geez_louise
14.02.23, 23:32
W jakie środowisko bym nie trafiała, to coraz bardziej kościółkowe towarzystwo tam siedzi. Ostatnio na szkoleniu neonatolożka - kretynka zadawała mi takie pytania, jakby ateista i małpa w cyrku to dla niej było jedno. Bojąc się ostracyzmu kosciolkowych zj.bów, trzymałam się jakoś i odpowiadałam poważnie i spokojnie, niby wybrnęłam, ale czułam się po tym okropnie. Powinnam była docisnąć, wyśmiać, doprawić porządnym przekleństwem i wyjść. A ja się tam dalej pojawiam i grzecznie uśmiecham.
Gdzie do cholery są te apostazje i inne pustoszenie kościołów, wokół mnie same msze, konferencje z bozią na ustach, rycerze maryi i spotkania alpha.