mamusia_misia
03.02.05, 13:01
Przy dziecku jest duzo czasu na myslenie, na spacerze, w czasie karmienia,
przynajmniej na poczatku. I to jest zgubne... Stopien zdezorientowania
osiaga szczyty. Normlanie nie wiem, co mnie popycha do podejmowania decyzji.
Doszlam do wnisku, ze brak odwagi. A wszystko glownie przez powrot do pracy.
Postanowilam wrocic do pracy, bo, wiadomo, o prace jest szalenie trudno,
zwlaszcza w wolnych zawodach. Praca jest, powiedzmy, ok, ale swietny szef,
koledzy. Zarobki (2/3 etatu) po opaceniu niani beda w okolicach 700zl, takze
nie jest zle. Byly lekkie naciski na powrot.
Ale wiem, ze wracam ze wzgledu na brak odwagi. Boje sie podjac ta decyzje, ze
wole zostac z synkiem. Boje sie odmowic. Macierzynstwo mnie strasznie
pochlania i wiem, ze jak pracuje robie sie niecierpliwa i nerwowa wzgledem
synka. A on jest teraz najwazniejszy. Czyzby?
I w ogole ciagle tak w zyciu postepuje. Wybieram cos, co moze miec mniej
drastyczne konsekwencje. Boje sie ryzyka. Nie poszlam do liceum, do ktorego
chcialam, bo mama sie nie godzila, nie studiowalam, czego chcialam, bo mama
tez byla przeciwko, a tam trzeba bylo kilku podejsc. Rezygnowalam z wyjazdow,
bo balam sie reakcji ludzi, wycofywalam sie z wystepow, bo wstydzilam sie.
Ciagle mysle, jak w podstawowce, ze nikt mnie nie lubi

Ciagle czuje sie
jakas taka zobowiazana. Po nocach placze nad samotnymi dziecmi. Jezeli
sprzedawca jest dla mnie mily, czuje sie w obowiazku cos kupic, prezenty
robie zawsze troche drozsze, zeby nikt nie pomyslal, ze mu zaluje. Zawsze
siadam z boku i absolutnie nie pogadam po np. zajeciach ze szkoly rodzenia.
Uciekalam jak najszybciej. Wizja zachecania synka do zabaw z innymi dziecmi w
piaskownicy mnie przeraza. Oczywiscie z drugiej strony licze, ze mnie to
troche przelamie, bo najbardziej boje sie, ze moj syn odziedziczy po mnie ta
dupowatosc. A tego nie chce absolutnie. I bardzo licze na meza.
W kazdym razie czuje sie, jak frajerka, bo podejmuje jakies decyzje, zupelnie
nie wiedzac, czego sama chce. A nie mam juz dwudziestu paru lat, a wrecz
trzydzieci pare... I tez przychodza do mnie takie mysli, ze zostanie z
synkiem byloby tez forma ucieczki, bo w pewnym sensie jest sie odizolowanym
od swiata ludzi

A z drugiej strony przez ta durna emancypacje czuje chec powrotu do pracy,
zeby miec, powiedzmy, wartosc we wspolczesnym swiecie. Zeby zarobic wlasne
pieniadze i dopiero w polowie miesiaca prosic meza. jakby kiedykolwiek robil
mi jakis trudnosci.
Mam tak zwane obciazenia genetyczne, jezeli chodzi o sklonnosc do
analizowania i dolowania sie. Polowa rodziny, to niespelnieni poeci i malarze
na psychotropach. Albo ludzie, ktorzy nie potrafili podejmowac decyzji.
Bez sensu. Takie rozwazania bez konca. Ale pewnie nie kazdemu obce

W
kazdym razie o moim zyciu decyduje dobro mojego synka, czy zdanie szefa, a
nie to, co czuje. No ale tamte sprawy sa konkretne, a ja nie wiem, czego
chce.
Opieka nad dzieckiem jest bardzo pochlaniajaca. Dlatego tym bardziej pewnie
czuje sie taka, powiedzmy, zniewolona. Ale bardzo go kocham i tylko przez
rozwazanie innych mozliwosci czuje sie tak. Bo widze, jak sie pieknie
rozwija, jak szybko to u niego sie zmienia, jak wazne sa te pierwsze miesiace.
Dobra, koncze juz. Kto dotrwal do konca, dostanie kwiaty i bombonierke!
Lenka