Brakuje mi odwagi, przemyslenia Matki Polki...

03.02.05, 13:01
Przy dziecku jest duzo czasu na myslenie, na spacerze, w czasie karmienia,
przynajmniej na poczatku. I to jest zgubne... Stopien zdezorientowania
osiaga szczyty. Normlanie nie wiem, co mnie popycha do podejmowania decyzji.
Doszlam do wnisku, ze brak odwagi. A wszystko glownie przez powrot do pracy.
Postanowilam wrocic do pracy, bo, wiadomo, o prace jest szalenie trudno,
zwlaszcza w wolnych zawodach. Praca jest, powiedzmy, ok, ale swietny szef,
koledzy. Zarobki (2/3 etatu) po opaceniu niani beda w okolicach 700zl, takze
nie jest zle. Byly lekkie naciski na powrot.
Ale wiem, ze wracam ze wzgledu na brak odwagi. Boje sie podjac ta decyzje, ze
wole zostac z synkiem. Boje sie odmowic. Macierzynstwo mnie strasznie
pochlania i wiem, ze jak pracuje robie sie niecierpliwa i nerwowa wzgledem
synka. A on jest teraz najwazniejszy. Czyzby?
I w ogole ciagle tak w zyciu postepuje. Wybieram cos, co moze miec mniej
drastyczne konsekwencje. Boje sie ryzyka. Nie poszlam do liceum, do ktorego
chcialam, bo mama sie nie godzila, nie studiowalam, czego chcialam, bo mama
tez byla przeciwko, a tam trzeba bylo kilku podejsc. Rezygnowalam z wyjazdow,
bo balam sie reakcji ludzi, wycofywalam sie z wystepow, bo wstydzilam sie.
Ciagle mysle, jak w podstawowce, ze nikt mnie nie lubi wink Ciagle czuje sie
jakas taka zobowiazana. Po nocach placze nad samotnymi dziecmi. Jezeli
sprzedawca jest dla mnie mily, czuje sie w obowiazku cos kupic, prezenty
robie zawsze troche drozsze, zeby nikt nie pomyslal, ze mu zaluje. Zawsze
siadam z boku i absolutnie nie pogadam po np. zajeciach ze szkoly rodzenia.
Uciekalam jak najszybciej. Wizja zachecania synka do zabaw z innymi dziecmi w
piaskownicy mnie przeraza. Oczywiscie z drugiej strony licze, ze mnie to
troche przelamie, bo najbardziej boje sie, ze moj syn odziedziczy po mnie ta
dupowatosc. A tego nie chce absolutnie. I bardzo licze na meza.
W kazdym razie czuje sie, jak frajerka, bo podejmuje jakies decyzje, zupelnie
nie wiedzac, czego sama chce. A nie mam juz dwudziestu paru lat, a wrecz
trzydzieci pare... I tez przychodza do mnie takie mysli, ze zostanie z
synkiem byloby tez forma ucieczki, bo w pewnym sensie jest sie odizolowanym
od swiata ludzi wink
A z drugiej strony przez ta durna emancypacje czuje chec powrotu do pracy,
zeby miec, powiedzmy, wartosc we wspolczesnym swiecie. Zeby zarobic wlasne
pieniadze i dopiero w polowie miesiaca prosic meza. jakby kiedykolwiek robil
mi jakis trudnosci.
Mam tak zwane obciazenia genetyczne, jezeli chodzi o sklonnosc do
analizowania i dolowania sie. Polowa rodziny, to niespelnieni poeci i malarze
na psychotropach. Albo ludzie, ktorzy nie potrafili podejmowac decyzji.
Bez sensu. Takie rozwazania bez konca. Ale pewnie nie kazdemu obce wink W
kazdym razie o moim zyciu decyduje dobro mojego synka, czy zdanie szefa, a
nie to, co czuje. No ale tamte sprawy sa konkretne, a ja nie wiem, czego
chce.
Opieka nad dzieckiem jest bardzo pochlaniajaca. Dlatego tym bardziej pewnie
czuje sie taka, powiedzmy, zniewolona. Ale bardzo go kocham i tylko przez
rozwazanie innych mozliwosci czuje sie tak. Bo widze, jak sie pieknie
rozwija, jak szybko to u niego sie zmienia, jak wazne sa te pierwsze miesiace.
Dobra, koncze juz. Kto dotrwal do konca, dostanie kwiaty i bombonierke!
Lenka
    • anek.anek Re: Brakuje mi odwagi, przemyslenia Matki Polki.. 03.02.05, 13:14
      wróć do pracy. co najwyżej po miesiacu,dwóch zrezygnujesz.
      Jat kazrobiłam, po macierzyńskim przepracowałam kilka m-cy na pół etatu.
      Uznałam jednak, że teraz wazniejsze dla mnie jest dziecko - wcześniej miałam
      okazję przez parę lat wspinać się po drabince kariery i w sumie tam się już
      spełniłam.
      Gdybym jednak podjęła taką decyzję o pozostaniu z dzieckiem od razu, bez próby
      podjęcia na nowo wyzwań zawodowych, to nadal bym sięgryzła, czy na pewno dobrze
      itd., a tak podjęłam decyzję z pełną świadomoscią jak to wygląda z czego
      rezygnuję i co dostaję w zamian.
    • marzena75 Re: Brakuje mi odwagi, przemyslenia Matki Polki.. 03.02.05, 13:23
      Ja odpowiem krótko, tak dla przeciwwagi.
      Z Twojego postu bije niesamowity optymizm. Naprawdę. Więc nie wiem dlaczego
      mówisz o sobie, że się boisz. Z takim podejściem do życia na pewno ze wszystkim
      sobie poradzisz: i z pracą i z opieką.
      Ja pracuję (staram się sumiennie) a po pracy - córka (też mam nadzieję
      sumiennie) i też mam optymistyczne podejście do życia i jak widzę to bardzo
      ułatwia.
      Masz rację, że pierwsze lata są bardzo ważne. Jedna potrafi tak jak ja,
      pracować i wychowywać dziecko, inna całą radość życia widzi tylko w
      wychowywaniu. I każda z tych decyzji jest piękna.
      Usiądź sobie w kącie, zamknij oczy i spróbuj wyobrazić sobie siebie po
      powiedzmy dwóch miesiącach pracy (bo początki nie sa "ciekawe", więc o nich nie
      wspominam). Widzisz się w niej, sprawia Ci radość sam fakt pracy? Piszesz o 3/4
      etatu, więc to 6 godzin. Zostaje naprawdę dużo czasu na maluszka. Ja się
      martwiłam, że przegapię pierwsze wstanie, kroki. I co? Ze wszystkim córa
      czekała na mamę!!! Wszystko po raz pierwszy było w sobotę lub niedzielę. I po
      strachu. Pracuję ponad rok, nie zmieniłabym decyzji.
      Miało być krótko, nie wyszło...
      PA
    • sweet.joan Re: Brakuje mi odwagi, przemyslenia Matki Polki.. 03.02.05, 13:31
      Cześć
      Poruszył mnie Twój post, dlatego postanowiłam odpisać. Ja też czułam się
      zniewolona przez matkę i uważam, że teraz jestem przez to mało stanowcza, mało
      ambitna itd... Na szczęście uciekłam daleko, odwiedzam rzadko, dzwonię niezbyt
      często. Napisałam na szczęście, ale też niestety, bo tak chyba nie powinno być.
      Nie czuję więzi, która powinna mnie łączyć z matką. Nie chcę, że by moje
      dziecko musiało kiedyś uciec ode mnie tak, jak ja musiałam uciec od swojej
      matki.
      No ale wiadomo, charakter mi się nie zmienił. Jestem mało ambitna, mówię to
      szczerze i jestem w pełni tego świadoma. I chociaż daleko mi do Matki-Polki,
      wcale nie uważam, że każda kobieta powinna pracować. Jeśli ktoś czuje się
      dobrze w domu z dziećmi, dlaczego musi z tego rezygnować. Oczywiście są
      sytuacje, kiedy trzeba wrócić do pracy np. ze względu na zbyt małe dochody
      męża. Ale jeśli jest wybór, należy dobrze wsłuchac się w siebie i podjąć
      decyzję - dla siebie. Wolę pracować zawodowo czy wychowywać dziecko? Zresztą
      często daje się pogodzić obie sprawy. Ważne, żebyś Ty się czuła dobrze.
      Jakoś mi nie idzie klecenie zdań... Przepraszam, że tak chaotycznie napisałam.
      A! Czekam na kwiaty i bombonierkę wink
    • najada Re: Brakuje mi odwagi, przemyslenia Matki Polki.. 03.02.05, 13:44
      Wiesz co, ty fajna dziewczyna jesteś, wcale nie tchórz... Dobrze Cię rozumiem,
      ja też tak często mam - robię coś innego niż naprawdę bym chciała. Np. też nie
      zagadam do miłej sąsiadki, choć brakuje mi kontaktów z innymi mamami z okolic,
      też wciąż myślę, że może się narzucam, wygłupiam itp. w kontaktach
      towarzyskich.
      Najważniejsze chyba, to zdawać sobie sprawę z własnych ograniczeń (Ty o nich
      dobrze wiesz!) i czasem je łamać, choćby wbrew sobie.
      Jeśli chodzi o pracę - po pierwszym dziecku musiałam szukać nowej, więc nie
      wiem jak to jest - wracać. A ile Twój maluszek ma?
      Ja bym zrobiła tak, jak radzą dziewczyny przede mną - wróciła, żeby się
      przekonać, jak to jest. Według mnie praca na niepełny etat, jeśli jeszcze do
      tego z pensji coś zostaje po opłaceniu niani to superrozwiązanie. Zostaje sporo
      czasu na wszystko, wczesne popołudnia są dla dziecka i domu. Mnie długie
      mamowanie na wyłączność wykańcza - czuję się wyrzucona na boczny tor,
      gnuśnieję, robię się wredna - jak twierdzi mąż, i w efekcie cierpią na tym
      dzieci (a miało być dla ich dobra!).
      Ja chciałam wrócić na pół etatu przy drugim synku, jak miał 10 miesięcy - ale
      szef chciał mi płacić tyle, że zostałoby może 100 zł, no i nie wróciłam. A
      teraz (po pół roku) założyłam firmę i sama sobie szykuję miejsce pracy...
      No więc moim zdaniem, zostanie w domu to nie odwaga, ale wybór osoby, która
      świetnie się z tym czuje - a wiele mam potrzebuje tych paru godzin
      dziennie "zajęć umysłowych", by z zapałem wracać do karmień, pieluszek i zabaw
      z maleństwami.
      Jeśli masz chęć pogadać o tym i nie tylko, pisz na priv.
      A z jakiego miasta jesteś?
      Pozdrawiam serdecznie,
      pracująca (na razie w domu) mama dwóch urwisów


    • justno.1 Re: Brakuje mi odwagi, przemyslenia Matki Polki.. 03.02.05, 13:49
      witaj;
      powinnas zauwazyc, ze kazde podjecie decyzji wymaga pewnej odwagi; a pozdjecie
      decyzji o powrocie do pracy, rezygnacji z bycia przy dziecku, wrecz ogromnej;
      byc moze zbyt dlugo wiele innych osob decydowalo za Ciebie, co ugruntowalo w
      Tobie przekonanie, ze jestes niesmiala, wstydliwa i wlasciwie to przeciez nikt
      Cie nie lubi; a dlaczego ma Cie nie lubic, za co? Za to, ze Cie nie zna? chyba
      musisz sobie uswiadomic, ze jestes czescia SWOJEGO zycia i juz wiele wyborow
      dokonalas i to nie przez swoj strach; urodzenie dziecka, zalozenie rodziny nie
      jest oznaka slabosci, ale odwagi! zacznij patrzec na siebie i otoczenie z innej
      perspektywy; postaraj sie, by nie kierowano Twoim zyciem, tylko chwyc za ster i
      miej odwage powiedziec NIE! bo jesli nie chcesz czegos kupic w sklepie, po
      prostu tego nie rob, a ze ktos jest dla Ciebie mily, usmiechnij sie, tez badz
      mila i idz dalej; zacznij odrozniac sprawy wazne od tych blachych; czujesz sie
      w obowiazku robic najdrozsze prezenty, bo ktos posadzi Cie o skapstwo? coz...
      jesli nie wie, w jakiej sytuacji materialnej mozesz akurat byc, i zle
      pomysli...niech umrze nieuswiadomiony; to jego problem nie Twoj;
      idz do piaskownicy z synkiem i nie boj sie,ze ktos zle na Ciebie spojrzy;
      przeciez mamy (zwlaszcza rowiesnikow) uwielbiaja wymieniac doswiadczenia, wrecz
      moga non stop gadac o dzieciach; Ty pewnie tez, tylko musisz sprobowac!
      dziekuj losowi, ze synus jest zdrowy, tudziez cala rodzinka, bo to dopiero jest
      problem, gdy jest inaczej; wiem co mowie, bo moja corcia do 3 m-ca rozwijala
      sie idealnie, a potem zaczela sie walka o jej zdrowie; i to co zaprzatalo moja
      glowe to tylko by byla zdrowa!
      napisz ile synus ma miesiecy, pisz tu jak najczesciej!
      a! wylanie takiego posta, pisanie o swoich slabsciach to dopiero odwaga! masz
      jej duzo, tylko nie potrafisz sie do tego przyznac; glowa do gory, jutro swiat
      wyda sie bardziej kolorowysmile
      pozdrawiam;
      justyna i Oliwka
    • ivia Re: Brakuje mi odwagi, przemyslenia Matki Polki.. 03.02.05, 15:26
      Hej,
      Myślę, że takie przemyślenia jak Twoje nie są obce żadnej z nas. Ja często
      łapię się na tym, że chciałabym sobie pobyć z moim brzdącem w domu, zająć się
      gotowaniem, sprzataniem, zwyczajnie pobyć kurą domową i zastanawiam się, po co
      tym babom potrzebne było to równouprawnienie. Ale z drugiej strony chyba bym
      zwariowała bez pracy (bo bardzo lubię to co robię), mam więcej werwy po
      powrocie z pracy niż po całodziennym siedzeniu w domu. No ale kobieta zmienną
      jest, więc cóż tu się dziwić.

      Pozdrawiam i życzę trafnych decyzji
      Ivia

    • mamusia_misia Re: Brakuje mi odwagi, przemyslenia Matki Polki.. 03.02.05, 21:03
      Bardzo Wam dziekuje za te listy. Postaram sie sklecic cos w nocy i przeslac. No
      i czekoladki szykuje!
    • ulka_e Re: Brakuje mi odwagi, przemyslenia Matki Polki.. 04.02.05, 07:49
      Mamo-misia ty chyba piszesz o mnie, kubek w kubek też tak postępuje,
      wszystkiego się boję, ale już pracjuję a mały został z opiekunką i tak jest
      dobrze, pa
    • mamusia_misia Re: Brakuje mi odwagi, przemyslenia Matki Polki.. 04.02.05, 12:41
      Czasem, jak rozmawiam z innymi ludzmi, mam wrazenie, ze dokladnie wiedza, czego
      chca. A przynajmniej, jak wybieraja, to wybieraja swiadomie. Ale jednak nie
      wszyscy... Dziekuje Wam ze te listy, bo dobrze sobie przypomniec, ze zagubienie
      to stan normalny! Zwlaszcza wsrod kobiet, bo w koncu nasza sytuacja w tej
      chwili jest zupelnie, ze tak powiem, nieokreslona. Taki facet ma pracowac, a
      jak zostaje w domu z dziecmi, to albo jest bez pracy, albo zarabia mniej.
      Pewnie nigdy z wyboru.
      Jak sie tak siedzi w domu, to wpada sie w pewnym momencie w stan takiego
      jakiegos zaslepienia. I wszystko zaczyna sie robic taki trudne i obce, a z
      drugiej strony odbiera sie to tak, jakby krecilo sie wokol mnie.
      Po Waszych listach myslalam i wymyslilam, ze wolalabym zostac z synkiem w domu.
      Ale stwierdzilam tez, ze powrot do pracy jest bardzo wazny i to powinnam wybrac
      (tak sobie caly czas powtarzam smile)) Nie moge sie jeszcze wycofac, bo bym
      zezloscila tylko szefa. Popracuje i zobacze, moze sprawa sie sama rozwiaze i
      okaze sie, ze synek ma sie swietnie i w ogole! Nawet jesli zrezygnuje, a za te
      pare lat (po drugim dziecku na przyklad smile nie bedzie dla mnie miejsca w
      firmie, zmierze sie z tym problemem wtedy, nie teraz smile
      Ech, trzeba zyc!
      A te bombonierki i kwiaty, to zupelnie powazna sprawa. Musze je przerobic na
      wersje elektroniczna, cierpliwosci smile
    • dota_mama_jasia Re: Brakuje mi odwagi, przemyslenia Matki Polki.. 04.02.05, 13:42
      Hej,

      Nawet jeśli jesteś tchórz, to z dużym poczuciem humoru smile Jesteś dziewczyna w
      biglem, skoro piszesz, że połowa rodziny to niespełnieni malarze na
      psychotropach i nie chciałabyś, żeby syn odziedziczył po Tobie dupowatość smile Ja
      też mam w sobie tej dupowatości całkiem sporo i też bywa mi z tym strasznie
      źle, ale ostatnio wiele się zmieniło, odkąd nauczyłam się... wiercić otworki w
      ścianach. Dlaczego otworki są ważne? Bo uniezależniają Cie od dobrej i złej
      woli innych, którzy mieliby Ci pomóc zrealizować własne plany. Można zacząć od
      obrazków, bo to proste strasznie. Zawsze czekałam, aż mój niemąż raczy STRASZNĄ
      WIERTARĄ wywiercić mi otworki. Czekałam miesiącami. Frustrowałam się, robiłam
      coraz smutniejsza i coraz częściej miałam wrażenie, że ja spełniam czyjś
      życzenia, a czy ktoś spełnia moje? Wreszcie wkurzyłam się, stwierdziłam DOŚĆ
      TEGO ŁZAWEGO ROZCZULANIA SIĘ NAD SOBĄ. Nie było to proste, bo za moim żalem do
      innych mieszkał STRASZNY LEŃ. I leniowi nie chciało się samej wiercić otworków.
      Tuż koło lenia mieszkał STRASZNY STRACHULEC, który bał się, że otworki wyjdą
      nie tak, a ja strasznie się zbłąźnię wiercąc je, i jak to, tak bez akceptacji
      niemęża, jak popełnię błąd, to gromy na mnie spadną. Wzięłam straszną wiertarę
      za bary, przyjrzałam się, przypomniałam sobie, że w końcu mam dyplom wyższej
      uczelni, jeżdzę samochodem i do cholery, chyba potrafię zrozumieć urządzenie,
      które ma cztery przyciski! Streszczając się: wywierciłam dwa otworki w ścianach
      niszcząc wiertła do metalu niemęża, nastęonego dnia kupiłam sobie własne
      wiertła, powiesiłam resztę obrazków, zrobiło się znacznie sympatyczniej,
      powiesiłam jeszcze meksykańską kapę na ścianie, pożyczyłam wiertarkę
      akumutarową od znajomych robotników, przez cały weekend wierciłam otworki w
      palikach ogradzających pastwisko dla koni, (mój niemąż ruszył za mną i zajął
      się wkręcaniem izolatorów i rozciąganiem taśmy, nie musiałam skamlać i
      namawiać, po prostu ruszyłam się do roboty, a on ruszył się za mną). Obejrzałam
      efekty swojej pracy, nabrałam nieco pewności siebie, podjęłam decyzje o kupnie
      konia i kupiłam go, zaczęłam się nim zajmować (przy okazji też koniem niemęża i
      naszą krówką) nie czekając na wytyczne i przejęłam pałeczkę, zostawiając
      niemęża w nieco poirytowanym osłupieniu. Zaczęłam odkrywać, że mogę poradzić
      sobie z brakiem akceptacji innych, a realizowanie własnych planów ZAWSZE wiąże
      się z tym, że co najmniej jedna osoba nie jest zadowolona, że nie realizujemy
      jej planów. Teraz planuję wyjazd z koleżanką do zaprzyjaźnionego gospodarastwa
      agro w marcu i nie będę jak dotychczas dopytywać się, czy nikomu to nie
      koliduje z jego planami wyjazdowymi. Nikt nie inormaruje o swoich planach
      wyjazdowych, więc zakładam, że nikt ich nie i równie dobrze mogę pierwsza
      poinformować ja. Zaczęłam obserwować swoje niemęża uważnie, swoich kolegów i
      zaczęłam postępować identycznie jak oni. Na początku nie mogłam sobie z tym
      poradzić. Jak to, mam tak po prostu odmówić? nie powiedzieć, jakie mam plany?
      nie uzgodnić? Zakomunikować? Nie prosić, ale komunikować, że zamierzam? Nie
      słyszeć? nie odpowiedzieć? nie dopytywać się? I nagle... nagle moje życie
      zaczęło się zmieniać! kolega mówi cicho, więc pewnie nie do mnie, co mnie to
      obchodzi, jak będzie miał faktycznie sprawę, to zacznie mówić głośniej, co ja
      się bedę dopytywać. Niemąż chciałby, żebym coś zrobiła? Ale ja kompletnie nie
      mam na to ochoty i nie mam takich wobec niego zobowiązań, żebym musiałam, więc
      nie, nie zrobię. Naburmuszył się i ... przyjął do wiadomości, poszedł zrobić
      sam. Coś leży? Niech leży, zawsze ja podnosiłam, za tydzień się zorientują, że
      leży i ktoś podniesie. Pusta lodówka? Robię zakupy od lat, jak zgłodnieją, to
      pojadą do sklepu, ja sobie kupię batona po drodze. Przestałam gadać, zaczęłam
      działać metodą faktów dokonanych.

      I nagle zaczęłam mieć mnóstwo czasu i energii na to, by zastanawiać się nad
      tym, czego chcę. W gruncie rzeczy wymaga to głównie przełamania lenia i
      strachu.

      Powodzenia i nie przepraszam za dłużyzny, jak kogoś nudzi, niech nie czyta smile

      Dota
    • 18lipiec Re: Brakuje mi odwagi, przemyslenia Matki Polki.. 04.02.05, 15:43
      Wracaj do pracy i się dowartościuj bo cholernie źle już z Tobą.
      • dora1976 Re: Brakuje mi odwagi, przemyslenia Matki Polki.. 04.02.05, 17:10
        Doskonale cię rozumiem mamo misia ja tez jestem w jakims strasznym dołku i to
        nie od dziś, teraz przy dziecku siedze i mysle nad swoim zyciem i zauwazyłam ze
        tez jestem jakas dupowata i jakos nie potrafie sie ogarnąć i wziąsc swojego
        losu w swoje ręce, zawsze sie czegos boje, powazne decyzje odkładam na później
        i nie umiem sie okreslić, tkwie w tym maraźmie i nie umiem nic z tym zrobić
        tylko rozmyslam a tu trzeba działać. Nie poszłam do tej szkoły do której
        chciałam bo jakoś nie miałam odwagi, nie poszłam na studia a była mozliwość bo
        jakoś nie mogłam sie zdecydować co chce robić w życiu, przypadkiem złapałam
        prace w księgowości i wmawiał sobie ze lubie to robić a ja zawsze nienawidziłam
        matematyki, wyszłam za mąż bo tak wypadało. A teraz nie wiem co robić dalej
        wychowuje mojego ukochanego synka i musze w końcu znalesc prace bo chyba
        naprawde oszaleje w tym domu.
    • mamusia_misia Re: Brakuje mi odwagi, przemyslenia Matki Polki.. 05.02.05, 00:06
      No tak, cos z lenia tez jest w tym wszystkim. Wiadomo, ze tkwienie w tym, co
      bylo nie wymaga tyle pracy, co zmiana czegos z dostosowywaniem sie. Zawsze w
      zwiazku ze zmiana czuje sie pozbawiona gruntu pod nogami. Lacznie z zakonczeniem
      emisji serialu wink
      Jeszcze w trakcie nauki zaczelam prace i wiedzialam, ze studia byly lekko
      kosmiczne, bo to, co w pracy, to papa na lepiku i dyskusje z murarzami, a nie
      super projektowanie super budynkow. Zal mi bylo jednak tych studiow i pracuje od
      9 lat. A do tego fachu trzeba zdecydowania i konkretow, a nie lelum poleleum. I
      teraz z jednej strony mozna rzucuc wszystko i zostac tym malarzem (artysta, nie
      pokojowym wink, z drugiej wziasc sie i nauczyc gadac z paniem Kaziem. No ale obie
      sytuacje to zmiany. I tu len pelna geba...
      Nie wiem w ogole, czy nie naogladalam sie amerykanskich filmow itp. Bo mam
      jakies takie wyobrazenie zycia z reklamy sokow cappy. Tam gosc, architekt,
      czlowiek sukcesu, wraca z pracy po podpisaniu super kontraktu, ma super lale w
      domu i wlasnie sie zbieraja do klubu, gdzie on gra w zespole na prekusji.
      Wszyscy klaszcza i sa szczesliwi. Czasem mam wrazenie, ze zostalam na etapie
      liceum z wizja swiata. I stad te wszystkie "filozoficzne" rozwazania. I durne
      oczekiwania.
      Moja babcia ma 76 lat i ciagle daje sie nabierac osobom z ulicy. Oddaje im
      rekawiczki, daje pieniadze, bo jest jej ich zal. Przezyla wojne, urwane glowy w
      okopach, utrzymywanie rodziny w wieku 16 lat, bo jej ojcie byl w niewoli, a mimo
      to kupuje jakas szitowa paste do zebow od domokrazcy. I jest cudowna, pisze
      wiersze, w nocy na prosbe sasiadow ucisza pijanych gosci w melinie, co rozmowe
      cytuje coraz nowe fragmenty artykulow, teorie czesem sie wykluczajace juz po
      tygodniu... Czy jest wiec dla nas nadzieja wink? Nawet nie wiem, czy jest
      szczesliwa. Nie moge jej o to zapytac, bo i tak mi szczerze nie odpowie. W koncu
      jestem jej wnuczka, istota nizszego rzedu wink Kiedys czytalam jej wiersze z
      okresu, kiedy spotykala sie po rozwodzie z mezczyzna, ktory potem umarl. Ale
      wtedy juz nie byli sobie bardzo bliscy. Miala okolo czterdziesci lat. Byly
      przepelnione taka miloscia i namietnoscia. Az bylam zawstydzona, ze je czytam.
      Mialam wrazenie, ze nie potoczylo sie jej zycie, tak jak chciala. Moze w tamtym
      momencie tak... Ze nigdy jej sie nie udalo. Bo wojna, bo malzenstwo w wieku 17
      lat, bo piecioro dzieci, bo rozwod... Musiala zdusiac w sobie te rozdmuchane
      marzenia nastolatki i nie zdazyla dojsc do wniosku, ze sa naiwne. Czasem mam
      wrazenie, ze siedzi w niej ta siedemnastolatka i sie dziwi, "Jak to? mam juz 76
      lat? A kiedy bede miala 18?"
      Wlasciwie czy nie jestesmy cudowne, takie zagubione? Dlaczego mamy byc te
      zdecydowane i energiczne, odnoszace sukces i cwiczace na silowni (to napisala
      moja leniwa czesc)? Przeciez musi byc ktos gruby (to napisala moja leniwa
      czesc), zeby ktos byl chudy. Jak, no jak sie wyluzowac po prostu? Jak zaczac
      robic te dziury dluzej niz tydzien albo dwa? Jak nie zapomniec o tym albo
      cokolwiek, co sie z tym dzieje, w kazdym razie wraca sie do miotactwa... Zawsze
      myslalam, ze po urodzeniu dziecka wreszcie bedzie jasne, co jest wazne, a co
      nie. Oczywiscie ogromnie sie wszystko poukladalo, ale miotactwo zostalo.
      Wiec ogolnie chodzi o to, ze jest fajnie byc taka dziewczyna, ktora jest
      zagubiona i to jest bardzo kobiece. Fajne jestescie takie niesmiale i
      niezdecydowane. I fajne jestescie, jak juz Wam sie uda zwalczyc w sobie to
      miotactwo, bo i tak w glebi siedzi ta chaotyczna istotka. I niech ten moj syn
      lepiej bedzie zapatrzony w ojca, konkretnego i zdecydowanego, cierpliwie
      znoszacego placze swojej zony, pukajacego sie w czolo, jak tylko sie odwroce.
      Ale i tak jest mi glupio sie przyznac, ze sie nie jest super szczesliwym majac
      zdrowe dziecko, zdrowie wlasne, prace, samochod...
      • ivia Re: Brakuje mi odwagi, przemyslenia Matki Polki.. 05.02.05, 00:14
        Bardzo mądra z Ciebie kobieta, zazdroszczę Ci.
        • mamusia_misia Re: Brakuje mi odwagi, przemyslenia Matki Polki.. 05.02.05, 00:24
          To strasznie mile, ale myslimy dokladnie tak samo, tylko Ty sie strescilas, a ja
          rozgadalam wink
Pełna wersja