Mauritius przereklamowany?

    • leanne_paul_piper Re: Mauritius przereklamowany? 14.02.23, 12:45
      Dobra, walentynkowo stwierdziliśmy, że czas pożegnać Mauritius, bo nic się już z niego więcej nie wyciśnie, nic tu nowego nie urośnie, ani nie wyskoczy z pudełka. Bylo miło, estetycznie, schludnie, kulturalnie i trochę nudno. Ale za to pogoda byla super jak na porę deszczową.
      Więc pakujemy walizy (już nadbagaż🤦‍♀️) I wynosimy się na Reunion.
      • leanne_paul_piper Re: Mauritius przereklamowany? 14.02.23, 12:49
        A Reunion wygląda dziwnie gęsto zabudowane na pierwszy rzut oka i oczywiście wszyscy tu mówią po francusku, jakby nie było innego jezyka na świecie. Jeszcze z tydzień i będę na poziomie B2😉🙃
        • mharrison Re: Mauritius przereklamowany? 16.02.23, 23:15
          Piszę, by nieco odczarować Mauritius, nie tylko dla ciebie, lecz kolejnych osób mających w planie odwiedziny tej wyspy. Trochę już widziałam i co do zasady nie posługuje się hasłami idealny, najlepszy na świecie, cud-mniód-orzeszki, raj na ziemi, druga połówka jabłka czy pomarańczy i innymi tego typu ”słowami kluczowymi”, jak np. przereklamowany..

          Byliśmy w styczniu 2023r.

          Myślę, że może niezbyt zaangażowałaś się w wybór ciekawych dla siebie/was miejscówek. Nie oceniam ( i rozumiem!!!), bo też zazwyczaj nie chcę wszystkiego wiedzieć i doczytać na sucho, a raczej zdać się na intuicję i łut szczęścia po pobieżnym przeglądziesmile I ponieść się falismile I zawsze jest jakieś hit&miss! Ale taki urok naszych wakacjismile

          My po kilku wstępach do przewodników/blogów/youtube wiedzieliśmy, że chcemy być głównie na południu i południowym zachodzie, ale i zobaczyć w przelocie całą wyspę.

          Mnie najbardziej podobała się plaża Flic Flac (z 8km długości) z widokiem na majestatyczny pagórek Le Morne na zachodzie wyspy (wiele radości dał nam tam czas spędzony na rowerach wodnych, kajakach, supach itd., na wodzie nie było prawie nikogo, a jak odpłynęliśmy ze 2-3 km od hotelu, to wysłali po nas „security boat” z zaniepokojonym rosłym czarnoskórym (coś dla ciebiesmile)) i plaża Le Morne na Południu, szeroka, (też dobre km, można by obejść Le Morne dookoła (kilka godzin), ale obecnie remontują hotel RIU i z tego powodu przejście plażą dookoła jest tam czasowo zamknięte.

          Bardzo podobała mi się też plaża Belle Mare na wschodzie (choć rzeczywiście krótka – z pół kilometra, ale przechodzi w kolejną). Za to turkusowa, lokalna, choć są i turyści z pobliskiego hotelu w 'wykopanej' dla nich „dodatkowej” plaży na leżaki, są rybacy, zostawiają na skałach rowery, takie składaki jak u nas z lat '80, na skałkach są też urokliwe hinduskie kapliczki, zestawione z surowością rozrzuconych po plaży skalistych głazach. Fajnie tamsmile

          Najpiękniej było jednak (dla nas!) w starym postkolonialnym domu na końcu „półprywatnej” wysepki Ilot Fortier, bez ruchu kołowego w sumie, z panoramicznym widokiem prawie 360 stopni. Choć niektórzy (na bookingu, bo na miejscu spotkaliśmy fajnych ludzi) też tam narzekali na jaszczurki, żaby i komarysmile Zwłaszcza w umiejscowionej na zewnątrz łazience, kocham!!! (dodatkowej do tej „normalnej”smile)) Ale hello, jesteśmy w tropikach, czy ktoś pomyślał dlaczego w hotelu za 300+ i 1000+ EUR za dobę nie ma komarów? Bo pryskają tam chemią na całego w nocy i rano. Pryskają również chociażby na lepszych, czytaj droższych, włoskich kempingach, masz nawet czasem info „schowaj jedzenie i schowaj się w domku” w określonych godzinach.

          Jednakże objechaliśmy większość wyspy, ze wszystkimi chyba plażami po drodze od Belle Mare do Balaclava i noclegiem w Trou aux Biches. Dla nas północ była 'najgorszą' częścią wyspy, przypominającą przejazd przez Władysławowo i Mielno, pełna raczej emerytowanych Francuzów, przyjeżdżających tu na 3-4 zimowe miesiące w roku. Z ofertą pizzy, kebabów itd. Ale i fajnych gateau pimiento i świetnych bakłażanów w cieście za groszesmile Choć zapewne od strony hoteli za 1000 EUR+ (za dobę, nie za tydzień!!!) może to wyglądać lepiej, ale ze wszystkimi tego konsekwencjami w postaci nowobogackich turystów wykupujących „wycieczki” po „brytyjskich” cenach.

          Tak, jest drogo, na Seszelach jest jeszcze drożejsmile
          Nie mają własnego mleka, na wyspie mają raptem kilka krów na krzyż, sprowadzają mleko w proszku z RPA i tak, jest drogie, prawdziwe od krowy, UHT z kartonu to 15PLN+ . Masło jest z RPA, Ekwadoru i Irlandii (najtańsze he he). Większość serów też jest sprowadzana z Francji (jednakże polecam wieczory na plaży w butelką wina z RPA, serem z Francji i lokalną bagietą z piekarni (nie supermarketu!),choć są francuskie piekarnie, to są one raczej … hmmm 'skromne'. Generalnie ceny w sklepach to nie są ceny dla lokalsów, nie wiem gdzie oni robią zakupy, podobno każdy ma w rodzinie 'rybaka” i nikt tam nie kupuje seafoodu w cenach turystycznychsmile Mini, naprawdę baaaardzo mini ananas, taki 1/4 'naszego” to 12zł, lichi (w sezonie!!!) po 50zł za kg, w Biedronkce widziałam po 17,99 za kgsmile))

          Ale można kupić super naleśniki od hindusów, z warzywami za 2PLN za sztukę, z łososiem/krewetkami za 3łz, „najdroższe” z ośmiornicą za 5-6zł. Do wszystkiego diablo ostre zielone chilli gratissmile Generalnie w Azji (i także quasiafrykańskich wyspach) drogie jest jedzenie importowane (sery, wina) i 'zagraniczne' (pizze, makarony włoskie, burgery amerykańskie) i hotelowe ( w „moim” hotelu fajne niewielkie krewetki to 150zł), a tanie lokalne, makarony i ryże z rybą, mięsem, ośmiornicą, krewetkami. Nieporównywalnie tańszy alkohol do Seszeli. Więcej lokalnej atmosfery, niż jedynie turystycznej. To jednak w większości hinduska wyspa. Natomiast ludzie są przemili i w porównaniu z północną Afryką, czy Azją, chcą po prostu pogadać (o dupie Maryny, o rodzinie, o „świecie”), a nie tylko coś ci sprzedać. Oprócz przypraw w Port Louis w ogóle nie chceli mi nic sprzedać, coż za ulga! Do tego ujmująca bezinteresowna uprzejmość, a nie np. chińska „służalczość”, czy balijska 'pokorność”. Do tego znajomość francuskiego i angielskiego.

          Na pewno nie zawsze sprzyjała nam pogoda (choć byliśmy już wcześniej w innych miejscach w porze rzekomo deszczowej, gdzie padało raptem godzinę dziennie), na błotnistym zejściu do wodospadu w Black River złamałam palec u ręki (bo na nim wyhamowałam). Uważacie na siebie!

          Na wyspie są i inne zjawiskowe wzniesienia/pagóry po kilkaset metrów (ale liczymy od powierzchni oceanusmile, na które można się wpinać, jednak nie jest to polecane po opadach, z czym się jednak po czasie częściowo zgadzamsad

          Reasumując, nie wierze w raje na ziemi, gdy ktoś już widział trochę, trzeba trafić w czas, upodobania, fajne miejsca (co łączy się też z wcześniejszym planowaniem, my tego często nie robimy (z różnych powodów).

          Nasze plaże nie były zupełnie zatłoczone, za to specjalnie w weekend poszliśmy na lokalne, publiczne plaże, bo słyszeliśmy, że tam wówczas zbierają się miejscowi i warto 'pogapić' się na ich styl spędzania czasu. Sama piaszczysta plaża zazwyczaj poprzedzona jest „lasem”/parkiem (obsadzonym drzewami „podobnymi” z wyglądu do naszych modrzewi (choć endemicznymi dla wschodniej Afryki, zachodniej Australii itd.), część z igieł spada na plażę, co niektórzy turyści uznają za „brudną plażę”. Te lasoparki zapewniają też cień przed palącym słońcem. I są tam ładnie i nieinwazyjnie wkomponowane parkingi. Miejscowi, w większości pochodzenia hinduskiego, ale i afrykańskiego, przychodzą całymi rodzinami ze stołami, krzesłami, jedzeniem, muzyką i tak piknikują i jedzą oraz dobrze się bawią w tych laskach przez kilka godzin. W poniedziałki i w tygodniu były już pustki!!! Może gdybym miała dostęp przez 2 tyg. jedynie do publicznych plaży, to może by mi to przeszkadzało, a może nie? W porównaniu z chociażby z Indiami, czy Tajlandią to cisza, spokój i zen.

          Lokalne plaże na Mauritiusie w weekend (a wtedy pisałaś o hałasie) to jak Semana Santa w Hiszpanii, rytuały pogrzebowe na Bali, Flores, czy Madagaskarze, ba jak boże ciało w polskich miastach, czy spęd owiec z polskich górach dla turystów zza oceanów. Czyli super!

          W życiu za to nie przyszłoby mi do głowy płacić za leżaki. Co więcej, wszystkie plaże na Mauritiusie są 'przechodnie' i 'publiczne' w tym sensie, że możesz się położyć na swoim ręczniku, czy po prostu usiąść na piasku, gdzie chcesz, plaże hotelowe nie są odgrodzone na 10m w głąb morza.

          Mnie w sumie interesuje już tylko przyroda, ciepło, dobre jedzenie i mili, nienamolni ludzie. A najlepiej ich brak, nie kręci mnie już tak kolejna świątynia buddyjska, kolejna plantacja herbaty, jakiekolwiek skakanie NA DELFINY na okrzyk, szumnie nazywane „pływaniem z delfinami” itd.


          Wart za to uwagi jest moim zdaniem ogród botaniczny z największymi liliami świata (o średnicy do 2m), lotosami, endemicznymi palmami i inną roślinnością, choć niestety zaniedbany i sprawiający wrażenie, że ostatn
          • claudel6 Re: Mauritius przereklamowany? 21.02.23, 17:45
            "nie wierze w raje na ziemi"

            e tam. ja właśnie wróciłam z raju na ziemi.
Pełna wersja