hmmm....i co ja mam zrobić?

04.03.05, 12:56
już raz pisałam tutaj o swoich problemach. Ze od czasu porodu czyli będzie
już 6 tydzień żremy się z moim mężem non stop. Nie potrafimy ze sobą gadać.
Ale wczoraj to było apogeum. Wczoraj pożarliśmy się tak fest, to że powiesił
obrączkę na tablicy korkowej w celu wstrząśnięcia mną oki. To że gadał mi że
mogę się spakować i jechać do Łodzi z powrotem jak mi nie pasuje to jeszcze
mogę zrozumieć. No był zdenerwowany. Nie wiem jak mam się zachować w momencie
gdy użył wobec mnie siły. Nie uderzył mnie, ale wystarczy mi że mną
potrząsnął i żucił o łóżko tak że sobie siniaka nabiłam. No sorki może jestem
przewrażliwiona ale uważam że nie powinien tak zrobić. I co ja w takiej
sytuacji mam zrobić? nie wiem czy wyjechać czy nie. Czy wybaczyć czy nie. Jak
wy byście zrobiły bo ja zgłupiałam
    • maxim31 Re: hmmm....i co ja mam zrobić? 04.03.05, 13:39
      Słuchaj, jest to dziwne. Tylko, że czy przypadkiem nie doprowadziliście sie
      nawzajem do takiego stanu? Mój mąż jest cholerykiem, ja w sumie też nie należę
      do spokojnych. Jesteśmy 11 lat po ślubie i wiem, że mój mąż nie z tych co biją.
      Jednak dwa razy zdarzyło się, że był temu bliski - aczkolwiek wiem , że ja
      potrafię wkur...c na maxa - po prostu potrafię byc b. złośliwa i dowalac tak
      długo, że nawet święty by stracił cierpliwoś. Ale tak jest w moim przypadku.
    • aniak04 Re: hmmm....i co ja mam zrobić? 04.03.05, 23:46
      zastanów się nad Waszym małżeństwem - czy nie było wcześniej podobnych sytacji,
      ubliżania, popychania, dręczenia psychicznego, wzbudzania poczucia winy - jeśli
      dojdziesz do wniosku że coś jest nie tak zajrzyj na forum przemoc w rodzinie,
      moim zdaniem to nie jest pierwsza sytuacja
    • kalina_p Re: hmmm....i co ja mam zrobić? 05.03.05, 07:43
      słuchaj, nie jest chyba w porządku takie coś! My się nie raz żariśmy, po
      urodzeniu małej bylo...kiepsko ale jakoś sobie wszystko wyjaśniliśmy, na
      spokojnie. Też już gadaliśmy o rozwodzie itd ale oboje stwierdziliśmy, że slub
      to nie tak, że potem się zabiera zabawki i idzie do innej piaskownicy, czasem
      trzeba zacisnąć zęby i się baaaardzo postarać. Ale oboje. Nam pomogła poważna
      rozmowa o ew. rozstaniu, że nie po to było dziecko itd...
      A siła użyta wobec ciebie..? Hmm...czy miał już takie zapędy wcześniej? Może
      tylko raz go poniosło ALE ja bym uważała. Co będzie daej? Może zacznie Cię bic?
      Może pójdz do jakiejś poradni, zupełnie serio Ci to proponuję...Pogadaj z
      jakimś psychologiem, coś doradzi na pewno...
      Trzymaj się, pozdrawiam.
      • kingusi Re: hmmm....i co ja mam zrobić? 05.03.05, 13:22
        przeproscie sie i SPOKOJNIE pogadajcie co jest nie tak i co sie z wami stalo
        zastanowcie sie czy warto robic dziecku takie pieklo?
    • lila1974 Re: hmmm....i co ja mam zrobić? 05.03.05, 23:36
      Jeśli potrafisz być taką jędzą jak ja (oczywiście tylko czasami big_grinD), to się
      nie dziw.
      Mój mąż raz doprowadzony do ostateczności, rzucił kuflem (akurat popijał piwko)
      w podłogę. Ja dostałam rykoszetem i miałam cm rankę. Ślad na panelach pokazałam
      jego rodzicom, moim i komu tylko się da. Narobiłam mu wstydu.
      Ale szczerze mówiąc w tamtej sytuacji, gdyby to on mnie tak prowokował jak ja
      jego, to tym kuflem rozbiłabym mu chyba głowę.
    • mifka Re: hmmm....i co ja mam zrobić? 06.03.05, 01:06
      a kto zaczal ta przemoc? mojemu mezowi zdarzylo sie mna potrzasnac i rzucic na
      lozko jak zarobil ode mnie i jesli mam byc szczera to wlasciwie byla to obrona.
      potem bylo mu bardzo przykro pomimo, ze to ja zaczelam. rozwiazalismy wspolnie
      problem, ktory spowodowal cala awanture i wyszlo nam na dobre.
      mysle, ze to jak powinnas oceniac jego zachowanie zalezy od calej
      sytuacji.pamietaj, ze czesto urodzenie dziecka powoduje, ze wszystkie zalegle a
      nierozwiazane problemy wylaza na wierzch, plus zmeczenie i zadyma gotowa.
      Zacznij wiec od zastanowienia sie o co tak na prawde te wszystkie klotnie.
      jesli jego obecnosc uniemozliwia ci zebranie mysli moze powinnas rzeczywiscie
      wyjechac na jakis czas. a swoja droga w klotni mowi sie rozne rzeczy, ktorych
      tak na prawde nie ma sie na mysli albo sie nie chce.zapytaj go jak bedzie
      spokojny czy na prawde tak mysli i tego chce, moze to bedzie pierwszy krok do
      wspolnego rozwiazania konfliktu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja