sakada
20.11.04, 00:33
Takie mnie dzisiaj naszły wspomnienia. Pamietam, że zawsze lubiłam dzieci.
Bardzo. Kiedy byłam jeszcze nastolatką koleżanki mamy chętnie pozostawiały mi
swoje pociechy pod opieką (kilkugodzinną góra). Ja chętnie zajmowałam się
maluszkami. Jednak zdarzały się dzieci, których nieznosiłam. Nie tylko ja (z
tego co mi wiadomo). Nie zależało to szczególnie od sposobu wychowania
dziecka. To były taki dzieci do których po prostu czuło się niechęć. Od razu.
Pamiętam 7 letnią Marzenkę - zarozumiałą, wynisołą, wszystkowiedzącą pannicę
o baaaardzo małym rozumku. Albo 6 letniego Adasia - zabierającego zabawki
innym, upartego jak wszystcy diabli histeryka. Rodzice tych maluchów byli
wspaniałymi ludźmi. Te dzieci po prostu miały w sobie coś takiego... Niewielu
było poza bliską rodziną wielbicieli tych osobników

Zastanawiam mnie dziś
skąd to się bierze? Czy wy znacie takie dzieciaki? Ja patrząc na syna nie
wyobrażam sobie jak można nie lubić dziecka. A jednak. Przypomniałam dziś
sobie, że istnieją paradoksalnie dzieci nie do zniesienia...
PS: No chyba, że nie mam racji i ze mną jest coś nie tak