barattolina
22.02.23, 22:06
Od zeszłego piątku tak siedzę. Na urlopie.
Kotka jest po laparotomii. Zabieg odbył się w zeszłą środę (dziś mija tydzień).
Na noc zakładam jej kaftan, a na dzień kołnierz.
I tak do poniedziałku. Oby nie dłużej, bo maupa zdołała polizać ranę i ta rana mi się nie podoba.
Będę musiała jutro pojechać do weta, a to duży stres dla niej.
No i tak z nią siedzę.
Trafiła na stół z podejrzeniem zmiany nowotworowej i tak jak ją chirurg otworzył to zamknął. Musiałby wyciąć całego kota. Niestety. Pobrał tylko próbki do histo, będą za tydzień. Nie będę jej leczyć chemia jeśli ziści się najgorszy scenariusz.
Rozrywa mi serce jak pomyśle ze mógłby jej nie być.
Teraz marże jednak, aby dorwać do tego poniedziałku.
Żeby jej szwy wyciągnęli i żeby nie musiała już ubierać tego okropnego kubraczka/kołnierza.
Poproszę o kocie pufki za sukces. Potrzebujemy tego obie.