cos sie konczy... czy cos sie zacznie?

15.12.04, 10:47
przyjazn mi sie konczy. Stara studencka znajomosc. Super ludzie. Nasza
przyjzn umierala cicho i bez rozglosu. Coraz rzadsze spotkania. Jeszcze w
szpitalu mnie odwiedzili gdy lapalam hadnre w ciazy. Ale spotkania coraz
rzadsze. Priorytety coraz bardziej inne. Inne tempo zycia. Od paru dni staram
sie dodzwonic, umowic- telefon milczy. Nie podnosza sluchawki. Rozumiemze sa
zajeci, zmeczeni stawiaja dom. Ale przeciez sluchawke od kogos waznego sie
podnosi, no nie. Widocznie spadlam do drugiej ligi.
Boli, bo zaprzyjazniam sie wyjatkowow dlugo i bolesnie. mam kupe znajomosci
interetowych, do nikogo nie umiem zblizyc sie bardziej. Nie umiem wpuscic
ludzi z netu za zaslone gdzie jestem JA.
Przyjaznie holubie (mam raptem dwie). Cacam. Dbam. Inni tez dbaja.

Nie, nie napisze "nie spodziewalam sie". Spodziewalam. Od akiegos czasu w tym
przypadku dbalam tyllko ja. moj maz jak zwykle mial racje mowiaqc- odpusc
sobie. Nie umiem odpuszczac.

Tylko ze on umie zyc bez glebszych znajomosci. Ja nie. Potrzebuje ludzi,
chociaz nie bywam dusza towarzystwa. Z trudem wychodze spoza tarczy cynizmu i
sarkazmu. Nie umiem sie zwierzac. Zaprzyjaznienie kosztuje mnie drogo.

No coz...

psy szczekaja, karawana idzie dalej.
    • mami2 Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 11:01
      Wiesz Gosiu,
      a ja chyba nie mam przyjaciół. No bo nie wiem czy mamę lub siostrę można nazwać
      przyjaciółką. Tak się totalnie zatraciłam w tym pędzie donikąd, że po prostu
      umknęło mi przez palce te kilka ostatnich lat. Ludzie z których czerpałam
      radość- przyjaciele, gdzieś odjechali. No, wiem gdzie mieszkają, ale nawet ci,
      którzy są tuż obok już nimi nie są. Wiem, że to po części moja wina. I forum,
      Wasze posty, zwłaszcza na Mądrych i Samotnych dają mi dużo do myślenia. Chyba
      powinnam jednak zwolnić tempo. Tak będzie dla wszystkich najlepiej....Co do
      twojej sytuacji. Cięzko się pielęgnuje przyjaznie z dwójką, a co dopiero z
      piątką dzieci. Codzienność przytłacza. Mnie bardzo. Ale wiem ze dzieci to nie
      jedyny powód, ze większość tego co się stało z moim życiem, to moja "zasługa"...
      • mami2 Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 11:04
        Ha, jestem tak zakręcona ze napisałam na Mądrych i Samotnych zamiast
        Sympatycznychsmile Urlopie! Gdzie jestes? Mam nadzieję, że się nikt nie poczuje
        urażony....
      • neospasmina Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 11:09
        Ech, no właśnie, mnie ostatnio przygnębiają podobne sytuacje...
        ale może spróbuje Cie podnieśc na duchu mówiąc w ten sposób: czasami następuje
        nieoczekiwana reaktywacja starych przyjaźni - w innym klimacie i
        okolicznościach oczywiście, ale tez bywa fajnie;
        czasem też zdarza sie nowa przyjaźć - ja rozumiem, że cięzko się rozkręcić,
        zawierzyć, przywyknąć itp., ale nie jest powiedziane, że tylko do 30-tki
        zbiera się przyjaciół wokół siebie;
        poza tym sądzę, ze to PRAKTYCZNIE NIEMOżLIWE, żeby taka osoba jak Ty szła przez
        życie bez przyjaciół;
        poza tym ten bezśnieżny grudzień taki chandrowo-depresyjny; wszystko widac na
        szaro...
        pozdrawiam Cię wesoło i po przyjacielsku smile
        • wio_sna Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 11:26
          Doskonale rozumiem, bo mi też ubywa przyjaciół. Ja jeszcze mam nadzieję na udaną
          renimacje jednej znajomości.
          POnoć każda strata to nierozpoznana jeszcze korzyść. Pocieszam się tym, że życie
          nieczego nam nie zabiera, jeśli nie ma w zanadrzu czegoś lepszego. I tego się
          trzymam. JAk dotąd zawsze sie sprawdzało, choc czasem musiałam troche poczekać.
          Uwierz w to, a będzie Ci trochę łatwiej.
          POzdrawiam
    • xymena.l Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 11:20
      Mam ochotę napisać, że wiem, jak się czujesz, bo też przez to przeszłam. Dwa
      razy. Ale chyba tak nie napiszę, bo to TWOJE, nie MOJE odczucia. Też MIAŁAM
      przyjaciół, takich prawie od zawsze. Do czasu, kiedy nie wyszłam za mąż i nie
      urodziłam dzieci: młodszej, dwuletniej, nawet nie widzeli... Druga przyjaźń
      prysła wraz ze wspólnym biznesem. Ale zaczęło się psuć w tym samym momencie, co
      z tamtymi przyjaciółmi. Tu agonia była dłuższa. Boli jak cholera, i właściwie
      ludzie, z którymi się teraz spotykamy, to przyjaciele mojego męża. Ale to nie
      to samo, chociaż są wspaniali i po prostu SĄ. I tak pewnie zostanie, bo też nie
      umiem zaufać. Nie jest to kwestia braku czasu, nie trzeba się przecież spotykać
      często, żeby podtrzymywać przyjaźń. Są telefony, maile... Nie wiem, co się z
      nami stało. Albo nie chcę uwierzyć w to, co od dawna chodzi mi po głowie...
      Brakuje ich, ale cóż, trzeba żyć dalej.
      Trzymaj się. Po prostu.
    • melka_x Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 11:31
      Gosia,

      Smutny post, w dodatku od jednej z najsympatyczniejszych forumowiczek.Przejdę
      do konkretów:

      coraz rzadsze spotkania to -dla mnie- jeszcze nie powód do alarmu. Pielęgnuję
      kilka takich przyjaźni, z różnych powodów trudno nam się spotkać, ale są
      jeszcze telefony, maile, wiem że to nie samo, ale one sprawiają, że gdy
      wreszcie się spotykamy, mamy wrażenie jakbyśmy widzieli się wczoraj. I mimo, że
      spotykamy się naprawdę rzadko bliskość cały czas jest.

      Nie odbierają telefonów od kilku dni. Może coś się dzieje?

      Widzę, że zależy Ci na tych ludziach. Ja chyba bym spróbowała porozmawiać.
      Powiedzieć o co mam żal. Czasem niestety zaniedbujesz przyjaźń, mimo że nie
      miałaś takiego zamiaru, może z nimi jest podobnie? Jeśli i im zależy na Tobie,
      będą starali się to wyjaśnić i wyciągnąć wnioski. Jeśli nie - cóż...
      przynajmniej będziesz miała pewność, że zrobiłaś wszystko by tę przyjaźń
      zachować. Mimo naszych starań czasem tak się zdarza. Jedna z moich przyjaciółek
      zerwała ze mną kontakt po śmierci córki, po prostu nie odpowiadała na maile,
      nigdy nie oddzwoniła. Milczy od ponad roku. Wiem jak to boli. Mimo tego nadal
      wchodzę w głębokie relacje z innymi, jakoś tak wychodzi mi z rachunku, że zyski
      przeważają nad stratami, ze jdnak w większości przypadków ludzie odpowiadają
      bliskością na bliskość. A te wyjątki... jakby nie były smutne, traktuję je jako
      ryzyko związane z budowanie głębszym relacji. To oczywiście nie znaczy, że nie
      rozumiem Twojego rozgoryczenia, choć krzyżyka przed ostateczną rozmową jeszcze
      bym nie stawiała.
    • e_r_i_n Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 11:44
      Ech, znam ten ból.
      Mi też niedawno 'umarła' licealna jeszcze przyjaźń. Tez byl brak telefonow, a
      ile mozna samemu zabiegac o spotkanie? Gdy ona miala dzwonic, telefon milczal.
      Ostatnio okazalo sie, ze ta moja przyjaciolka wyszla za maz - dowiedzialam sie
      od osob trzecich, zaproszenia nie dostalam. Tymbardziej to przykre, ze ona byla
      swiadkiem na moim slubie...
      Coz, teraz na szczescie pojawily sie dwie osoby, ktore podobnie podchodza do
      zycia i z ktorymi rozmawia mi sie na kazdy temat dobrze. Mam u nich
      zrozumienie, ufam im i mysle, ze juz moge o nich powiedziec, ze to sa moje
      przyjaciolki. To jest przyjazn wypracowana i z zaangazowaniem z obu stron.
      • lucasa Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 12:11
        hej Gosiu,
        mi sie przykro zrobilo jak przeczytalam Twoj post,
        bo ja tez mam dwie Przyjaznie (a jedna to Gosia, a wlasciwie Gosik). tylko dwie
        i AZ dwie. po trzech latach za granica wcale nie mniej intensywne niz gdybym
        byla na miejscu (z jedna maile prawie codziennie, z druga rozmowy telefoniczne
        nie krotsze niz godzinne smile.
        ale: byly tez trudne okresy, taka posucha przez kilka miesiecy i totalne
        oddalenie. z tym ze ja wierze, ze jezeli to jest bratnia dusza to wrocimy do
        przyjazni - bo mimo, ze my sie zmieniamy i mamy totalnie rozne doswiadczenia
        zostaje taka podstawa na ktorej ta przyjazn byla budowana (u nas w duzym
        stopniu byla to wiara i takie same spojrzenie na podstawowe wartosci, ale poza
        tym to sporo sie roznimy).

        wiem, ze "sciezka nieuczeszczana zarasta" i jak sobie teraz odpuscisz, to potem
        bedzie to do Ciebie wracac... nie wiem, ja bym walczyla, choc wiem jak to moze
        byc zniechecajace... a szczera rozmowa - i wszystkie zale powiedziane - bardzo
        by sie Wam przydala (no tak, ale do tej rozmowy ciezko Ci doprowadzic sad(

        pozdrawiam i zycze dobrego rozwiazania w tej sprawie
        Agnieszka


    • magdomis Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 12:13
      Niepielęgnowane ścieżki zarastają....staram się tego trzymać jeśli chodzi o
      przyjaźnie i udaje mi sie je utrzymać mimo, że ludzie są na drugim końcu
      świata. Wiem, że to wszystko zależy od woli dwóch stron i jak ty się wysilasz i
      coś próbujesz , a druga strona nic to wreszcie dajesz za wygrane i to też
      przerabiałam. Co najśmieszniejsze to przyjaźń od szkolnej ławki trwająca przez
      całe studia sie sypie, a osoba mieszka na drugim końcu miasta... Zaczynają
      wychodzic pewne cechy, które przy dłuższym przebywaniu z tym człowiekiem
      przygnębiają mnie i drażnią. Dlaczego dopiero teraz to zauważam??? nie wiem.
      Spotykamy się, mamy wspólne towarzystwo ale jest to coraz płytsze i dawno ( nie
      pamietam kiedy ) nie było szczerej rozmowy, wyjaśnienia pewnych spraw które sie
      nawarstwiają przynajmniej we mnie. Nie chce mi sie i nie zależy mi już, niech
      ta druga strona tez sie postara. Teraz wzięłam ją na przetrzymanie i czekam czy
      złoży mi chociaż świąteczne życzenia...... Smutne to , że najlepiej dogadują
      sie ze sobą nasze dzieci, a nie matki - a patrzac w tył było tak dobrze -
      byłysmy młodsze było inaczej. Dzięki za taki wątek - mogłam sobie to wszystko
      napisać...
      Gorąco pozdrawiam.....
    • sowa_hu_hu Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 12:58
      chyba w pewien sposób cie rozumiem...
      mam bliską mi osobe o której niedawno pisałam post - wciąz sa miedzy nami
      nieporozumienia - nie wiem co dalej z tym będzie - czy kiedyś jej zaufam... też
      mnie to boli...
      starciłam kilka "przyjaciółek" - jedna zostawiła mnie w sposób szczególnie
      bolesny - mimo iż nie wyrządziłam jej żadnej krzywdy odwróciła sie odemnie...
      to było jeszcze w liceum - poprostu przesiadła sie z naszej ławki i nigdy do
      niej nie wróciła - mineło już wiele lat a ja wizaż ją pamiętam i czasami
      zastanawiam sie co u niej słychać...
      mam tez inne bliskie koleżanki - wciąz boje sie okreslić je przyjaciółkami...
      ale sa mi szalenie bliskie i nie wiem jak bym zyła gdyby ich nie było...
      jak pisałam z jedną z nich wciąż "walcze" i nie wiem czy kiedykolwiek sie
      dowiem czy ta "walka" sie opłacała...
      nie wiem co ci doradzić... może warto porozmawiać jesli ci sie uda dodzwonić...
      przykro mi...
    • ewaand Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 13:26
      Przeczytałam wszystkie posty i smutno mi jakoś, bo moje przyjaźnie też się
      jakoś porozsypywały. Jak często można zabiegać o spotkanie z pzyjaciółką z
      podstawówki?
      Po kilku latach udało mi się nawiązać z nią kontakt ponownie, a teraz znowu się
      nie odzywa dziś do niej zadzwonię ale tylko po to żeby oddała mi moją książkę.
      Bardzo trudno nawiązuję kontakty, przyjaciółka mówiłam tylko o tej jednej
      koleżance z ławki jeszcze z podstawówki, i dlatego rozumiem Cię.
      pozdrawiam
      Ewa
    • isma Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 13:27
      Wieczna Gosiu,
      niestety, ja to Cie chyba nie pociesze. Bo ja tak mam od dawna, a nawet
      zdazylam juz wyrobic sobie przekonanie, ze taka jest naturalna kolej rzeczy ;-
      (((. U mnie to bylo tak, ze studenckie przyjaznie zaczynaly umierac wraz z
      zenieniem sie moich serdecznych kumpli oraz wychodzeniem moich kolejnych
      przyjaciolek za maz wink)). I to bylo naturalne - oni mieli zobowiazania, ciagle
      gdzies gnali, nie mogli sie spotkac wtedy czy wtedy, bo kapali dzieci albo
      jechali z nimi na rytmike - normalna rzecz. Nie przecze, ze moglo to byc tez
      zwiazane z tym, ze zawsze lepiej dogadywalam sie z facetami wink)).

      Ale jednoczesnie - bo ja z kolei szybko nawiazuje znajomosci, mam taka "latwosc
      wiecowego polityka w sciskaniu rak", jak mowi zlosliwie moj maz - przekonalam
      sie, ze kontakty moze nie powierzchowne, ale tez i niekoniecznie takie "na
      smierc i zycie", potrafia bardzo wzbogacic. I ze mnie latwiej jest zwierzyc sie
      z jednej sprawy komus, kto mial podobne doswiadczenia do moich, a z innej -
      komus innemu, niz oplesc jak bluszcz jedna osobe, byc zazdrosnym o jej czas i
      smutnym, kiedy go nie ma dla nas.
      No, i nieustajacym moim najlepszym przyjacielem jest moj maz wink)).

      Wieczna Gosiu, trzymam za Ciebie kciuki. Nawet jesli nie powiedzie sie
      reanimacja tej znajomosci, trzymam kciuki za to, zebys znalazla radosc w innych
      wieziach wink)).
    • oluncia Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 15:26
      Czasami ludzie musza "przetrawic" etap na ktorym sa w zyciu, ja wlasnie ostatnio
      spotkalam sie z przyjaciolka ( nadal tak o niej mysle przez te wszytkie lata bez
      kontaktu) i rozumialysmy sie znowu w pol slowa, spojrzenia. Czulam sie tak
      szczesliwa, a balam sie , ze juz sie nie odnajdziemy. Znowu pewnie pomilczymy
      kilka lat ja tu ona pod Paryskim niebem i znowu spotkajac sie lub piszac do
      siebie bedw czula sie tak jakby czas sie zatrzymal a ja rozstalam sie z nia
      wczorajsmile
      Przyjazn trudno zabic, czasami tylko przysypia.
      • kasia_sapulka Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 15:51
        Ech a ja myslałam, że to tylko u mnie tak paskudnie wygląda. Wszystko sie
        rozsypało. najpierw zaczęlo sie od tego, ze rozjechaliśmy się do innych miast
        na studia, ale były jeszcze maile i telefony, myśleliśmy, ze jakoś to będzie. A
        potem doszła praca, dom, dzieci itp. I pewne sytuacje po których straciłam do
        nich zaufanie. Ja wiem że to tez moja wina że tak to sie wszystko ułozyło, ale
        może jak napisała oluncia przyjaźń tylko przysypia. Chociaż nie wiem czy uda mi
        się do nich odzyskać pełne zaufanie.
        Teraz mam fakt męża na którym zawsze moge polegać i kochaną mame, ale same
        wiecie że to nie to samo co przyjaciólki. Ale jest forum na którym można się
        wyżalic (chociaż narazie jeszcze tego nie robiłam), pogadać , pośmiać.
    • merlott Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 15:51
      no coz, chcialoby sie westchnac "zycie"...

      mam podobnie, jestem otwarta na ludzi, ale od tej otwartosci do prawdziwej
      przyjazni jeszcze dluga droga. Mam troje bliskich przyjaciol, kiedys bylo ich
      czworo. Zawsze to ja bylam strona, ktora dba o podtrzymywanie naszej przyjazni -
      to ja czesciej inicjuje telefon, list, spotkanie. Kiedys uswiadomilam to
      sobie, zrobilo mi sie przykro i wystawilam przyjazn na probe. Tez widzialam
      takie "obumieranie", mialam poczucie, ze tylko ja sie staram. Odpuscilam,
      powiedzialam sobie, ze poczekam na JEJ gest.... i nie bylo nic. minely dni,
      tygodnie, miesiace... nic. strasznie to przezylam.

      teraz zostaly mi 3 przyjaznie, w miedzyczasie rozjechalismy sie po swiecie,
      trudniej jest utrzymac kontakty. nadal ja jestem ta bardziej aktywna strona,
      widze, ze relacje nie sa tak intensywne, ale...

      juz nie wystawiam przyjazni na probe. juz akeptuje, ze tak jest. zamiast kilku
      spotkan tygodniowo kiedys i kilku telefonow, akceptuje ten 1 mail na tydzien...
      i wiem, ze to nie znaczy, ze jest gorzej. Jest inaczej. Wiem, ze to ludzie, na
      ktorych zawsze moge liczyc, ze oni moga liczyc na mnie, tylko codzienne zycie
      troszke o nich zubozalo..
    • poleczka2 Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 15:56
      Bardzo fajnie to wszystko opisałaś, gdybym miała talent pisarski to też bym o
      tym tak napisała bo to samo dzieje się z moją tzw. najlepszą przyjaciółką.
      Znamy się od podstawówki, do tej samej klasy chodziłyśmy, nasza przyjaźń?
      znajomość przetrwała śmierć jej bliskiej osoby, moje studia w innym mieście i
      wreszcie moją emigrację w dalekie kraje. W zeszłym roku będąc w Polsce po
      długiej nieobecności miałyśmy się spotkać drugi raz dzień przed moim wyjazdem i
      nie dość że nie przyszła to jeszcze nie powiadomiła mnie a potem przysłała mi
      nieuprzejmego smsa. Przez parę miesięcy się nie odzywała, potem nagle list
      znienacka, odpisałam ale już jej tak nie ufam. Chyba wypala się po mojej
      stronie, nie lubię jak mnie ludzie olewają.
      Dawno już dowiedziałam się, że tzw. przyjaciół nie można brać na serio. Moim
      najlepszym przyjacielem okazał się mój mąż, pasujemy do siebie w 110%, nigdy
      mnie nie zawiódł i zawsze dla mnie jest. I dlatego jak ta przyjaźń-znajomość
      się zakończy to nie będę ubolewać, nie można próbować ratować czegoś jeżeli
      jednej stronie tylko na tym zależy.
    • ursgmo Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 18:30

      Poczekaj może trochę, może sami zadzwonią ...........
      Ja na taki telefon nadal gdzieś tam podświadomie czekam od trzech lat sad
      Któregoś dnia postanowiłam że już nie będę tą która dba "za bardzo " o
      przyjaźń .
      Okazało się że juz nie ma przyjaźni. Nie ma przyjaźni ,czy choć koleżeństwa ,
      nie ma nawet pamięci o imieninach , urodzinach , świętach.
      I też nie powiem że się nie spodziewałam ........
      Ale bolało , boli, i bardzo mi tego kontaktu brakuje , brakuje osoby która była
      mi bliska przez wiele lat ,ale jak widac nie poznałam jej do końca.
    • yenna_m Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 19:27
      Smutne to, Gosiu.
      Trzymaj się.
      • joasiiik25 Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 19:40
        Gosiu znakomicie rozmumiem co czujesz,
        zaraz po narodzinach mojego synka moja najlepsza "psiapsiolka" nagle nie miala
        dla mnie czasu(nie zebym nalegala) ale jej zachowanie bylo conajmiej dziwne.
        Nie dzwonilam, nie prosilam...odbylysmy pare rozmow na gg, dwa spotkania
        (inicjowane przeze mnie) i nagle do mnie dotarlo,ze skonczyla sie nasza
        przyjazn. Bolalo przyznam, jeszcze boli sad najgorsze jest to,ze nie bylo
        zadnego konkretnego powodu,zeby nastapily takie radykalne zmiany w
        zachowaniu "psiapsiolki" nadal bylam ta sama dziewczyna,ale ona chyba widziala
        juz tylko zone i matke.


        Nie wiem czy kiedykolwiek nazwe kogos moja przyjaciolka (mimo iz mam kilka
        fajnych dziewczyn)uraz po straconej przyjazni jest zbyt duzy, chyba nawet w
        moim przypadku wiekszy niz jakakolwiek stracona miloscsad


        Trzymaj sie.
    • danka24 Re: cos sie konczy... czy cos sie zacznie? 15.12.04, 22:45
      Moja – jak mi się wydawało – największa przyjaźń rozwaliła się tuż po urodzeniu
      synka. Nagle! Kilkanaście razy próbowałam nawiązać kontakt, ale ... powstał
      między nami jakiś betonowy mur... Wydaje mi się, że w jakimś stopniu potrafię
      to zrozumieć... do tamtej chwili byłam bardziej dostępna (czas i % poświęcanej
      uwagi). Potem – wiadomo, dziecko odwraca uwagę... a podobno przyjaźń jest
      zazdrosna.... Zresztą na pewno i ja się zmieniłam; po urodzeniu dziecka nic już
      nie było takie, jak wcześniej; poprzestawiały mi się w głowie wszystkie
      priorytety, inaczej wiele spraw odbieram... więc może po prostu nie jestem tą
      samą osobą? Nikt się chyba nie zmienia tak całkowicie, ale może ona
      przyjaźniła się z jakąś moją „częścią”, która po urodzeniu synka wyparowała???
      Przetrwały mniej „gorące” przyjaźnie (choć to za mocne słowo) ze studiów, no i
      w czasie tych 3 lat nawiązałam parę bardzo serdecznych kontaktów. Ale nikogo aż
      tak bardzo nie dopuściłam do serca, jak tamtej przyjaciółki...
    • wieczna-gosia Jeszcze nie end nie wiem czy happy 27.12.04, 09:29
      dorwalam znajomych. Na telefon stacjonarny zreszta pozostaje mi sie tylko
      domyslac czy komorki by nie odebrali wink))
      Pogadaismy chwilke, bylo milo, umowilismy sie w tym tygodniu.
      Obiecali ze zadzwonia.
      No, zobaczymy wink))
Pełna wersja