agacz2905
23.01.05, 13:16
Jestem mamą dwójki dzieci, z których starsze do niedawna chodziło do żłobka,
młodsze zaś od pocz. listopada 2004 jest z nianią (od kiedy to wróciłam do
pracy). Teraz, kiedy starszy raz za razem "łapie" zapalenie oskrzeli, ma
bolesne zastrzyki, prawdopodobnie zero odporności - nie ma mowy o żłobku.
Dwójka dzieci w domu, a tu niania, zapytana przeze mnie, czy nie byłaby z
dwojgiem za dopłatą 200 zł (koszt złobka + 50 zł) uczciwie mi mówi, że nie da
rady (starsze dziecko mam rzeczywiście, hm...absorbujące, nawet z diagnozą
nadpobudliwości i szczerze pisząc, sama NIE CIERPIĘ zostawać z dwojgiem
rodzonych dzieci sama w domu, bo mnie to dosłownie i bez przesady WYKAŃCZA).
Dwa słowa o mnie: jestem osobą znerwicowaną, z licznymi problemami
zdrowotnymi i w sferze ciała, i w sferze duszy - nie ma sensu pisać tu o
szczegółach. Byłabym skłonna się "poświęcić", bo ciąży na mnie
odpowiedzialność za własne dzieci - i znowu, powiedzmy od 1 marca pójść na
wychowawczy, siedząc w domu z dwójką. Biore jednak poprawkę na to, ze
fizycznie i psychicznie nie dam sobie rady (ewentualnie: dam sobie radę w tym
znaczeniu, że ich nie pozabijam, zwł. podobnego do mnie usposobieniem syna) z
własnymi dziećmi, jakkolwiek śmiesznie to brzmi dla czytających ten post -
taka jest prawda. Jeśli chodzi o moje miejsce pracy: raczej będzie na mnie
czekać, biorac pod uwagę, że jest to państwowa posada (urząd woj.) i ze mam
umiarkowany stopień niepełnosprawności. Minusy - w razie wychowawczego będę
mieć zero dochodu - bo nie kwalifikujemy się do zasiłku rodzinnego,
przekraczając dochód na głowę o kilkanaście zł. Drugi minus - w moim oddziale
trzy dziewczyny są na zaiłku chorobowym lub macierzyńskim, właśnie w zw. z
ciażą bądź urodzeniem dziecka. Wiem, że nieprędko wrócą i rozpaczliwie brak
rąk do pracy. Plusy - ponieważ praca też mnie nieco stresuje (duzy napływ
odwołań do rozpatrzenia, sprawozdań do napisania - a mało pracowników)nie
miotałabym się już bez sensu między praca a domem, tylko mniej lub bardziej
udanie byłabym z własnymi dziećmi. Mój dochód netto to 1000zł. Z tego niani
płacę ok. 600zł. Niania podjęła się być do końca lutego z dziećmi za
dotychczasową zapłatę - bo nas lubi i nie chce mnie zostawiać na
przysłowiowym lodzie. Niania jest z gatunku tych zaufanych - naprawdę jestem
spokojna o córkę, kiedy zostawiam ją pod jej opieką. Z wielką niechęcią myślę
o szukaniu kogoś nowego do dzieci. Ale skoro niania mówi, że nie da rady być
na stałe z dwojgiem - muszę to zrozumieć i uszanować, widocznie tak jest i
kropka. Mamy kredyt mieszkaniowy na 20 lat, ogólnie mówiąc nie przelewa nam
się (mam np. na myśli, że każda choroba moja czy dzieci i wizyta w aptece
rujnuje nasz budżet domowy.) Nie wiem co będzie lepsze. Tzw. postronni
obserwatorzy (obecna niania, pielęgniarka środowiskowa, lekarz rodzinny, moja
mama itp.) również zauważają, że ja NIE NADAJĘ się do opieki nad dziećmi -
wykończę się. Mam poczucie obowiązku wobec dzieci, pracą się o tyle nie
przejmuję, że wychowawczy muszę dostać, składajac ze stosownym wyprzedzeniem
wniosek o taki urlop. Hamuje mnie w gł. mierze to, że będzie to urlop
bezpłatny. Przepraszam, nie mam siły dłużej pisać. Czy któraś z Was napisze
mi, co o tym myśli?
Agnieszka