Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem?

17.12.04, 09:51
Witam,
Triss zapodała wątek o urokach macierzyństwa. Nawet się dopisałam, tylko
niezbyt optymistycznie. Głupio się poczułam, czy tylko ja jestem taka
zajechana macierzyństwem?
Miesiąc temu urodziłam synka. Planowanego, wyczekiwanego, wyleżanego od 26
tc. Szczęście bez granic smile Mieliśmy problemy z karmieniem piersią, mały nie
chciał ssać pomimo konsultacji w poradni laktacyjnej (pominę fakt, jak mnie
tam potraktowano, gdy usłyszano, ze dokarmiam butelką). W rezultacie karmię
butelką odciąganym pokarmem. Mieszkamy sami z mężem, nie mamy rodziny w
naszym mieście. Mój mąz pracuje od 8 do 18. Czasami jedzie w delegacje na
drugi koniec Polski. Mój dzień wygląda tak: laktator, karmienie, noszenie na
rękach, walki z kolką, laktator, karmienie... Nie musze dodawac, że spię
niewiele, a dzien zaczyna się dla mnie o 4 rano. Wykorzystując okazje, ze
synek spi lecę umyć głowę i wziąć prysznic. Śniadanie w biegu, bo zaczyna
płakać. Wstyd się przyznać, ale z ulgą czekam aż zaśnie, żeby po prostu
odpocząć, posiedzieć w necie i mieć jakąś namiastkę kontaktu z ludżmi. U
fryzjera jeszcze nie byłam, na solarium nie chodze, więc to wyzwanie odpada.
Przez ten miesiąc wyszłam z domu SAMA... 3 razy! Dostałam oczopląsu w centrum
handlowym i zchowywałam się jak pies spuszczony z łańcucha wink
Jestem kompletnie zajechana. Kocham synka, ale czasami marzę, by ktoś go
zabrał na jeden dzień, bym mogła się wyspać i odpocząć... uncertain
Wszytskie moje pasje poszły w kąt, nawet nie mam ochoty na czytanie, tylko
ogłupiam się serialami i babskimi pismami.
Bardzo dobry kolega napisał do mnie ostatnio maila z pytaniem co u mnie
słychać i z zastrzeżeniem, zebym napisała o sobie, a nie o synku. Odpisałam
krótko: uwsteczniam się.

Czy jest tu ktokolwiek kto czuje lub czuł się podobnie?

Atlantis
    • joasiiik25 Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 17.12.04, 09:59
      wiesz co jak moj maly mial miesiac tez czulam sie wiecznie zmeczona, mimo iz
      synek byl uczekiwany, kochaniutki i b. grzeczny
      masz prawo czuc sie wlasnie tak ale zobaczysz za kilka tyg zapomniesz o
      wszystkich ciezkich chwilach.
      Podobnie jak ty moi rodzice i tesciowie sa daleko, maz pracuje od 9 do 21 wiec
      cale dnie bylam i jestem z malym.


      pozdrawiam
    • miniakoz Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 17.12.04, 10:01
      znam! znam! moja ma juz 11m a ja czuje sie podobnie - inne problemy ale
      zmęczenie to samo.Pociesze cie- zahartujesz sie troche....Nie ma urlopu od bycia
      mamą......eh! moja obudziła sie dzis o 2:30 w nocy a ja tak sie żle od jakiegoś
      czasu czuje bardzo boli mnie żuchwa(ale to inna historia) no i musiałam ziuziać
      mała bo sie chciała bawić.Tatuś uciekł spac do drugiego pokoju.Mi sie juz nawet
      nic w tv nie chce oglądać i tylko prosze meża by mi streścił o co chodzi np w
      tych wyborach na Ukrainie.Intelektualnie jestem w epoce lodowcowejsmilePozdrawiamsmile
    • mami2 Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 17.12.04, 10:05
      Hej, to dopiero pierwszy miesiąc. Daj mu czas przywyczaić się do tego swiata.
      Wiem, że to teraz dla Ciebie zadne pocieszenie, ale z czasem będzie inaczej. Nie
      mówie, ze łatwiej, bo dziecko rośnie i problemów nie ubywa tylko zmienia się ich
      jakość. Ja pamiętam ze kiedy dzieci były całkiem malutkie, nie miałam czasu ani
      na internet, książke, czy telewizor. Były nawet dni kiedy nie miałam czasu ani
      juz zwyczajnie siły na umycie włosów. Ale to się wszystko z czasem unormuje.
      Głowa do góry. Spójrz na swojego synka. Kawał szcześcia cię spotkał. I tak o tym
      wszystkim myśl, że to najlepsze co mu mozesz teraz dac: całą siebie...smile
      A mozesz tez oczywiscie pomyslec o jakiej opiekunce, co jakis czas, na kilka
      chwil, godzine, dwie, bys mogła wyjsc się przynajmniej dotlenic.
      • zaneta21 Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 17.12.04, 10:26
        Witaj
        Czytając Twój post przypomniałam sobie siebie z przed kliku miesiecy.
        Moja ciaza była planowana upragniona itd........do puki nie okazało sie ze jest
        podwójna tu był szok....Ale prawdziwy był po urodzeniu.....i czułam sie
        dokładnie tak jak ty zamknieta ,uwiązana, nie umyta(czasami), nie
        wyspana,uwsteczniona,miałam dosc.....przypłaciłąm to depresja niestety dobrze
        ze w pore sie zorietowałam ze cos jest nie tak i szybko z tego wyszłam
        Po jakis kilku miesiącach było juz znacznie lepiej nadeszła wiosna a, dzieci
        urosły,ja zdarzyłąm sie "przyzwyczaic" do zmian itd
        Teraz dziewczynki maja 13 mc .....(jak ten czas szybko leci) ja wróciłam do
        pracy,dziewczynki nadal budza sie w nocy (raz jest lepiej raz gorzej),
        chodza,sa coraz bardziej samodzielne wiele juz potrafia z dnia na dzien coraz
        wiecej
        Powiem Ci ze zal mi tylko jednego ze ten czas tak szybko mija a dzieci tak
        szybko rosna....sama sie przekonasz
        Głowa do góry jutro bedzie lepiej!
      • kalina_p Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 17.12.04, 10:30
        Hej! Znam to... mialam podobnie! Do tego jeszcze robienie zakupow + spacery z
        psami... an szczescie w miare, jak mala rosla bylo coraz lepiej - wszedzie
        lazilam z nia, ustalil jej sie rytm jedzenia i spania i bylo duuuuuzo latwiej.
        Najgorsze mialam wlasnie poczatki, czyli jakies 2 pierwsze miesiace, potem z
        gorki. Teraz Kinga ma 7 miesiecy i znow jest gorzej, bo coraz bardziej
        absorbujaca sie staje a ja z tesknota wspominam czas, kiedy tylko jadla i spala
        na zmianesmile
        Kwestia ulozenia sobie jakos wszystkiego, tak mysle. Chodzilam z wozkiem do
        supermarketu, zeby nie zdziczec zupelnie i sobie swiata troche poogladac,
        gadalam z sasiadami o "dupie maryni" zeby sie od mowienia nie odzwyczaic,
        seriale to byla jedyna rzecz, jaka moglam ogladac, wszystkie filmy wymagajace
        odrobiny myslenia odpadaly... Uszy do gory! Bedzie lepiej!
        Chociaz teraz tez czuje, ze glupiejewink Pozyczylam ostatnio ambitna ksiazke i
        przez miesiac udalo mi sie przeczytac jakies 30 stron, niestety... zostaly
        gazety. Pozdrawiam!!!
    • milarka Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 17.12.04, 10:29
      Ja początkowo też byłam trochę zajechana, jakoś nie mogłam sobie wszystkiego
      zorganizować, ciągle albo karmiłam, albo trzymałam młodego na rękach.

      W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że długo tak nie pociągnę.

      Od tego czasu jak byłam głodna to po prostu szłam sobie zrobić kanapki - a
      młodego brałam ze sobą do kuchni na foteliku samochodowym - ja coś tam do niego
      zagadywałam, a on był zadowolony, że się coś ciekawego dzieje. Podobnie z
      różnymi innymi czynnościami -typu: wieszanie prania, prasowanie, gotowanie.
      Mniej więcej od 3 miesiąca życia młody większość dnia spędzał na rozłożonym na
      podłodze kocyku, gdzie z radością i zapamiętaniem ćwiczył różne obroty i tym
      podobne. Mogłam sobie spokojnie poczytać przy nim gazetę czy pooglądać tv.
      A i tak zawsze się cieszyłam kiedy zasnął i miałam prawdziwą chwilę spokoju.

      W drugim miesiącu życia młody miał kolki - na szęście raczej lekkie i to tylko
      popołudniami, kiedy mąż był już w domu - a pomogała nam suszarka, którą
      dmuchaliśmy młodego po brzuszku.

      Warto zorganizować sobie życie z dzieckiem tak, by dziecko było szczęśliwe, ale
      jednocześnie mama nie zajechana. Czego ci życzę.
    • wieczna-gosia Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 17.12.04, 10:38
      Przy laktatorze ksiazeczka walkmanik.
      na kolki infacol albo cos w ten desen.
      Sniadanie mlody do fotelika lulaj noga.
      Jak maz wraca- wrzuc go z synem do wanny i zapowiedz ze 15 minut ma ich nie
      byc. Na pol dziennika starczy, albo jakas kawke, albo chociaz zamkniecie oczu.
      W soboty i niedziele- spacer na godzinke z synkiem. To TWOJA godzina zapowuiedz
      ze ciebie nie ma wylacz komorke, powyleguj sie w wannie.
      Uszy do gory wink
    • wieczna-gosia o mezu 17.12.04, 10:41
      kiedy moj mi bala ze pracuje do 18 ja odpowiadam ze pracuje cala dobe bez
      urlopow i ze chetnie sie zamienie. Regularnie, zeby mu o tym przypomniec
      zostawiam go z dziecmi. Po paru godzinach jest wymeczony a przeciez ma wprawe wink
      I wtedy moja prosba sluchaj musisz go wziac na godzine bo ja juz nie moge brzmi
      ZUPELNIE inaczej.
      • kalina_p Re: o mezu 17.12.04, 10:45
        No tak, to jest racja calkowita! Ja tez tak robie... i udalo sie tak to ulozyc,
        za jak maz jest w domu to ja robie obiad a on sie mala zajmuje. Czasami wole
        podlogi myc na kolanach a on niech sobie nawet siedzi w fotelu wtedy ale Z
        KINGA!!! hehehe...Powodzenia.
        Dzieci w koncu dorastajawink
        • nanuk24 Re: o mezu 17.12.04, 22:16
          He, he, ja tez sie ciesze, jak moj slubny siedzi, ale z dzieckiem na reku. A
          wtedy maz moze tak do woli siedziecsmile, nawet i pol dnia.pzdr
    • 197575a Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 17.12.04, 10:42
      Ja Ci odpowiem z pozycji kogoś, kto ma 15 miesięczne dziecko. Miło wspominam
      teraz te czasy niemowlęce mojej córki ( a były u mnie i problemy z laktacją i
      kolki u małej itp.), bo wiedziałam wtedy jedno, że jeśli zaśnie, to nic jej nie
      zbudzi. Teraz obudzić ją może nawet moje kichnięcie. kiedyś mogłam przy niej
      odkurzać, teraz ona panicznie boi się odkurzacza, piekłam ciasta w ciągu dnia,
      teraz nie mogę, ze względu na gorącą kuchenkę.Ja zaczynam dzień np. o 4.15
      czytając Murzynka Bambo, bo mała już się wyspała i chce żeby jej czytać.
      Twoje dziecko ma dopiero miesiąc, masz prawo do zmęczenia, szczególnie , że
      jesteś z dzieckiem sama. Nie martw się,że się uwsteczniasz, może zrób sobie
      plan, np. w tym tygodniu zrobię dla sibie to i to (np. przeczytam rozdział
      książki, która czeka od miesięcy na przeczytanie), i w chwili wolnej po prostu
      to zrób.Ale od razu jak dziecko zaśnie, nie po zrobieniu kilkunastu innych
      czynności. Poczujesz, że coś zrobiłaś tylko dla siebie.
      Życzmy sobie nawzajem wytrwałości w pokonywaniu trudności.
      Ciepło pozdrawiam Ada
      Aha mnie też ostatnio zabił znajomy, który zapytał, dlaczego nie wyjeżdżamy
      gdzieś z mężem,- bo mamy dziecko i nie chcemy go komuś podrzucać - nie
      uzsteczniamy się, po prostu jesteśmy matkami i teraz jest pora na
      macierzyństwo, a znajomy jak będzie miał swoje dziecko, to sam zrozumie i
      jeszcze po radę przyjdzie w sprawach kolek.

    • martelia Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 17.12.04, 11:25
      ... byłam, dopóki nie wróciłam do pracy. Mój dzień wyglądał mniej więcej tak
      jak opisujesz : karmienie, przewijanie i chęć zrobienia wielu rzeczy podczas
      snu dzieciaczka,a w efekcie nic + totalne znużenie. Wróciłam do pracy jak Olka
      miała 5 miesięcy. Dzień jeszcze krótszy, ale w zupełnie innym wymiarze. Brak
      czasu działa niesamowicie mobilizująco. Tęsknię za cóką, ale bardziej cieszę
      się, że dzień powszedni wygląda tak jak w tej chwili : ona w żłobku, ja w
      pracy, a popołudnia i wieczory nasze. Jeśli jednak chodzi o mój rozwój
      intelektualny to na razie nie za dobrze, ponieważ nie mam siły na czytanie
      ambitnych książek, oglądanie filmów itp.
      Z tej dość krótkiej perspektywy ( Ola ma 6,5 miesiąca) najgorzej oceniam
      pierwsze 4 miesiące. U nas dużą pomocą i rozwiązaniem podstawowego problemu
      okazała się butelka.
      Będzie lepiej smile
      marta
    • burza4 Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 17.12.04, 15:47
      Atlantisku, myślę że większośc ma podobniesmile) a te, ktore nie mają - po prostu
      nie mają czasu się nad tym zastanowićsmile)

      swoją drogą ciekawe jaki byłby przyrost naturalny gdybyśmy naprawdę ŚWIADOMIE
      podejmowały decyzję o posiadaniu dzieci - razem ze wszystkimi tego
      następstwami.. bo nam się wydaje, że wiemy, a w praniu dopiero wychodzi, że
      niezupełniesmile

      jak to ujęła moja psiapsiółka "matka mnie nie uprzedzała, że przez 5 lat nie
      zjem spokojnie posiłku, nikt mnie o tym wcześniej nie mówił!!!!"

      a twoje odczucia sa jak najbardziej normalne, tyle że rzadko kto ma odwage
      mówić o tym głośno, pokutuje w nas stereotypowe myślenia, że mamy się
      bezwzględnie cieszyć i już, przyznanie się do tego, że bywa się zmęczonym
      własnym dzieckiem jest politycznie niepoprawne!
    • adsa_21 Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 17.12.04, 16:48
      a skad jestes?
      i czemu tak rzadko wychodzisz z domu?
      nie chodzisz na spacerki z maluszkiem..
      pociesze cie ze ten poczatkowy okres jest najgorszy, wkrotce wszystko sie ulozy.
      p.s A nie mozesz wyskoczyc wieczorkiem z domu? maz moze posiedziec troszke z
      dzidzusiem.
      • atlantis75 Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 17.12.04, 18:33
        Dziewczyny, dziękuję za słowa wsparcia i zrozumienie smile
        Jestem z Olsztyna. Chodze na spacery z małym, ale to tylko 20 min. (przy takiej
        pogodzie) i nie codziennie. Gdy mąż przychodzi z pracy to po prostu padam na
        twarz, cos jem i o 20 idę spać. W tym czasie mąż opiekuje się synkiem. Wstaję 3
        godziny póżniej do laktatora i na karmienie.
        Mam nadzieję, że się jakoś wdrożę, że jeszcze nie jestem "stracona dla świata"
        i że z biegiem czasu będę miała pomysły na lepszą organizacje pracy. Na razie
        jestem zmęczona i zagubiona...
        • libra.alicja Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 17.12.04, 19:00
          A moze w twojej przychodni znajdzie się miła położna, która pomoże ci w
          karmieniu, bo szkoda czasu na laktator. Skoro mleko jest, to juz połowa
          sukcesu.
        • kalina_p Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 18.12.04, 10:23
          Dobrze bedzie! Naprawde! Ulozy sie, poznasz lepiej malucha...kiedy dzidzia w
          dzien spi to tez sie poloz, sprzatanie moze poczekac pare dnismile
          Chociaz ja nie moglam w dzien spac, nie umiem...
          Pozdrawiam, trzymaj sie i pisz, co i jak!!!
        • adsa_21 Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 18.12.04, 13:35
          jeszcze troche dasz radesmile
          A tak w ogole to slicznego masz synka!
          gratulacje!
        • grzalka atlantis 18.12.04, 20:53
          A z jakiej części Olsztyna jesteś? Z Jarot może?
          • atlantis75 Re: atlantis 19.12.04, 15:42
            Z Pojezierza. Konkretnie z Pana Tadeusza smile
            • ingga Re: atlantis 19.12.04, 16:12
              Wiesz, Atlantis, jak też czułam się zajechana....
              I jeszcze dodatkowo zajeżdżałam się sama psychicznie chcąc sprostać heroicznej
              Matce-Polce wiecznie uśmiechniętej i zadowolonej z życia. Jak wychodziłam coś
              załatwić (nie odpocząć) czułam się winna, że zostawiam dziecko. Gdy teściowa
              dobrowolnie zabierała Małą na kilka godzin z moim odciągniętym mleczkiem w
              butece czułam się wyrodną matką, która gdzieś idzie zamiast zająć się
              dzieckiem....
              itd itp...
              Gdy ktoś na sekundę zajął się dzieckiem, bym mogła na spokojnie posprzątać czy
              ugotować też... czułam się winna, że powinnam wszystko zdążyć zrobić i dać
              sobie radę sama... ale cóż... Moja córka wtedy potrafiła spać tylko na spacerze
              lub w domu na rękach.....
              I zrób tu coś...
              Myślałam, tyle kobiet sobie radzi, a ja co...

              Dopiero niedawno mnie olśniło, jak urodziła bratowa i moja koleżanka.
              Wszystko zależy od dziecka + od odporności psychicznej mamy.
              Dzieci te nic nie robią tylko jedzą i śpią, i zawsze uspokaja je cycek!
              Wtedy faktycznie można coś zrobić w domu i być z siebie zadowoloną.

              Gdy mała ryczała bez powodu i niczym nie dała się uspokoić czułam się wyrodną
              matką, że nie wiem, dlaczgo płacze i nie umiem jej uspokoić.

              Pomijam fakt, że walka o karmienie piersią była horrorem, pomijam wysypkę na
              buzi (podejrzenie skazy białkowej) i moją dietę eliminacyjną.... Pomijam
              wieczne niewyspanie - mała szła spać o 23 i wstawała o 7 rano, a ja w
              międzyczasie usiłowałam coś jeszcze zrobić lub wstając na karmienie np o 4 rano
              przy okazji, że i tak nie śpię prasowałam, że przez dzień nie zdążę, taką fazę
              miałam. A co najgorsze nie umiem spać w dzień.
              A teraz mogę powiedzieć, że od 9 miesięcy się nie wyspałam, bo Mała jest dalej
              na cycku i czym starsza tym częściej się budzi.
              wink))

              I wiesz co? Wyluzowałam.
              Teraz córcia ma już 9,5 miesiąca, oprócz cycka je tez zupki i kaszki, bez
              problemu można ją z kimś zostawić (jak jest z kim) i nie katowac się laktatorem.
              I nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia!

              Raczkuje, siada, wstaje, dużo juz rozumie, potrafi pokazać jak się robi halo
              halo, gdzie jest lampa...
              Kiedyś nie cierpiałam chodzić na spacery, teraz się cieszę, że chociaż na dwie
              godzinki wyrwę się z domu i połażę sobie i odpocznę troszkę.... w międzyczasei
              zrobię jakieś zakupki lub kupię coś Małej..

              Im dziecko starsze tym łatwiej i lepiej.
              Już ma stałe pory dnia, spania, jedzenia, jest przewidywalna, potrafi pokazać o
              co jej chodzi.
              Trzeba odczekać najgorsze 3 miesiące, a potem z każdym dniem z górki.
              Chyba że się trafi dziecko-cud to wtedy wogóle luzik!!!

              Nie daj się Atlantis i nie czuj się wyrodną Matką, prawie każda z nas tak miała
              lub ma, tylko nie każda ma odwagę się do tego przyznać!!!!!
        • mal_gosia2 Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 19.12.04, 10:32
          Atlantis, my to chyba w jednakowym wieku dzieci mamy i ja z moim malcem jestem
          na spacerze codziennie około 1,5 godziny, czasem 2 razy po godzinie. I akurat
          dla mnie te spacery to czysty relaks. Może też spróbuj na dłużej wychodzić.
          Małgosia
    • kama30 Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 17.12.04, 19:23
      Cóż, taki czas w życiu nadszedł. Spójrz na to w ten sposób. I wiedz, że wiele
      kobiet oddałoby wszystko, żeby być na Twoim miejscu.
      A już mniej patetycznie - zobaczysz, z czasem się ułoży. Jak najczęściej ciepła
      kąpiel w wannie, jak już się lepiej poczujesz zacznij się gimnastykować - ruch
      potrafi zdziałać cuda z psychiką. Pozdrawiam!!
    • mamazuzika Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 17.12.04, 21:31
      rany dziewczyny !jak czytam wasze posty to dopiero widze jakiego mialam farta-moja mala po powrocie ze szpitala non stop spala- moze temu ze byla na butli-sniadanie o 7 spanko do 13 a ja razem z nia potem guganie o 15 spacer na ktorym tez spala o19 kapiel i sen do ok 2 w nocy a po butlu juz do rana ,zreszta po miesiacu zrezygnowala i z tej nocnej butli tez byla z nia sama od 8 do 20 czasem 21 ale juz przed porodem zrobilam np zapasy na miesiac obiad w zamrazalce itp bylo lato a to tez nie jest bez znaczenia ale mysle ze nie ma zlotej rady -to trzeba przeczekac a jak sie lepiej poznacie a potem zaswieci wiosenne slonce-od razu bedzie lepiej pozdrawiamy!
    • debi4 Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 18.12.04, 18:03
      Ja czuję się "zajechana" od 2,5 roku.
      Mój starszy synek ma 2,5 roku, młodszy 9 m-cy. Czasy kiedy starszy był malutki
      wspominam z utęsknieniem, spał i jadł. Potem podrósł to chodziliśmy na spacerki
      w odwiedziny do innych mam. Problemy ze zmęczeniem zaczęły się jak zaczął
      ząbkować: gorączki, wymioty, biegunki, ciągłe marudzenie i płacz z bólu. Do
      momentu aż nie wyszedł mu ostatni ząb czyli jakieś dwa m-ce temu nie
      przespałam ani jednej nocy. Młodszy śpi dobrze bo jest na butli od urodzenia -
      nie chciał cycusia, więc nikt go do tego nie zmuszał i nie robię sobie z tego
      żadnych wyrzutów. Do niego wstaję dwa razy w nocy na jedzonko.
      Mąż pracuje w innym mieście, więc widzimy się tylko w weekendy, jestem z
      dziećmi sama i jakoś sobie radzę bo nie mam innego wyjścia. Najgorzej było
      teraz bo przez 3 tygodnie obaj byli chorzy: to był dopiero koszmar.
      Czuję się uwsteczniona do granic możliwości: od dwóch lat nie byłam w kinie,
      restauracji... nie czytam książek ...
      Ale powtarzam sobie w kółko: dzieci rosną i wkrótce się wyśpię, pójdeę do kina
      i SAMA na zakupy.
      Pozdrawiam wszystkie "zajechane" mamy
    • debi4 Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 18.12.04, 20:25
      Aha, to moje szcześcia!!!

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=18700864
      • katse Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 19.12.04, 11:00
        dużo czasu zabiera i obowiązków dodaje laktator.
        pamiętam doskonale, bo od trzeciego miesiąca do końca dziewiątego odciagałam
        małej mleko bo tez nie chciała jeść
        miałam wrażenie, że peirwsze trzy miesiące odciągania nie robie nic innego,
        tylko odciągam (8 razy na dobre po pól godziny dawało aż 4 godziny, jak
        odciągałam tylko cztery razy - to był już luzik)

        ja olewałam dom, sprzątanie, gotowałam raz na trzy dni gar czegoś co i ja jako
        karmiąca mogłam jeść, mój mąż solidarnie wcinał rosoły z indyka ze mną.
        Jak zabrał mała na spacer (a na początku bardz się bał z nią wychodzic)
        gotowałam coś lepszego.

        Słuchaj to mija i tak koło 13-15 miesiąca jak dziecie dobrze chodzi i już się
        nie przewraca i zaczyna rozumieć słowo nie wolno - wszystko wraca do normy.
        ja teraz z mała chodze do centrum handlowego, do koleżanek,we dwie sobie
        chodzimy do róznych pizzerii, knajpeczek. a jeszcze chwila i zaczniemy do
        teatrzyków lalkowych, a jeszcze chwil ai mala na pol dnie pojdzie sobie w swoj
        swiat - przedszkolaczka

        taa

        a ja pewnie wtedy od nowa w pieluchysmile)

        K
    • cannabisek Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 19.12.04, 10:56
      Ja jestem zmęczona od prawie 6 miesięcy i końca nie widać-jest jeszcze gorzej
      niż było, bo wróciłam do pracy. Jestem zajechana jak koń, nawet nie chce mi
      się nóg ogolićsmile Jak tak dalej pójdzie to będę wyglądała jak goryl. Jestem
      egoiską ale czasami zmęczenie bierze górę i wymiękam. Dobrze, że maluszki tak
      słodko się uśmiechają, bo gdyby nie uśmiech Mateuszka to nie wiem co by to było.
      Chaciałabym żyć tak beztrosko jak on: siedzieć sobie np. w nosidełku i robić
      kupę w majty-idę go przewinąć, bo zaczyna tak śmierdzieć, że ho ho.Pozdrawiam.
      wiola
      • martelia1 Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 19.12.04, 11:47
        Noo, ja jestemsmile
        Od 3 lat, starszy ma prawie 3 latka, a mlodsza ma 17 mies.
        Nie chodze do kina, nie wychodze nigdzie z mężem, w ciagu 3 lat tylko jeden, jedyny raz pojechalam gdzies sama na 2 dni(to byla jedyna noc, ktora przespalam sama, i nie musialam rano wstawac i zajmowac sie dziecmi).
        Ale ogólnie zajechana jestem totalnie, zmęczona, zniechęcona do działania, zmuszam sie by wstać rano z łożka, nic mi sie nie chce, nic nie mobilizuje, dol, dol, dol. Działam mechanicznie jak robot, w nocy wstaję jak maszyna, przytulam córeczkę, noszę, wstaje rano bez radości, ide do sklepu, wynosze smieci, robie śniadanie, bawię się z dziećmi.
        Mam takie wspaniałe dzieci, przeciez powinnam być szczęsliwa, bo tak ich pragnęłam, tak na nie czekałam...
        Ale jestem jeszcze ja, ja, które też ma swoje potrzeby, które ma prawo cos chciec, ale... może kiedyś...
        Duzo z siebie daje jako matka, chce zeby to zaoowocowało w przyszłości, i to mnie trzyma przy życiu, fakt, że kiedyś dzieciaki podrosną, i bedzie troche lżej. Z utęsknieniem czekam aż poślę dzieci do przedszkola, bo planuję za 2 lata.
        Może wtedy odżyję, znajdę pracę, poczuje, że jestem doceniana, że ktoś mnie zauważa, że moge coś zrobić dla siebie.
        Interesuję się trochę grafiką komputerową, zrobiłam już nawet pewnien projekt programu, którego nie mam czasu przemyśleć, zakończyć, a bardzo bym chciała.
        Nie potrafie jednak nic wymyślić, co wcześniej mi przychopdziło łatwiej, teraz czuję się pusta, drewniana, nie moge nic stworzyć, zrobić niczego z pasją, bo jestem właśnie ZAJECHANA MACIERZYŃSTWEM.
        Zyczę Ci powodzenia, trzymaj się, wychodź często na spacery, do sklepu z dzieckim, na zakupy (jak mialam tylko jedno dziecko wszedzie z nim chodziłam mieliśmy z tego frajdę i ja i mały, teraz z dwoma maluchami wybrac sie jest o wile ciężej).
        Pozdr.
        Marta
        • marianka15 Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 19.12.04, 15:14
          Dziewczyny,
          kiedyś moja mama powiedziała mądrą rzecz: aby utrzymać równowagę psychiczną,
          trzeba co jakiś czas odpocząć od dziecka, choć przez godzinę.

          I tak właśnie próbowałam czynić, choć trudno było podrzucić małą znajomym,
          komukolwiek. Ale kiedy tylko pojawiałam się z nią u mojej mamy, mieszkającej
          kilkadziesiąt kilometrów dalej - zostawiałam dziecko na 2 godziny i biegałam po
          sklepach. Niewiele kupowałam, bo z pieniędzmi było krucho, ale choć przez
          chwilę chciałam mieć namiastkę, że jestem wolna, żyję wśród ludzi! A po tych
          magicznych dwóch godzinach wracałam do domu pędem na kolejne karmienie piersią.
          Bardzo potrzebowałam takich chwil. Potrafiłam raz w miesiącu tłuc się autobusem
          z niemowlakiem, z wielką torbą, wózkiem, kiedy nikt nawet mi nie chciał pomóc
          wynieść tego bagażu z autobusu - aby tylko mieć przez 2-3 dni kilka magicznych
          godzin biegania po sklepach bez dziecka...

          Dzisiaj moja córcia ma prawie cztery latka, ale zawsze pamiętam o tej potrzebie
          chwilowego odpoczynku. Odpoczywam od niej w pracy, ona ode mnie w przedszkolu.
          I jest między nami dobrze. Zauważyłam, że kiedy odpoczywamy od siebie,
          przynajmniej ja od niej, jestem wówczas dla dziecka lepsza, spokojniejsza,
          nigdy nie podnoszę głosu, nie denerwuję się zbyt szybko. Mam po prostu więcej
          cierpliwości.
          A to dlatego, że przestałam się wstydzić, że potrzebny mi jest odpoczynek od
          dziecka, że nie potrafię być matką radośnie opiekującą się maluchem przez 24
          godziny na dobę.
    • grazy Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 20.12.04, 15:26
      Atlantis!
      Ja wprawdzie zajechana jestem niespecjalnie, ale pozwolę sobie się wymądrzyć,
      bo bardzo trzymam za Ciebie kciuki. Dawno temu miałyśmy jakieś sympatyczne
      spotkanie na forum, choć nie pamiętam na jakim wątku. Otóż stanowczo upieram
      się, że młode mamy wcale się nie uwsteczniają. Od początku przecież wiadomo, że
      dziecko jest absorbujące i czasu na cokolwiek innego będzie niewiele. Po prostu
      ten czas, kiedy ma się maleńkie dziecko, jest dla tego dziecka, dla naszego
      wzajemnego poznania się, a nie dla książek. Pomyśl o swoich bezdzietnych
      znajomych: mają owszem rozliczne życiowe doświadczenia, w tym czytanie
      ambitnych książek, ale nie mają z pewnością takiego, jakie Ty już masz. Jesteś
      w stosunku do nich o wielki kawał doświadczenia do przodu, nie odwrotnie. A
      książki czytałaś i jeszcze poczytasz. Przecież my wszystkie tutaj, które
      próbujemy Ci doradzić albo podnieść na duchu, nie dlatego jesteśmy
      takie „mądre”, że przeczytałyśmy kupę książek i nic nie robimy tylko się
      rozwijamy intelektualnie. Jesteśmy takie mądre tylko dlatego, że same
      przeszłyśmy przez to co Ty. Kiedy sobie czytam posty różnych mam, to utwierdzam
      się w przekonaniu, że jak zawsze miałam z moim syneczkiem więcej szczęścia niż
      rozumu. Na początku godzinami spał, a ja czytałam te ambitne książki (nie mam
      telewizora, więc jest mi łatwiej J) i czekałam kiedy się obudzi i będę się
      mogła nim „pobawić”. A i tak dopiero po jakimś czasie wpadłam na to, że nie
      muszę leżeć (wszystko na leżąco, bo tyłek bolał) na rozwalonym barłogu, mogę
      zaścielić łóżko i leżeć sobie z syneczkiem kulturalnie, a śniadanie i tak
      zdarzało mi się jest o trzynastej. Dzisiaj wiem, że to kwestia zorganizowania
      się, co nie jest łatwe w tak zmienionej sytuacji. Na pewno też było mi łatwiej
      dlatego, że jestem bardzo spokojny człowiek. Nie nosi mnie, nie przeszkadza mi
      bałagan (no, do pewnej wartości krytycznej), nie spieszy mi się. Po prostu
      przyglądałam się temu, co się dzieje i wiedziałam, że w końcu wyklaruje się z
      tego jakiś rytm.
      I jeszcze spacery. Któraś z dziewczyn już o tym pisała. Może po prostu nie
      możesz albo nie lubisz spacerować dłużej, ale dla mnie spacery były od początku
      samą przyjemnością. Od początku włóczyliśmy się z synkiem i psem po dwie
      godziny. Pamiętam, że ledwo pchałam wózek przez śnieg, śnieg sypał, ja coraz
      szczelniej obtykałam synka, a on spał jak zabity. No, ale ja jestem z tych
      chodzących, zanim pojawił się synek łaziłyśmy dużo z psiną.
      Obejrzałam też zdjęcia Twojego syneczka i wzruszyłam się, bo mój też urodził
      się 17 listopada, tyle że rok wcześniej. I jeszcze to wychodzenie z domu: ja
      też wyszłam z domu sama ze trzy razy, na basen. No może z pięć, ale w ciągu
      trzynastu miesięcy! Więc może i jestem zajechana... Ale ja nie czuję takiej
      potrzeby, więc znów mam łatwiej. W każdym razie myślę o Tobie i Syneczku
      ciepło. grazy
    • triss_merigold6 No dobra Atlantis :)) 20.12.04, 16:26
      Żeby Cię nie dołować napiszę mniej optymistycznie:
      - nie zawsze jest świetnie: jeśli junior obudzi mnie nad ranem to reszta dnia z
      głowy. Nocne pobudki - ok. ale błagam nie rano! jestem niewyspana, wściekła i
      ogólnie wszystko robię 3x wolniej

      - kiedy po tygodniu spędzonym wyłącznie w domu po szpitalu w końcu wyszłam (bo
      mój tata został na 40 minut z wnukiem) to osiedlowy bazarek wydawał mi się
      szalenie atrakcyjnym miejscem. Równie atrakcyjne wydają mi się obecnie centra
      handlowe - tyle ludzi! ubranych nie w dresy lub podomki! ile ciekawych rzeczy
      niezwiązanych z dzieckiem! Dotąd galerii rozmaitych nie znosiłam... DDD.

      - dochodzi mi tzw. psi obowiązek - w ciągu dnia czasem muszę go wyprowadzić.
      Wyjście z wózkiem (znoszonym na 2 raty) i psem jest u mnie technicznie
      niemożliwe, przynajmniej na razie. No to aż synek porządnie zaśnie i wychodzę
      na 15 minut biegiem i w stresie maksymalnym.

      - kontakt z ludźmi telefoniczny głównie, czasem ktoś zajrzy ale znajomi w
      większości normalnie pracują a wieczorem jestem teraz mało towarzysko
      nastawiona.
      - na długo wyszłam RAZ - na imprezę do sporej grupy singli (mąż sam mnie
      wypchnął: idź, bo cały czas tak siedzisz w domu, jak bym zwariował - to
      poszłam). Cieszyło mnie to wyjście jakieś dwa tygodnie. Wytańczyłam się,
      rozmawiałam o wszystkim oprócz dziecięcych tematów, wprawiłam w stan "po
      spożyciu" i wróciłam o 3 rano. Mąż miał sajgon bo dziecię nie chciało zasnąć
      bez mamy. Czuję, że następną imprezę będę miała... pewnie za parę lat.

      - kino? knajpa? Zapomnij. Nie mamy z kim zostawić synka wieczorem. W weekend
      wspólne wyjście to cała logistyka - spakować cały majdan, odwieźć do teściowej,
      wrócic na czas do domu bo pies - wszystko biegiem więc przyjemność średnia.
      Razem byliśmy tak raz w centrum handlowym po świąteczne zakupy.

      Mam o tyle nieźle, że mąż pracuje do 16 i o 17 jest w domu. Żadnych wyjazdów,
      żadnych zarwanych weekendów. Wieczorem dziecię bawi, przewija, kąpie, karmi
      mąż - ja muszę odpocząć. Czasu dla siebie mamy tyle co późnym wieczorem czyli
      niewiele. Gdyby wracał o 20 to albo by musiał zmienić pracę albo bym chyba
      oszalała.
      Synek jest spokojniutki i mało płacze (o ile mogę mieć porównanie z netowymi
      opowieściami) ale i tak pochłania 4/5 czasu.

      Czy wiedziałam, że tak będzie? I tak i nie. Co innego czytać czyjeś zwierzenia
      co innego doświadczyć osobiście. Nastawiłam się, że teraz moje życie będzie
      wyglądało inaczej i zdziwiona nie jestem tylko czasem zmęczona i poirytowana.
    • beta7 Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 20.12.04, 17:42
      No jasne że tak było.Ale wydaje się że już tak dawno. Na początku czasu nie
      było na nic a teraz gdy mała ma 5 miesięcy wszystko nabrało porządku i
      przewidywalności.Można więc zaplanowac sobie dzień.Na szczęscie moje dziecko
      śpi w ciągu dnia 3-4h i jeśli jestem w domu a nie na spacerze można dużo
      zdziałać.Dodam,że też z korzyścią dla dziecka, które śpi na tarasie.
      A jeśli chodzi o wyjścia to odpadły mi tylko nocne balangi i to z mojej
      winy.Mogłabym ale po co jeśli matka karmiąca jest na odwyku.
      Jeśli mamy są mobilne chyba łatwiej sobie radzą bo grunt to nie zamykać się w
      domu.
      Ja mam kontakt z przyjaciółkami bo albo ja jestem u nich(oczywiście z dzieckiem)
      albo one u mnie.Nawet częściej się teraz widujemy.
      Tak,że nie martw się kiedyś wszystko wróci do normy i będziesz czerpać korzyści
      z uroków macierzyństwa.Ale to może potrwać jeszcze trochę.
      Pozdrawiam wszystkie mamy "zajechane macierzyństwem".Beata.
    • agachrzanowsky Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 20.12.04, 21:38
      Witaj,
      a ja się dopiszę jako "zajechana" macierzyństwem.
      Jestem mamą 6 letniego synka i 11 miesięcznej córci. Czekałam na córkę sześć
      lat, a tak naprawdę to chyba całe życie.
      Synek "odchowany", samodzielny, można by powiedzieć pełen "luz", ja pracująca,
      studiująca, zabiegana ale czas dla synka no i męża miałam zawsze.
      Cała ciąża w domku, szczęśliwe rozwiązanie no i jest upragniona kruszyna.
      Od samego początku kolki i tak od rana do wieczora na rękach, mąż w pracy po 12-
      14 godzin a synek pytający nieśmiało "... mama czy będzie dziś jakieś
      śniadanie..." (ok godz 13).
      Mąż zmienia pracę, wyjeżdża na 9 miesięcy a ja zostaję sama z dzieciakami,
      kolkami, chorobami.
      Mieszkam 300 km od rodziny tu nie mamy nikogo, dosłownie nikogo kto choć na
      chwilę podałby mi pomocną dłoń.
      Wędrujemy wszędzie razem, ja i moje dzieci.
      Zaczynamy rano, synek do zerówki,po południu odebrać, wizyty u lekarza
      przeciętnie 2 razy w tygodniu, jak nie syn to córcia ( znają mnie w przychodni -
      a mieszkamy w dużym mieście)
      Mąż - wizyta - raz w miesiącu ok 3 dni, mogę powiedzieć że córcia nie wie co to
      tata, choć często tak woła.
      Od prawie roku nie spałam całej nocy, nie wiem co to znaczy wyjść samej do
      sklepu, zakupy robię ekspresowo - wchodzę szybciutko, biorę co potrzeba (często
      zapominam) i uciekam bo mała ma uczulenie na sklep - reaguje płaczem, wrzaskiem.
      I żeby atrakcji nie było mało, dwa tyg temu, byłam z dzieć mi w sklepie,
      przekroczyłam limit czasowy, mała wyła przeraźliwie, synek krzyczał kup mi to
      mamusiu, wróciłam do domu zmęczona jak bym przerzuciła tonę węgla, miałam
      portfel lżejszy o jakieś 2/3 zawartości- okradli mnie.
      A mąż baluje, jak kawaler, nawet nie mogę się do niego dodzwonić
      i jak tu nie być zajechanym macierzyństwem, ja to chyba już życiem jestem
      zajechana...

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=12440741&a=12440741
      • atlantis75 Re: Czy jest tu ktoś "zajechany" macierzyństwem? 21.12.04, 14:08
        Agnieszko smile
        Obejrzałam zdjęcia Twoich dzieciaczków smile Śliczne!
        Po przeczytaniu Twojego posta zrobiło mi się trochę wstyd, że narzekam - bo
        Tobie to jest naprawdę ciężko! Przynajmniej mam męża na miejscu i choćby wracał
        o 20 to wiem, że codziennie mogę liczyć na pomoc. No i w każdą środe przychodzi
        studiujący brat i wózek zniesie z 4 piętra, skoczy do sklepu. Najlepiej, zebyś
        znalazła sobie wsparcie wśród sąsiadów lub koleżanek. Zawsze ktoś może skoczyć
        do sklepu, posiedzieć godzinę z dzieckiem... Mogę się jedynie domyślać jak Ci
        ciężko z 2 dzieci i mężem na wyjeżdzie... Chyba optymalnym rozwiązaniem byłoby,
        gdyby znalazł sobie prace w waszym mieście.
        Pozdrawiam Cię i trzymam kciuki, zeby było Ci lżej smile
        Atlantis
Pełna wersja