umarło centrum świata - alkoholik.
            • panna.nasturcja Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 00:59
              A to też prawda, może być i tak.
            • mgla_jedwabna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 16:42
              I jeszcze będzie używać argumentu, jak yo ona się poświęciła, nic z życia nie miała itd. plus powtórka wszystkich wymówek, które powtarza teraz, czyli "to się nie godzi zostawić bliskiego w cierpieniu", "doktory to tylko na pieniądze czyhają", "na coś trzeba umrzeć, a teraz mi współczujcie, bom taki chory/a".
        • mava1 Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 19:01
          >To znaczy, że jest jego żoną,

          50 lat małżeństwa a facet ma niespełana 70 lat? no to szybko sie chajtnęli, wychodzi na to, że pan miał 18 lat cirka, pani opiekunka tyleż albo małżeństwo sądowne.
          Pan jakos tam leczyć się chciał, skoro ma zastawki.
          Pani żona znosi meża przez 50 lat to jakoś jeszcze te kilka/kilkanaście lat zniesie.
          No chyba że sama wcześniej odwiedzi św. Piotra, bo los bywa przewrotny.
          • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 19:19
            Facet ma dokładnie 69, a małżeństwem są ok. 50 - nie wiem, może 46...? 47...? Jakoś tak chyba. Dokładnie nie wiem. W każdym razie bliżej 50 niż 40 na pewno.
            • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 19:21
              Ps Ja sama wyszłam za mąż, mając 23 lata (nie, nie byłam w ciazy), więc nie wydaje mi się to szczególnie szokujące smile
    • cosmetic.wipes Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:38
      Pan ma prawo się nie leczyć. Pani ma prawo odmówić opieki.
      Chyba, że są tam niejasne zależności, to wtedy pani kalkuluje co się jej bardziej opłaca.
      • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:43
        Niejasnych zależności nie ma. Pani opieki nie odmówi, bo "to nie godzi się".
        • alicia033 Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 16:58
          lilia-anna napisała:

          > Pani opieki nie odmówi, bo "to nie godzi się".

          Nie da się pomóc komuś, kto tego nie chce. Zaakceptuj to a pani niech niesie ten krzyż dalej.
        • swinka-morska Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 17:02
          lilia-anna napisała:

          > Niejasnych zależności nie ma. Pani opieki nie odmówi, bo "to nie godzi się".

          Jeśli opiekunka żyła w przeszłości razem z obecnie nieaktywnym alkoholikiem, to obstawiam, że może być współuzależniona.
        • cosmetic.wipes Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 18:54
          lilia-anna napisała:

          > Niejasnych zależności nie ma. Pani opieki nie odmówi, bo "to nie godzi się".


          No to problem solved. Pani niech niesie swój krzyż z pokorą, a ty miej wyebane.
    • szare_kolory Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 17:00
      Serio, zacząć go traktować jak dorosłego. Przedstawić spokojnie możliwości wyboru i konsekwencje. Uświadomić, że opiekunka nie jest cudotwórcą, w związku z czym: nie zjawi się na pstryknięcie palcem wesoła jak wróżka, nie wytrzaśnie leku na wszystko; ma swoje życiowe zobowiązania inne niż piwkielny dziadunio. Jeśli nie przyjmie do wiadomości, to wyjść. Być może trzeba będzie powtórzyć to kilka razy. Za którymś razem prawdopodobnie zatrybi. Niestety, pan jest przedstawicielem pokolenia, w którym mężczyźni byli obsługiwani i o nic nie musieli się troszczyć, ponieważ rzeczy zawsze działy się same. Współczuję, znam z autopsji.
    • igge Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 17:12
      Mój teść ( ale z opisu do tego wątku nie pasuje, był skromnym i niczego od innych nie chcącym człowiekiem) nie dał się prawie nigdy do lekarzy zaciągnąć.
      Umarł znienacka, w trakcie turnusu sanatoryjnego zachorował - tętniak aorty brzusznej wielgachny, nie spotykany aż takiej wielkości w obecnych czasach.
      Na nic proszków wcześniej nie łykać, no , zdrowy był smile.
      Teraz jest mocno zadbanym nieboszczykiem. Teściowa , silna kobieta, zawsze miała duży problem , by do lekarza go zaciągnąć.
      Jeszcze na oiomie, po operacji tego tętniaka - teściu uśmiechał się i mrugał do nas , że " lekarze, ..korzystają" wink w sensie, że jego zdrowiutkiego w wieku 77 lat operują kilkaset km od domu.

      Umarł więc niemal zdrowy, mimo, że operacja cudem udała się. Na nic nie chorował wcześniej. Aparatu słuchowego nie chciał bo twierdził, że " wszystkiego nie musi słyszeć"smile

      sad((
      Kobiety chyba jakoś poważniej podchodzą do profilaktyki i dbania o zdrowie.
      Teść, tyle, że był szczuplutki, jadł niewiele I tylko 3 razy dziennie, bez wyjątków. W restauracji zawsze na talerzu zostawało.

      Do teraz nie do końca pogodzeni jesteśmy z wnukami, że nie żyje. Że Wigilię bez niego. A minęło ok 4 lat sad

    • lauren6 Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 17:55
      Szybko pójdzie. Kobieta chce towarzyszyć mężowi w końcówce życia. Zrozumiałe.
      • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 18:19
        Piszesz, że szybko pójdzie, a ja czasami mam wrażenie, że tacy pijaczkowie i "chorzy na wszystko" żyją dlugo, skutecznie uprzykrzając życie bliskim.
        A umierają ci, o których mowi się często "no mógł jeszcze pożyć" wink W dalekiej rodzinie w nadchodzącym tygodniu dwa pogrzeby panów w podeszłym wieku, pozornie zdrowych i "no kto by się spodziewał".
        • jkl13 Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 19:04
          W takich sytuacjach sprawdza się staropolska mądrość "miej wyebane a będzie ci dane". Pani widocznie lubi swój krzyż, pan również, więc grają od lat w te samą grę. Żadne z nich nie chce niczego zmieniać. Jeśli pasuje ci,że jesteś kubełkiem na pani żale, droga wolna. Ale pamiętaj - pani nie oczekuje rad, współczucia czy konstruktywnej krytyki. Pani musi upuścić ciśnienie, a ty akurat jesteś od ręką.
        • igge Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 19:29
          Tak.
    • nenia1 Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 18:36
      Według mnie ten pan się po prostu bardzo boi skonfrontować z rzeczywistością. To wszystko co opisujesz wskazuje na spory lęk.
      • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 09:44
        Masz rację, Neniu.
    • panna.nasturcja Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 18:48
      A kim jest ta opiekunka dla pana? Czemu sprawuje tę opiekę skoro pan jest w takim stanie na własne życzenie i w innym być nie chce?
      • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 09:46
        Jest żoną. Sprawuje, bo mieszkają razem. Mąż jest od niej w 100% zależny, bo sam nawet z domu po bułki nie wyjdzie. Pani jednak zachowuje się tak, jakby to ona była zależna od niego - wyraźnie boi się go, "bo będzie krzyczał", więc robi, co pan jej każe (chodzi po rzeczone bułki, po papierosy, a lata wcześniej - po alkohol dla alkoholika).
        • primula.alpicola Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 09:47
          I tak już zostanie, pozostaje tylko mieć nadzieję, że to długo nie potrwa.
        • panna.nasturcja Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 15:27
          Pan nie jest od niej zależny, to ona jest zależna psychicznie. I już się z tego nie wyrwie raczej. Pozostaje jej życzyć by pan nie stał się kaleką wymagającą pełnej obsługi.
          • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 15:40
            Jest zależny fizycznie, bo jeśli ona nie zrobi, nie poda, nie kupi, nie przyniesie - to on sobie nie poradzi sam, bo nawet z domu nie wyjdzie. Nie jestem nawet pewna, czy umie zagotować wodę na herbatę wink
            A ona jest od niego zależna psychicznie, tak, zgadzam się całkowicie.
            Oby nie był kiedyś leżący, bo ona sobie nie poradzi fizycznie z opieka. Dlatego też naciska na leczenie.
            I oby ona nie odeszła pierwsza, bo wtedy on... patrz wyżej.
            • mgla_jedwabna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 16:46
              Swoją drogą, pani od lat ma doskonałą sytuację, by wymusić na panu rzucenie palenia. Wystarczyłoby nie kupować mu fajek. Skoro pan taki niedołężnymi, że z domu nie wychodzi, to jej raczej za to nie pobije. Niemniej jednak pani woli podtruwać męża - może po cichu liczy na to, że typ się szybciej przekręci od tego?
              • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 17:28
                A nie nie, pani twierdzi, że fajeczki kupować musi, bo inaczej on będzie na nią krzyczał... Tanczy, jak on jej zagra...
                • niemcyy Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 18:53
                  Po co się w to angażujesz emocjonalnie?
    • mid.week Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 19:01
      I tak wszyscy umrzemy, pan może troche wczesniej niz srednia ale 70 to calkiem dobre osiągnięcie.
    • demodee Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 19:22
      Opiekunka (opłacana?) wyżaliła się Tobie, a y wyżaliłaś się na forum.

      A teraz wszyscy rozejdziemy się do swoich zajęć...
    • bergamotka77 Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 20:31
      No cóż, leczenie w PL jest dobrowolne.
      • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 09:49
        Pewnie, że tak, dlatego też napisałam, że nawet o rady trudno tu prosić. Tak tylko wygadać się chciałam, bo szkoda mi kobiety. A że ona ma to wszystko na własne życzenie, to fakt. Leczenie jest dobrowolne, on się nie leczy, ona się z tym męczy, bo coraz trudniej jej - starej i chorej - zajmować się chłopem z coraz to większą liczbą dolegliwości. A będzie zapewne jeszcze gorzej, jeśli pan będzie np. leżący.
        • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 09:52
          PS A granic żadnych nie postawi, nie powie mu "Skoro się nie leczysz, to ja spadam", bo to nie to pokolenie, inne wychowanie, a do tego współuzależnenie itd.
          • aguar Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 10:05
            No właśnie - jemu każe się leczyć, podczas gdy tak naprawdę powinna pilnie wyleczyć siebie z tego współuzależnienia!
            • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 10:09
              Powinna, ale "przecież nie pójdzie do psychologa, psychiatry, AA - taki wstyd!"
        • aguar Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 09:53
          " A że ona ma to wszystko na własne życzenie, to fakt."
          No dokładnie. Ona ma wybór, podobnie, jak on.
    • zerlinda Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 09.12.22, 20:48
      Jeżeli to trwa już kilka lat a Pan pali jak smok, to chyba jednak ma bardzo dobre zdrowie wbrew pozorom. Nie chcę się leczyć to nie. Ma prawo.
    • aguar Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 09:50
      Ja akurat rozumiem nielubienie chodzenia do lekarzy, raczej dziwi mnie, że tak wiele osób się w tym świetnie odnajduje. Jak chce na coś umrzeć, to dlaczego mu na to nie pozwolić? Dla jego dobrej emerytury?
      • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 09:54
        Pani też ma dobrą emeryturę, więc to nie o finanse chodzi.
        Można się nie leczyć, tylko trzeba wziąć za to odpowiedzialność. A pan się nie leczy, a żąda pomocy "tu i teraz". Jeśli od zaniedbania stanie mu się coś poważniejszego, to pani będzie wokół niego chodzić. Dlatego zależy jej, by się leczył... Nie z miłości, podejrzewam wink
        • aguar Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 10:04
          Ale dlaczego jej się wydaje, że musi wokół niego chodzić? W tym tkwi jej problem. Jak też ma dobrą emeryturę, to niech nie marnuje na niego życia, tylko je wypełni czymś przyjemniejszym.
          • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 10:08
            No, bo jest współuzależniona... Znam dobrze ten mechanizm, nasłuchałam się pod korek, bo lata temu regularnie co tydzień bywałam w klubie AA (poniekąd służbowo, zawodowo, nie jako uzależniona ani współuzależniona).
          • primula.alpicola Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 11:43
            Gdyby teraz pani "wypełniła życie czymś przyjemniejszym", rezygnując z opieki nad umierającym (tak to wygląda) mężem, to nie pozbierałaby się po tym i podstawy jej tożsamości byłyby mocno zagrożone. Ona ma wobec niego poczucie powinności.
        • szare_kolory Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 10:04
          Pani może zacząć myśleć o terapii. Niby na stare lata i pewnie odmówi, ale może jakieś ziarno zakiełkuje. Pan podejmuje własne wybory, których konsekwencje Pani może mu przedstawić. Oraz uświadomić, że nie jest dzieckiem, tylko starym egoistą. I nie otrzyma nic ponad zestaw podstawowy, jeśli nie wykaże inicjatywy. Choć przy tym opisie, to wydaje się, że Pan ma przecież sobą raczej krótki dystans.
    • palacinka2020 Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 12:37
      Pan ma 70 lat i mnostwo chorob, co tu leczyc? Srodki przeciwbolowe I tyle. Nie kazdy musi dozyc 90tki.
      • lilia-anna Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 13:08
        Pewnie masz rację... Pan zapewne ma już raka pluc/gardla/krtani - tylko patrzeć, jak zejdzie tego świata. A wtedy okaże się, ze był najlepszym mężem pod słońcem, jak to któraś z Was już wyżej prorokowała wink
    • kozica111 Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 13:34
      Skracanie dystansu bywa ryzykowne.
      Bądź pragmatyczna.Pani na 99 % ma świadomość, że zostawiając cie bez usługi tuz przed świętami robi ci problem.
      Prawdopodobnie nagrała sobie coś innego i ok, pieniądze są bardziej potrzebne prawdopodobnie niż suwenir od ciebie.
      Przyjmij ja po świętach i rozlicz się normalnie, bez prezentów i wyrzutów sumienia, sama pokazała granice.
      • aguar Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 18:49
        A w który to wątku jest pytanie pasujące do tej odpowiedzi? Zaciekawiłaś mnie.
    • eliszka25 Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 14:14
      Narośl w gardle u palacza, to może być rak. Ten ból oka wygląda mi na uveitis, czyli stan zapalny w oku. Miałam to na wiosnę. Jeśli nie pójdzie do okulisty i to szybko, to całkiem niedługo może stracić oko, a nawet oboje oczu.

      Nie wiem, co poradzić, oprócz tego, żeby opiekunka go olała. Nie tak zupełnie, tylko zapowiedziała, że więcej po leki latać nie będzie. Jak chce się leczyć, to nich idzie do lekarza, a skoro jest zdrowy i lekarz mu nie potrzebny, to leki tym bardziej nie. Tylko to pewnie niewykonalna opcja, jak znam życie.
    • wkswks Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 16:28
      Strasznie jej współczuje. Niestety nic się nie da zrobić, starsi ludzie są okropnymi egoistami. Moi dziadkowie do lekarza co prawda chodzą ale ulotki od każdego przepisanego leku ogladaja pod lupą i jie zażywają jeśli znają skutki uboczne za zbyt straszne.
    • sueellen Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 18:00
      A nie mozna panu pozwolic umrzec skoro tego wlasnie chce od zycia? Swietego spokoju? Czy leczenie jest przymusem?
    • aguar Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 18:47
      A nie da się jej tak jakoś nakierować, że ona nie jest nic lepsza od niego, bo tak, jak on nie chce leczyć swoich chorób, tak ona nie chce leczyć swojej psychiki, współuzależnienia? Ale jak pierwsze w ogóle od niej nie zależy, to drugie już tak. Z tym może coś zrobić.
    • princy-mincy Re: Niechęć do leczenia się - post wyżalny 10.12.22, 18:55
      Nie opiekować się kimś, kto tego nie chce.
      Żona, siostra nie ma mocy by zaciągnąć dorosłego chłopa do lekarza.

      Ale niestety jest tak w drukowane, że trzeba. Ano nie.
      Ostatnio moja mama wyraziła swoje niezadowolenie z faktu, że żona jej siostrzenca (czyli mojego kuzyna) nie zaciągnie rzeczonego siostrzenca do dentysty by sobie zrobił porządek z zębami. Że jako żona powinna. Była ciężko obrażona gdy wyśmiałam ten pomysł.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka