o1la
12.01.05, 19:46
dzisiaj mialam kolede...
przyszedl ksiadz,kolo 50-tki, ja zupelnie w proszku bo pojawil sie pol
godizny za wczesnie (a przy 2miesiecznym dziecku to bardzo duzo czasu)
zobaczyl wozek, od razu zaczal pytac o chrzest (wyjasniam- z tata witka zyje
bez slubu, ktory planujemy)
powiedzialam ze chrzest chcemy wyprawic kolo wielkanocy
na to ksiadz zaczal opowiadac o chrzestnych- zeby byli wierzacy, koniecznie
praktykujacy- potzrebne zaswiaczenie, zeby , cytuje, nie zyli w bezboznym
zwiazku, z dala od kosciola
pozniej zapytal sie kiedy byl slub- i tu sie zaczelo- jak mialam powiedziec
ze zyje "w bezboznym zwiazku z dala od kosciola"? ze nawet na chrzestna bym
sie nie nadawala ...a smiem chciec ochrzcic wlasne dziecko?
powiedzialam ze wzielam slub w lutym (syzbko odjelam od listopada 9
miesiecy)...maly problem ze nie pamietalam dokladnie kiedy
czuje niesmak po tej wizycie,...boje sie ze bedzie cyrk przy zamawianiu
chrztu..i jeszcze te klamstwa..teraz mam wyrzuty sumienia ale przy ksiedzu
naparwde zglupialam..