kropeska
16.11.04, 19:21
Postaram sie w miare krotko opisac moj problem, ktory gnebi mnie juz od paru
miesiecy. Mam siostrzenice, ma obecnie 14 lat, ja jestem 10 lat starsza. Ona
mieszka z rodzicami i rodzenstwem w Polsce, ja od 4 lat zyje i od 2 lat
studiuje za granica. Z moja siostrzenica mozna powiedziec, ze razem
dorastalysmy. Odbieralam ja z przedszkola, wspolnie spedzalysmy niedziele,
bawilysmy sie, rozmawialysmy, urlopowalysmy raz w gorach, raz nad morzem, to
u dziadkow na wsi. Odkad wyjechalam z granice, najpierw do pracy, zaczelam
zarabiac wlasne pieniadze i prowadzic wlasne zycie. Kontakty z moja siostra i
szwagrem ulegly pogorszeniu. Oszukali mnie 2 krotnie na pieniadze i czulam,
jak moja siostra stala sie w stosunku do mnie zawistna. Nieraz, niby o pol
zartem docinala )ahh co ty tam wiesz o zyciu.. tobie to latwo, tobie to
dobrze, za moich czasow z polski nie mozna bylo tak latwo wyjechac( itp..
Wiem, ze czula zal widzac moj z pozoru bzstroski styl zycia; studenckie
imprezy, adoratorzy wokol mnie, od czasu do czasu jakas podroz. Z jej
perspektywy- kobiety, ktora skonczyla technikum, w wieku 19 lat urodzila
pierwsze dziecko (przez co nastapil niezbyt upragniony slub), zyjacej w
skromnym mieszkaniu z mezem, ktory ani rozumem ani wyksztalceniem ani
cierpliwoscia w stosunku do dzieci nie grzeszy - z tej perspektywy moje zycie
wydawalo sie jej sielanka. Staralam sie ja przez dlugi czas zrozumiec; ze
jest rozgoryczona, ze jest jej pewnie ciezko. Gdy tylko przyjezdzalam do PL,
kupowalam siostrze perfumy o ktorych marzyla a na ktore nie mogla sobie
pozwolic, przywozilam slodycze, zabawki dla dzieci i rozdawalam kieszonkowe.
Dzis mysle, ze byl to blad tak sie starac o wzgledy rodziny. Szwagier nazwal
mnie "sponsorka" i jak juz wyzej wspomnialam, oszukali mnie na pieniadze (tzn
kilkakrotnie pozyczali i nie oddali do dzis) Wiedzialam, ze traktuja mnie
lekko w stylu: tej to latwo, kasy duzo ma, a nam taaak ciezko. Definitywnie
zerwalam kontakt z siostra i szwagrem, kiedy to moja pozyczona im kamere
video oddali do lombardu. To bylo dla mnie uderzenie mlotkiem w najczulszy
punkt. Pokazali w ten sposob nie tylko brak jakiegokolwiek szacunku do mnie i
mojej pracy (kamera byla naprawde moim jedynym drogim skarbem,ktory
posiadalam, nie liczac roweru). Plakalam cala noc powtarzajac w kolko: ja
mojej siostrze nigdy czegos takiego bym nie zrobila. Ba, wogole nie bylabym w
stanie komukolwiek palnac podobnego swinstwa. Kazde 2 zl czy pozyczona
ksiazke oddaje na czas. Tak wiec zdecydowalam, ze z moja siostra i szwagrem
nie bede utrzymywac wiecej kontaktow. Wracajac do tematu siostrzenicy;
wczesniej rozmawialismy, niemal uzgadnialismy, ze jak zda mature to ja jako
ciocia wspomoge ja aby takze wyjechala tu do mnie i zaczela studia. Ania
(siostzenica) caly czas cieszyla sie na ta mysl. Przez pare ostatnich
miesiecy nasz kontekt spadl wlasciwie do zera. Nie odwiedzalam juz siostry a
wiec kontakt z dziecmi ulegl zepsuciu. Ale wzielam gleboki oddech i
postanowilam, ze bede utrzymywac kontakty z Ania, bo bylysmy sobie dotad
bardzo bliskie i ze dziecko nie powinno cierpiec z powodu bledow rodzicow.
Latem byla Ania u mnie na wakacjach ok 2 tygodni. Oczywiscie ja placilam jej
podroz i wszystko inne. Wiedzialam, ze rodzice inaczej jej do mnie nie wysla.
Moj narzeczony natomiast uwazal, ze po tym wszystkim jeszcze sie niczego nie
nauczylam i jestem frajerka. Mam wiec taki problem:
JAK utrzymywac kontakt z moja siostrzenica i starac sie jej pomoc w
niedalekiej przyszlosci, aby nie dac sie wykorzystywac przez jej rodzicow a
jednoczesnie majac na uwadze, ze dla nich wydatek rzedu ok 400 zla na bilety
dla dziecka to duza suma. Nie wiem jak mam postepowac, po prostu nie wiem..
Wiem tylko, ze z siostra nie chce miec wiele wspolnego i chce zachowac
dystans. Tzn jak sie spotkamy w domu u dziadkow czy rodzicow to rozmawiamy
normalnie jakby nic, ale obie wiemy, ze przyjazni miedzy nami nie ma, i ani
ona nie moze na mnie liczyc ani ja na nia. Szwagra tymbardziej nie znosze, za
jego chamskie odzywki, za psychiczne maltretowanie corki np wyzywanie jej od
glabow i nieukow, za to ze krzywdzi moja siostre gdy np przy stole wyzywa ja
od glupich. Bo mimo zalu do niej zyczylabym siostrze wszystkiego naj.
No wiec to jeden problem.
Drugi pojawil sie pare tygodni temu. Ania liczy na to, ze jej pomoge i ze
przyjdzie mieszkac do mnie. Moj narzeczony nie jest zbyt chetny na ten
pomysl, gdyz ciagle jest przekonany, ze oni maja mnie za frajerke (fakt,
pewnie maja..) i chca wykorzystac. Rozmawialismy wiec i poradzil mi abym dala
do zrozumienia Ani, ze tez powinna dac cos od siebie, jesli chce tu
przyjechac i uzyskac wsparcie. Tak wiec mailowo uzgodnialam z Ania, ze bede
jej wysylac zadania domowe - raz w miesiacu kilka zadan, tak aby uczyla sie
jezyka, ktorym w niedalekiej przyszlosci mialaby sie poslugiwac. I tak jak do
tej pory pisalysmy maile prawie codziennie, tak po otrzymaniu zadan, najpierw
na pazdziernik, potem na listopad, Ania przestala sie odzywac. Najpierw
napisala, ze przesle odpowiedzi w weekend, potem przestala sie zupelnie
odzywac. Jeszcze wyslalam jej urodzinowa kartke onetu, tez zero reakcji. Moj
narzeczony nie byl zdziwiony, uwaza ze to bylo wiadome od poczatku, ze cala
rodzinka taka sama i licza na to, ze dostana tak jakby im sie nalezalo ale
nic od siebie nie chca dac. A ja jestem zasmucona, bo liczylam na szczere
intencje tej dziewczyny. Liczylam i wierzylam, ze faktycznie jej jakos zalezy
na tym aby stac sie samodzielna i uczyc sie tutaj. Zeraz sama nie wiem co mam
myslec. Aha, dodam, ze pisalam kilkakrotnie o tym, ze jesli jakiegos zadania
nie wie, nie zna, niech smialo zadaje pytania a ja zawsze znajde czas aby
wytlumaczyc. Niestety, jak wspomnialam, zero reakcji. Zaczelam wiec po woli
analizowac jej zachowanie na codzien. Niestety doszukalam sie tego, czego nie
chcialam widziec i sobie uzmyslowic. Ania nie byla taka nastolatka jaka i ja
bylam. Pomijajac jej mode (kolczyk w nosie, pepku, jezyku) i styl ubierania,
ktore co prawda oburzaja babcie ale ja tam przymykam oko - kazdy wiek ma
swoje prawa i zawsze zreszta mowilam ja, ze ja akceptuje i szanuje i jestem z
niej dumna, nie wazne co nosi, zauwazylam, ze krag jej zainteresowan jest jak
to nazwe "prosty". Prawie nie chodzi do bibliotek, lekcje odrabia na szybko
aby zaliczyc przedmiot, wieczory i popoludnia spedza albo z kolegam i
kolezankami na dworzu, albo w domu przed tv, jest juz mala materialistka
(byla urazona na mnie kiedy moje prezenty staly sie skromniejsze niz kiedys-
kiedy pracowalam stac mnie bylo na wiecej, teraz studiuje i zyje oszczedniej-
oczywiscie zdawalo mi sie ze sprawe wytlumaczylam i jest ok). Zauwazylam, ze
robi mase bledow ortograficznych, nie umie sie w miare porzadnie wyslowic,
kiepsko buduje zdania; pelno w jej slownictwie podworkowej gwary typu cool,
oki, fajosko itd.. Jak doszly do mnie te sygnaly, probowalam sobie wyjasnic
to sytuacja domowa; jej rodzice nigdy nie czytaja, w domu nawet nie maja
ksiazek oprocz kilku poradnikow i powiesci otrzymanych w prezencie. W jej
domu ciagle gra telewizor i generalnie rodzice bardzo klada nacisk na wzgledy
materialne. W domu nie rozmawia sie o religii, etyce, moralnosci, filozofii,
malarstwie czy chociazby bajkach dla dzieci. Rodzice jej nie wpadli na
pomysl, ze moze zapisac by swe dzieci na jakies dodatkowe kursy gry na
instrumencie czy spiewu, tanca, malowania. Dlatego ciagle tlumacze sobie, ze
skad 14-latka ma czerpac wzorce i byc nastawiona na wewnetrzny rozwoj, na
poglebianie wiedzy etc.. Okropnie mi przykro z tego powodu, ze jest jak jest.
Dlatego prosze Was o porade co powinnam zrobic w tej sytuacji a czego nie
robic. Juz momentami mam ochote zerwac kontakty. Czuje sie momentami jakbym
mieszala sie za bardzo w rodzine i jej priorytety i styl wychowania - ktore
wg mnie