skłonnośc do poświęceń u mam a u tatusiów

07.01.05, 18:47
to moje osobiste przemyslenia, ciekawa jestem czy je podzielacie a wiec:
U TATUSIÓW - nie istnieje
U MAM ( czyli mnie) -
- chodze na spacerze tyle ile śpi dziecko zziebnieta i głodna bo szkoda mi jej
budzić(tatuś pochodzi 30 min i ciagnie do domu)nabawiłam sie juz zapalenia
stawu szczeki
- ziuziam w nocy choć boli kregosłup( tatus poddaje sie po 5 min i mówi: "ona
chce do ciebie!")
- jem w biegu lub zimne albo karmie dziecko(tatus mówi ona nie jest głodna
albo jej to nie smakuje)
- nie ogladam w całości filmów,programów nie czytam ksiazek (tatuś zawsze
znajdzie czas na mecz ...hmmm?...)
- nie chodze do kolezanek,na zakupy (tatus zawsze znajdzie czas dla
kolegów)itp itd
zostaje mi wiec to forum!smile a jak na nim siedze to tatus mówi :"znowu siedzisz
na tym swoim forum!" a sam przesiaduje na onecie nawet z dzieckiem na rekach w
ten sposób sie nim "zajmuje" smile.No to troche sie wyzaliłam bo przelało mi
czare goryczy jak chodziłam 3 godz zziebnieta i głodna na spacerze a mąż
siedział w tym czasie u kolegi i oglądał film.Ale jakby matce powiedziec by
dla dobra dziecka jadła kamienie to pewnie by jadłasmile takie to my czesto matki
- wariatki. Pozdrawiam.
    • koleandra Re: skłonnośc do poświęceń u mam a u tatusiów 07.01.05, 18:52
      A u nas dokładnie odwrotnie...
    • beatak Re: skłonnośc do poświęceń u mam a u tatusiów 07.01.05, 18:57
      U nas jest inaczej,
      Poświęcam się ja i poświęca się mój mąż.
      W nocy jeśli trzeba wstajemy na zmianę. Usypiamy co 2 dzień. Spacery - jeśli ja
      mam wolny dzień - to ja, jeśli mąż - to mąż, jeśłi weekend - idziemy razem. Ja
      moge wyskoczyć do koleżanki, mąż może do kolegi. Po równo! Nie ma oglądania
      filmów jak druga osoba gania za Emsi. Albo oglądamy jak śpi, albo razem
      oglądamy po łebkach”
      od początku - równouprawnienie wink i poświęcenie całkowite! A nawet do 8
      miesiąca życia Emsi wstawanie w nocy i przewijanie nocne należało do męża (na
      jego prośbę), który twierdził, że ja siedzę w domu z Emką całe dnie, tylko ja
      mogę karmić w nocy, więc on wspomoże mnie chociaż w nocy wstawaniem,
      przewijaniem, podawaniem do karmienia itp. Ja w 8 miesiącu wróciłam do pracy i
      wtedy zaczęliśmy wstawać na zmianę, choć Emsi już właściwie zaczęła przesypaić
      nocki smile
      Także u nas obustronne poświęcenie!
    • wiktorria Re: skłonnośc do poświęceń u mam a u tatusiów 07.01.05, 20:33
      Ta.. Wiesz miniakoz, myślałam, że ja ten post napisałamsmile Mam identyczne
      odczucia. Też chodzę w deszczu, przy +1 bez rękawiczek, głodna, bo mała
      śpi.Reszta przemyśleń pokrywa się z moimi. Pozdrawiam.
    • 18lipiec Tak jak męża nauczysz tak masz, niestety n/t 07.01.05, 20:38

      • e_r_i_n Re: Tak jak męża nauczysz tak masz, niestety n/t 07.01.05, 20:40
        Większość kobiet bierze za meżow dorosłych meżczyzn, nie chlopcow. I raczej sie
        ich nie uczy, a sie z nimi ustala pewne rzeczy.
        • joasiiik25 Re: Lipiec a co Ty wiesz na temat MEZOW? :):):) 07.01.05, 20:41

          • 18lipiec Re: A Ty co wiesz na temat mężów??????? 07.01.05, 20:44

            • joasiiik25 Re: A Ty co wiesz na temat mężów??????? 07.01.05, 20:45
              Wiesz powiem Ci szczerze, ze na temat MEZOW to nic nie wiemsmile ale na temat
              swojego osobistego meza to wiem strasznie duzosmilesmilesmile

              pozdrawiam
              • 18lipiec Re: A Ty co wiesz na temat mężów??????? 07.01.05, 20:49
                I bardzo dobrze. Niemniej jednak jestem tego zdania że na ile kobieta sobie
                pozwoli tak mąż ją traktuje i tak traktuje obowiązki.
          • nanuk24 Re: Lipiec a co Ty wiesz na temat MEZOW? :):):) 07.01.05, 21:03
            Na Lipiec, to jakas straszna nagonka jest. Na temat dzieci wypowiadac sie nie
            moze, teraz wyszlo na to, ze na temat mezow tez. Litosci!
            Podejrzewam, ze doswiadczenie z mezczyznami ma i pytanie, co moze na ten temat
            wiedziec jest bynajmniej nie trafine.
            A i poniekad sie z nia zgadzam. Jezeli na poczatku zwiazku nie okresli sie
            pewnych granic, nie nauczy sie, ze zwiazek to wspolpraca dwoch osob, to zostaje
            nam biegac kolo faceta i lamentowac. I nie uwierze, ze maz w rownym stopniu, co
            zona zajmowal sie domem, dopiero wszystko uleglo zmianie, kiedy pojawilo sie
            dziecko. Dla mnie brednie.
            pozdrawiam
            • 18lipiec Re: ;-))))) n/t 07.01.05, 21:05



            • joasiiik25 Re: Lipiec a co Ty wiesz na temat MEZOW? :):):) 07.01.05, 21:05
              wiesz pytanie bylo zadane w formie ZARTU jakos Lipiec sie na nim poznala.
              Nie robie na nikogo nagonki( tym razem i tu zle odebralas moje slowa)

              pozdr
            • e_r_i_n Re: Lipiec a co Ty wiesz na temat MEZOW? :):):) 07.01.05, 21:06
              nanuk24 napisała:

              > Jezeli na poczatku zwiazku nie okresli sie pewnych granic, nie nauczy sie, ze
              > zwiazek to wspolpraca dwoch osob, to zostaje nam biegac kolo faceta i
              > lamentowac.

              Określanie granic itd - ok. Ale teksto tym, że nauczyć trzeba faceta tego, czym
              jest związek?? A skąd to przekonanie, że kobiety to lepiej wiedzą? Myślę, że
              czasami to facet kobiecie pokazuje, czym jest bycie razem.
              • 18lipiec Re: Lipiec a co Ty wiesz na temat MEZOW? :):):) 07.01.05, 21:11
                Tak ale wątek dotyczy faceta który najwyrażniej zostal albo przez żonkę
                nauczony lenistwa, albo był leniwu od zawsze i żonka nie zauważyła, albo oko
                przymknęła- jeśli to drugie- nie ma co narzekać.
                • nanuk24 Re: Lipiec a co Ty wiesz na temat MEZOW? :):):) 07.01.05, 21:29
                  18lipiec napisała:

                  > Tak ale wątek dotyczy faceta który najwyrażniej zostal albo przez żonkę
                  > nauczony lenistwa, albo był leniwu od zawsze i żonka nie zauważyła, albo oko
                  > przymknęła- jeśli to drugie- nie ma co narzekać.

                  Dosc czesto wlasnie przymyka sie na to oko, majac nadzieje, ze facet zmieni sie
                  po slubie. Albo co gorsza( ja tak myslalam) " jak sie przekona, ze go kocham i
                  on mnie jeszcze bardziej pokocha, to sie zmienismile" Guzik prawdza! Skonczylo sie
                  na tym, ze musialam byc do dyspozycji 24h na dobe.

                  To doswiadczenie nauczylo mnie, jak postepowac w kolejnym zwiazku. Od poczatku
                  zwiazku nauczylam mojego meza, ze nie zawsze bedzie mial obiadki(nawet jezeli
                  nie bede pracowac) nie zawsze bedfzie mial uprane i uprasowane. Jemu to
                  odpowiada. Nie narzekasmile Jedynie do czego nie moge go zmusic to spacery z
                  dzieckiem(5 mies.). Wraca po 15 min. stwierdzajac, ze sie nudzi. I osobiscie
                  woli ugotowac, posprzatac i zalatwic sprawy urzedowe niz isc z dzieckiem na 2h.
                  mnie to odpowiada. Na spacerze odpoczywam, a on w domu tyrasmile
                  • 18lipiec Re: Lipiec a co Ty wiesz na temat MEZOW? :):):) 07.01.05, 21:35
                    Tak jak sama siebie traktujesz tak Cię traktuje każdy, tym bardziej facet.
                    Ja nigdy nie skakałam koło mężczyzn, nigdy nie dogadzałam za bardzo, sama
                    oczekiwałam skakania koło mnie i na dobre mi to zawsze wychodzila.
                    Oczywiście i ja wiele robilam.Ale wiem to moja postawa zaprocentuje a
                    nie "słuzącej", tak jak do żony, tak i potem do dzieci.
                    Jeśli chodzi o obowiązki domowe i zajmowanie się dziećmi- jestem za "po równo".
                    • lola211 Re: Lipiec a co Ty wiesz na temat MEZOW? :):):) 07.01.05, 22:54

                      • nanuk24 Re: Lipiec a co Ty wiesz na temat MEZOW? :):):) 07.01.05, 23:40
                        Ze sie wtrace. Da sie podzielic po rowno, pod warunkiem, ze maz nie pracuje 24h
                        na dobe przez 7 dni w tygodniusmile To, ze maz zarabia, nie znaczy, ze po
                        przyjsciu do domu, traktowac mam go, jak swieta krowe. Pomijajac fakt, ze ja tez
                        pracuje ale w domu. On ma dni wolne od pracy, mnie natomiast od macierzynstwa
                        nikt nie zwolni. do dyspozycji jestem 24h przez siedem dni.

                        Ja moze powiem na swoim przykladzie, jaki jest podzial...
                        Kiedy maz jest w pracy, rzecz jasna, zajmuje sie dzieckiem. Kiedy maz wrocil,
                        wtedy przejmuje paleczke nad dzieckiem, ja gotuje obiado-kolacjelub zajmuje sie
                        tylko soba. Jesli nadal musze byc przy dziecku - maz gotuje. Pozniej zmywa. Maz
                        kapie dziecko, ja karmie, dziecko samo zasypia w lozeczku. Mamy juz czas dla siebie.
                        W wekeendy, przewaznie w niedziele(bo w sobote maz pracuje, po pracy spotyka sie
                        z kolegami)ja wychodze praktycznie na caly dzien( z kolezankami) maz za to
                        zajmuje sie dzieckiem i domem(ostatnio wpadl na pomysl, ze moze przeciez brac
                        dziecko ze soba i jechac do kumpli). Mleko wtedy odciagam, maz karmi z lyzeczki,
                        bo dziecko z butelki nnie chce jesc.
                        Kwestia dogadania sie ze sobasmile
                        A moj maz jest na tyle sprytny, ze w kazdych warunkach znajdzie czas tylko i
                        wylacznie dla siebiesmile
                        • lola211 Re: Lipiec a co Ty wiesz na temat MEZOW? :):):) 08.01.05, 11:11
                          Ale i tak wiekszosc obowiazków domowych i przy dziecku wykonujesz Ty.Wtedy, gdy
                          maz jest w pracy.
                          Jako, ze juz od dluzszego czasu nie pracuje, wszelkie obowiazki wzgledem
                          dziecka sa moja domena.Obiad tez gotuje wowczas, gdy faceta nie ma w domu, bo
                          robie to rano, mialabym czekac do wieczora z gotowaniem? A prasowanie,
                          sprzatanie? Tez wykonuje ja, w ramach swojej "pracy" w domu.To juz niewiele z
                          tych domowych obowiazków zostaje dla faceta.
                          Owszem, kapiel czy polozenie do łozka dziecka mozna juz podzielic miedzy
                          rodziców, ale w sumie jest to moze godzina z calej doby.
                          Jesli chodzi o gotowanie, to mój facet za grosz talentu nie posiada i choc
                          czasem cos ugotuje to je to sam, bo dla mnie to malo zjadliwe.
                          Reasumujac musze stwierdzic, ze u mnie nie da sie podzielic "po równo".Przy
                          czym ja nie narzekam, bo wedlug mnie on ma gorzej, uzerajac sie w pracy.
                          Taki uklad jednak jak widze sklania do oceny, iz to ja jestem temu winna, bo
                          tak sobie faceta wychowalam.
                          • nanuk24 Re: Lipiec a co Ty wiesz na temat MEZOW? :):):) 08.01.05, 18:40
                            No, tu sie z Toba zgodze.
                            Ale, co wtedy, kiedy maz ma wolne: urlop, wekeendy? Siedzi na kanapie z gazeta
                            przaz caly dzien, czy wykazuje jakas aktywnosc w domowych obowiazkach? Dla mnie,
                            to jest wlasnie istotne.
                            Moj maz nie robi tragedi, jesli nie ugotuje obiadu, a dziecko mam jeszcze male,
                            zeby mu gotowac.NNie robie tez tragedi, jesli ktoregos dnia nie posprzatam, nie
                            zajac - nie uciekniesmile Pranie? Dla mnie zaden wysilek fizyczny.Wlozyc do
                            pralki, po 30 minutach przelozyc do suszarki(po 80 minutach dwie kupy prania,
                            wisza juz czyste w szafie) Swoja droga suszarka to dobry wynalazek, nawet
                            prasowac nie trzebasmile To tyle moich obowiazkow. Reszta zajmuje sie maz. Zakupy,
                            rachunki, itd.

                            Moj maz, chetnie sprzata, jeszcze chetniej gotuje i z wielka satysfakcja zajmuje
                            sie dzieckiem. I tu jest klucz...robi to chetnie.
                            I nie wyobrazam sobie, by po urodzeniu dziecka, skonczylo mi sie zycie towarzyskie.
                            A po drugie, jestem zbyt leniwa, zeby sie poswiecac, nawet dla kogos, kogo
                            kocham. Nie na tym milosc polega.

                            I jeszcze jedna sprawa. Tobie, taki uklad, jaki masz, odpowiada. Wiec i Ty
                            jestes zadowolona i maz jest zadowolony. Ale najwyrazniej, autorce postu to
                            przeszkadza. Wiec po co to robic?
                            pozdrawiam cieplosmile
                            nanuk
                            • lola211 Re: Lipiec a co Ty wiesz na temat MEZOW? :):):) 08.01.05, 20:48
                              > I jeszcze jedna sprawa. Tobie, taki uklad, jaki masz, odpowiada. Wiec i Ty
                              > jestes zadowolona i maz jest zadowolony. Ale najwyrazniej, autorce postu to
                              > przeszkadza. Wiec po co to robic?

                              Jeszcze raz przeczytalam post zalozycielki i moge tylko stwierdzic, ze obce
                              jest mi az takie poswiecanie sie dla dziecka, by marznac, niedojadac- bo
                              dziecko najwazniejsze.Owszem, pewne wyrzeczenia nie sa mi obce, zwlaszcza gdy
                              np. mialam dziecko nie raz w szpitalu, ale ani od siebie ani od niego nie
                              wymagam, by "zajezdzac" sie w imie dobra córki.
                              Faktem natomiast jest, ze ja bardziej przejmuje sie dzieckiem, w tym sensie, ze
                              przedkladam np. zabawe z nia nad tv, a mój facet juz niekoniecznie.Ale dla mnie
                              to nie jest poswiecanie sie.
                            • 18lipiec Re: Lipiec a co Ty wiesz na temat MEZOW? :):):) 09.01.05, 00:09
                              Nanuk widzę że zgadzamy sie tu w wielu kwestiach.A myslałam że takich jak ja
                              jest mało.Pozdrawiam.
                              • nanuk24 Re: Lipiec a co Ty wiesz na temat MEZOW? :):):) 09.01.05, 00:57
                                18lipiec napisała:

                                > Nanuk widzę że zgadzamy sie tu w wielu kwestiach.A myslałam że takich jak ja
                                > jest mało.Pozdrawiam.

                                He, he. Kiedys bylam inna, tzn. mialam nieodpowiedniego kandydata na meza. Ja
                                glupia tanczylam, jak mi zagral. Jego trzy ciosy mnie obudzily.
                                FAkt, ze sa mezczyzni, z ktorymi nie da sie isc na kompromis... No, ale po to sa
                                galy, zeby widzialy.
                                pozdrawiam rowniezsmile
        • 18lipiec Re: Tak jak męża nauczysz tak masz, niestety n/t 07.01.05, 20:43
          nie chodzi o uczenie, tylko o to na ile sobie pozwolisz.Jak we wszystkim faceta
          wyręczasz to potem tak jest.
    • 18lipiec Re: Rada! 07.01.05, 21:37
      chodze na spacerze tyle ile śpi dziecko zziebnieta i głodna bo szkoda mi jej
      > budzić(tatuś pochodzi 30 min i ciagnie do domu)nabawiłam sie juz zapalenia
      > stawu szczeki
      > - ziuziam w nocy choć boli kregosłup( tatus poddaje sie po 5 min i mówi: "ona
      > chce do ciebie!")
      > - jem w biegu lub zimne albo karmie dziecko(tatus mówi ona nie jest głodna
      > albo jej to nie smakuje)
      > - nie ogladam w całości filmów,programów nie czytam ksiazek (tatuś zawsze
      > znajdzie czas na mecz ...hmmm?...)
      > - nie chodze do kolezanek,na zakupy (tatus zawsze znajdzie czas dla
      > kolegów)itp itd

      Po prostu przestań tak robić!!!I rób tak jak mąż!
      • anek.anek Re: Rada! 07.01.05, 21:50
        I tu się pojawia problem, bo w końcu ucierpi na tym dziecko. Mój niemąż jest
        niezłym cwaniakiem, bo on WIE, że ja nie wytrzymam długo słysząc, ze dziecko
        chce na ręce, itd. To jest kwestia innego rodzaju miłości do dziecka.
        Takie "poświęcenie" (celowo w cudzysłowiu) jest domeną matek.
        Ale z drugiej strony wiedząc, że w ielu kwestiach mogę się mylić, i mając
        świadomość, że jesteśmy różni, nie widzę powodu, żeby mąż chodził 4 godziny na
        spacer kiedy mu zimno. To są głupie poświęcenia, wystarczy, że ja głupia
        jestem, po co jeszcze głupi i dający się wykorzystywać tatasmile
        W innych sytuacjach rozpuściłam swojego niemęża i mam za swoje. Nie skarżę się
        bo on odwcięcza się w inny sposób, choćby pracując na fuul etat po 12 godzin
        dziennie. No tak, ale to ja rzuciłam dla rodziny pracę, nie on. A zarobki były
        podobne. Hmmm, sama już nie wiem.
        jesli jest nam z tym źle i nie potrafimy zaakceptować tego, że faceci nie są
        skłonni do niepotrzebnych ich zdaniem poświęceń (mogą mieć rację!) to trzeba
        próbować to zmieniać. Bo pytanie brzmi: czy wkurza nas to, że my to robimy czy
        wkurza nas fakt, że oni tego nie robią? bo to zasadnicza różnica.
    • d.orka Re: skłonnośc do poświęceń u mam a u tatusiów 07.01.05, 21:48
      Ale to się tak ładnie wyrównuje - nadgorliwa mama i "zlewający" tata wink
      Nie spaceruję z dzieckiem "do bólu". Gdy mi zimno wracam do domu i wnoszę
      gondolkę do mieszkania - mały pośpi jeszcze z pół godzinki.
      W nocy tylko ja jestem w stanie uspokoić małego, ale tata wstaje czasem do
      starszych dzieci.
      Nie jem w biegu - stwierdziłam, że moje zdrowie jest równie ważne. Jem razem z
      dziećmi, nie zmuszam ich do jedzenia.
      Gdy jestem wyspana, oglądam filmy. Kiedy w trakcie seansu zapłacze któreś z
      dzieci, właczam pauzę i idę utulić. Mąż cierpliwie czeka przeglądając internet.
      Książki czytam - nikt i nic mi tego nie uniemożliwi.
      Chodzę na zakupy kiedy mam potrzebę.
      A tak poza tym to uwielbiam przebywać z moimi dziećmi.
      Mój mąż nie zajmuje się dziećmi z takim zaangażowaniem jak ja, ale przecież nie
      będę go zmuszać, by był drugą mamuśką. Wystarczy, że jest ojcem - mającym
      własny styl dbania o dzieci.
      Dorka
      mam Sikorek
      i Leonka
      • 18lipiec Re: skłonnośc do poświęceń u mam a u tatusiów 07.01.05, 21:50
        Widzisz tylko niektóre kobiety nie umieją tak wysterować sytuacji rezygnując ze
        swoich zainteresowan, podkładając męzowi pod nos obiadki, zajmując się non stop
        dzieckiem bo"ja to lepiej zrobię",poświęcając się do granic i albo im sie to
        podoba i chwalą się tym albo po czasie zauważają jak wielki błąd popelnily.
    • miriam_b Re: skłonnośc do poświęceń u mam a u tatusiów 07.01.05, 22:07
      a u mnie chociaż tatus Uli nie jest jej biologicznym tatusiem ,rano jak tylko
      mała wstanie robi jej mleczko...ja spięsmilebo mi sie czasme wstać nie chce i
      zdarzyło mi sie ją odesłac na bajkęsmilesmileale tata zaraz zainterweniowałsmilei robi
      jej sniadanko i kolacjęsmilejak coś obieca np, zabawe zawsze realizuje chociaz by
      mial paść na pysk ze zmęczenia...a ja zawsze sie wykręcamsmile
      • kubara1 Re: skłonnośc do poświęceń u mam a u tatusiów 07.01.05, 22:17
        Wieice co , może to troszkę nie na temat, ale czytam te Wasze postyi licytację
        kto się ile poświęca. Ja się nie poświęcam, mój mąż się nie poświęca - jakbyśmy
        traktowlai każde wstawanie nocne, każdy spacer, każde śniadanko w charakterze
        poświęcenia, to po pierwsze, po cholerę mieć dzieci, a po drugie toby nas juz
        wpisano w poczte błogosławionych, tyle tego "poświęcenia" jest w codziennym
        życiu. Pozdrawiam
        Basia
    • wieczna-gosia wychodzi na to, ze jestem twoim mezem ;)) 07.01.05, 22:33
      moj maz tez jest twoim mezem wink)

      > - chodze na spacerze tyle ile śpi dziecko zziebnieta i głodna bo szkoda mi jej
      > budzić(tatuś pochodzi 30 min i ciagnie do domu)nabawiłam sie juz zapalenia
      > stawu szczeki

      chodze tyle ile mi sie chce. W lecie chce mi sie calymi dniami. W zimie chce mi
      sie do sklepu i spowrotem wink) Moj maz chodzi na godzinke w weekendy, ale trzeba
      go ponamawiac wink

      > - ziuziam w nocy choć boli kregosłup( tatus poddaje sie po 5 min i mówi: "ona
      > chce do ciebie!")

      nie nosze. Usypiac usypiam bo maz nie ma cyca. Ale starsze dzieci raczej
      wysylam do meza wink

      > - jem w biegu lub zimne albo karmie dziecko(tatus mówi ona nie jest głodna
      > albo jej to nie smakuje)
      Jesli dziecko jest na tyle male ze trzeba je karmic- daje mu pierwszemu, albo
      ostatniemu. Kiedy juz jest na tyle duze by siedziec z nami, staram sie robic
      jedzenie tak by mozna bylo zjesc lapa. Podkarmiam, ale jedzenie w biegu oraz
      zimnego jest mi obce. Sama mowie ze nie jest glodne, albo ze mu nie smakuje i
      zabieram talerz. Tata poproszony- karmi wink

      > - nie ogladam w całości filmów,programów nie czytam ksiazek (tatuś zawsze
      > znajdzie czas na mecz ...hmmm?...)
      filmow nie ogladam w calosci chyba ze w kinie, natomiast w weekendy robimy
      sniadanie i ja rozkladam gazete pije kawe i mam prasowke. Ostatecznie daje cyca
      w tym czasie- reszta dzieci nie dostaje jesc, pic ani nic innego bo mama czyta.
      Do taty sie chodzi.

      > - nie chodze do kolezanek,na zakupy (tatus zawsze znajdzie czas dla
      > kolegów)itp itd
      maz wlasnei pojechal na brydza. Ja ide jutro na basen, pojutrze umowilam sie z
      kolezanka. Fakt- ja czesto chodze z dzieckiem bo mam go przy piersi, maz raczej
      z dzieckiem nie chodzi wink)

      Moj maz tez ma tendencje do rozprzestrzeniania swych wplywow. Potrafi nie
      zmywac bo mu nie przypomnialam. Kupilismy wiec zmywarke. Suszarke do ubran
      wiesza mi od wigilii- wiec odmowilam rania jego ubran. Wczoraj pral sam i
      usilowal je powiesic na kaloryferze zeby mu wyschly na jutro solennie obiecuje
      ze suszarke powiesi.
      • ala_willa przymusowe poświęcenia są najgorsze 07.01.05, 23:19
        i dla mam i dla tatusiówsmile000minia,jeśli czujesz że się poświęcasz to przestań
        to robićsmileto najgorsze co można zafundować dziecku,bo prędzej czy później mu to
        wypomnisz.tatusia też głupio zmuszać,mój też niechętnie coś tam przy dziecku,ale
        teraz powiedział mi że dojrzał i że dziękuje mi że go nie zmuszałam do np
        nocnego lulania.ale warto uświadomić mężowi swoje uczuciasmilemoże bardziej Ci jest
        przykro że mu tak nie zależy na dobru dziecka niż Tobie?może przykro Ci że nie
        robicie tego razem,że Cię nioe wspomaga.najlepiej mu to uświadomić i znależć
        wspólne rozwiązanie,jeśli uda się wypośrodkować mniej więcej oczekiwania Twoje i
        jego to byłby to super sukcessmile))

        p.s. lipiec,ehhh,nareszcie zadyma,taK sielsko byłosmile
        • 18lipiec Re: przymusowe poświęcenia są najgorsze 08.01.05, 15:04
          jaka zadyma? napisałam coś złego, obrazilam kogoś?
    • jagienkaa Re: skłonnośc do poświęceń u mam a u tatusiów 07.01.05, 23:34
      U nas trochę podobnie, ale mój mąż na szczęście jest bardziej odpowiedzialny i
      się mnie boismile na początku to się wszystkim przejmowałam tak jak Ty, ale teraz
      już młody ma dwa lata i inaczej na to patrzę. Czasem punkt widzenia męża jest
      bardzo 'świeży', oto przykład naszej rozmowy: ja: jejku, Dominik 4 dzień już je
      makaron, nic nie chce innego jeść. Mąż: to czym się przejmujesz? ważne że je. A
      co, makaron to złe jedzenie?
      no i wiesz co? mąż ma rację. Zresztą tutaj w Anglii ludzie mają bardziej
      wyluzowane nastawienie do macierzyństwa i wychowania (co nie zawsze podzielam).
      I kiedyś zła byłam na męża, i fukałam go za to że nie zmieniał pieluchy przez 6
      godzin czy siedział z Dominikiem przez godzinę 'bawiąc się' a w rzeczywistości
      grając na playstation. Ale mój wniosek jest taki, że jeśli dziecko jest
      zadowolone, nie ryczy i mąż czuje że coś robi - to wszyscy są szczęśliwi. Czy
      dziecko naprawdę musi być na dworze przez 3 godziny dziennie?...
    • miniakoz Re: ojejej 08.01.05, 10:58
      znowu rozpetała sie dyskusja o pomaganiu a chciałam bardziej o "poświęcaniu" bo
      o pomaganiu było juz nie raz.I mój mąż pomaga.Tu najblizej jestem opinii anek
      anek (wszystkich opinii nie czytałam tyle ich jest wiec to jednak jakiś
      problem).Kwestia przede wszystkim w psychice mam ale nie tylko.Dotykamy tu 2
      problemów : - domyślności u facetów czy by żonce czasem nie pomóc bo moze
      zmeczona, oraz - problem (mój) mamy-kwoki co jest nadal z dzieckiem zwiazana
      pępowinąsmile i mogłaby sie mniej poświęcać ale myśli,że bez niej to dziecko
      zapłacze siesmile -ale to na osobny wątek.Wyluzujcie i niekłóccie sie niepotrzebnie.
      • verdana Re: ojejej 08.01.05, 14:46
        Horror! Nie tylko matka "się poświęca", rujnuje sobie zdrowie, przestaje
        czytać, itd, ale jeszcze chce, by facet wpadł w taki sam kierat. Ja się pytam -
        po co?
        Oczywiście, że pewne czynnosci przy dziecku terzeba zrobić. Ale te "poświęcanie
        się", chodzenie na spacery niezależnie od stanu zdrowia, brak regularnych
        posiłków, "ziuzianie" choc kręgosłup peka - po co? Dla zdrowia dziecka? Bzdura!
        Dziecko o wiele lepiej wyjdzie na tym, że będzie miało zdrową, nie zaorana
        matkę, ktora czasem do konca obejrzy film i poczyta książkę, niż schorowaną,
        zmęczoną i mająca pretensję do świata mamuśkę, która od lat książki nie
        przeczytała i nie wie co sie dzieje, bo się "poświęca".
        A potem zdziwienie "ja mu tyle poświęciłam, a on ze mną nawet rozmawiać nie
        chce, a z tatą godzinami może.". No, moze. Bo tata - leń nie wypalił się w
        niemowlęctwie dziecka, zdrowie zachował i nadąża za kulturą.
        Precz z poświęcaniem się! Dla dobra dziecka!
        • joasiiik25 Re: verdana 08.01.05, 14:51
          super to ujelassmile
    • miniakoz Re: skłonnośc do poświęceń u mam a u tatusiów 08.01.05, 17:47
      tak, tak veredana masz racje , przyznaje ale wiem z doswiadczenia, ze jak wyjde
      na spacer i mała bedzie ładnie spała to i tak szkoda mi bedzie ja budzic....smile
      ale sporo z was ma cos ciekawego do powiedzenia i duzo w tym racji.Dziekuje za
      wasze spostrzezeniasmileTrzeba zachowac zdrowy rozsadek i czasem pomyslec o
      sobiesmile!A swojej córce niczego nigdy nie wypomne!Pozdrawiam
      • naatii Re: skłonnośc do poświęceń u mam a u tatusiów 09.01.05, 00:40
        Normalnie nie wierze. Przecież to wszystko co robimy my mamy i tatusiowie to
        dla dobra dziecka. Nie po to żeby zaraz wypominać bo ty... a ty... Kto ma czas
        ten się zajmie i już. Kwestia dogadywania się i tyle smile).
        Pozdrawiam
    • sakada Re: skłonnośc do poświęceń u mam a u tatusiów 09.01.05, 01:07
      U mnie jest podobnie, ale sądzę, że to nie tyle kwestia poświęcenia ile braku
      wyobraźni. Ja już w ciąży i po miałam milion różnych strachów: bo stanie się to
      i to, tak nie należy robić bo to grozi... itd. Za to niemąż choć się stara jak
      może moim zdaniem jest modelowym przykładem braku wyobraźni a nie braku
      poświęcenia. Dziecko jego zdaniem należy przewijać jak jest "kupal"; wcześniej
      nie, karmić jak się domaga (płaczem), nie spadnie z łóżka (naszego) bo śpi (bez
      komentarza...), jak pełza w kątach - nic mu nie zagraża (poza włosami 1 psa, 3
      kotów + ich miski pełne zwierzęcych grochów)... można mnożyć. To nie jest zła
      wola - to najzwyczajniejszy, kompletny brak jakiejkolwiek wyobraźni i
      rozumowania przyczynowo - skutkowego. Ale wybaczamsmile Widzę jak tuli synka,
      bawi się z nim, poświęca każdy wolny czas i... kocha. Wybaczam.
    • aluc Re: skłonnośc do poświęceń u mam a u tatusiów 09.01.05, 11:37
      w takim razie nie mam żadnej skłonności do poświęceń smile))
      verdano - brawo
Inne wątki na temat:
Pełna wersja