atlantis75
17.12.04, 09:51
Witam,
Triss zapodała wątek o urokach macierzyństwa. Nawet się dopisałam, tylko
niezbyt optymistycznie. Głupio się poczułam, czy tylko ja jestem taka
zajechana macierzyństwem?
Miesiąc temu urodziłam synka. Planowanego, wyczekiwanego, wyleżanego od 26
tc. Szczęście bez granic

Mieliśmy problemy z karmieniem piersią, mały nie
chciał ssać pomimo konsultacji w poradni laktacyjnej (pominę fakt, jak mnie
tam potraktowano, gdy usłyszano, ze dokarmiam butelką). W rezultacie karmię
butelką odciąganym pokarmem. Mieszkamy sami z mężem, nie mamy rodziny w
naszym mieście. Mój mąz pracuje od 8 do 18. Czasami jedzie w delegacje na
drugi koniec Polski. Mój dzień wygląda tak: laktator, karmienie, noszenie na
rękach, walki z kolką, laktator, karmienie... Nie musze dodawac, że spię
niewiele, a dzien zaczyna się dla mnie o 4 rano. Wykorzystując okazje, ze
synek spi lecę umyć głowę i wziąć prysznic. Śniadanie w biegu, bo zaczyna
płakać. Wstyd się przyznać, ale z ulgą czekam aż zaśnie, żeby po prostu
odpocząć, posiedzieć w necie i mieć jakąś namiastkę kontaktu z ludżmi. U
fryzjera jeszcze nie byłam, na solarium nie chodze, więc to wyzwanie odpada.
Przez ten miesiąc wyszłam z domu SAMA... 3 razy! Dostałam oczopląsu w centrum
handlowym i zchowywałam się jak pies spuszczony z łańcucha

Jestem kompletnie zajechana. Kocham synka, ale czasami marzę, by ktoś go
zabrał na jeden dzień, bym mogła się wyspać i odpocząć...

Wszytskie moje pasje poszły w kąt, nawet nie mam ochoty na czytanie, tylko
ogłupiam się serialami i babskimi pismami.
Bardzo dobry kolega napisał do mnie ostatnio maila z pytaniem co u mnie
słychać i z zastrzeżeniem, zebym napisała o sobie, a nie o synku. Odpisałam
krótko: uwsteczniam się.
Czy jest tu ktokolwiek kto czuje lub czuł się podobnie?
Atlantis