leanne_paul_piper
18.02.23, 16:28
A myślałam, że ucieknę przed nimi, jeżeli będę wystarczająco daleko

. Niestety mamy tu 4 osoby tego dramatu, które psim węchem wyczuły, że wróciłam do PL (no jedna nawet wróciła ze mną, więc trudno, aby nie zauważyła), aby atakować mnie z całą mocą.
Jest godzina ledwo po 16:00 w Wawie, a jest tak potwornie szaro, że aż odechciewa się żyć. Na Mauritiusie byłoby jeszcze piękne słońce aż do godziny 19:00, które później delikatnie, nie stanowczo, by sobie zaczęło zachodzić, ustępując miejsca księżycowi i cudownemu, ciepłemu wieczorowi. I mogłabym posiedzieć sobie na balkonie z widokiem na zatokę, z butelką rumu i co najwyżej poprzesyłać piękne zdjęcia rodzinie i znajomym królika, coby wzbudzić ich zachwyt z odrobinką zazdrości.
A tak to wróciłam i muszę się mierzyć z oczekiwaniami innych ludzi, których chyba sama wciągnęłam do tego dramatu, więc pewnie powinnam wziąć za to odpowiedzialność?!
I tak mamy tutaj następujących uczestników tej farsy, kolejność dowolna,
- fuck buddiego
- mojego małżonka
- mojego partnera
i Lieblingsmenscha,
i nie mam zielonego pojęcia, jak to tutaj poukładać.
Tzn. ja wiem, czego bym chciała, z kim jestem zawsze wyłącznie w tym momencie, w danej chwili i miejscu, a to rzadko mi się zdarza (no czasami z małżonkiem w przeszłości), ale też realistycznie wiem, że tego nie da się poukładać.
I tak sobie myślę, a jakby tak znów spakować walizki i polecieć do Kenii, z której zawsze czerpałam siłę niczym z Tary, ale to będzie ucieczka, prawda? Ale przynajmniej musiałabym mierzyć się z jednym na raz, a nie z wszystkimi. Ale boję się, że za taki numer wypier$olą mnie z roboty, jak się dowiedzą, a to są wszystko tak delikatne sprawy i naczynia połączone. No i moi folks się wku%wią konkretnie, jak się dowiedzą.
Właściwie nie wiem, czy szukam jakiejś rady, bo co tu radzić, teoretycznie mogę zatrzymać przynajmniej 3 z nich, każdego do zaspokajania innych potrzeb, ale czy to wyjdzie komukolwiek na dobre?