helka.na.zakrecie
12.02.23, 13:43
Jest we mnie żal, złość, a może jestem nieadekwatna i roszczeniowa?
Wysłuchałam mojego ojca, jak planuje 'podzielić" to, co po nim zostanie. I on kompletnie mnie pomija. Zostawiając wszystko mojemu przyrodniemu bratu. w ogóle nie ma mnie w jego planach, mówi, jak to brat XY będzie mógł sobie robić co zechce .I nie ma jakichkolwiek planów, myśli, że daję synowi, ale tobie też coś przypadnie.. nic, zero.. jakby mnie nie było.. a kiedy zapytałam, czy pamięta, ze ma dwoje dzieci, to sama się poczułam, jakbym była jakąś roszczeniową suką, czyhająca na jego schedę, a tak naprawdę chodzi mi o jakieś miejsce w jego głowie, myślenie
Jestem dzieckiem z pierwszego małżeństwa. Matka po rozwodzie- ojciec pił- przeprowadziła się do innego miasta ok 200 km dalej, kiedy miałam 10 lat. Wyszła drugi raz za mąż. Niedługo po tym ojciec założył drugą rodzinę, pojawił się jego upragniony syn. Nasze kontakty były, nawet nie wiem, jak opisać... neutralne? widywaliśmy się wtedy, kiedy ja przyjeżdżałam do rodzinnego miasta, ojciec nigdy do mnie nie przyjeżdżał, nawet nie tak, ze on zabierał mnie do siebie i odwoził, żeby mieć ze mną kontakt, a jedynie, kiedy ja sama przyjeżdżałam pociągiem, i tak od 10roku życia. Nigdy nie czułam jego zaangażowania w relację ze mną. a na pewno nie taka jak z bratem,- który cały czas w oczach ojca ma nieułożone życie - tzn żyje w związku nieformalnym, nie ma dzieci, a ma lat lat 35 +. i on cały czas biedny i jego trzeba zabezpieczać. najbardziej mnie dotknęło właśnie to całkowite pominięcie, jakby nie nie było.. a martwic się trzeba o młodego zdrowego faceta.. bo ja mam ułożone życie, męża, dwoje dzieci, kredyt na mieszkanie i przewleką chorobę. ale nie, to brat jest biedny., nieradzący sobie, wymagający pomocy. Rozumiem, jest z nim bardziej zżyty, bo mieszkali razem. ale na boga, nie moja wina, że moi rodzice się rozwiedli, nie moja wina, ze ojciec pił. ja nie miałam na to wpływu, gdzie zamieszkam. do tego straciłam swoje życie, szkołę, rówieśników zażyłe relacja, rodzinę. to już nigdy nie było potem takie bliskie..
Wy powiedziałybyście ojcu, co myślicie? że czujecie się pominięte? że jednak ojciec ma dwoje dzieci a nie jedno?
ze ten jego '''majątek" jest symbolem myślenia o dziecku.. czy cierpliwie wysłuchiwalibyście niepokojów ojca nt brata jak to nie je ciepłych posiłków i na starość mu to wyjdzie, albo, że jego partnerka zła, bo mu nie gotuje? Faktem, brat mieszka cały czas z ojcem w jednym mieście, ja ze swoja rodziną te 200 km dalej, ze zrozumiałych względów nie jestem zaangażowana, tak jak brat w pomaganie ojcu. więc może naprawdę moje odczucia są nieadekwatne. ale czuje taką niesprawiedliwość i nieważność, kiedy mi ojciec narzeka, jak to nie ma mu kto zakupów robić, a na pytanie czemu bratu nie powie, no to nie, bo nie.. Brat od gratyfikacji, a ja mogę przyjechać 200 km i mieszkanie mu posprzątać, bo to oczywiście rzecz kobieca i usłyszę "komplement" ,że tak jak kobieta, to nikt nie posprząta... a potem na święta ukradkiem ojciec daje brat prezent, a dla mnie nie ma nic..