wieczna-gosia
15.12.04, 10:47
przyjazn mi sie konczy. Stara studencka znajomosc. Super ludzie. Nasza
przyjzn umierala cicho i bez rozglosu. Coraz rzadsze spotkania. Jeszcze w
szpitalu mnie odwiedzili gdy lapalam hadnre w ciazy. Ale spotkania coraz
rzadsze. Priorytety coraz bardziej inne. Inne tempo zycia. Od paru dni staram
sie dodzwonic, umowic- telefon milczy. Nie podnosza sluchawki. Rozumiemze sa
zajeci, zmeczeni stawiaja dom. Ale przeciez sluchawke od kogos waznego sie
podnosi, no nie. Widocznie spadlam do drugiej ligi.
Boli, bo zaprzyjazniam sie wyjatkowow dlugo i bolesnie. mam kupe znajomosci
interetowych, do nikogo nie umiem zblizyc sie bardziej. Nie umiem wpuscic
ludzi z netu za zaslone gdzie jestem JA.
Przyjaznie holubie (mam raptem dwie). Cacam. Dbam. Inni tez dbaja.
Nie, nie napisze "nie spodziewalam sie". Spodziewalam. Od akiegos czasu w tym
przypadku dbalam tyllko ja. moj maz jak zwykle mial racje mowiaqc- odpusc
sobie. Nie umiem odpuszczac.
Tylko ze on umie zyc bez glebszych znajomosci. Ja nie. Potrzebuje ludzi,
chociaz nie bywam dusza towarzystwa. Z trudem wychodze spoza tarczy cynizmu i
sarkazmu. Nie umiem sie zwierzac. Zaprzyjaznienie kosztuje mnie drogo.
No coz...
psy szczekaja, karawana idzie dalej.