zareczyny

02.03.05, 07:35
Kochane mamuśki, potrzebuje inspiracji, wiec proszę Was o pomoc. Proszę
opiszcie jak wyglądały Wasze zareczyny, szczególnie jeśli były dosć
nietypowe? Moje były najnormlniejsze w świecie, więc nie mam co opisywać.
Liczę na Was.
Z góry dziekuję, pa
    • karinka17 Re: zareczyny 02.03.05, 08:40
      mój mąż zabrał mnie do K-c pod pretekstem zakupu zegarka dla swojego ojca, a
      potem kupił kwiaty, uklękł na środku deptaka i oświadczył sie smile)))
      Potem kupiliśmy pierścionek i poszlismy na wykwintny obiad do knajpy...
      A w domu powiadomismy tylko rodziców, nie było przyjęcia ani nic z tych
      rzeczy...
      • joasiiik25 Re: zareczyny 02.03.05, 10:32
        zareczona bylam dwa razysmile
        za pierwszym razem facet przyjechal do domu moich rodzicow z kwiatami dla mnie
        i mojej mamy, wzial ze soba siostre i jej chlopaka
        oswiadczyl mi sie bez swiadkow- kleknal i zapytal czy.....
        po 6m oddalam pierscionek bo poznalam mojego obecnego meza( z tamtym bylismy
        para 3lata)

        z mezem? hmmmmm
        nie chcialam typowych zareczyn kupilismy wspolnie pierscionek
    • ankasza Re: zareczyny 02.03.05, 10:45
      Mnie trzeba było po mieście szukać smile
      Mąż przyszedł ze swoją mamą i kwiatami do moich rodziców,a ja nieświadoma
      tego ,co się szykuje,wybyłam z domu.
      Po godzinie mnie znależli,skruszona wróciłam do domu i wzruszona
      powiedziałam "tak".
    • lila1974 Re: zareczyny 04.03.05, 15:36
      Ale miałyście fajnie, a ja?
      Tupnęłam nogą ze stwierdzeniem, że dosyć tego mieszkania na kocią łapę,
      mąż informację przyjął do świadomości, zaprowadził do sklepu, abym wybrała
      sobie pierścionek ale zarzekł się, że prędzej umrze niż oświadczy się moim
      rodzicom (niby taki wstydliwy). Nie zamierzałam mu przepuścić. No owszem,
      odpuściłam klękanie itp. ale oficjalnie musiał zapytać, bo inaczej straciłby w
      oczach mojego taty, który dotychczas był nim zachwycony. Więc pojechaliśmy do
      moich rodziców. I ......
      musiałam kopnąć go w nogę, aby przystąpił do rzeczy.
      Jak to się dokładnie odbyło nie pamiętam, bo mi w oczach z wściekłości
      pociemniało.
      Kaca moralnego po tym wszystkim miałam chyba przez rok.
      • shiraze Re: zareczyny 04.03.05, 17:10
        mój się zabrał do tego 3 miesiące przed ślubem. no nie miał już innego wyjścia.
        zaprosił mnie do teatru, a potem do restauracji. ja oczywiście niczego nie
        podejrzewająca wink. poprosił, żeby nas usadzili w ustronnym miejscu, więc dali
        nam stolik na balkoniku, gdzie nikogo nie było. po tym jak zjedliśmy co nieco,
        poszedł niby do kibelka i wrócił z wieeeelkim bukietem róż, które cały dzień
        przejeździły w bagażniku samochodu, ale wyglądały pięknie, a potem zapytał...a
        spocił się przy tym, poczerwieniał, bo on nie lubi takich cyrków. ja się
        wspaniałomyślnie zgodziłam. kelner przyniósł wazon na kwiecie, a pani kierownik
        lokalu uraczyła nas wiśnióweczką na koszt firmy smile
        a z śmieszniejszych rzeczy: chodził sobie po tej restauracji chłopiec z różami
        ("kup pan róże dla ukochanej")i już do nas szedł, jak zobaczył te moje w
        wazoniku i...w tył zwrot
    • mysz78 Re: zareczyny 04.03.05, 17:26
      w dolomitach pod Tofana di Roses, kłóciliśmy się właśnie, jak to się czasem nam zdarza, stwierdziłam, że się pakuję i wracam do kraju, bo w d.... mam takie wakacje. na przełęczy troche nam przeszło (a przy okazji machnęliśmy rekordowy czas wejścia wrzeszcząc tak na siebiesmile i mój mąż, niemąż wtedy, powiedział, że mnie kocha, chce za mną być na zawsze i że coś musimy z tym wszystkim zrobić. potem była kolacja w cortinie....pierścionek kupilismy już w polsce i tak sobie żyjemy razem, od roku we trójkę smile)) i nadal czasem na siebie wrzeszczymy, ale zdecydowanie mniej.
    • g_kasia Re: zareczyny 04.03.05, 18:41
      U mnie w sumie bez żadnych oszałamiających nowinek...
      Narzeczony z pierścionkiem i bukietem kwiatów dla mnie i dla mamy, no i pół
      litra dla ojca... przyszedł ze swoimi rodzicami i babcią...

      Najpierw zapytał rodziców czy zgadzają się żeby mógł mnie poprosić o rękę... no
      i tutaj moja mama wyskoczyła, bo zapytała się "A co ja z tego będę miała?"
      biedak zaniemówił... powiedział że syna i wnuki no i jakoś przeszło: A potem
      poprosił mnie...

      Zjedliśmy kolację, rodzice zaczęli snuć plany dotyczące przygotowań do wesela a
      my wymknęliśmy się z psem na romantyczny spacer smile

      I tyle... smile
      • kssia Re: zareczyny 04.03.05, 19:52
        Moje zaręczyny były bardzo romantyczne i zaskakujące.
        Wybieraliśmy się na piknik na działke moich rodziców. Przygotowałm kosz
        piknikowy a mój obecny mąż zadzwonił żebym wzieła jeszcze przenośną lodówke ,
        zdziwiłam sie bo nigdy nie pija zimnego , nawet w lecie (to był 20.06)i zapytał
        czy mogłabym załozyc dla niego sukienkęsmile))Nie dało mi to do myslenia no bo
        niby czemu miało dać. Podjechał po mnie , chciałam żeby włożył kosz do
        bagaznika ale powiedział że zamek sie zepsuł i włozy na tylne siedzenie. Nie
        dało mi do myslenia że zamek jest centralny to jak miał sie zepsuć.
        Przyjechalismy na miejsce zaczełam przyotowywac piknik a mój mąż przypomniał
        sobie że nie włączył alarmu. Poszedł do samochodu , troche sie zdziwiłam bo
        poszedł boso i w samych bokserkach ale stwierdził że mu goraco.
        Rozkładałam właśnie koc pomiędzy drzewkami kiedy mąż mnie zawolał odwracam sie
        a tu mąz w pełnej gali w garniturze w lakierkach smile)) zbukietem czerwonych róż
        w jednym reku i czerwonym pudełkiem w drugiej. Zamurowało mnie. Super
        wspomnienia
        pozdrawiam
    • olenkaj Re: zareczyny 04.03.05, 23:41
      Pewnego dnia mój jeszcze niemąż, jak to zazwyczaj bywało (teraz już niestety
      nie) w sobote pojechał "tylko" po świeżutkie bułeczki do sklepu na śniadanie i
      nie było go blisko godzine (normalnie 15 minut). Juz nawet do niego
      wydzwaniałam, a on mi na to, że tłumy ludzi sa w sklepie i że są straszne
      kolejki. Oczywiście dałam sie na to nabrać. Jak przyjechał, to ja właśnie
      skończyłam szykować reszte śniadania, oczywiście w piżanie, nieuczesana i taka
      prawie prosto z łóżka. A on wparował z bukietem wielgachnych czerwonych róż i
      na kolana, czy zgodze się zostać jego żoną. Zamurowało mnie, a on mi na to, że
      nie wstanie dopóki mu nie odpowiem wink.
      Potem pojechalismy po szampana i do moich rodziców z drugim wielkim bukietem i
      on prosił o moja rękę. Mojego ojca zamurowało i nic nie był w stanie
      powiedzieć, za to moja mama plotła jakieś głupoty, ale cały czas nie dawali mu
      odpowiedzi. Na co mój wspaniały mąż pyta z pełna determinacją w głosie "Ale czy
      oddacie mi córkę za żonę???" Mało sie wtedy nie popłakałam ze śmiechu, bo scena
      była conajmniej kosmiczna i to chyba uratowało sytuację, bo wszyscy się troche
      rozluźnili i zaczęli normalnie funkcjonować.
      A pierścionek sam wybierał! I szczerze mówiąc wybrał naprawdę bardzo ładny i do
      tego orginalny.
      troche zmieniając temat, to wśród znajomych jestem jednyną dziewczyną, które
      nie brała udziału w wyborze pierścionka. Wyjaśnijcie mi, czemu faceci nie mają
      odwag sami wybierać? Czy to chodzi o rozmiar pierścionka? Owszem mój był troche
      za duży, ale bez problemu go pomniejszono.
      • agacz2905 Re: zareczyny 05.03.05, 11:47
        Mój mąż w wielkiej konspiracji przede mną kupił bukiet róż, pierścionek i
        szampana. To ostatnie już wybieraliśmy razem, co mnie nie zdziwiło, bo w końcu
        Sylwester był, odchodził właśnie stary i niezbyt dla mnie dobry 1998 rok.
        Niebardzo rozumiałam, czego leci przede mną po schodach na 3 piętro do swojej
        kawalerki (nie było windy, blok 4-piętrowy), a ja wlokę się za nim z garnkiem
        bigosu w rękusmile), ale na miejscu się wyjasniło, że zasuwał tak po bukiet róż
        wcześniej przygotowany i pierścionek, chciał mnie tym zaskoczyć. I udało mu się
        wtedy w 100%, dobrze, że już teraz niczym mnie aż tak nie zaskakuje jak wtedy...
        Olenkaj - ja też nie wybierałam sobie biżuterii, mąż sam wybrał kupił. Taki
        odważny.
        Agnieszka
      • akseinga Re: zareczyny 05.03.05, 12:16
        Na Rynku w Krakowie, z rożą i pierścionkiem. Nic szczególnego a jednak dla mnie
        to co zapamiętłam najbardziej to jego drżenie takie prawdziwe i przejmujące .
        Po tylu latach "chodzenia" nie powinien się obawiać odmowy i mógł być na luzie
        i dlatego tak zapamiętałam to jego przejęcie nawet teraz jak to piszę łezka
        kręci się w oku .
Pełna wersja