iwcia75
28.02.05, 13:52
jestem 2 tyg po porodzie,ktory trwal krotko,bo 10minut i dlatego(chyba)pekla
mi szyjka macicy i potem byla zszywana. w trakcie porodu tracilam duzo krwi i
dlatego po urodzeniu dziecka lazalam jeszcze chwile na obserwacji. po chwili
poczulam ciepla krew-to byl krwotok. natychmiast zjawil sie z powrotem lekarz
oraz drugi do pomocy, zrobil sie jakis zgielk, a potem ci lekarze zaczeli
zadawac mi straszny bol,ale na szczescie w koncu stracilam swiadomosc. to
bylo jakies pekniecie zylaka,o czym lekarz mnie poinformowal,jak tylko
odzyskalam przytomnosc (swoja droga wspanialy lekarz,ktorego na wszelki
wypadek poszlam przepraszac,bo nie pamietalam,czy nie krzyczalam czegos
glupiego,ale zapewnil mnie,ze nie).
po porodzie w szpitalu podawali mi zelazo,ale slablam coraz bardziej i w
koncu podano mi krew,po czym wyszlam do domu po tygodniu pobytu w szpitalu.
krwawienie wtedy mi sie konczylo, bylo juz takie jasne,ale po badaniu gin
przed wypisem zaczelo mi sie znow krwawienie mocno czerwone i trwa do dzis. z
tym,ze po powrocie do domu po chyba 3 dniach nastapil znow krwotok, z tym,ze
slabszy. poszlam do mojej lekarki-zbadala mnie i powiedziala,ze nie wie skad
to krwawienie,gdyz wszystko sie dobrze goi. wziela mnie na usg,ktore tez nic
nie wykazalo. a krew nadal plynie. dzisiaj wylecial ze mnie wielki
ciemnoczerwony skrzep.
boje sie, bo nie wiem,co jest grane. lekarze mowia,ze jest w porzadku,ale
przyznaja,ze nie wiedza,skad krwawienie. poradzcie cos. moze rzeczywiscie nie
ma powodow do niepokoju?