Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam

    • aurinko Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 12.02.23, 10:07
      Nie weszłam to i nie miałam z czego wychodzić. Szczęśliwie nie byłam chrzczona, żadnych komunii, bierzmowania, ślubu kościelnego. Moich dzieci też w to nie pchałam, mają jeden problem mniej.
    • mgla_jedwabna Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 12.02.23, 10:11
      Przerabiałam różne wersje: słodkopierdzenie o bozi na lekcjach religii, kucie katechizmu i trauma spowiedzi około 1 komunii, domowe wymuszone klepanie paciorków, comiesięczną spowiedź (dalszą trauma), egzaltację w wieku dojrzewania (oazy, dominikanie), intelektualne podejście z czytaniem poważnej literatury religijnej... A potem zerwanie z tym wszystkim w sumie krótkotrwałe, acz przykre. Tzn. proces odrywania był krótki i szybki, jak zerwanie plastra, jego efekt jest trwały .

      Apostazji jako takiej nie dokonałam, ponieważ nie czuję potrzeby spełniania kolejnego kościelnego rytuału. Skoro nigdy nie poteierdziłam przystąpienia oficjalnie jako osoba dorosła, nie widzę potrzeby oficjalnego występowania, zwłaszcza w procedurze przewidzianej przez KK. Dla mnie to tak, jakby mnie ktoś porwał jako dziecko, zamknął w dziwnym domu, powiedział "skoro tu jesteś, należysz do mnie i masz robić, co ci każę". Q potem dorosłam i usłyszałam "jak chcesz wyjść, to musisz spełnić kolejny rytuał, inaczej JA będę zawsze uważać, że należysz do mnie". Takiego wała, od porywacza wyszłam naciskając klamkę w drzwiach i nie oglądam się za siebie. Nie mam zamiaru tam wracać i spełniać rytuałów tylko po to, żeby zdjęto mnie ze spisu lokatorów na drzwiach. Gdyby jeszcze można było to zrobić korespondencyjnie albo zmusić porywacza, by sam zmienił spis (w końcu wykorzystuje bezprawnie moje dane). Ale państwo nie chce działać, płaszczy się przed porywaczem i jego rytuałem.
    • la_mujer75 Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 12.02.23, 10:16
      Pochodzę z takiej "średnio" religijnej rodziny. To na pewno mi pomogło.
      Ale jako małe dziecko bardzo na serio potraktowałam te wszystkie nauki. I np. w II klasie cały rok- od wrzesnia do komunii - codziennie odmawiałam cały różaniec! Rodzice byli lekko zaniepokojeni. I gdy postanowiłam wybudować sobie ołtarzyk, to postawili veto!
      Za to rok później przestałam wierzyć. Moja ukochana Babcia zaczęła chorowac, ojciec wyjechał, mama nie zwracała uwagi, co ja sobie czytam, a ja zaczełam czytać literaturę obozową. I tak mna to wstrząsneło, że zaczęłam sobie stawiac pytanie- gdzie, do cholery, jest ten bóg, który pozwala na takie rzyczy! i jakos nie trafiały o mnie argumenty, że to ludzie ludziom zgotowali taki los, etc.
      Moja Babcia umarła, a przecież tak się modliłam, aby wyzdrowiała...
      I gdy był pogrzeb (oczywiście katolicki) i byłam na tej mszy, i słuchałam księdza, to jakos dotarło do mnie, że to wszystko to jest oszustwem. Można powiedziec, że znam dokłądna datę swojego "wyzwolenia" - 2 maja 1985 roku.
      Ale jeszcze kilka lat chodziłam na religię, na msze. Nie dlatego, że rodzice mnie zmuszali. Ale dlatego, że chciałam się upewnić, że się nie mylę.
    • przepio Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 12.02.23, 11:24
      U mnie długi proces. Do kościoła nie chodziłam przesadnie, ale co jakiś czas się pojawiałam. Mąż z rodziny, która co tydzień jest w kościele. Moje dzieci chodziły do katolickiego przedszkola, ale są już bardzo dorosłe, mlodszy nie ma bierzmowania. Za to oboje mają dziewczyny, które są mocno wierzące. I nagle zaczęli chodzic do kościoła.
      Mnie w odsunieciu od kościoła pomogła partia rządząca. Nie lubię jak ktoś mi coś narzuca. Poza tym te wszystkie afery w tle.
      Nie napadam na kościół, po prostu stoję obok. Chętnie pogadam z księdzem, niektórzy potrafią sprawić, że jestem w stanie wewnętrznie się pozastanawiac nad różnymi rzeczami. Natomiast w obecnych czasach kościół nie ma już szansy być tak ważny dla tyłu ludzi co kiedyś
      • arthwen Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 12.02.23, 22:12
        Oboje? Znaczy masz córkę, która ma wierzącą dziewczynę? I nie przeszkadza im podejście KK do LGBT?
        • panna.nasturcja Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 00:56
          Raczej ma problem z gramatyką po prostu.
        • niemcyy Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 20:56
          arthwen napisał(a):

          > Oboje? Znaczy masz córkę, która ma wierzącą dziewczynę? I nie przeszkadza im po
          > dejście KK do LGBT?
          >
          Fajnie, nie? Takie zakręcone mózgi, ale to zapewne jeden z tzw. innych przypadków, a ksiunc akurat spoko i tylko niedobrzy ludzie źle mówią o kk i jakimś podejściu.
          • arthwen Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 21:48
            Prawdę powiedziawszy to obstawiam raczej to co wyżej napisała panna.nasturcja, czyli problemy z gramatyką języka ojczystego, ale kto wie, może jednak córka ma dziewczynę wink
          • yuka12 Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 14.02.23, 10:55
            Moja wierząca i praktykująca koleżanka "mnie to nie dotyczy".
    • suki-z-godzin Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 12.02.23, 11:56
      > A wy? Jak było u was?

      kurde, może wstyd się przyznać, ale nie było w tym żadnego ideolo.
      kazania nudziły mnie sakramencko.
      ostatni raz przystąpiłam do sakramentów podczas bierzmowania, w ósmej klasie, i była to też ostatnia msza, na jaką poszłam dla celebry. w liceum jeszcze uczęszczałam na religię, ale nie miałam oceny wyższej niż dopuszczający - przedmiot nie liczył się do średniej, więc miałam wylane. ku rozpaczy matki 🤡\
      nikt nie próbował mnie indoktrynować, nie rozliczał z mszy ani nic takiego - wiem, że znajomym się zdarzało, kosmos jakiś.
      w kościele zdarza mi się bywać na ślubach, ale to naprawdę rzadko, częściej na pogrzebach.
      mam podobne odczucia co do teatralności tego widowiska. śpiewy, dzwonki, klękosiady do rytmu (nie uczestniczę).
      • aandzia43 Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 12.02.23, 17:08
        Ale dlaczego wstyd się przyznać że nie było ideolo tylko obcość i obojętność?
    • eglantine Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 12.02.23, 14:47
      Moi rodzice do kościoła nigdy nie chodzili, nawet w święta, do dziś zachodzę w głowę, po co wysłali mnie na religię i do komunii. Cóż, lata osiemdziesiąte, wszystkie koleżanki i kuzynki szły, więc pewnie dlatego. W okresie okołokomunijnym wierzyłam, a przynajmniej tak mi się wydawało, taką dziecinną, ufną wiarą, ale niedługo potem zaczęłam mieć najróżniejsze wątpliwości, które roztrząsałyśmy z koleżankami... podczas niedzielnej mszy najczęściej. Śmiać mi się chce, gdy sobie przypomnę, jak w czasie kazania, ukryte za słupem, w najlepsze uprawiałyśmy naszą domorosłą antyteologię. W każdym razie przykładu z domu nie było, tzw. "osobowej relacji z bogiem" nigdy nie nawiązałam, kompletnie mi się to wszystko kupy nie trzymało i dwa czy trzy lata po komunii przestałam do kościoła i na religię chodzić, co nawet nie spotkało się w domu z żadnym protestem. Do bierzmowania już nie podeszłam, siłą rzeczy ślubu kościelnego nie mam, jeden dzieć ochrzczony, bo naciski rodziny ze strony męża, czego teraz żałuję, młodsza córka już nie. A do samej instytucji, która początkowo była mi dość obojętna, z czasem zaczęłam żywić coraz większą odrazę. W mojej bańce większość znajomych nie chce mieć z KK nic wspólnego, czego nie mogę powiedzieć o rodzinie ze strony męża. A ja się im taka czarna owca trafiłam. smile
    • jehanette Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 12.02.23, 15:13
      Szczęśliwie pochodzę z domu bardzo letniego religijnie. Mam jedną wierząca babcię ale ona nie zajmowała się zupełnie wdrażaniem w ten temat wnuków, chodzi sobie do kościoła samodzielnie i autonomicznie. Także nie był to dla mnie proces bolesny, teraz raczej wkurza mnie postawa kleru niż przeżywam wewnętrzne rozterki.
    • chrzescijanka314 Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 12.02.23, 16:20
      A ja wyszłam z Kościoła, ale wróciłam. Sam Jezus jadł z celnikami i grzesznikami.
      W Kościele jest i świętość, i grzeszność - jak w każdym człowieku. Innego Kościoła nie będzie, tak jak nie będzie innego człowieka.
      • panna.nasturcja Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 00:57
        chrzescijanka314 napisała:

        > Innego Kościoła nie będzie, tak jak nie będzie innego człowieka.

        Będzie i jest, człowiek doskonale funkcjonuje bez kościoła.
      • marta.graca Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 04:48
        Jak nie będzie innego, to kościoły zostaną puste.
      • bene_gesserit Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 06:04
        Mhm, i specjalnie zmieniłaś nicka, żeby wyznać, w co wierzysz.
        Kur właśnie zapiał trzeci raz big_grin
      • zaczarowanyogrod Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 16:20
        Ja jestem wierzącą, ale myślę że to się wszystko kiedyś skonczy. Nie wiem czy chrześcijaństwo, ale kościół katolicki upadnie na pewno.
        • chrzescijanka314 Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 22:39
          Wszystko się kiedyś skończy. Zostanie samo dobro - tak wierzę.
          Kościół w obecnym kształcie upadnie, też tak sądzę. Bo istotą Kościoła nie jest instytucja, ale wspólnota wierzących.
          • yuka12 Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 14.02.23, 10:57
            Znajomi, wierzący i praktykujący, katolicy mówią tak jak ta koleżanka "nas to nie dotyczy".
            Wspólnota? - nie sądzę.
          • marta.graca Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 14.02.23, 10:59
            Duża część wierzących ma problem nawet w spędzeniu świąt z własną rodziną, a co dopiero mówić o innych wierzących.
    • disco-ball Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 12.02.23, 16:35
      Ja chyba nigdy w żadnego boga nie wierzyłam. Nic mi się nie kleiło, pytania były totalnie zbywane.
      Potem przeczytałam Stary Testament i doszłam do wniosku, ze te wszystkie teksty o bozej miłości to straszne bzdury, bo w rzeczywistości ten bog to jakiś potwór, który bez skrupułów zabija lub każe zabijać niewinnych.
      Teraz się cieszę, ze wielu rzeczy nie rozumiałam (na przykład historie o tym, jak córki Lota bzyknely swojego ojca).
      Do komunii poszłam z cała klasa (nobocoludziepowiedza). Szlag mnie trafił, bo w prezencie dostałam głównie biżuterię - jakieś łańcuszki i kolczyki, których w życiu nie nałożyłam.
      Po komunii i chyba po rocznicy już do kościoła nie chodziłam.
      Jak byłam w liceum miałam chłopaka, którego brat był księdzem - tyle pikantnych historii ze moznaby nakręcić „kolejne 730 dni” smile
      Ślubu kościelnego nie brałam, zadne dziecko nie jest ochrzczone, wszystkie doskonale wiedza, dlaczego maja się trzymać z dala od sukienkowych.
    • awf-33 Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 12.02.23, 17:46
      Byłam bardzo wierzącym dzieckiem. Doznałam szoku, gdy podczas pierwszej spowiedzi ksiądz mnie pytał: a masz chłopca? A całowałaś się z nim? A dotykasz się TAM?

      Miałam 8 lat. uncertain
      Wzięło mnie obrzydzenie. Jako nastolatka przeczytałam książkę "Byłem ksiedzem", a potem zdając maturę z historii zaglebilam się w historie kościoła. To był gwóźdź do trumny.

      Nie dokonałam apostazji, ale postanowiłam.wtedy, że moja noga tam nie postanie.
    • samanta1010 Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 12.02.23, 19:31
      lenistwo chyba było głównym motorem do porzucenia kk. chodzenie do kościoła, spowiedzi, rachunku sumienia. analizy siebie i poszukiwania coraz lepszej wersji siebie. czytanie pisma. to jest wysiłek od strony duchowej. reflekcje nad kazaniem (tak jak sie przejedzie przez pol miasta, moznabyło posłuchac dobrych kazan). szukanie dobrych kazan.
    • berber_rock Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 12.02.23, 19:47
      Chodzilam do kosciola dopoki bylam bezmyslna mloda istota i uwazalam ze tak trzeba i ze wszyscy tak robia.

      Kiedys wreszcie nie poszlam i uslyszalam od matki "no ale co ludzie powiedzia???!!!!".
      Wtedy postanowilam pooksperymentowac i nie poszlam drugi, trzeci, dzieisaty raz. Ludzie nic nie powiedzieli, pieklo nie zamarzlo, ja mam sie dobrze.
      Za to moja matka chodzi nadal bo co ludzie powiedza. smile

      A teraz bedzie dowcip.

      Oststania jej proba naklonienia mnie do jakichs rytualow religijnych to byl moment kiedy bralam slub.
      Oswiadczylam, ze biore jedynie cywilny. Moj wybranek byl ateista. Mnie tez z kosciolem duchowo po drodze nie bylo.
      Przeszkadzalo to matce mojej matki.
      A wiec moja rodzicielka umowila wizyte u ksiedza, aby mi udowodnic, ze da sie wziac slub koscielny bedac ateista. Poszlam tam razem z nia dla beki i dowcipu.
      Ksiadz sie wysilal jak mogl, tlumaczyl i wreszcie wytlumaczyl, ze to nie szkodzi ze moj przyszly maz jest niewierzacy, bo jest na to specjalna formula, ktora pozwala taki slub wziac.
      na co ja zapytalam:
      - no dobrze, prosze PANA, a czy macie tez taka formule na wypadek, gdy obydwoje przyszli malzonkowie sa niewierzacy?

      Matula wiecej mnie po PANACH KSIEZACH nie ciagala smile
      • marta.graca Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 12.02.23, 19:55
        Świetne!
    • arthwen Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 12.02.23, 22:09
      U mnie jest tak, że rodzina była wierząca i rodzice nadal wierzący są. Natomiast i ja, i moi obaj bracia jesteśmy niewierzący.
      Byliśmy tak wychowywani, że oczywistym było, że się chodzi do kościoła w niedzielę, wszystkie święta a do tego różne nabożeństwa majowe/roraty/itp. Chodziliśmy całą rodziną (tzn w niedzielę, w tygodniu różnie), nie tak, że rodzice wysyłali tylko dzieci, a sami olewali. W podstawówce byłam lektorką w kościele, udzielałam się, pielgrzymki i inne takie. Schola nie, bo nie było, był tylko chór, ale na to mi na szczęście umiejętności wokalnie nie pozwalały. Oazy też nie było (wiejska parafia), bo pewnie rodzice też by nas wysłali. Księży mieliśmy sympatycznych i w ogóle nic mnie nigdy złego osobiscie ze strony funkcjonariuszy KK nie spotkało. Komunia standardowo, nawet ze spowiedzią nie miałam specjalnej traumy, chociaż niezbyt lubiłam, bierzmowanie w 7 klasie SP (nikt się mnie nie pytał o zdanie, ale wychowana tak jak wychowana też uważałam to za oczywiste)
      Pierwsze wątpliwości zaczęłam mieć w LO, zaczęłam mocniej drążyć i sporo czytać, również Biblię i różne opracowania, za zadawanie nieodpowiednich pytań na religii miałam 2 na świadectwie (ale wtedy do średniej się nie liczyło), nie bardzo chciałam chodzić, bo była to zwyczajna strata czasu, ale rodzice nie zgodzili się na rezygnację. Nie było też opcji, żeby nie pójść na niedzielną mszę, przynajmniej dopóki mieszkałam w domu rodzinnym, nie ważne czy byłam już pełnoletnia czy nie. Ten rytualny aspekt musiałam odbębniać natomiast światopoglądowo coraz bardziej się rozjeżdżałam z KK, ale raczej pod względem nauk społecznych i pozycji kobiety w KK, niż stricte wiary.
      Nawet jak wyjechałam na studia, to rodzice potrafili co niedzielę dzwonić z pytaniem, czy byłam w kościele. A ja jeszcze czasem chodziłam, ale przez większość czasu jednak nie. Trochę otarłam się o duszpasterstwo akademickie, ale to w zasadzie jeszcze bardziej pogłębiało moje wątpliwości i tu już doszły oprócz społecznych również kwestie teologiczne. A później nastąpił taki moment, kiedy zetknęłam się parę razy w dość krótkim czasie z tak rażącą hipokryzją (nic niezgodnego z prawem) plus udzielanie się na paru forach katolickich, na których moje pytania zostały sprawdzone do bzdur i lewackiej propagandy - i to skutecznie zabiło resztki mojej wiary. Ale cały proces trwał dobre parę lat nawet jeśli nie będę liczyć tych pierwszych wątpliwości w czasach licealnych. Przez dość długi czas miałam odruchy wpojone w dzieciństwie (żegnanie się w określonych sytuacjach itp), ale części pozbyłam się świadomie pilnując, żeby tego nie robić, a inne zwyczajnie wygasły nieużywane. W tej chwili z pamięci nawet tych popularnych modlitw czy pieśni nie byłabym już w stanie powtórzyć.
      Mój mąż też jest niewierzący (i też pochodzi z wierzącej rodziny, chociaż jego ojciec to się kościółkowy zrobił dopiero z 15 lat temu), nasze dziecko jest nieochrzczone (i było pierwszym nieochrzczonym dzieckiem w rodzinie, pierwszym nieochrzczonym prawnukiem naszych dziadków (po obu stronach)), na religię nie chodziło nawet jak było jedynym niechodzącym dzieckiem w grupie/klasie.
      Teraz bywam w kościołach co najwyżej turystycznie i czasem na ślubach czy pogrzebach (śluby rzadko, a pogrzeby jeszcze rzadziej) i to wyłącznie jako widz (tzn stoję/siedzę gdzieś z boku lub z tyłu i tylko obserwuję ceremonię). Jakoś z półtora roku temu? Dwa lata? oficjalnie klepnęłam apostazję, chociaż przez lata się wzbraniałam, ale zmotywowało mnie (parokrotnie już o tym na forum pisałam w tematach dotyczących apostazji) rzekome cierpienie funkcjonariuszy KK bolejących nad odchodzeniem owieczek wink Do tego rękę mogłam przyłożyć wink
    • kafana Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 00:22
      Że nie wierzę tak wcale ani krzty w chrześcijańska wizje świata przekonałam się po urodzeniu dziecka. No przez gardło mi nie przejdzie tłumaczenie mu świata w ten sposób.
      Czasem tylko głupio jak młody tłumaczy innym dzieciom, ze ich babcia nie siedzi z aniołkami na chmurce.
      • arthwen Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 14:57
        kafana napisała:

        > Czasem tylko głupio jak młody tłumaczy innym dzieciom, ze ich babcia nie siedzi
        > z aniołkami na chmurce.

        O, przypomniałaś mi. Myśmy mieli taką akcję w przedszkolu, że wychowawczyni młodego poprosiła o rozmowę lekko dusząc się ze śmiechu, bo młody zafascynowany tym, że ostatnio miał rtg i oglądał swój szkielet opowiadał dzieciom w grupie o tymże szkielecie i padło również, że po śmierci się będzie szkieletem. Mocno się przy tym upierał, ale jakiejś dziewczynce zmarł miesiąc wcześniej dziadek i dostała spazmów. I czy moglibyśmy delikatnie pohamować zapędy dziecięcia w krzewieniu wiedzy big_grin
    • anorektycznazdzira Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 06:54
      Tak, też chodziłam do kościoła i nawet się w to w wieku nastoletnim angażowałam. Dotarła jednak do mojej świadomości toksyczność relacji. Cały czas tłuką ludziom, jacy są grzeszni, winni, beznadziejni. Tyle razy słyszałam, że to my zabiliśmy Chrystusa (naszymi grzechami), że mamy płakać i żałować, że ogień piekielny już na nas czeka- że doszłam do wniosku, że oni są poyebani i szkodliwi.
      I się wylogowałam z tego toksycznego układu.
      Zasadniczo pozostałam osobą wierzącą w Boga/Siłę Wyższą, ale jestem przekonana, że akurat katolicy NIC nie wiedzą o tej Sile.
      • mgla_jedwabna Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 13:39
        Tak, zmam to uczucie - kiedy próbują cię wmanipulować w poczucie winy. I ta ulga, jak się nie dasz i zrozumiesz, że to z manipulatorami jest coś nie w porządku, nie z tobą.
        • anorektycznazdzira Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 14:04
          Tam jest kilka poziomów tej manipulacji. Poza tymi, które wymieniłam, jeszcze cały czas wysłuchujesz, że jak coś cię strasznego w życiu spotyka, to widocznie na to zasłużyłaś. Jak nie da się udowodnić, że zasłużyłaś, to wiedz, że cierpienie uszlachetnia i to dowód Wielkiej Boskiej Miłości, ogólnie- gdyby Bóg cię nie kochał to by cię tak nie sponiewierał bo to dla twojego dobra.
          Poyebane.
          I teraz wyższy level: może i na to nie zasłużyłaś, i może nie jesteś w stanie z tego NIC wyciągnąć a cała sprawa cię nie uszlachetni tylko złamie, ale to też super, bo cierpisz za mylyony. Ludzie są grzeszni, wiszą Bogu niezliczone przysługi że był dobry dla takich patafianów- i teraz musi KTOŚ mu za to odpłacić. I to jesteś ty!
          Poyebane do kwadratu.
          Nie wchodzę w to.
          • heca7 Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 15:50
            Jest jeszcze level master tongue_out Kiedy z twoim życiem jest coś nie tak, nie układa się w rodzinie i są choroby to prawdopodobnie wina poprzednich pokoleń, które nagrzeszyły tongue_out Czyli odpowiadasz za grzechy rodziców i dziadków tongue_out
            • zaczarowanyogrod Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 16:13
              Grzech pokoleniowy już wykreślili.
              • yuka12 Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 14.02.23, 10:50
                Wciąż silny w odłamach protestantyzmu.
            • swiezynka77 Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 16:21
              heca7 napisała:

              > Jest jeszcze level master tongue_out Kiedy z twoim życiem jest coś nie tak, nie układa
              > się w rodzinie i są choroby to prawdopodobnie wina poprzednich pokoleń, które n
              > agrzeszyły tongue_out Czyli odpowiadasz za grzechy rodziców i dziadków tongue_out
              >

              coś jak ustawienia Hellingera
          • bene_gesserit Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 16:44
            No, ja do dziś nie mogę zapomnieć, jak mi ksiądz wmawial, że jeśli cierpię, mogę to cierpienie ofiarować za dusze czyśćcowe, żeby im skrócić odsiadki. I oni będą krócej siedzieć w kotłach, i ja przybliżę się do zbawienia, więc to dobrze, że mnie coś boli. Powinnam być wdzięczna.
            • niemcyy Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 20:48
              bene_gesserit napisała:

              > No, ja do dziś nie mogę zapomnieć, jak mi ksiądz wmawial, że jeśli cierpię, mog
              > ę to cierpienie ofiarować za dusze czyśćcowe, żeby im skrócić odsiadki. I oni b
              > ędą krócej siedzieć w kotłach, i ja przybliżę się do zbawienia, więc to dobrze,
              > że mnie coś boli. Powinnam być wdzięczna.
              >
              Na niektórych to działa. Jeden mój mocno wierzący znajomy, w wieku dalekim od emerytury, nie brał środków przeciwbólowych po bardzo poważnej, acz planowanej operacji, bo "cierpienie uszlachetnia i Jezus za nas cierpiał". Zbierałam z podłogi szczękę dolną i górną, że ktoś w zasadzie/z pozoru w miarę inteligentny może mieć tak przeprany mózg.
    • natalia.nat Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 13:24
      U mnie nastąpiło to naturalnie i bezboleśnie jakoś na początku liceum. Dorosłam, dojrzałam i odrzuciłam.
    • konsta-is-me Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 15:43
      Nijak, bo nigdy nie byłam specjalnie religijna.
      Jestem ochrzczona , byłam u Komunii, ślubu w kościele akurat nie brałam.
      I moja rodzina chodziła "tak jak wszyscy" do kościoła, jak byłam mała.
      I to by było na tyle, generalnie chyba nie mam takiej potrzeby, nawet nie lubię się określać jako "wierząca" w cokolwiek albo jako ateistką/agnostyczka.Co będzie po śmierci, to będzie. Albo nie.
      Na twoim miejscu chyba bym się przerzuciła na inną religię,skoro masz aż tak wielka potrzebę nalezenia czy przestrzegania ( wiary) jakiejs.


    • deszczu_kropelka Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 18:40
      ... I jeżeli cierpienia dzieci mają dopełnić sumy cierpień, która jest niezbędna do kupienia prawdy, to z góry twierdzę, że cała ta prawda nie jest warta takiej ceny. Nie chcę wreszcie, aby matka uścisnęła kata, który zaszczuł psami jej syna! Ona nie śmie mu przebaczyć! Jeżeli chce, to niech przebaczy za siebie, niech mu przebaczy swoje wielkie macierzyńskie cierpienie, lecz nie ma prawa przebaczyć cierpienia swego dziecka, nie śmie przebaczyć oprawcy, choćby mu sama ofiara przebaczyła! A jeżeli tak, jeżeli nie śmieją przebaczyć, to gdzie ta harmonia? Czy istnieje na całym świecie istota, która by mogła i miała prawo przebaczyć? Nie chcę harmonii, nie chcę z miłości do człowieka. Chcę raczej zostać z nie pomszczonymi cierpieniami. Wolę zostać przy swoich nie pomszczonych cierpieniach, przy oburzeniu, choćbym i nie miał racji. Za drogo zresztą oceniono harmonię, tyle płacić za wejście, to nie na naszą kieszeń. Dlatego chcę jak najprędzej oddać bilet. Jeżeli jestem uczciwym człowiekiem, powinienem go oddać jak najprędzej. To właśnie czynię. Nie, Boga nie przyjmuję, tylko zwracam mu z szacunkiem bilet.
    • jammer1974 Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 13.02.23, 22:46
      Ale apostazji nie uczynilas. Wiec troche tez mozna to zaluczyc do bycia dumnie ateistycznym na forum.

      A odpowiadajac na pytanie. U mnie poszlo stosunkowo latwo. Emigracja i po krzyku.
      Ale na uroczystosciach bywam. Na komunii 2 lata temu bylam. Na pogrzebie 3 miesiace temu bylam. Na pogrzeby chodze we wszystkich obrzadkach a najczesciej ateistycznym.
    • leni6 Re: Jak wyszłam z Kościoła i nie wróciłam 14.02.23, 09:43
      Zdecydowanie bezboleśnie. U mnie w domu rodzinnym ojciec był niewierzący, a matka niby wierząca (zgodnie z własną deklaracja), ale nie praktykująca. Ja regularnie chodziłam do kościoła w okresie okolokomunijnym i nawet mi było przykro że moje koleżanki chodzą do kościoła ze swoimi rodzinami a ja sama. W gimnazjum do którego chodziłam nie było grupowego przygotowania do bierzmowania, więc do niego nie przystąpiłam chociaż na tym etapie deklarowalam że jestem wierząca. Chodziłam na religię, ale na niej wszyscy byli mile widziani, niewierzący również. Czyli na tym etapie postępowałam jak moja matka, mówiłam że wierzę w Boga, ale nic więcej w tej kwestii nie robiłam. Zmiana nastąpiła na początku liceum. Na lekcji religii usłyszałam że jeśli ktoś uznaje antykoncepcję to znaczy że nie wierzy w Boga, przemyslalam temat, stwierdziłam że ja uznaje nie tylko antykoncepcję ale też aborcję i wypisalam się z religii. Ślub wzięłam cywilny, dzieci nie ochrzcilam, nikt z bliskiej rodziny nie miał z tym problemu.
Pełna wersja