la_felicja
14.04.23, 20:50
Byłam na weselu. W Polsce.
Spotkałam dawno niewidzianych znajomych, ostatnio widziałam ich zaraz po studiach, łaziliśmy razem po górach.
Na stołach stało wino i wódka. Po paru godzinach, jak się towarzystwo porozłaziło trochę, usiedliśmy sobie przy stole, gadaliśmy (wesele było tak fajnie urządzone, że stoły były w pewnej odległości od orkiestry i muzyka nie była ogłuszająca) Przy drugim końcu stołu - jacyś obcy ludzie. Kelner chodził i pytał, czy czegoś nie donieść i pani z tej trzyosobowej grupki z końca stołu zapytała, czy jest jeszcze białe wino, bo się skończyło.
I ten mój znajomy straszliwie się zgorszył - że jaka ta pani niekulturalna, że upomina się o alkohol! Kilka razy powtórzył, jak go ta pani zniesmaczyła.
Mało tego - jakąś godzinę później wyszliśmy na chwilę na dwór i ta pani też tam przechodziła - a on znowu: o, to ta niekulturalna pani.
Trochę mnie to zaszokowało. Mieszkam w UK od wielu lat, może to mnie zmyliło? Tutejsze wesela są zwykle takie, że goście kupują sobie alkohol w barze. Natomiast na tych polskich weselach, na których byłam, alkoholu było mnóstwo i zawsze zostawało - poproszenie o wino nie było jakąś straszną gafą, bo ono było, tylko akurat nie doniesione.
Czy to nadal obowiązujące w Polsce, zwłaszcza na Podhalu, resztki patriarchatu? Że tylko mężczyzna ma prawo decydowac, co i ile pije kobieta - a szanująca się dama powinna ze wszystkich sił wzbraniać się przed alkoholem, w końcu po wielu namowach wychylić mały łyczek z wyraźną odrazą, zakrztusić się (jak u Putramenta) powachlować i ach nie, ach nie, ja już więcej nie mogę?
Wiem, powinnam faceta skonfrontować i zapytać, co go konkretnie tak strasznie zgorszyło. Ale nie chciałam psuć miłej pogawędki i dotarło do mnie, że właściwie to ja go wcale nie znam, ani on nie zna mnie, jego żona tak samo, w młodości oboje byli wspaniałymi towarzyszami wakacji i niech piękne wspomnienia takie pozostaną.