marianna211272
17.02.23, 09:53
moj partner kupuje mieszkanie na syna dla siebie robi dozywocie.Kupuje za gotowke potem zostana mu jeszcze oszczednosci i chce zeby moim wkladem do tego mieszkania bylo wyposazenie go ( zamieszkamy razem teraz mieszkamy w jego wynajmowanym ja 3 razy w tyg reszte z synami tzn opieka naprzemienna z gniazdowaniem).Jak kupi,za ok 3 lata, wprowadze sie na stale..Ja mam plus minus takie same oszczednosci ale ....
Zarabiam 2 razy mniej ,mam zobowiazania starsza mame ktorej pomagam i ktorej w przyszlosci bede oplacac albo dom opieki albo opiekunke,17 latka ktory pewnie pojdzie na studia wiec tu tez dochodza koszty,2 starszych nie licze bo juz pracuja ( chociaz srodkowy od niedawna i jeszcze mieszka z nami).Boje sie i nie chce wyprztykac z kasy kompletnie a urzadzenie chaty troche kosztuje.On siebie wiekszasc kasy ktora zarabia oszczedza. Ja oszczedzam malutko sa miesiace ze prawie nic koszty zycia i utrzymanie domu sa wysokie .Oboje mamy :ja 50 lat on 55.On twierdzi ze oprocz oszczednosci mam nieruchomosci ( 3 jedna splacam kredyt) i w razie czego moge sprzedac.Ja widze to tak nieuchomosci sa teraz pelne ( w jednej mieszka najstarszy,w drugiej moi 2 synowie w trzeciej mama ) czyli je mam ale bardziej na papierze.On twierdzi ze mozemy zebrac rachunki i bedzie widac ze to byl moj wklad ale co mi po np 10 letnich meblach np jak sie rozstaniemy czy on odpukac umrze nie maja zadnej wartosci.Jego syn ma 30 lat samodzielny.Moze ja to jakos zle widze pomozcie mi spojrzec z jego punktu widzenia .Nie ma jeszcze tego mieszkania a juz sa problemy .Jestesmy razem 4 lata