triss_merigold6
11.11.04, 15:01
Zasadniczo jest mi obojętne czy ludzie wierzą w bogów, siły sprawcze, Myszkę
Miki bądź Elvisa Presleja. Sama nie prowokowana w dyskusje na tematy
światopoglądowo-religijne raczej się nie wdaję, ten etap przeszłam gdzieś w
liceum, teraz wolę święty spokój.
Problem natomiast mam aktualny i dość delikatnej natury. O teściową chodzi...
Kobieta należy do jednego kościołów chrześcijańskich, radykalnego i z misją.
Świetnie wie, że jestem ateistką - deklarowałam i deklaruję to głośno i
wyraźnie. Ostatnio z racji tego, że jestem w końcówce ciąży, zaraz urodzę i
będzie wnuk rozmawiamy częściej tj. ona do mnie dzwoni. Przy okazji każdej
rozmowy mówi o Bogu, przywozi mi broszurki do czytania, zasypuje cytatami z
Biblii. Zaczyna się od neutralnego kontekstu, pada jakieś hasło
np. "rodzina", "dziecko" i teściowa zaczyna wywody. Do tego upiera się przy
przekonywaniu mnie, że Bóg stworzył świat i podaje stosowne cytaty.
Dotąd starałam się: przeczekać, kulturalnie zmienić temat, grzecznie odmawiać
dyskusji. G.... Nie działa. Wraca przy okazji KAŻDEJ rozmowy. Wczoraj z deka
trafił mnie szlag kiedy usłyszałam o hierarchii tj. o tym, że pan Bozia
napierw
stworzył mężczyznę, potem kobietę i żona powinna być podporządkowana mężowi.
Czujecie klimat?! Ja - po rozwodzie, drugie małżeństwo, trzydziestoletnia,
wykształcona baba, z lekką obsesją na punkcie stawiania na swoim - mam
spokojnie wysłuchiwać takich rzeczy i jeszcze być asertywna...
Mąż jest uodporniony i po prostu ignoruje a do mnie mówi "Powiedz jej sama,
że
NIE CHCESZ rozmawiać na takie tematy."
I co mam zrobić? Kobieta jest miła, stara się, nie chcę jej urazić ani być
niegrzeczna bo na to nie zasługuje. Jesteśmy z zupełnie innych bajek ale to
ani
moja ani jej wina. Przykro mi, że ma przeprany mózg i wewnętrzny przymus
kaznodziejstwa ale nie czuję się w obowiązku wysłuchiwania religijno-
dydaktycznych wywodów na każdym kroku.
Technika tzw. zdartej płyty nie działa.
Wobec kogoś innego byłabym raczej brutalna, tutaj nie chcę głównie ze względu
na męża, to jego mama i naprawdę poza tym, że jest cholernie męcząca niczego
nie mogę jej zarzucić.
I co mi poradzicie?