marusia_ogoniok_102
21.02.23, 17:57
Człowiek się obudził rano i od razu klnąć zaczął, bo raz - to jest cholernie nieprzyjemne, a dwa - wie, co to oznacza.
Otóż, moje lewe ucho postanowiło się zakorkować. Zdarzało mi się to już parę razy, na studiach - polega to na tym, że wosk, zalegający głęboko w uchu (tuż przy bębenku) zbija się w czop. No i czopuje. Człowiek głuchnie. Jak będzie grzebał patykiem, może uszkodzić błonę bębenkową.
Powodów może być wiele, u mnie tym razem był jasny - na basenie się za długo było dnia poprzedniego.
Trochę odkorkowałam, na tyle, żeby w miarę słyszeć, ale i tak dzień do dudy.
A po robocie gwóźdź programu, czyli 280 złotych polskich wydanych na płukanie... bo NFZ powiedział, że bez skierowania nie da rady, skierowanie jutro, a laryngolog - kto wie, zresztą, bez różnicy, to jest TAK IRYTUJĄCE, że nie było opcji, że nie dziś.
Czy mogłam sobie przepłukać sama? Niby tak, ale raz, że nie mam strzykawy i drugiej pary rąk, a dwa, że wolę mieć kogoś do obwinienia jak pęknie mi bębenek.
Niby przeżyję, ale trzy stówki bolą. Ulga nie do podrobienia, ale portfela nie znieczulę.
Ojojajcie