brzysialinka
29.11.04, 00:06
Muszę się wyżalić, bo mamy z mężem cholernego doła!
Sprawa dotyczy moich tesciów. Otóz ostatnio pojechaliśmy do nich razem z
naszym synkiem w celu zaproszenia ich na imieninki Kubusia. W czasie wizyty i
podczas Kubusiowej zabawy teść wygrzebał z jakiejś starej graciarni samochód,
którym bawił się w dzieciństwie mój mąż(mąż w chwili obecnej ma 30 lat) i
zapytał "jakie baterie napędzają to auto?". Jakiez zdziwienie ukazało się na
twarzy mężulka, kiedy zobaczył tę swoją zabawkę sprzed dwudziestu kilku lat!!
Po krótkich oględzinach stwierdził, że w samochodzie rozlały się jakies stare
baterie i auto jest kompletnie zniszczone. W odpowiedzi na zaproszenie
rozpoczęły się lamenty, że bardzo chętnie by przyjechali, ale napewno ich
samochód nie odpali, więc Marcin stwierdził, że po pracy po nich przyjedzie i
przywiezie do nas do domu. A dziś z mężem przyjechał tylko teściu, ponieważ
teściowa podobno źle się czuła. Gdy dawał Kubusiowi prezent ZDĘBIELIŚMY Z
SZOKU!! A tym prezentem był opisany wcześniej zepsuty samochód!! Wspomnę
jeszcze, że dziadek nie zdążył się nawet rozebrać i stwierdził, że na chwilę
idzie odwiedzić sąsiada. A że ta chwila przedłużyła się do dwóch godzin,
wkurzyliśmy się i pojechaliśmy do znajomych, nie czekając na powrót
"dziadziusia".
W zasadzie nie chodzi o "prezent", bo w końcu najważniejsza jest pamięć, ale o
to, że niby przyjechał do wnuka na imieniny i zamiast pobawić się z dzieckiem,
imprezował u sąsiada!!
Uff..., ulżyło!!