Dodaj do ulubionych

Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr

20.01.05, 15:21
Ale się za przeproszeniem wk....am.Wchodzę do sklepu mówię głośno i wyraźnie
dzień dobry-i nic cisza,no cóż myślę sobie zdarza się.
Rozglądam się w poszukiwaniu gazety,nigdzie nie widzę ale dla pewności pytam
się (a raczej stwierdzam)-nie ma "Gazety Prawnej"?I znowu cisza- stoję przed
kobietą patrzę się na nią a ona dopiero po około minucie podnosi z łaską
wzrok,lustruje mnie od stóp do głów i z ironicznym uśmiechem mówi nie
ma.Wychodzę mówię do widzenia i znowu cisza.Co za chamica jak bym kopneła w
tyłek to...
Wrrrrrrrr myślałam że takich pracowników już nie ma a jednak są.Ręce opadają
Obserwuj wątek
    • kubusala Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 20.01.05, 15:32
      Hehe, a jednak.A ja ostatnio to sie wredna własnie zrobiłam na takie baby, np
      dzwonie do banku i pytam o oprocentowanie kredytu, a Ona mi mówi: przez telefon
      pani takich informacji nie udzielę, poza tym ja mam teraz klientów i nie mam
      czasu rozmawiać- zatkało mnie trochę, bo nawet jak ma klientów, to mogła
      powiedziec coś w stylu: przepraszam bardzo mam klientów, czy moge do pani
      oddzwonić, albo czy mogłaby Pani zadzwonic póxniej...
      No ale dobiło mnie juz końcowe stweirdzenie, a raczej pytanie tej przemiłej
      Pani:.. czy cos jeszcze? bo musze kończyć...- tego juz było za wiele.
      Wykręciłam numer do dyrektora banku i mówię:blebleble chciałam wziąść 300.000
      kredytu( w rzeczywistości chciałam duzo mniej, ale co tam) i zostałam tak i tak
      potraktowana przez Panią.
      Dyrektor banku kazał mi przyjsc i powiedział,że osobiście mnie obsłuzy, bardzo
      przepraszał, a nazwisko tej Pani zapisał. Nie wiem co było dalej, ale odczułam
      dziką satysfakcję. mam 2 kolezanki które długo szukały pracy po studiach i
      znalazły w końcu w banku i wiem jacy potrafia byc upierdliwi klienci, ale
      usmiechaja sie do nich i traktuja tak jak klienta a nie jak intruza. Ja też-
      choć nie pracuję w banku traktuje moich klientów jak klientów- bo dzieki
      temu,że Oni sa ja mam prace i koniec.
      Walczmy więc z niemiłymi babskami, niech stracą pracę i wtedy docenią co to
      znaczy miec dziś pensje !!!!
    • koleandra Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 20.01.05, 15:36
      Są są...... smile ja miałam lepszą przygodę. To było na wsi u moich rodziców.
      Zajeżdżam rowerykiem pod sklep, wchodzę, nikogo nie ma... czekam, czekam....
      przychodzi kobieta ze zmarszczonymi brwiami. Pytam się "nie ma chleba"? a ona
      na to "jest - wczorajszy". Ja: "a dzis był? będzie?" Ona do mnie z krzykiem "ja
      codziennie chleba nie biorę!"
      --
      Anka
      Ada
      i
      .......
    • kreska1111 Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 20.01.05, 16:07
      katjuszka2 napisała:

      > Ale się za przeproszeniem wk....am.Wchodzę do sklepu mówię głośno i wyraźnie
      > dzień dobry-i nic cisza,no cóż myślę sobie zdarza się.
      > Rozglądam się w poszukiwaniu gazety,nigdzie nie widzę ale dla pewności pytam
      > się (a raczej stwierdzam)-nie ma "Gazety Prawnej"?I znowu cisza- stoję przed
      > kobietą patrzę się na nią a ona dopiero po około minucie podnosi z łaską
      > wzrok,lustruje mnie od stóp do głów i z ironicznym uśmiechem mówi nie
      > ma.Wychodzę mówię do widzenia i znowu cisza.Co za chamica jak bym kopneła w
      > tyłek to...
      > Wrrrrrrrr myślałam że takich pracowników już nie ma a jednak są.Ręce opadają

      No, sprzedawczyni jak za komuny, kient jak za demokracji...
      jaki klient, taki sprzedawca...
      Przepraszam, ale takie to smutne, jak tak brzydko o innych mówimy. I pomyśleć,
      ze kiedyś wulgaryzmami posługiwali się bynajmniej nie czytelnicy "Gazety
      prawnej:
      • wegatka Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 20.01.05, 16:16
        Kresko, ale Katjuszka, wchodząc do sklepu nie powiedziała k..a mać tyklo dzień
        dobry, a tamta pani nie odpowiedziała, więc chyba to nie Katiuszka była nie
        kulturalna.
        --
        <><><><><><><><>
        ....*....*....*....*....*....*. ...
        ....*....*....*....*....*....*. ...
        <><><><><><><><>
      • kasiapro1 Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 20.01.05, 16:18
        Nie moglam wjechac do sklepu,bo drzwi za waskie,lamie sie igne a zadna do
        przytrzymania ciezkiego skrzydla drzwi sie nie ruszyla.Jak juz sie wcianelam to
        uslyszalam ze wozek z dzieckiem to przed sklepem sie zostawia,albo w
        przechowalni.Tak wiec pytam gdzie ta przechowalnia, to ja z checia
        skorzystam.No to na mnie wsiadly, ze to i tamto i kto mi TAKIE dziecko
        ukradnie.Kulturalnie odpowiedzialm,ze na taki wozek te panie musza dygac 2 m-ce
        a wiekszosc z nich wyglada na nieplodne modliszki tak wiec daleko im do matki
        z wozkiem.
        Wychodzac znow ten sam proces szarpania a za plecami slyszalam wyzwiska takich
        kundli,bo to inaczej nie mozna nazwac ze az mnie scielo z nog.Stluklam szybe
        trzaskjac,niechcacy oczywiscie i poszlam...To bylo w OTwocku
        • kreska1111 Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 20.01.05, 16:43
          kasiapro1 napisała:

          >
          >Kulturalnie odpowiedzialm,ze na taki wozek te panie musza dygac 2 m-ce
          >
          > a wiekszosc z nich wyglada na nieplodne modliszki tak wiec daleko im do
          matki
          > z wozkiem.
          > Wychodzac znow ten sam proces szarpania a za plecami slyszalam wyzwiska
          takich
          > kundli,bo to inaczej nie mozna nazwac ze az mnie scielo z nog.Stluklam szybe
          > trzaskjac,niechcacy oczywiscie i poszlam...To bylo w OTwocku

          Zapowiada się ciekawy wątek: festiwal chamstwa.
          Osobiście uważam, że niekulturalne zachowanie pań w sklepie (z którym też się
          spotkałam już nie raz)nie upoważnia do równie, a nawet gorszego, zachowania
          klientek. Ja do takiego sklepu już nie wchodzę i robię antyreklamę, o czym
          paniom mówię: "sklep nieprzyjazny mamom, widzę, ze nie zależy państwu na
          klientach, szkoda, straciliście mnie z pewnością. Nikomu państwa już nie będę
          polecać".
          Moja mama jest handlowcem, po dobrej szkole handlowej sprzed 40 laty. Na takie
          teksty by sobie nigdy nie pozwoliła, a i "miłe" panie do pionu też ustawi.
          I wszędzie jest miło obsługiwana, a jest wymagającym klientem.
          Chcesz szacunku, okaż szacunek. Będzie milej.
          Dotyczy to obu stron.
          • patunia13 Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 20.01.05, 20:25
            Do Bydgoszczy bede jezdzil! - Nie wiem czy wiekszosci znana jest polska komedia
            pt."Co mi zrobisz jak mnie zlapiesz". Niestety z taka farsa spotykalismy sie
            nie tylko przed 30-laty, ale mimi uplywu lat do tej pory. Latwo mozna byloby
            usprawiedliwic panie juz nieco starszawe, ktore juz wowczas sprzedawaly. Ale
            traktowanie klienta jako "zla koniecznego" to moim zdaniem jakas choroba
            dziedziczna przekazywana z pokolenia na pokolenie. Cierpia na nia, wiem z
            autopsji, rowniez mlode wyfiokowane ale niedomyte panny, ktore obojetne czy w
            butiku z turecka odzieza czy za kasa w jakims supermarketnym molochu, sprawiaja
            wrazenie zniecierpliwionych i zirytowanych wlasna praca. Wiem, ze mama z
            wozkami nie jest latwo. Sama przechodzilam to dwa razy. Teraz patrze na to
            wszystko ze spokojem, mimo, ze czesto nie bylam traktowana na powaznie. A do
            Bydgoszczy jezdzic nie bede... To niczego nie zmieni... Zrezygnowana
        • miquella Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 20.01.05, 16:48
          To straszne, ale prawdziwe!! Ja mam ostatnio pecha do pań z masarni wszelakich. Mianowicie chcialam kupić parowki dla chłopa.No i mówie;
          - poprosze 6 parowek
          na co pani kladzie na wage 5 sztuk i jedna urwaną
          więc mówię:
          - proszę pani ale to jest pół parówki
          na co ona wygrzebuje drugą polowe parówki z parówkowego wora kladzie na wagę i pyta:
          - może być ?
          - @$#$%%$%^$$##@@@ ( zdębiałam )
          więc odpowiedziałam:
          - wolałabym nie!
          Uwierzcie mi, chciałam powiedzieć coś więcej ale mnie zatkało. Co innego gdybym kupowala 6 kilo tych parówek to taki połowiczny wybrak nic tu nie zmini, ale przy 6 sztukach.... dla pani jednak bez różnicy.
          Co gorsza, to jest chyba polityka tej sieci, bo panie z tego sklepu(wyjątkowe wciskaczki skrawków wędlin)są bardzo uznane przez swojego szefa. Jedna z dumą stwierdziła, że nie było jej ostatnio, bo szkoliła nowe pracownice!!
          Podzro dla szefa!
          I jak tu sie nie wku.... ?
          • gagunia Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 20.01.05, 17:04
            tak, te w masarniach sa najlepsze. mowie: porosze 20dkg. baba wazy 26dkg i nie
            raczy zapytac czy moze byc. tak jest w 90% sklepow miesnych. co innego stoisko w
            supermarkecie. jeszcze z rok temu dokladaly do wedlin resztki innej wedliny.
            bezczelnosc maksymalna! przychdze do domu a tam miedzy plastrekami kilka z
            innego gatunku.
            kiedys sie z mezem zawzielismy na taka, ktora uprawiala ten proceder szczegolnie
            czesto. glosno, zeby cala kolejka slyszala mowilismy: prosze nie dokladac innej
            wedliny miedzy plasterki! baba milczala jak zakleta.
            albo tak sie wpatrywalismy w nia jak kroila, ze na pewno czula ten przeszywajacy
            wzrk na plecach smile)) kiedys maz jedna zrabal i powiedzial, ze jesli znajdzie w
            domu inne plasterki to wroci i powiadomi kierownika sklepu.
            od pewnego czasu to sie zmienilo. chyba wiecej klientow reagowalo, bo w
            stoiskach miesnych zastosowali metode pytania: czy moge dlozyc juz pokrojonych
            plasterkow? ja zawsze odmawiam, nawet jak widze, ze ukrila o kilka za duzo
            klientce przede mna. tylko przez pamiec o tym chamskim wtykaniu innego gatunku smile
    • atra1 Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 20.01.05, 18:17
      Sprzedawczyniom jak za komuny mówimy stanowcze "eee tam"...smile
      Natomiast wyobraźcie sobie, że sprzedawczynie z mojego społemu są wybitnie nie-komunistyczne. NIedaweno zaczęłam tam kupować i byłam niesamowicie zaskoczona.

      Mnie natomiast wkurza wybitnie jak mnie babsko w sklepie mnie taksuje a potem albo wali per "ty" (wyglądam ok. 10 lat młodziej, więc wybitnie na "gó..arza," taka "skaza" rodzinna), albo nie raczy mnie obsłuzyć jakbym wygladała jak "no-idź-stąd". Jakoś nigdy nie umiem się odnaleźć, podkulam ogonek i idę sobiesmile
      papap A

      • dziki-imbir Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 20.01.05, 19:14
        Bylam dzisiaj swiadkiem, jak mloda pracownica w prywatnym sklepiku spozywczym
        oburzyla sie na klientke. A oburzyla sie dlatego, ze klientka zauwazyla jej
        pomylke. Sprzedawczyni policzyla jej dwa razy za drozdzowke. Klientka zdziwila
        sie, ze musi wiecej zaplacic i zwrocila jej uwage.
        Sprzedawczyni oburzyla sie okropnie, oczywiscie nie przeprosila tamtej kobiety,
        a gdy tamta wyszla, nie zwazajac na moja obecnosc, zaczela komentowac sytuacje
        rozmawiajac z kolezanka, ktora stala obok (tez ekspedientka).
        - Widzisz? Wykrzywi buzie, ze tak duzo musi zaplacic i sie zlosci. Widzialas taka?
        Szczerze mowiac nie rozumiem, jakiego zachowania oczekiwala. Ze tamta potulnie
        zaplaci za to, czego nie kupila?
        • aleksandrynka Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 20.01.05, 19:39
          Taaa... Chamka....
          Dla mnie też niedopuszczalne jest takie komentowanie przy innych.
          Raz do mięsnego weszła babka i pyta, po ile żeberka. Po 16. Co? Wszędzie po 13,
          dziękuję! i babka wyszła, a ekspedientka na to "w przestrzeń": to niech se
          świniaka kupi i utuczy, będzie jej taniej... Zdębiałam, nic nie powiedziałam,
          załatwiłam swoje i po raz ostatni w zyciu opuściłam progi tego sklepu.
          --
          _____________________
          no i mam sygnaturkę!
          czas ją jakoś wykorzystać...
          _____________________
          • baronowa.solowiejczyk Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 20.01.05, 19:49
            ee, tutaj jedna i druga były niezłe. Komentarz ekspedientki był, no może nie adekwatny do uwagi klientki, ale zbliżony. Za drogo? To trudno, nie ma przymusu kupowania, zwłaszcza, że gdzie indziej jest taniej. 16? dziękuję - i wyjść. Po co komentarz. Większość sprzedawców jest uczulona na takie uwagi, stąd odpowiedź ekspedientki.
            Niestety moja kochana babcia ma ten zwyczaj szerokiego komentowania ceny towarów. Widzę wtedy mord w oczach ekspedientek i nie jestem za bardzo zdziwiona.
            --
            doznałam awansu społecznego z kawki74 na baronową
    • jogo2 Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 21.01.05, 00:37
      Dorzucę i ja swoje parę groszy. Miejsce akcji: Bazar Szembeka w Warszawie,
      głowna alejka, dwa stragany z warzywami aspirujące do "lepszych" miejsc: przez
      cały rok nowalijki i owoce i warzywa rzadko spotykane, np. fenkuł, itp. Czas
      akcji: dzisiejszy dzień, wracam w stronę głównego wyjścia obładowana i nie chce
      mi się już iść w stronę zaprzyjaźnionej budki, mijam stragan, patrzę, o jest
      kapusta kiszona (przy straganie zero kupujących w danej chwili), zatrzymuję
      się, proszę o 1/4 kilo, pani nakłada kapustę do torebki foliowej, nagle
      przychodzi mi do głowy myśl, że może spróbowałabym i wyrażam ją na głos, pani
      patrzy na mnie kamiennym wzrokiem, w końcu podaje mi do spróbowania kapustę,
      ale nie z beczki tylko już z tej porcji, którą mi nakładała, ale to naprawdę
      jest detal i nie o to tu chodzi, następnie mamrocze niby to do siebie pod
      nosem, ale tak żebym słyszała: kupuje ćwierć kilo i jeszcze chce próbować.
      Najpierw mnie ten tekst oszołomił, ale potem mówię: mogę wcale nie kupować, na
      co ona ze złością wysypuje kapustę z powrotem. Nic jej nie trafiło do
      przekonania: powiedziałam jej, że łaski chyba nie robi, że pracuje i inne takie
      rzeczy, że chamstwo (a nie jest to chamstwo?). Jutro, jak znajdę czas, to
      zadzwonię chyba do zarządu bazaru, żeby się poskarżyć, zwłaszcza, że jakiś czas
      temu, na sąsiednim, też z pretensjami do "bycia "lepszym" niż inne" spotkała
      mnie podobna uwaga, kiedy zdaniem pani sprzedającej kupowałam od niej za mało
      szpinaku.
      Słowo daję, że nie rozumiem. Rozumiałabym jakoś jeszcze oburzenie fachowca,
      który ma zwykle zlecenia za kilka tysięcy, którego ktoś wezwał do robótki za
      200 zł, bo musiał przyjechać itp. Ale ta baba? I tak otworzyła ten swój kram i
      tak, i tak stoi i tak. Strasznie ją boli, że musiała tyłek ruszyć i mi tej
      kapusty nałożyć. Ludzie, co za chamstwo i to nie ze strony jakichś pijaków,
      meneli, patologii, tylko paniusi niegłodnej i nieobdartej. Jak, kurcze, można
      tak mieć przewrócone we łbie?

      Pozdrawiam,

      Jogo
    • mayessa Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 21.01.05, 10:30
      U mnie na osiedlu w miesnym tez jest taka "wciskaczka". Ona poproszona o 20 dag
      próbuje nawet wcisnac 31-32 z haslem "czy moze byc?". Kiedys kupowalam zeberka
      wedzone i potrzepny mi byl malenki kawaleczek(szeroki np. na 2 zeberka) o czym
      pania poinformowalam a pani próbowala mi wcisnac takiego gnata co na bank wazyl
      ok. 40 dag
      --
      Nie ma takiego miasta Londyn;jest Lądek Zdrój
      • natkakoperku Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 21.01.05, 10:56
        Mnie to w 8 mies. ciąży wywalono ze sklepu z cichami.Wchodze najpierw brzuch
        potem ja mówie dzieńdobry a baba leci do mnie z tekstem dla pani nic nie
        mamy.Zatkało mnie na maxa wychodze mówie dowidzenia.Przed sklepem mówie do męża
        że mnie wywalili z powodu ciąży.Naszczęście pani przechodząca obok nas to
        usłyszała i okazało się że była właścicielką tego sklepu.A tamta super
        sprzedawczyni już tam nie pracuje a ja mam zawsze mały rabacik na ciuchy.
        Pozdrawiam
        • iwcia75 Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 21.01.05, 11:20
          w moim miescie panie na targu sa bardzo mile nawet jesli malo od nich
          kupuje...i podziwiam,ze sie nie wkurzaja.
          miejcie zrozumienie dla sprzedawcow! czy Was by szlak nie trafil, gdbyscie
          staly caly dzien i jakas pani kupila 1/4 kiszonej kapusty i jeszcze chciala
          probowac smile) frustracja, niewielki zarobek! wsciec sie mozna! sprobujcie
          postawic sie na ich miejscu. ze skargami nie ma sie co spieszyc- no chyba,ze
          cos sie powtarza-ja zawsze biore pod uwage,ze moze np pani w sklepie ktos
          wczoraj umarl i nie ma ochoty byc dla mnie mila akurat dzisiaj. co innego jesli
          ciagle jest niemila.

          opisana pani ze sklepu z ciuchami rzeczywiscie niezle wypalila "nic dla pani
          nie mamy", niektore opisane przez Was zachowania sprzedawczyn to rzeczywiscie
          objaw chamstwa albo glupoty tych pan.
          jednak mowiac szczerze, to niejedna przemila pani sprzedawczyni sprzedala mi
          byle b....Ludzie sa rozni, nie kazdy potrafi byc super uprzejmy i usmiechniety.
          najczresciej uprzejmi sa wlasciciele sklepow i nawet nie zdaja sobie sprawy,jak
          glupie maja niektore ze swoich pracownic. spotkalam taka pania w sklepeie
          meblowym, zachowywala sie jak "pani na wlosciach" patrzaca na wszystkich z
          gory. co innego wlasciciel- myslalam,ze za chwile kleknie przede mna smile

          tak wiec chamstwo sprzedawczyn niekiedy wynika z glupoty (mlodosc smile,ale
          niekiedy po prostu ktos ma zly dzien
    • echna Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 21.01.05, 11:08
      U mnie na osiedlu też sklepik jest. Czułam się tam jak intruz, a co dziwne
      właścicielka była tak niemiła. A powinno jej zależeć. Kilka przykładów: pytałam
      się o wędlinę i pokazałam palcem, dotykając niechcący szyby, a ona: niech mi
      pani nie palcuje lady, przed chwilą wycierałam. Innym razem: kupowałam wątróbkę
      i chleb, a ona daje chleb do jednorazówki wątróbkę w woreczku do tego chleba.
      Gdy proszę o drugą jednorazówkę bo obawiam się że woreczek może pęknąć i
      wybrudzić chleb, to powiedziała że to już nie jej problem i jeśli chcę to może
      mi sprzedać dużą reklamówkę. Innym razem gdy wracałam z synkiem z przedszkola i
      po drodze robiłam trochę większe zakupy, na prośbę o dodatkową jednorazówkę
      usłyszałam że jak na zakupy przychodzi się to się torbę ze sobą bierze.Nie wiem
      co jej zrobiłam. Na szczęście otworzyli nowy sklep niedaleko gdzie jestem
      traktowana jak klienta, nie jak intruz. Ale się rozpisałam. Pozdrawiam.
      • wegatka Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 21.01.05, 11:15
        saskia123 napisała:

        > - Czy mogę zobaczyć tę apaszkę ?
        > - Ale ona jest droga.


        Tekst jest boski, nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać...
        --
        <><><><><><><><>
        ....*....*....*....*....*....*. ...
        ....*....*....*....*....*....*. ...
        <><><><><><><><>
        • ewa2233 Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 21.01.05, 11:34
          Parę razy zdarzyło się, że panie pomyliły się na swoja niekorzyść.
          Po zwróceniu uwagi "ŁASKAWIE" przyjęły ode mnie różnicę.
          BEZ SŁOWA! (dziękuję). I natychmiast zwracały się do następnego klienta.
          Czułam się jak głupia po prostu!
          ------------------------------- -----------------------
          çççççççççççççççà §Ă§Ă§Ă§Ă§Ă§Ăçççççç
          • beata985 Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 21.01.05, 20:13
            a supermarkety??/
            mnie zcięło z nóg jak zrobiłam kiedyś zakupy z auchaniei przed kasą kazali mi
            wózek zamienić....
            byłam z niemowlakiemi wzięłam wózek ten z leżaczkim a oni mi na to ze tym
            wózkiem wyjechać nie wolno.musiałam przepakować zakupy,dziecko pod pachę i
            heja.po długiej dyskusji ochroniaż zaproponował mi zebym na zakupy z kimś
            przyjezdzała:-0.minęły 3 lata aja o tym zapomnieć nie mogę.

            --
            uśmiechnij sie,jutro będzie lepiej.
            smile))
            • ewis Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 21.01.05, 21:32
              Ja kiedyś zwróciłam babce przy kasie w "albercie" uwagę, że policzyła za mało
              kajzerek (zamiast 10 policzyła chyba 8), a ona na to z pretensją: "i po co Pani
              mówi, i tak tyle tego codziennie zostaje".

              A w czasach studenckich, w butiku na Pulawskiej poprosiłam znudzoną jak mops
              sprzedawczynię, czy mogłaby mi zdjąć sukienkę z wyższego wieszaka, bo chcialabym
              przymierzyć. "A kupi Pani? Bo inaczej mi sie nie opłaca zdejmować". Zrobiłam
              mały dym. Niestey nie starczyło mi negatywnych emocji, żeby zadać sobie trud i
              interweniować u szefowej. A sukienkę kupiłam gdzie indziej smile
              --
              kasia, mama Ewuni (ur.22.10.2001) i Ali (16.01.2004)
              Stare fotki
              Nowe fotki
            • kasiapro1 Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 21.01.05, 21:34
              A staly tekst ze szynke(mieso) to tylko na porce a nie nawage sie
              sprzedaje.Chcialam kawalek ok. 30 dag na obiad dla dzecka a zaproponowano mi
              tylko 1 kg pucek-milo,"|zje sie przeciez", no tak do Bozego Narodzenia chyba!!
              I jeszcze jedno w H&M-Wola park,ciagle kolejki do kasy ja 8.5 m-ca ciazy ,stoje
              w jednym ogonku,zamyka sie,bo cos tam ide do drugiej kasy a tam problem z cena
              otwrzyli 3-cia kase wiec stwierdzilam ze nie bede stac i ustawiam sie z boku a
              tu mi laska, na oko 18 lat"niech tu panie nie teoretyzuje ,ze mam Pania wpuscic
              bo w ciazy",a teoria miala juz swoja wage(8.5m-ca).Ach....
              A dziadkowie w marketach wyjadajacy kapustke raczkami,mniam,mniam...
              • kmiszka Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 07.02.05, 11:54
                kasiapro1 napisała:
                > A dziadkowie w marketach wyjadajacy kapustke raczkami,mniam,mniam...

                Tak i bakalie.. Pyszne i zdrowe orzeszki z larwami tasiemca... W niektórych
                marketach zrobili specjalne dystrybutory z lejkiem żeby dziadkom - wyjadaczom
                dopiec...

                W sklepie Społem zdarzyła mi się przeciekawa historia. Stoję przy ladzie, pani
                ekspedientka ma mi zważyć kilka deko cukierków. Nagle przerywa nakładanie, bo
                oto z końca alejki wynurza się pani z koszykiem i czerwonymi włosami. No to
                damessa w śmiech i rzecze do mnie:
                - Ale se włosy zrobiła!!!

                Szczękę musiałam z podłogi zbierać, bo w głowie mi się nie mieści, jak można
                głośno komentować czyjś wygląd, zwłaszcza w relacji klient-sprzedawca. Ale co
                tam, pani przynajmniej szczera była... Klientów w czerwonych włosach nie
                obsługujemy!!!

                I inny ciekawy tekst, który zdarzyło mi się usłyszeć:
                - Czego szuka?



                --
                Gabcia i ciasto czekoladowe
                • mynia_pynia Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 07.02.05, 13:26
                  eee, to ja w takim razie jestem bardzo wredna.
                  Byłam w sklepie z dziecięcymi ciuszkami w galerii dominikańskiej i poprosiłam o
                  pokazanie wybranego modelu "pajacyka", na to pani że na wieszakach wiszą (to ja
                  do tych wieszaków i owszem wiszą pajacyki, tylko ani to nie ten krój ani
                  kolory, tym bardziej rozmiar) więc ja znowu do tej pani i mówię że jednak chcę
                  obejrzeć ten z półki, a ona że one są drogie....w tym momencie szlak mnie
                  trafił ale nie zdejmując uśmiechu z twarzy, proszę o pokazanie.
                  No i panią też szlak trafił po tym jak mi już piąty egzemplarz wyciągała a ja z
                  zamiłowaniem oglądałam każdy szczegół. Poczym ładnie podziękowałam i wyszłam.
                  Inny przykład:
                  Wrocław: Hala Kupców: stoisko z warzywami: Kupuje pieczarki widzę ładnie leżą
                  wyeksponowane, woreczki wiszą obok, pani stoi i się gapi zza lady, więc ja
                  woreczek w dłoń i wkładam te nieszczęsne pieczarki i nagle słyszę krzyk!
                  ... co ja robię że macać produkty to „se moge w Tesco”, oj tu już się
                  zagotowałam nieźle.
                  Puszczając worek z tymi pieczarkami z powrotem do skrzynki, przy
                  akompaniamencie drącego głosu ekspedientki i moim komentarzu żeby sobie szkło
                  zamontowała...wyszłam.
                  Mam zasade, jak ktoś jest mił to ja też jestem miła.
    • mamaani3 Re: Sprzedawczyni jak za komuny wrrrrrrr 07.02.05, 23:47
      Sklep Społem.
      Pytam panią przy nabiale. Przepraszam bardzo czy ten ser jest twardy(nie lubię
      miękkiego żółtego sera). Spojrzała na mnie jak na nienormalną, wzruszyła
      ramionami i mówi "pchii, ser jak ser". My z mężem na siebie i w śmiech. Tak nas
      to rozbawiło, że nic nie powiedzieliśmy.
      --
      Lidka i
      Anulka
      • beata985 i znowu auchan 08.02.05, 18:49
        czemu ja tam jeszcze chodzę???
        spaceruję w celu zakupu walentynki dla męża,po kilku minutach [poszukiwan
        znalazłam nowy zestaw axe,który chciałam.rozglądam sie za testerem bo chcę
        powąchac-czy warto-nie ma,łapie kobitkę,zeby mi otworzyła lub znalazła ten
        zapach-nie otworzy,bo ją zwolnią bo nie może ,bo sie boi..
        chce kierownika-nie ma
        łapię w przelocie jakiegoś krawaciarza i nagle okazuje się ze można otworzyć
        zapach ładny i owszem
        nawet nie mam pretensjido tej dziewczyny tylko do tego
        całego ,kapitalistycznego systemu w którym niby wszystko jest a nie wolno...
        w sumie mogłam byc swinią i sama sobie otworzyc a nie latac po sklepie i o
        łaskę prosic,co by mi zrobili????
        ciekawe czy w innych sklepach tez sobie pozwolą zeby nie otworzyc w celu
        powąchania????
        --
        uśmiechnij sie,jutro będzie lepiej.
        smile))
    • 18lipiec Katjuszka coś Ci opowiem....... 08.02.05, 19:08
      U mnie w mieście w samym centrum jest sklep z odzieżą, AGD itp. który jedyny
      się uchował z tych czasów, z czasów komuny.
      Pracują tam te same panie co wtedy, domyślasz się że są już wiekowe.
      Zachowują się dokładnie tak samo. Ani dzień dobry, ani nie pomogą. Najczęściej
      lustrują klientkę i z łachą pomagają, wolą dyskutować z koleżankami.
      Porażka. Pani na kosmetycznym nie ma pojęcia o kosmetykach, nie pali się do
      pomocy, po tester musisz siegać sama prawie że za ladę.
      Koszmar!!!!!!!!!!!!!!!!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka