tjoanna
08.12.04, 10:48
Na początku relacje z moją teściową były bardzo trudne. Oszczędzę Wam szczegółów, najważniejsze jest w tej chwili to, że czułam się nieakceptowana.
No i po ślubie nie wiedziałam, jak się do niej zwracać. Czekałam na jakąś propozycję, ale takowa nie nadeszła. Byłam gotowa nazywać ją "mamą" - mimo trudności, przez wzgląd na należny jej szacunek, jako matki mojego męża. Zebrałam się więc na odwagę (a wierzcie mi, była potrzebna!) i sama zainicjowałam rozmowę, w rodzaju "teraz jesteśmy rodziną itede". Usłyszałam, że to nie ma znaczenia, mogę mówić, jak mi się chce. Zgodnie z prawdą odparłam, że najłatwiej tak jak dotychczas, czyli na pani, ale czułam się fatalnie. Czułam się odrzucona, a nawet ośmieszona (może dramatyzuję, ale to był taki specyficzny, trudny dla nas wszystkich czas.)
Potem jednak z innych źródeł dowiedziałam się, że forma na "pani" moją teściową mierzi.
Od tamtej pory zwracam się do niej bezosobowo.
I jest mi z tym źle. Tym bardziej, że nasze stosunki bardzo się poprawiły i teraz jest już całkiem dobrze. Czasem traktuje mnie nawet bardziej przyjaźnie niż męża

CZUJĘ że jestem częścią rodziny.
Ale nie potrafię się przełamać i tak ni stąd ni zowąt zacząć się do niej zwracać "mamo". Na rozmowę też się raczej nie zdobędę.
Co byście zrobiły w takiej sytuacji?
Joanna