Trochę pod wpływem tematu "butelkowego"

04.02.05, 14:17
Presja na karmienie piersią to jeden ze stereotypów, które stosowana sa przez
wzorcowe "matki - Polki" do nekania tych mniej udanych. Przypina nam się
miano wygodnych i leniwych. A jak wygodne sa nocne karmienia butelką, to
tylko mozna sie dowiedzieć w praktyce.
mnie osobiście mierzi jeszcze jeden stereotyp: CESARKA - to przejaw
wygodnictwa i "bogactwa" matki. Według wielu kobiet, które miały to szczście,
że rodziły naturalnie panuje pogląd, że CC załatwia sobie kobieta, która na
to stać i nie chce się męczyć. Owszem znam takie przypadki. Ale sama
osobiście przeszłam dwa razy CC i nikomu tego nie życzę. Boli jak diabli -
przeciez masz rozciety brzuch; Dochodzisz do siebie duzo dłuzej; Tworza się
zrosty w jamie brzusznej i czasami są przyczyną kłopotów; Na brzuchu masz
ohydną bliznę; podejmujesz ryzyko znieczulenia; Jesli założa ci narkozę nigdy
nie słyszysz pierwszego krzyku swego dziecka;
W OCZACH MATEK RODZACYCH SIŁAMI NATURY, ZAWSZE BĘDZIESZ:
wygodnicka; " toś się nie nacierpiała", nie wiesz co to ból, gorsza bo co z
ciebie za kobieta, skoro nie potrafiłaś urodzic własnego dziecka...etc.
najbardziej zabolał mnie karcący komentarz z ust pediatry zastepującego naszą
lekarkę, że chyba nie płaciłam za CC. A wystarczyło zajrzęć do książeczki
małego.
GORACO POZDRAWIAM WSZYSTKIE MAMY TE WZORCOWE I TE MNIEJ UDANE - jak ja.
    • twinmama76 hmm rodziłam siłami natury i nie wiem, co to ból 04.02.05, 14:44
      tzn. prawie, bo po oksyctocynie + wypychanie dzieci przez 2 lekarzy sad
      i nie wiem, co to ból - miałam takie zzo, że nie czułam nic, także bóli partych.

      Wiem, jakie "wygodne" są nocne karmienia butelką, ale wiem też jak bola
      wymamlane do granic mozliwości i popekane brodawki.

      Nudzą mnie te licytacje matek "dobrych" i "lepszych".
      Wszystko ma swoje dobre i złe strony. Najważniejsze, abyśmy same, świadomie
      dokonywały wyborów i nie dorabiały potem do nich ideologii.
      • kalina_p Re: hmm rodziłam siłami natury i nie wiem, co to 04.02.05, 14:50
        A do tematu - domyslam sie, jak boli blizna po cesarce, bo mnie strrrrasznie
        bolalo po wycieciu wyrostka, wiec do glowy by mi nie przyszlo zazyczyc sobie
        cesarki!!! Lepiej sie chwile pomeczyc i miec z glowy, niz miesiac nie moc wstac
        ani sie schylic...

        Natomiast uwazam, ze matka jednak powinna dziecko karmic piersia. Jestesmy, jak
        by nie bylo, ssakami i natura dala nam mozliwosc karmienia potomstwa. Mnie w
        szpitalu dokladnie wyjasnili, ze 3 pierwsze dni brodawko beda bolaly ALE POTEM
        przestana. I zeby smarowac bepanthenem. Pomoglo i faktycznie po 3 dniach nie
        bolalo. Poza tym tez wolalam sie te 3 dni przemeczyc i potem karmic, bo duzo
        latwiej w nocy podac piers, niz wstawac i "robic butle". Denerwuje mnie tylko
        mamusie, ktore nie karmia, bo sie boja obwisniecia piersi, albo ze to
        nieestetyczne...
    • paulina62 Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 04.02.05, 15:27
      Co do cesarki: nie chciałam mieć, ale nie było wyjścia. I to był koszmar
      związany ze znieczuleniem. Ból rozciętego brzucha był niczym w porównaniu z
      prądami, które mnie przechodziły, bo lekarz "nie mógł trafić" i potwornymi
      bólami głowy przez tydzień po cesarce, bo "widocznie zrobiłem pani ranę w
      kręgosłupie i dopóki się nie zagoi nie może się pani podnosić z łóżka". Nikomu
      nie życzę!
      Co do karmienia: zawzięłam się i mimo koszmarnych boleści karmiłam od początku.
      A moja znajoma karmiła przez tydzień i powiedziała, że później już się jej nie
      chciało, bo "ciągle chciał wisieć przy cycku - nic nie mogłam przy nim zrobić,
      a butelkę dałam i śpi cały czas". Rozumiem wszystkie mamy, kóre nie mogą karmić
      z różnych powodów, ale że nie karmią z lenistwa - tego nie rozumiem, ale też
      potępiać nie będę.
      • truskawa495 Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 04.02.05, 20:27
        W moim przypadku sam lekarz podpowiedział cc i nie było przeciwskazań do naturalnego porodu. Nasze dziecko jest z nami dzięki in vitro z mikromanipulacją. Była to Pani Dr, która skierowała nas na odpowiednie badania i odpowiednio szybko dowiedzieliśmy się że nie możemy zostać rodzicami, a jedynym rozwiązaniem jest właśnie in vitro z ICSI. Później prowadziła ciążę od 5 miesiąca i wiedziała co musieliśmy przejść by mieć naszą córeczkę, dlatego sama zasugerowała cc. Siostra mojego męża urodziła sama dziewczynkę 2 tygodnie później i jej malutka ma naderwany nerw w rączce a po porodzie miała przez miesiąc krwiaki na białkach ocznych. Z tego co wiem jeśli będzie w ciąży z drugim dzieckiem sama zażyczy sobie cc.
        • kalina_p Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 04.02.05, 21:32
          Oj, to biedactwo...musiala zle trafic chyba. A jaki szpital? Too chyba pech
          albo komletna ignorancja lekarzy. Az strach myslec. Ja mam bardzo dobre
          doswiadczenia, urodzilam w 3 godz drowiutka corke, maz byl ze mna, przecinal
          pepowine...
        • dororka Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 04.02.05, 21:56
          Nie chodziło mi o to, żeby w jakikolwiek sposób oceniać osoby, które decydują
          się na CC mimo braku wskazań medycznych. Chciałam tylko naswietlić kwestię
          specyficznego traktowania mnie przez matki (i nie tylko) rodzace naturalnie.
          Nigdy nie robiłam tajemnicy z faktu, że oboje moich dzieci w ten sposób
          przyszło na świat, bo czego tu się wstydzić? Ale w społeczeństwie panuje poglad,
          że cc to nie operacja i jest wygodną formą porodu, głównie dla matki. Nawet moja
          kuzynka, na stwierdzenie, że przy drugim cięciu wycięli mi rozjechana starą
          bliznę i duzo staranniej zeszyli, powiedziała, że mam teraz "śliczny brzuch". A
          jej na to: O ile jest coś slicznego w kilkunastocentymetrowej bliźnie od pepka w
          dół. ( 1 cc robiono w pospiechu, bo życie małej było zagrożone).
          Moze spotkało mnie takie traktowanie, bo mieszkam w małym prowincjonalnym
          miasteczku. Może w duzych miastach problem lekceważenia w tej kwestii nie istnieje.
    • elgosia Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 04.02.05, 23:33
      Jeśli któraś matka decyduje się na CC lub butelkę, bo tak niby wygodniej i nie
      bierze nawet pod uwagę naturalnego porodu i karmienia to taka postawa godna
      pochwały moim zdaniem nie jest. I z tym się nie zgadzam. Ale wiele z nas w
      swoich decyzjach kieruje się istotnymi powodami niekoniecznie do naszej
      wiadomości. Nie maja też napisane na czole: parłam 2 godz i zanikało tętno lub
      nie miałam pokarmu itp. I nie muszą sie tłumaczyć.
      W takim razie zmieniam zdanie - zmieniłam już co do butli, pora na cesarkę. Nie
      znam powodów, więc oceniać nie będę. Zgodnie z biblijną zasadą: nie sądźcie,
      byście nie byli sądzeni. Choć podtrzymuję mój sprzeciw wobec wygodnictwa - sama
      postaram się mu nie ulec.
      Pozdrawiam wszystkie kochające swoje dzieci mamy - bez względu na sposób
      rodzenia i karmienia.
    • lideczka_27 Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 04.02.05, 23:50
      dororka, nie wolno Ci mieć kompleksów z tego powodu! Ja rodziłam naturalnie,
      miałam to szczęście - obyło się bez komplikacji, poród szybki, niemal
      bezbolesny (mimo braku znieczulenia). Ot, miałam dużo szczęścia. Cc to dla mnie
      operacja i bardzo się tego bałam, ale mnie ominęła - podziwiam matki, które
      chcą cc na życzenie (bo takie przecież bywają), ja bym się chyba zes**** ze
      strachu. Teraz jestem w ciąży i mam nadzieję, że będę rodzić naturalnie, jak
      będzie cc to będzie, ale nigdy mi nie przyszło do głowy pomyśleć, że ten poród
      umniejszy moje macierzyństwo! Entuzjastycznie podchodzę do naturalnego porodu,
      bo był łatwy, bardzo go przeżyłam rodząc z mężem, po nim mam jedyną małą
      pamiątkę - bliznę po szyciu krocza. To są moje porodowe wspomnienia i chętnie
      piszę w wątkach o porodach, gdy pojawiają się posty dziewczyn strasznie
      bojących się porodów naturalych, którym ktoś do głowy nakładł, że to najgorsze,
      co może być pod słońcem - to, że bywają trudne porody naturalne nie oznacza, że
      to jakaś norma i dotyczy każdego przypadku. Taki poród czy taki - powoduje, że
      kobieta wydaje na świat swoje dziecko i to jest najważniejsze! Ja Ci powiem o
      jeszcze innym stereotypie: spotykam się dość często z opiniami mam po cc, że
      poród naturalny "sponiewiera" kobietę, że to coś obrzydliwego - to, co się
      dzieje z krokiem, a do tego lewatywa i te inne. Takie sugestie czy wręcz opinie
      są obraźliwe, ale ja staram się je ignorować i Ty też tak rób, gdy ktoś chce
      pomniejszyć Twoją rolę w daniu nowego życia.

      Poród to indywidualna sprawa, nawet cc na życzenie nie powinno nikogo oburzać,
      bo co nam do decyzji innych matek? Ich dzieci, ich sprawa jak je wydadzą na
      świat...

      pozdrówki
      lidka
    • antonina_74 Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 05.02.05, 11:08
      Przyznam szczerze że choć miałam jak Ty dwie cesarki to nigdy nie spotkałam się
      z krytyką czy kąśliwymi uwagami. Wręcz przeciwnie, reakcje były raczej typu "ty
      to się dopiero nacierpiałaś." Lekarze owszem pytali dlaczego cesarki ale nigdy
      krytycznie tylko dla informacji.
      Cesarki nie były dla mnie ani strasznie bolesne ani traumatyczne, był to jedyny
      sposób uniknięcia poważnych komplikacji, zresztą oba razy miałam cięcie po
      próbie porodu naturalnego. Blizna niewielka, goję się jak pies, więc w sumie
      nie uważam żebym jakoś dużo więcej przeszła niż mamy rodzące sn.
      Natomiast do stereotypu wygodnickiej niewątpliwie przyczyniają się kobiety
      które fundują sobie cesarki na życzenie w prywatnych klinikach "bo się boją
      rodzić naturalnie". Na zasadzie - boję się plombowania to ząb sobie wyrwę wink
      Takich kobiet nie rozumiem i potępiam. To im zawdzięczasz to że lekarze
      traktują Cię jak traktują.
      • maja45 Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 05.02.05, 12:35
        Jestem trochę zaskoczona czytajac o kłopotach matek , które doświadczyły
        nieprzyjemności z powodu decyzji o c.c czy też karmieniu sztucznym.
        Ja rodziłam w małym prowincjonalnm, ale fajnym szpitaliku, gdzie c.c wówczas
        robiono niemal rutynowo prawie wszystkim rodzacym( powód zawsze jakiś sie
        znalazł), bo Kasa Chorych ( jeszcze wtedy były Kasy) lepiej za taki poród
        szpitalowi płaciła.Teraz c.c wykonuje sie albo naprawdę cięzkim przypadkom,
        albo wszystkim chetnym , które za taki zabieg zapłaca, oczywiscie
        nieoficjalnie -ordynatorowi do kieszeni. Zatem takie pacjentki są traktowane
        przez personel bardzo dobrze-płaca i wymagają.
        Co do karmienia-personel uczy i podpowiada, ale nie ma też problemu, by dziecko
        dostało butelke-takie rozwiazanie jest przecież wygodniejsze dla personelu, bo
        dziecko nakarmione sztucznie spi dlużej, nie płacze, a pielegniarki mają swiety
        spokój.Nic na siłe.
        Nie zauwazyłam też by któś piętnował matki karmiące sztucznie, wrecz przeciwnie
        w tym srodowisku karmienie piersia dużej niz 3 miesiące, to coc niezwykłego.
        Ja mam obojetny stosunek zarówno do c.c jak i karmeia sztucznego-to nie moja
        sprawa, jakie ktoś ma poglady na te rzeczy.
        Marta
    • kmianka Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 05.02.05, 15:39
      >W OCZACH MATEK RODZACYCH SIŁAMI NATURY, ZAWSZE BĘDZIESZ:
      wygodnicka <

      To zdanie bardzo nieładnie generalizuje. To słowo "zawsze" insynuuje, że i ja,
      rodząca naturalnie, uważam Ciebie, rodzącą przez CC, za wygodnicką itp. Tu mnie
      krzywdzisz, bo ja wcale tak nie uważam. Być może czepiam się słowek, ale takie
      generalizowania bardzo mnie denerwują.

      Zresztą, nigdy nie zauważyłam dyskryminacji w tej kwestii.
    • madzia1708 A CO TY MASZ WYRZUTY SUMIENIA????????????? 05.02.05, 16:50
      nie przesadzaj, ja rodziłam naturalnie, karmiłam piersią i wcale nie czuję się
      lepsza. Ani jedno ani drugie nie należy do przyjemnych....
      Krocze boli, cycki pogryzione, dziecko z mlekiem pije również trochę krwi :o(
      Nie wiem czy przy drugim dziecku nie zdecuduję się na CC???
      Grunt to żeby maluchy były zdrowiutkie, a komntarzami jakiś głupków nie ma co
      sie przejmować!!!!!!
      Pozdrawiam Was Mamuski
      Magda
      • jemma Re: 05.02.05, 22:36
        Ja karmiłam naturalnie starszą córkę 4 lata,a młodszą 3,5,rok
        karmiłam jednocześnie obie.Jestem z siebie dumna,bo widzałam w tym sens,wyszło
        nam czyli mi i dzieciom to tylko na dobre.Obie moje córcie przyszły na świat
        przez cc,i nie był to mój kaprys.Nie chcę się z nikim licytować i porównywać bo
        nie lubię.Powiem wam tylko,że kilka razy spotkałam się wręcz z pogardą jeżeli
        chodzi o cesarki,no a za karmienie zostałam prawie zlinczowana.Gdy wspomiałam o
        tym na emamie to jedna z forumowiczek nazwała to zboczeniem i masakrą.Co prawda
        mam to gdzieś i tak wiem swoje,nikogo nie zamierzam potępiać ich wybór\no
        przyznam trochę mną trzęsie gdy słyszę o tych zdeformowanych piersiach i
        innych" ważnych"powodach\,mogę tylko zachęcić na podstawie swoich doświadczeń.
    • zzz12 Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 05.02.05, 22:31
      Wybacz, ale jestes chyba przewrazliwiona na punkcie cc albo mieszkasz na innej
      planecie...Nigdy nigdzie nie spotkalam sie ze slowami "potepienia" wobec kobiet
      po cc, ani z poczuciem bycia gorsza matka tylko dlatego, ze sie nie
      urodzilo "naturalnie". Po prostu w tym przypadku wydaje sie, ze cel uswieca
      srodki, a celem jest urodzenie zdrowego dziecka. Przeszlam zarowno cc jak i
      porod drogami natury i wiele bym dala, zeby nigdy w zyciu nie przezyc porodu
      drogami natury, ktory byl najkoszmarniejszym doswiadczeniem w moim zyciu, a
      ktorego konsekwencje bedziemy ponosic przez reszte naszych dni. Nigdy nigdzie
      nie spotkalam sie ze stereotypem "wygodnickiej" matki po cc. A co do karmienia
      piersia... W Szwecji 98% matek karmi piersia dzieci bezposrednio po porodzie i
      w okresie noworodkowym, a 70% utrzymuje karmienie powyzej 6. miesiaca zycia
      dziecka. A chyba Szwedki nie sa skonstruowane inaczej niz Polki? W duzej mierze
      jest to kwestia dostepu do dobrej informacji, motywowania kobiet do karmienia i
      rzetelnej calodobowej opieki "laktacyjnej" po porodzie. To moj komentarz do
      tematu butelkowego..Bo chciec to moc.
      • antonina_74 Re: w imieniu mam butelkowych... 05.02.05, 23:40
        No właśnie my mamy butelkowe czujemy się jak cholera zdołowane takimi dokładnie
        tekstami jak
        "chcieć to móc"
        "Szwedki nie sa skonstruowane inaczej niz Polki"
        "kwestia dostepu do dobrej informacji, motywowania kobiet do karmienia"

        Znaczy się my butelkowe najwyraźniej nie chciałyśmy skoro nie mogłyśmy,
        skonstruowane jesteśmy wadliwie i niezmotywowane. Leniwe znaczy się.
        dziękujemy za takie ciepłe słowa.
        • zzz12 Re: w imieniu mam butelkowych... 06.02.05, 00:48
          Nie mam ochoty nikogo dolowac. Nie dociekam, dlaczego nie karmicie-nie
          karmilyscie piersia, nie moja sprawa, nie moje zycie.Nie oceniam. Wasza
          decyzja, Wasze suwerenne prawo do decydowania o wlasnym ciele i zyciu.Ale co do
          tego, ze "chciec to moc", poza sporadycznymi sytuacjami (medyczne
          przeciwskazania) jestem przekonana.
    • kashunda Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 06.02.05, 01:46
      Nigdy w zyciu nie pomyslalbym ze ktos moze sie zdecydowac na cc z czystego
      wygodnictwa,przeciez to jest operacja niosaca za soba wieksze ryzyko
      komplikacji niz porod naturalny.A co do karmienia piersia to cala ciaze
      modlilam sie zebym tylko miala pokarm.Jestem leniwa i moim zdaniem szykowanie
      butelek to dopiero robota.
    • mamaskarba Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 06.02.05, 10:50
      To chyba bardziej zależy od kobiety, jak zniosła poród, niezależnie od tego,
      czy to była cesarka, czy rodziła naturalnie. Nie ma co porównywać. Ja miałam
      koszmarny poród (rodziłam naturalnie zero znieczulenia), baaardzo bolesny, z
      głębokim nacięciem, utratą dużej ilości krwi. Byłam w takim szoku, że prawie
      niczego nie pamiętam, mimo wszystko nie chciałabym mieć cesarki. Za to moja
      sąsiadka urodziła "jednym pierdnięciem" i już pół godziny po normalnie chodziła
      i zajmowała się dzieckiem, podczas gdy ja mdlałam jeszcze przez trzy dni,
      położne nawet mi nie pozwalały wstawać, Blizna po szyciu boli nadal (prawie
      dziesięć m-cy po porodzie). A koleżanka, która miała cesarkę (pośladkowe
      ułożenie dzidzi) jest bardzo zadowolona - zero bólu, szybki powrót do zdrowia,
      malutka, prwwie niewidoczna blizna. Ile kobiet - tyle przypadków.
    • d.orka Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 06.02.05, 11:30
      Czy Ty się dobrze zastanowiłaś co chcesz napisać?
      Stereotypem jest presja na karmienie piersią? Nie rozumiem tego stwierdzenia.
      Chybz chciałaś ująć to inaczej, bo dalsza treść postu zaprzecza pierwsemu
      zdaniu smile

      Dla mnie karmienie piersia jest wspaniałym ułatwieniem. Zwłaszcza teraz to
      widzę - przygotowując mojemu 9-miesięcznemu synkowi kaszkę. Do 7 miesiąca
      karmiłam tylko piersią. Chyba bym zwariowała, gdybym musiała kilkanaście razy
      na dobę przygotowywać butelkę. Tak więc to ja karmię piersią z lenistwa wink
      Nie warto zawracać sobie głowy tym, co opowiadają głupi ludzie. A głupi(e) są i
      wśród rodzących naturalnie i tych po cesarce. Mnie denerwuje podejście
      niektórych lekarzy do porodu - przetrzymamy rodzącą, damy większą dawkę
      oksytocyny, użyjemy kleszczy. Nie ważne, że kobieta się męczy, a dziecko się
      poddusza. I dopiero, kiedy widzą, że naprawdę jest źle - cesarka.
      Kuzynka mojego męża godzinami męczyła się przy pierwszym porodzie. To był
      koszmar. Lekarze czekali do ostatniej chwili. Przy drugiej ciąży przestrzegałam
      ją, by wybrała inny szpital. Rodziła w tym samym i scenariusz się powtórzył,
      mimo wpisu w kartę, że poprzedni poród był ciężki i zakończony cesarką.
    • moofka Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 06.02.05, 12:52
      dororka napisała:

      > Presja na karmienie piersią to jeden ze stereotypów, które stosowana sa przez
      > wzorcowe "matki - Polki" do nekania tych mniej udanych.
      _______________
      3 razy przeczytałam i nie rozumiem, co presja a co stereotyp
      karmienie piersią nie jest dla mnie ani presją ani stereotypem smile
      wiem też, że matka spełniona i szczęsliwa nie ma potrzeby nikogo nękać
      (bez względu na rodzaj porodu czy karmienia)
      karmienie dla mnie jest naturalnym i oczywistym etapem, po ciązy i porodzie
      jesli nie wychodzi, bo mimo, ze "naturalne" wcale łatwe nie jest, trudno -
      naprzeciw wychodzą producenci mieszanek, butelek smoczków i nakładek, witamin i
      probiotyków w liczbie przeogromnej
      każdy wybiera to, co dla niego najlepsze
      dziwi mnie natomiast, ze szczere informowanie o tym, ze karmienie piersią jest
      dobre dla obojga niektórzy poczytują za - to fajne smile - terror laktacyjny
      moim wyborem było karmienie piersią (z problemami, nie powiem, jednak
      pokonanymi) i już w szpitalu "siły położnic" były rozłożone po równo, a połozne
      cały czas biegały z butelkami i pytały czy i mi nie dokarmić
      albo z dezprobatą kiwały głowami jak to sobie ze mnie mały smoczek zrobił
      matka karmiąca dlużej niż jakies tam określone wśród ludu normy nakazują (3
      miesiące ?) jest narażona na milion idiotycznych komentarzy i podejrzeń
      karmie 20 miesięczne dziecko i szczerze przyznam ze mało kto o tym wie, bo
      mimo, ze wiem, ze mnie to nie przeszkadza a małemu służy wiem jaka jest opinia
      o długim karmieniu i wole sobie osczedzić tłumaczenia i głupkowatych uśmieszków
      duzo bardziej powszechny i akceptowalny jest widok matki z termosikiem przy
      wózku i karmiącej butlą, matka która poza domem karmi piersią wzbudza dużo
      więcej emocji, nie zawsze pozytywnych (każdy wątek na ten temat cieszy sie
      zawsze duzą popularnością i pełno w nim agresji i komentarzy o braku kultury
      karmiących)
      powiem też ze duzo łatwiej kupić dobrą butelkę niż chocby wygodny biustonosz do
      karmienia
      więc historie o jakimkolwiek nękaniu butelkowych uważam za brednie
      a co do porodu - żaden poród nie jest dla wygodnickich leniwców smile
      ja po potwornym przedłuzonym porodzie naturalnym powiedziałam nigdy więcej i
      zrobię wszystko, zeby następnym razem sobie tego oszczędzić
      w ogóle zarzut o wygodnictwo jakoś mi z rodzicielstwem nie idzie w parze smile




      • antonina_74 Re: terror laktacyjny 06.02.05, 13:09
        To chyba normalne że osoby karmiące piersią terroru laktacyjnego nie zauważyły.
        Zwłaszcza jak wszystko szło gładko i sprawnie.

        Nigdy pewnie nie musiałaś usłyszeć:
        "A dlaczego pani nie karmi piersią, nie wie pani co najlepsze dla dziecka? Chce
        pani żeby chorowała?" (pediatra)
        "Przecież każda normalna kobieta potrafi karmić piersią" (znajoma)
        "Biedny dzidziuś, nie wie co to cycuś mamusi, będzie biedny, chory..." (obce
        babsko, niepytane o zdanie)

        Nigdy nie stało nad tobą siedem! położnych, każda z inną dobrą radą,
        wykręcające Ci piersi na wszystkie strony i komentujące:
        "no jak tak się pani do tego zabiera to nie dziwne że nic nie leci!"
        "Dziecko biedne, głodne a mama chyba głupia jakaś, nie umie nakarmić".

        Nigdy nie musiałaś błagać w szpitalu o strzykawkę z mlekiem bo dziecko po 6-
        godzinnej sesji przy cycu, pogryzionym do żywego mięsa, wyło z głodu, a
        pediatra z noworodków nigdy Ci nie powiedziała:
        "U nas w szpitalu mamy karmią naturalnie, wszystkie potrafią to i pani też. Jak
        się pani lepiej postara to dziecko się naje."

        I teksty w rodzaju "żadna kobieta nie ma za mało pokarmu" wygłaszane do matki
        której dziecko w 20 dobie życia waży 250 g mniej niż przy porodzie. Dodam,
        matki która spędziła te 20 dób z dzieckiem przy jednej piersi i laktatorem przy
        drugiej.

        No więc jeśli to nie jest terror laktacyjny to nie wiem co to jest.

        Aha - zgadzam się że karmienie piersią jest fajne. Bo jest. Karmiłam moje
        starsze dziecko 10 miesięcy. Było fajnie i miło. Jest fajne jeśli wychodzi.
        • berek_76 Re: terror laktacyjny 08.02.05, 11:42
          Ha, cóż, prawie nigdy się tu nie odzywam. Ale się odezwę.

          Spotkałam się z mnóstwem osobliwych reakcji na fakt, że moja córka od pierwszej
          doby na widok piersi dostawała histerii. Łapano mnie za pierś, jakby należała
          do pielęgniarki, a nie do mnie, żeby sprawdzić, czy "mam pokarm" (wtedy jeszcze
          nie miałam). Potem okazało się, że moja córeczka nie ssie, tylko czeka, az jej
          samo naleci. Potem zniechęciła się do ssania, bo bolało ją gardło. przez kilkan
          tygodni dawała się karmić tylko noszona przy piersi. I tak dalej.

          Ale ja się zaparłam. Wezwałam do szpitala prywatnie doradczynię laktacyjną.
          Latałam do poradni. Płakałam ze złości, ale z uporem od nowa pokazywałam
          dziecku, jak ma ssać. Nosiłam pięciokilową córkę, karmiąc ją rownocześnie.

          Wszystko to dlatego, że byłam przekonana, że chcieć to móc. I przynajmniej w
          moim przypadku była to prawda. Żaba załapała kwestię ssania po dwóch miesiącach
          walki. Karmiłam ją w sumie 13 miesięcy i przestałam tylko ze względu na
          ograniczenia dietetyczne, od których zaczęłam znikać w oczach.

          Dziewczyny - nie mylmy dwóch rzeczy. Propaganda nie jest zła, jeśli tylko jest
          połączona z rzetelną informacją. Sęk w tym, że często nie jest. W moim szpitalu
          walczyłam jak lew, żeby nie dokarmiać dziecka sztuczna mieszanką, tylko moim
          mlekiem, i żeby podawać je sondą, a nie przez smoczek. Panie, które głosiły,
          że "każda może karmić", równoczesnie nie miały zielonego pojęcia, jak do tego
          doprowadzić.

          i TO jest złe, a nie propaganda karmienia naturalnego. Złe jest, że z jednej
          strony mówi się, że można, a z drugiej nie pokazuje, jak można. Nie uczy się
          tego. I nie mówcie, że skoro to takie naturalne, to powinno wychodzić samo.
          Człowiek już daleko odszedł od naturalności - ale to nie znaczy, że powinien
          jej unikać Karmienie piersią jest super dla matki i dziecka. A to, że czasem
          wymaga dzikiego samozaparcia, to inna sprawa. I ja nawet rozumiem, jeśli ktoś
          po drodze się zniechęci. Ale mam wrażenie, że często to właśnie zniechęcenie
          wywołane brakiem pomocy, a nie prawdziwa niemożność.

          Sorry, że w tym wątku, ale w wątku "butelkowym" reakcje na odmienne zdanie są
          dość gwałtowne wink A mnie się wydaje, że sprawa z cesarkami i karmieniem jest
          podobna. Jeśli nie mas zwyjścia - w ogóle nie ma o czym gadać. jeśli po prostu
          tak wolisz - też nie ma sprawy. problem zaczyna się wtedy, kiedy dorabia się
          nieprawdziwe teorie, aby uzasadnić swoją decyzję, dyktowaną tak naprawdę
          strachem albo brakiem wiedzy. A to się zdarza. Nie mówię, że Wam - ale się
          zdarza.

          Oj, muszę lecieć na seminarium. Chwała Bogu, bo pisałabym jeszcze długo smile
          Pozdrawiam

          Berek mama Żaby i już wkrótce Grosi
    • justyna_28 Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 06.02.05, 23:13
      Mam 2 koleżanki, które jeszcze nie były w ciązy, a juz wiedziały, że załatwia
      sobie u okulisty skierowanie na cc i nie było to spowodowane zamartwianiem sie
      o malucha, tylko po prostu strach przed porodem i bólem. Więc czasami chyba
      jest to wygodnictwo, tym bardziej, że wtedy masz wyznaczony termin, idziesz, 30
      minut i po wszystkim. I po cc i po porodzie naturalnym można czuć się lepiej i
      gorzej. Dziewczyna po cc po kilku godzinach wstała i poszła umyć głowę, ja po
      porodzie naturalnym wstałam dopiero następnego dnia, więc różnie to bywa. Ale
      dodam jeszcze, że jedna z moich koleżanek po cc na zyczenie, komentuje to tak,
      że faktycznie bolał szef bardzo, ale komfort psychiczny jest duzy kiedy masz
      wyznaczony termin, a nie muszisz czekać w napięciu w szpitalu np. 14 dni (po
      terminie) tak jak ja, ale zrozumieja to te, które to przeżyły. Codziennie
      telefony, czy juz, czemu jeszcze nie, co tak długo. Bardzo źle to wspominam i
      pod tym względem dla mnie planowane cc jest lepsze.
    • kajka68 Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 07.02.05, 00:12
      ja też jestem o dwóch cesarkach...wcale nie z wygodnictwa choć mój własny
      osobisty mąż po porodzie koleżanki stwierdził"a co ty tam wiesz przecież nigdy
      nie rodziłaś..."ha ha...zanim zrobiono mi pierwszą cesarkę rodziłam dwie
      doby...drugą na szczęscie po 6 godzinach...mam ten komfort że mam pięknie
      zrobione obie druga poszwach starej w dole brzucha ...tak że mogę nosić
      bikini.no i to szczęscie że drugą miałam w znieczuleniu zewnątrzoponowym i
      byłam świadoma...mogłam nawet ucałować maleństwo...jednakże co to ból po
      cesarkach pamiętam doskonale...i też mnie trafiają takie teksty.ja karmię
      piersią ale pierwsze dziecko karmiłam butelką...stąd znam dwie opcjesmile i
      zdecydowanie wolę pierś...choć z drugiej strony...czasami wolałabym dać butlę i
      przespać spokojnie noc...ale nie przeszkadza mi to tak bardzo...tylko czasem
      nachodzą takie myśli...smile)pozdrawiam cię cieplutkosmile
      • black-cat Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 07.02.05, 11:09
        A mnie mówiąc szczerze guzik obchodzi co kto sądzi na mój temat. Ja nie wnikam
        jak kto rodził, jak karmi, jak długo i dlaczego tak a nie inaczej - to
        wyłącznie jego sprawa. Cc chciałam mieć zawsze więc kiedy okazało się, że
        dziecko jest ułożone pośladkowo byłam bardzo zadowolona. Operację zniosłam
        doskonale i bardzo szybko wróciłam do formy sprzed ciąży. Butelką karmię od
        początku i jest mi z tym dobrze. Dziecku pewnie też bo moje pierwsze próby
        karmienia piersią kończyły się niebotycznym wrzaskiem, a kiedy podałam butlę i
        zobaczyłam jak przewraca oczami ze szczęścia stwierdziłam, że skoro ani we mnie
        nie ma zapału ani dziecko się do tego nie rwie to zostajemy przy butli (wiem,
        wiem, że zawsze początki są trudne a dzieci muszą nauczyć się ssania, ale kiedy
        widziałam jak moje dziecko rozpacza przy piersi skapitulowałam). Wygodnictwo?
        Być może. W każym razie nie czuję się ani gorsza ani lepsza. Jestem szczęśliwą
        mamą, mam kochaną, zdrową i śliczną córeczkę. Terror laktacyjny znam jedynie ze
        słyszenia. Na pytania dlaczego karmię butelką odpowiadam: bo tak jest mi
        wygodniej. To z reguły zamyka usta pytającemu a jego zdanie na ten temat i tak
        mnie nie interesuje.
        • kalina_p Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 07.02.05, 11:22
          To nie wygodnictwo, ja te pare dni wytrzymalam, bo wlasnie wygodniej karmic
          piersia - wszedzie, zawsze, w samochodzie, w drodze, w kazdje chwili, grzac nic
          i mieszac nie trzeba...bajka po prostuwink))))
          • black-cat Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 07.02.05, 11:32
            Tak o tym ktoś napisał - wygodnictwo (pewnie dla każdego oznacza coś innego),
            chociaż przyznaję miło jest jak mąż w nocy wstaje do karmienia.
            • kalina_p Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 07.02.05, 11:33
              Taaaa...moj tez wstawal, przynosil mi mala i "przysysal" ja do cyca, a ja
              spalamwink)))) a potem ja zabieral. Tez fajnie!
        • mama_igusia1 Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 07.02.05, 11:44
          Popieram Cię w całej rozciągłości, jeśli chodzi o karmienie butelką. Ja po 2
          tygodniach prób karmienia piersią zrezygnowałam i karmię butelką. I nie mam
          zupełnie ochoty i nie czuję potrzeby, aby komukolwiek z tego się tłumaczyć.
          Może i jestem wygodnicka. Ale nie przyjmuję krytyki od obcych mi ludzi, bo ja
          nie krytykuję nikogo, ani mam po cesarkach na życzenie, ani mam karmiących trzy
          lata piersią.
          Co do cesarki, nie wiem, rodziłam siłami natury, ale umówiona z anestezjologiem
          na znieczulenie, a mąż pieniądze na to znieczulenie zapakował w pierwszej
          kolejności, kiedy udawaliśmy się do szpitalasmile. A że poród w szpitalu trwał 2
          godziny, ból jak dla mnie był zupełnie do zniesienia, nacięcie krocza malutkie,
          nie miałam powodu, żeby anestezjologa wzywać. Los się do mnie uśmiechnął po
          prostu i ofiarował mi nad wyraz łatwy poród. Nie wiem, czy byłabym taką
          optymistką, gdybym męczyła się kilkanaście godzin. Może sama wysłałabym męża,
          żeby mi załatwił cesarkę.
          Zupełnie nie rozumiem tej licytacji pomiędzy mamami karmiącymi naturalnie i
          sztucznie, rodzącymi naturalnie i przez cc.
          • kalina_p Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 07.02.05, 12:00
            Taaaa.... to wyglada tak, jakby sie licytowac, kto wiecej wycierpial w
            imie...czego?
            Meczenia sie z karmieniem nie rozumiem, bo u mnie po kilku dniach bylo juz
            super, bylam na te pare dni ciezkich przygotowana. Ale rozumiem, ze zdarza sie
            tak, ze karmic nie mozna. Chociaz z drugiej strony jestesmy ssakami, nie da sie
            ukryc i jak wszystkie ssaki powinnysmy karmic swoje potomstwo bez problemow.
            Czysta biologia.
            Pozdrawiam
            • mama_radka Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 07.02.05, 12:09
              Tylko biologia czasami szwankuje.
    • odalie Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 07.02.05, 14:08
      Przesada.

      Jeśli cc było ze wskazań lakarskich (także takich stawianych z wyprzedzeniem, z
      góry, na długo przed porodem) nie mam cienia zastrzeżeń i nie spotkałam się z
      osobami, które do kogokolwiek miały by zastrzeżenia. Odwrotnie, znajome mamy
      rodzące nie przez cc bardzo współczuły tym po cc, rozumiejąc, że to poważny
      zabieg a nie hop siup.

      Nie spotkałam się z tym stereotypem.

      Ale racja, rzeczuwiście osby, które bez żadnych wskazań, nawet bez cienia
      wskazań chcą cc jakoś nie wzbudzają mojego zachwytu.
      • zzz12 Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 07.02.05, 14:34
        odalie napisała:

        >

        >
        > Ale racja, rzeczuwiście osby, które bez żadnych wskazań, nawet bez cienia
        > wskazań chcą cc jakoś nie wzbudzają mojego zachwytu.

        Wskazania to sprawa wzgledna. Nikt nie jest w stanie przewidziec, jak
        przebiegnie porod naturalny, czy nie skonczy sie urazem okoloporodowym. Dlatego
        np. czesto wykonuje sie cc po zaplodnieniach in vitro, czy u "starych"
        pierworodek, zeby jak najbardziej zminimalizowac ryzyko okoloporodowe dla
        dziecka, tak wyczekanego i byc moze jedynego. Wypytywanie o przebieg porodu i
        powod wykonania cc przez obce czy postronne osoby jest dla mnie w ogole wielkim
        nietaktem i ludziom wara od tego, tak jak wara od pytan np. jak czesto
        miesiaczkuje. ´Wscibskiego rozmowce zawsze mozna zgasic tekstem: to sprawa
        intymna, nie chce rozmawiac na ten temat. Proste?
        • odalie zzz12... 07.02.05, 20:16
          Zanim zabierzesz się za pouczanie, postaraj się przeczytać mój post ze
          zrozumieniem.

          Co do Twojej odpowiedzi, to:

          Pisałam o wskazaniach - no i w swoim poście właśnie podajesz wskazania. O to mi
          chodzi. Ok, po zapładnieniu in vitro cc, ponieważ tak podpowiada wiedza i
          praktyka medyczna lekarza prowadzącego ciążę. Czyzbym nie pisała o tym właśnie?

          Po drugie, co do wypytywania. Czy gdziekolwiek zasugerowałam, że tym się w
          wolnych chwilach zajmuję? Nie. Czy Ty to sugerujesz? Jeśli tak, to się mylisz.

          Nikogo o przebieg porodu nie wypytuję - ani o powody cc tym bardziej. A jednak
          znam sporo mam, tych z netu i tych z reala, które same z siebie z powodów
          rozmaitych po prostu pragną podzielić się swoimi doświadczeniami z porodu,
          wręcz narzucają się z tym. Patrz pojawiające się dość często watki "poród przez
          cc powienien być dostępny na życzenie nawet bez".

          Tak samo z okresem, jeśli ktoś na forum/w realu zapytuje "a co sądziesz o moich
          okresach, interesuje mnie moja opinia?" - jak myślisz zzz..., można
          odpowiedzieć czy może "wara"?

          Poza tym, wyobraź sobie, że nawet jeśli nie mówimy tego wprost, w ogóle głośno
          tego nie mówimy, to mamy na temat różnych osób swoje zdanie. Jesli np. jakaś
          tam hipotetyczna znajoma będzie się chwalić wszem i wobec, że "załatwiła" sobie
          cc ale powodów medycznych nie było, to nikt, nawet Ty zzz..., nie masz
          możliwości nakazać nikomu wpadać w zachwyt nad takim wyborem.
          • zzz12 Re: zzz12... 07.02.05, 21:25
            A czy ja gdziekolwiek zarzucalam Tobie, ze sie wypytujesz o porody kogokolwiek?
            Pisalam ogolnie, pod adresem tych przerwazliwionych, ktorym sie wydaje, ze
            wiesc gminna niesie, jakoby matki po cc byly gorszymi matkami. CC na zyczenie
            bez wskazan , bogatsza o swoje doswiadczenia jestem w stanie zrozumiec i
            usprawiedliwic, ani nie potepiajac, ani nie wpadajac w zachwyt. Nie te
            odczucia ,nie do tej sytuacji.
            • odalie Re: zzz12... 08.02.05, 13:39
              No to wybacz smile nadinterpretację.
      • black-cat Re: do odalie i nie tylko 07.02.05, 15:02
        Napisałaś, że osoby bez cienia wskazań do cc nie wzbudzają twojego zachwytu.
        Jestem ciekawa dlaczego - dlatego "a bo tak" czy masz jakieś konkretne powody.
        Zauważyłam w różnych wątkach, że sporo jest kobiet, które wręcz zakazałyby (to
        nie o tobie) innym cc "na życzenie". Czyżby to była zwykła zazdrość, że ktoś
        świadomie wybrał cc i do tego był jeszcze z tego zadowolony?
        • odalie koteczku czarny... 07.02.05, 20:27
          > Napisałaś, że osoby bez cienia wskazań do cc nie wzbudzają twojego zachwytu

          A muszą?

          Poważnie pytam - a muszą?

          No tak, może za niedługo zaczniesz rozsyłać listę rzeczy, na które nalezy
          reagowac ochami i achami?

          Powody - cc to powazna procedura medyczna, obarczona ryzykiem powikłań i u
          matki, i u dziecka. Dodatkowo, dziecku poród fizjologiczny ułatwia przejście ze
          środowiska macicy do samodzielnego życia na własny rachunek i odpowiednio
          wspomagany (nadzorowany) jest dla rozwoju dziecka o wiele lepszy. Tyle wiem i
          dlatego nie uważam propagowania poródów przez cc na zasadzie "wolnorynkowej"
          (kto chce, niech ma, niewazny czy powinien) za szczególnie godne pochwały.

          > Czyżby to była zwykła zazdrość, że ktoś
          > świadomie wybrał cc i do tego był jeszcze z tego zadowolony?

          Czyżby to była zwykła złośliwość?

          Czy już nie wolno mieć własnego zdania?

          A wiesz, Koteczku Ty Czarny, ja akurat swój poród naturalny miałam na tyle
          łatwy i niebolesny, że to mnie można by zazdrościć (gdyby się komuś chciało).
          Black-cat, czyżbyś była kolejną forumowiczką z gatunku: "a teraz zrobię
          oponentce psycoanalizę na podstawie jednego postu" smile))) ? Jeśli tak, to
          dziękuję, nie ma co się brać z Tobą do dyskusji merytorycznej.
          • black-cat Re: koteczku czarny... 08.02.05, 09:36
            Nie zamierzam robić nikomu psychoanalizy ani rozsyłać listy rzeczy na które
            należy reagować w taki a nie inny sposób. Po prostu byłam najzwyczajniej w
            świecie ciekawa, bo mi do głowy by nie przyszło żeby oceniać kogoś po tym w
            jaki sposób rodził. Nie zamierzałam być złośliwa a swoje zdanie wyrazić wolno,
            co więcej nawet dobrze jest je mieć.
            Powody już znam choć pewnie mogłabym z nimi polemizować ale to nie jest wątek
            na temat co lepsze i czy lepsze. No i gratuluję łatwego porodu chociaż nie
            zazdroszczę.
            • odalie dzięki :)))) 08.02.05, 13:38
              Dziękuje za miłą odpowiedź (poważnie).

              Ja też nie oceniam nikogo po "tym w jaki sposób rodził".

              Mogę (mogę?) oceniać pewne wybory. Na przykład doszła mnie informacja, że pani
              Zeta-J. (aktorka) umówiła się na cc w ósmym miesiącu - żeby zapobieć
              nieodwracalnemu rozsunięciu się kości miednicy - bo byłoby to według tej
              pani/jej menadżera nieestetyczne. Nie wiem, na ile jest to prawda. _Jeśli_ to
              prawda to jest to właście wybór takiego rodzaju, jakiego ja nie aprobuję.

              Przeczytaj powyższe Black-Cat i zauważ, że jest różnica pomiędzy
              nieaprobowaniem wyborów, które uważamy za niesłuszne i szkodliwe (dla dziecka -
              w tym wypadku zmuszonego do wcześniactwa), a ocenianiem osoby.
    • ligia76 Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 07.02.05, 19:18
      Pierwszego synka urodziłam naturalnie (poród zabiegowy - vacum). Przy drugim, miałam cesarkę. Swoje "horrory" porodowe opisywałam już kiedyś na forum.
      Gdybym miała mieć trzecie dziecko, jestem pewna że wybrałabym CC.


      Pozdrowienia
      Ligia
    • dororka Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 08.02.05, 09:01
      Jestem pod wrażeniem. Nie spodziewałam się, że wywołm taką burzę. I chyba nie o
      to szło. Ale jak czytam niektóre posty to dochodzę do wniosku, że jednak
      istnieje swoista "segregacja". Czasami mimo dużej asertywnosci, trudno uciec od
      wscibskich komentarzy. Może jest to efekt zmian w społeczeństwie. Czy tego
      chcesz, czy nie, ktoś uszczęśliwia cię swoją opinią, bo w jego mniemaniu jest
      ona wazna a demokracja dała mu prawo głosu. Co więcej w takiej pipidówie, w
      której mieszkam ludzie karmią się cudzymi sprawami jak brazylijskim serialem i
      skrzetnie wykorzystują okazję do podniesienia swojej samooceny cudzym kosztem.
      Przepraszam za generalizowanie, rzeczywiscie słowa "zawsze" użyłam trochę na
      wyrost, ale jak niektóre z was musiałam czesto wysłuchiwać uwag koleżanek,
      ciotek, przyjaciółek mojej matki, pielęgniarek etc. i chyba mnie poniosło. Może
      nie bylo by problemu gdybym kłamała, ale to z kolei jest niezgodne z moimi
      zasadami. Sama asertywnosc czasem nie wystarczy aby nie poczuć się zdołowanym.
      A czsami nawet "niewinna" uwaga potrafi być niezłą szpilą.
      Pozdrawiam wszystkich.
    • weronikarb Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 08.02.05, 12:57
      Oj fakt sad
      Jesli chodzi o cc to tutaj nie bylo problemow, choc zawsze pytali sie a
      dlaczego smile

      Jesli chodzi o karmienie to przezylam horror
      Po cc nie mialam pokarmmu (mialam w 40 tyg. +2 dni i nie bylo objawow
      naturalnego porodu). Polozne non stop kazaly przykladac malego, popekane,
      leciala mi krem w piersi. Pokarm (po tabletkach) sie pojawil ale niewielkie
      ilosci. Polozna przychodzila sprawdzac to byl wg niej. Na 3 dzien po cc
      wyladowalismy na SEPTyku bo maly zsinial, a on byl glodny. Na 24 h przy cycu
      byl prawie 18 - nie spalam, nie dojadalam, z mezem sie nie widywalam. Bo jak
      nie wisial na cycu to plakal. Wyszlam ze szpitala po 9 dniach, bo maly tracil
      na wadze do 7 po podaniu mieszanki zaczal przybierac, ale o butelke musialam
      sie wyklocac. Karmilam mieszanie do 3 m-ca i dalam sobie spokoj
      • vvega Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 08.02.05, 13:48
        no to ja też coś skrobne...
        ja też po cc, i musze powiedziec że tylko raz ale za to na samy początku po cc
        spoptkała mnie przykrośc z tego powodu, bo pielegniarka w szpitalu na 12 godzin
        po operacji zachęała mnie do wstania (co było bardzo trudne) następującuym
        stwierdzeniem : "jak sie chcialo cesarke to sie teraz męcz", jakoś sie wtedy
        tym nie przejełambo mialam czym innym glowe zajętą, ale potem byo mi bardzo
        przykro, jak sobie to przypomnialam. W ogóle bardzo chcialam rodzic naturalnie
        a w 32 tyg ciąży dowiedzialam się ze mala jest ułozona pośladkowo i nie ma juz
        szans na przerót... no i niestety musialam miec cc. Prawdę mówiuąc na poczatku
        macierzyństwa mialam wyrzuty sumienia że nie rodfzxiłam weronki naturalnie,
        potem mi przeszło, mam nadzieje że następne dziecko urodzę siłami natury, mimo
        że się boje...
        co do karmienia piersią, to uważam że jest to bardzo ważne dla mnie i małej,
        przyjemne i wygodne! przez pierwsze 6 miesiecy nie wiedzialam co to znaczy
        karmic dziecko - poprostu dostawialam do piersi w kazdym momencie kiedy chciala
        i nie musialam sie zastanawiac czy mleko jest swieze, cieple i ile go wypila bo
        pila ile chciala...
        na poczatku podobnie jak wiele mam po cc mielam problemy z karmieniem - położne
        mnie i weronke zaniedbały i mala sie odwodnila - byla pod kropluwka, a ja cala
        dobe pracowała nad przystawieniem jej do piersi na ktora sie obrazila (bo
        początkowo chyba nie byo w niej pokarmu lub ona źle ssala, nikt tego nie
        wie...) i nie chciala jej dotknac ustami... na szczescie spotkalysmy w szpitalu
        cudowną polażną która bez problemu po tej dobie bezowocnych staran (z pomocą
        innych połoznych które zbyt nerwowo podchodziły, nawet były takie które mnie
        oskarżały że się niewystarczająco staram!, brrr) przysstawila mi weronike do
        cycka i mala jak zassala tak juz potem nie mialysmy problemów! i ssie do dziś
        (16 miesiecy). Jeśli chodzi o mamy butelkowe, to ja zwykle mialam raczej
        uczucie współczucia dla nich że mają o wiele więcej roboty niż te karmiące
        piersią, jakoś nie dostrzegam wygody w karmieniu butelką...
        ja nie byłam karmiona piersią (mialam konflikt krwi z mamą i zabroniono jej
        karmić) i chyba nic mi nie brakuje, a z mamą mialam cudowny kontakt...
        • weronikarb do wega 09.02.05, 08:04
          To ze kazala ci wstac to robila dla Twojego dobra, im szybciej wstaniesz tym
          rana lepiej sie goi i niema zrostow, musisz chodzic wyprostowana, aby rana sie
          nie posciagala.
          Ja na sale operacyjna wjechalam o 8.30, obudzilam sie o 11.00 a na nogach byłam
          o 15.00. Jak stanelam na nogi i przeszlam sie pod okiem poloznej do umywalki i
          z powrotem to dostalam dziecko juz do siebie. Wieczorem poszlam juz pod
          natrysk. Dzisiaj jestem 15 m-cy po cc i niema sladu po cieciu. Czasami pobolewa
          przy zmianie pogody, ale z zewnatrz niema prawie sladu.
          Pozatym po przyjsciu do domu, wszystko robilam co przed cc i to nienaturalnie
          wyprostowana, aby sie skora ni posiciagala.
          Twoj polozna powinna powiedziec grzeczniej do Ciebie i wytlumaczyc Ci dlaczego
          masz wstac tak wczesnie - to jest jej blad.
          • vvega Re: do wega 09.02.05, 09:48
            no ja wiem że powinnam wstac i wszstko ok, chodzilo mi tylko o to co ona
            powiedziala... ja mialam znieczulenie zewnatrz oponowe (czy jak tam ono sie
            nazywa) i po 12 godzinach mialam wstawc... ty pewnie mialas narkoze, to troche
            inaczej.
            mnie blizna nie pobolewa, ale jeszcze nistety ja widac...(16 miesiecy po)
            pozdrowienia - Asia
            • akkf Re: do wega 09.02.05, 23:05
              nie wiem dlaczego niby sadzisz ze po zzo po 12h nie mozna wstac???? jak zejdzie
              sztywnosc nog to jak najbardziej mozna; te zalecenia o lezeniu 24h po zzo to
              mity, wazne zeby nie naciagac szyi i duzo pic... ja akurat mialam zzo do
              naturalnego, ale wczesniej dziecie bylo posladkowo i duzo czytalam fachowych
              artykulow na tematy znieczulen i cesarki oraz co i jak po...
            • dororka Re: do wega 10.02.05, 08:09
              To co wolno a co nie po zabiegu zalezy od lekarzy. Obie cesarki miałam w
              narkozie i po obu dwie doby lezałam plackiem - podłaczona do kroplówek i
              zacewnikowana. Maż miał zabieg operacyjny po urazie robiony w zzo i leżał bite
              24h plackiem - renomowany szpital we Wrocku. To chyba jednak coś w tym jest?
              Pozdrowionka - byle do piatku wink)
              • vvega Re: do wega 10.02.05, 09:48
                ło mój ty, aler sie dyskusja rozwinęła zupełnie na inny temat niż ten na który
                zamierzałąm sie wypowiedziecsmile)
                to jak długo lezec po znieczuleniu zależy od lekarza (jak to napisala dororka),
                mi kazał tyle lezec ile lezalam i wcale nie mialam zamieru lezec dluzej, co nie
                zmienia faktu ze bardzo ciezko sie wstawalo a chodzilo mi tylko o to
                jak "motywowala" mnie, a raczej kometowala moje proby wstania, pielegniarka. I
                tyle. Pozdrowieniasmile
    • tucepi Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 09.02.05, 22:37
      witajcie
      jeszcze trochę o karmieniu butelką, a zwłascza o stwierdzeniu "chcieć to móc"
      myślę że w innej sytuacji są mamy które urodziły swoje pierwsze dziecko a w
      innej te, które muszą zajać się swoim nie odstepujacym je na krok pierworodnym
      zapewniam że nie jest łatwo wzbudzac laktację (że nie wspomnę o wymęczonych
      brodawkach które bolały mnie przez ponad miesiąc a nie kilka dni) kiedy starsza
      pociecha akurat w trakcie karmienia potrzebuje od mamy tysiąca różnych rzeczy
      podanie butelki staje się konieczne aby móc normalnie funkcjonować
      zresztą decyzja o sztucznym karmieniu nie zawsze oznacza całkowitą rezygnację z
      karmienia piersią moj synek niebawem skończy pół roku i karmię go jednocześnie
      z butli i z piersi (chociaż coraz mniej bo mały powoli sam przestawia się na
      butlę) mały dostaje cenne przeciwciała a ja dając butlę w ciagu dnia cenny czas
      który mogę poświęcić starszemu
      jeśli chodzi o temat cesarek nie spotkałam się z dyskryminacją mam rodzących
      prez cc i szczerze wspóczuję tym które musiały wysłuchiwać niemiłych komentarzy
      w ogóle nie podoba mi się fakt że akurat sprawy porodu i karmienia niemowląt są
      tak bezpardonowo komentowane wsród blizszych i dalszych znajomych i
      nieznajomych nie sadze aby sprawa np. ubierania czy nawet wychowania była
      przedmiotem dociekliwych pytań innych osób (może z wyjatkiem babć, które maja
      dużo do powiedzenia na kazdy temat zwiazany z ich ukochanym wnuczkiem/ą wink))
      poza tym dzieci szybko rosna i za parę lat nikt nie będzie nas pytał o
      karmienie i poród
      pozdrawiam serdecznie wszystkie mamy (bez podziały na butelkowe i niebutelkowe
      czy rodzace naturalnie i przez cc)i życzę zdrówka ich pociechom
    • mama.tadka Re: Trochę pod wpływem tematu "butelkowego" 10.02.05, 12:29
      kobitki, nie stresujcie sie tak bardzo takimi stereotypami smile
      Wszystkie dzieci nasze są, a którędy na ten świat przyszly i jak jedzą, to
      naprawdę szczegól.

      Pozdrawiam

      Natalia (po CC, karmiaca piersią do 16 m-ca życia)
Pełna wersja