soczystagruszka
31.05.24, 08:42
...żeby się nie ugiął w sprawie religii. Obok Episkopatu, świeckich katechetów do krytyki dołączyli także dyrektorzy Wydziałów Katechetycznych. Żądają przywrócenia stanu poprzedniego i wycofania się z :łączenia grup, gdy będzie za mało chetnych, wliczania ceny z religii ( i etyki, a ta wiadomo, w wielu szkołach prowadzona jest przez....katechetów, niestety,), ograniczenia liczby godzin do 1 tygodniowo oraz nieumieszczania religii na pierwszej ( zerowej) lub ostatniej godzinie.
Trzymam kciuki, żeby się nie udało.
Jestem zwolenniczką wyprowadzenia religii ze szkół.
Nie mam nic przeciwko temu, zeby ktoś kto chce uczyć o Jezusie, Maryi, itd wysyłał dziecko na religie, ale niech to robi popołudniami i we własnym zakresie. Nie na 3 lekcji między polskim a geografią, w przypadku jednej lekcji a matematyką i biologią, gdy są dwie godziny. Dla dzieci niechodzących na religię oznacza to dwie godziny dłużej w szkole.
Dlaczego na wszystkich uroczystościach szkolnych jest obecny katecheta, a wiele rozpoczyna się od mszy. Co z prawie większością niewierzących i wyznawcami innych religii? O krzyżach w szkołach już było.... ja ich nie chcę.
Rekolekcje i inne uroczystości kościelne - popołudniami. Nie kosztem zajęć szkolnych. Nadmieniam, że nie jestem przeciwniczką uroczystości choinkowych, mikołajkowych, bo to tradycja i atrakcja dla dzieci a nie , dla większości, święto, które ma wymiar religijny.
Dlaczego, gdy już toczy się bitwa o średnią ocen, ktos kto deklamuje pacierze ma być preferowany, bo stopień z religii jest wliczany do średniej.
Czy uczy się religii ( a to jest wiara) czy jest to religioznawstwo ( czyli wiedza).
I o ile nie jestem przeciwniczką nauczania religioznawstwa ( pod warunkiem, że będzie o buddyzmie, judaizmie, innych religiach chrześcijańskich, islamie, hinduizmie, sikhizmie a nawet sięgnie się po wierzenia starożytnych i wyznawców religii animistycznych i innych) o tyle mówię stanowcze nie! dla religii, klepania modlitw, narzucania poglądów, ingerencji w prywatność rodziny.
I nie przekonuje mnie argument, że mogę nie wysyłać córki na religię ( tak robię), bo są, niestety, szkoły w których nie da się odseparować od wpływu katechetów.