yovvita
29.11.04, 09:18
Od 5 lat pracuję na zlecenia. Ma to swoje dobre i złe strony.
Złe: Zarabiam na tych zleceniach ok. 5-8 tys. rocznie. Płatności są
nieregularne i faktem jest, że gdybym miała się utrzymac z tych pieniędzy
sama, to pewnie bym ścianę gryzła.
Dobre: lubię tę pracę, zaspokaja moje ambicje, czas poświęcony na tę pracę
jest stosunkowo krótki (dobrze płacą za godzinę), mogę go dowolnie regulować.
W ten sposób organizacja mojego zycia rodzinnego nie ulega zakłóceniom. Nie
mam problemu z odebraniem czy zawiezieniem dziecka do szkoły, nie mam
problemu gdy dziecko chore.
Dodam, że przez ten czas rozglądałam się za pracą, stałą i lepiej płatną. Ale
wiecie same jak jest z pracą na rynku, choć przyznać muszę, że nie szukałam
na siłę, mąż raczej dobrze zarabia, radzimy sobie całkiem nieźle.
Moja teściowa jest księgową. Już kilka lat temu przy rodzinnych rozmowach
napomykała "a ciebie to zrobimy na księgową" "nauczę cię księgować i od razu
pracę znajdziesz", nie reagowałam, myślałam, że jak nie będę odpowiadać, to
sama zrozumie, że księgowa - to nie zawód dla mnie. Kiedyś, po którymś tam
napomknięciu powiedziałam wprost: mamo, ja się na księgową nie nadaję, nie
wyobrażam sobie siebie w takiej pracy. Sprawa ucichła na jakiś czas.
Rok temu teściowa zaproponowała mi, żebym jej pomagała w
księgowości. "Zaproponowała" to za duże słowo. Przy rodzinnym obiedzie,
stwierdziła, że jest schorowana, nie daje rady z pracą, że trzeba jej pomóc.
Oczywiście ja jej będę pomagała a przy okazji zarobię sobie parę złotych.
Zgodziłam się, właściwie nie miałam innego wyjścia.
Bomba wybuchła kilka dni temu. Otóż teściowa poinformowała mnie, że
rozmawiała z własnym pracodawcą, żeby przyjął do pracy mnie zamiast niej. Że
ona już nie daje rady, a ja przecież nie mam pracy... Będę prowadziła pełną
księgowość zakładu pod jej nadzorem. Słowa teściowej: Będziesz miała etat,
będzie ci się liczyło do stażu. No, będziesz musiała skończyć w międzyczasie
jakąś szkołę, może jakieś studia podyplomowe? No i więcej rzeczy robić niż do
tej pory... ale ja cię wszystkiego nauczę.
Dziewczyny, ja nie wiem co mam zrobić. Można powiedzieć, że w dzisiejszych
czasach praca za ok. 1000 zł wykonywana w domu (w firmie mam pojawiać się 2
razy w tygodniu na jakieś 2-3 godziny) to skarb. Tylko, że ja nie cierpię tej
pracy. Te wszystkie cyferki, słupki, salda...
Poza tym czuję się tak, jakby ktoś malutkimi kroczkami, trochę za moimi
plecami ustawiał mi życie. Poza tym, nawet jesli trafi mi się praca którą
chciałabym wykonywać, to z tej księgowości nie bardzo będę mogła zrezygnować,
bo układ jest taki, że tesciowa za swój nadzór ma dostawać także pieniadze,
więc pozbawiłabym ją źródła dochodu...
Proszę oceńcie sytuację. A może powinnam być wdzięczna teściowej za to, że
tak dba o moją karierę zawodową? Co tym wszystkim sądzicie? Co byście zrobiły
na moim miejscu?