jak przekonać meża???

17.01.05, 12:21
Sprawa sie przedstawia nastpująco:

Jakiś czas temu mailem dostałam od znajomuch informację, że organizują
spotkanie po latach. Z uwagi, na fakt, że z 15 lat temu polączyło nas
harcerstwo spotkanie organizują dwu-trzydniowe, polączone z biegiem dziennym
i nocnym (dla niewtajemniczonych, jest to takie ganianie po lesie z kompasem
itp), oczywiście obowiązkowym apelem, ogniskiem, może
kuligiem itp. Wszystko z ogromnym przymrożeniem oka. Nie widzieliśmy sie z
wiekszością ludzi ok. 10 lat!! Bardzo mi zależało na tym wyjeździe, ale tak
jak podejrzewałam, mąż sie nie zgodzil, stwierdził, że nie ma mowy, bo on
jest zazdrosny (nie
wiem o co-chyba o dobrą zabawę)i duma meska mu nie pozwala puszczać żone,
żeby ganiała z jakimiś facetami po lesie, ble, ble, ble.
Oczekuję innego spojrzenia na sprawe, może ja naprawdę powinnam widzieć coś
niestosownego w tym wyjeździe ale nic takiego nie zauwazam.To sa moi znajomi,
niegdyś przyjaciele, każdy z nas ułożył już sobie życie, pozakladal rodziny,
wiec o co tu być zazdrosnym??
Nie wiem co robic, jakos nie mam odwagi wypiąć sie na niego i po prostu
pojechać, ale wiem też że go nie przekonam, a moze jest jakis sposób??
Może byłyście w podobnej sytuacji, jak sobie poradziłyście??
No po prostu szlag mnie trafil!!!

Pozdrawiam, Magda
    • 18lipiec Re: jak przekonać meża??? 17.01.05, 12:45
      Nie wyobrażam sobie żeby ktoś mi nie pozwolił jechać z dawnymi przyjaciółmi, ja
      tam bym się wypięła.Nie jesteś jego własnością, a takie spotkania zdarzają się
      właśnie raz na 10 lat!
      • madelaine6 Re: jak przekonać meża??? 17.01.05, 13:08
        Ja mialam taka impreze 3 miesiace temu,byli moi koledzy
        z roku,z ktorymi na studiach bardzo sie zzylam.Bawilam
        sie do 3 rano i nie wyobrazam sobie,ze moj maz moglby robic
        mi jakis problem z tego powodu.
        Pogadaj z nim powaznie i nie odpuszczaj,bo taka okazja szybko
        sie nie powtorzy.
        • ula_max Zazdroszczę... 17.01.05, 13:23
          dziewczynom które mogą iść na imprezę i mężowi na myśl nawet nie przyjdzie, aby
          im zabronić. Niestety nie każda ma taki luksus. Ja niestety też nie mam. To
          wcale nie chodzi o to że:"widziały gały co brały" i inne teksty, bo z mojego
          doświadczenia wiem, że przed ślubem mogłam wszystko a po slubie o wszystko
          muszę to się wykłócać. Dodam tylko że nigdy nie dałam mężowi powodów do
          zazdrości i jestem poprostu "święta". Ale nie o mnie tu chodzi, ale o
          doświadczenia mojego męża, który ponoć napatrzył się i nasłuchał jak żonki
          mogą "fajnie się bawić" na takich imprezkach. Mnie też ta argumentacja wkurza.
          Dlatego jeżeli uznam że chcę iść na jakąś imprezę, to idę. Wysłuchuję poprostu
          potem scen, nawet wyzwisk, ale wyjścia nie mam. Dodam jeszcze że rozmowy były i
          nic nie dały. Tak muszę cierpieć za (przepraszam za słowo!) kurw... się żony.
    • madalenka25 Re: jak przekonać meża??? 17.01.05, 13:22
      tak miło powspomnać stare harcerskie czasy
      my też mieliśmy takie spotkanie ale z małzonkami - mój się wynudził jak mops,
      bo latanie po lesie w nocy i zaliczanie punktów to dla niego kretynizm ale na
      kolejne pojechalam sama i cudownie się bawiłam
    • michatka Re: jak przekonać meża??? 17.01.05, 13:39
      zupełnie nie rozumiem jak jeden dorosły człwoiek może drugiemu dorosłemu
      człowiekowi czegokolwiek zabronić
      własnością jego jestes czy co?
      uważam że powinnaś jechać i świetnie się bawić
    • melka_x Re: jak przekonać meża??? 17.01.05, 13:57
      Domyślam się, że Twój mąż spotkał Cię jako dorosłą osobę. Pokochał taką jaką
      jesteś, a jesteś teraz taka, a nie inna, bo tak ukształtowała Cię przeszłość,
      m.in. harcerstwo. Nie można komuś tej przeszłości odbierać. Spokojnie poproś
      męża, by spróbował sobie wyobrazić, jak by się poczuł, gdyby mając ogromną
      ochotę na np. własne spotkanie klasowe w 10-lecie matury, napotkał Twój
      zdecydowany sprzeciw. Jeśli nie zrobisz tego w konfrontacyjny sposób(czyli we
      wrzaskliwej formie 'nie masz prawa mnie ograniczać!', która będzie generować
      rozwój konfliktu), masz duże szanse, że coś tam dotrze do niegosmile.
      I jeszcze jedno - zazdrość jest w dużej mierze warunkowana poczuciem pewności w
      związku. Ktoś kto czuje się kochany i pożądany rzadziej bywa zazdrosny niż
      osoba, która nie jest pewna uczuć drugiej strony. Dopieszczony mążwink to mniej
      zazdrosny mążwink)). Masz tu duże pole manewrusmile
    • e_madziq Re: jak przekonać meża??? 17.01.05, 14:09
      Oczywiście wszystkie macie racje, bo myśle identycznie, ale jednak...
      Jego argumenty do mnie nie przemawiaja, wiem też że zabronic mi przecież nie
      moze bo mnie nie zamknie w domu wink). Pewno się zbuntuje i pojadę, ale wiem ze
      jeśli ten wyjazd bedzie okupiony kłótnią to źle się będę bawic...Dlaczego nie
      mogę usłyszeć "ok, kochanie, jedź i baw się dobrze tylko wracaj szybko, bo
      będziemy tesknić".
    • e_madziq Re: jak przekonać meża??? 17.01.05, 14:31
      Dopiero teraz przeczytałam post Melki, wiec dopisuje.
      Próbowałam przybliżyć mu analogiczną sytuację. Mianowicie we wrześniu miał
      jechac z paroma kumplami nad Soline na łodki, niestety wyjazd sie rozsypał, bo
      pogoda nie taka, ktoś sie rozchorował-nieważne-istotne to, że od razu się
      zgodzilam, mało tego sama go namawiałam gdy on się wahał. Wiedziałam jak bardzo
      zawsze mu się marzył taki wyjazd, więc dla mnie ten wyjazd był oczywisty.
      Jednak wg mego małżonka to nie to samo, bo on mial jechać tam z kolegami a nie
      z bylymi dziewczynami. ????? nie wiem co to za argument, bo żaden z tych
      znajomych , którzy tam będą nie był moim chlopakiem, a nawet jeśli by tak bylo
      to jakie to ma znaczenie po tylu latach?
      Piszesz Melko o zazdrości. Naprawde trudno mi ją zrozumieć u mego meża bo
      powodów mu nie daje, nie mam ku temu nawet okazji, bo kazde niemal moje
      samodzielne wyjscie to ogromny sprzeciw z jego strony. Jak widac problem nie
      tkwi w bieganiu po lesie z jakimiś facetami tylko problemem jest ogólnie moje
      wyjście z domu.
      Czeka nas rozmowa w domu. Ciężko będzie, bo on choleryk ja histeryczka,
      wolałąbym aby to byla spokojna rozmowa, a obawiam sie, ze tak nie będzie...

      dzięki dziewczyny, pozdrawiam, Magda
    • triss_merigold6 Re: jak przekonać meża??? 17.01.05, 16:41
      Ja bym przedstawiła sytuację tak jak opisujesz i pojechała. Analogicznie nie
      miałabym nic przeciwko takiemu wyjazdowi męża (no, zazdrościłabym fajnego
      spędzenia czasu!).Podstaw do zazdości żadnych a "uwiązania" nie cierpię.
      Szczerze mówiąc to im bardziej facet by się czepiał tym bardziej bym się
      zapierała.
      Nie byłam w takiej sytuacji więc w sumie trudno radzić.
    • mamakevina1 Re: jak przekonać meża??? 17.01.05, 21:46
      Byłam jakiś czas temu w podobnej sytuacji a mąż ma poglądy dokładnie takie jak
      Twój smile)). Ja nawet nie dyskutowałam o samotnym wyjściu bo szkoda nerwów. Po
      prostu wzięłam go ze sobą. Bawił się całkiem dobrze i ja oczywiście też.
      Nawet "zakumplował" się z kilkoma moimi dawnymi kolegami. Polecam taki sposób -
      i wilk syty i ta owca też ma się nieźle. Pozdrawiam i życzę dobrej zabawy!
    • e_madziq Re: jak przekonać meża??? 19.01.05, 07:35
      Witam po weekendzie.
      Do rozmowy, niemal klótni doszlo tak jak przypuszczałam. Nie uslyszałam żadnych
      konkretnych argumentów z jego strony. Ostatecznie powiedziałam, ze jadę, na co
      on "to jedź!!!". Nie wiem czy taki byl jego zamiar, ale odbieram to jako
      akceptacje mojej decyzji.
      Zabranie meża ze sobą nie wchodzi w gre. Tak jak pisała madalenka25, dla mojego
      meza, który z harcerstwem nie miał nigdy do czynienia bieganie po lesie to
      kretynizm itp. Poza tym spodziewm się, ze przegadamy ze znajomymi pol nocy
      wspominajac dobre czasy i jestem przekonana, ze maż nie będący w temacie
      wynudziłby sie jak diabli, a widzac jego znudzenie moją dobrą zabawe by szlag
      trafił.
      Wyjazd jest dopiero z koncem lutego także jeszcze sporo czasu. Do tematu
      zapewne już nie bedziemy wracać, ale decyzję podjełam, ze jadę. Obawiam sie
      tylko, że jakaś siła wyższa mi moze przeszkodzić. Mam zawsze takie "szczescie",
      że gdy mam w planie jakieś wyjście itp. to ZAWSZE mi dziecko choruje. Moze nie
      tym razem...

      Jeszcze raz wielkie dzięki, pozdrawiam, Magda
Inne wątki na temat:
Pełna wersja