Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka"

11.03.05, 14:34
Przeczytałam i aż mną zatrzęsło. Trudno mnie zirytować i wyprowadzić z
równowagi ale autorce się udało. To ma być "zachęta" do rodzenia dzieci?
Nagonka na ludzi, którzy świadomie decydują się na jedno dziecko albo nie chą
mieć ich wcale? Jak można w taki sposób wyładowywać na innych swoje
frustracje? Nie życzę sobie żeby ktoś oceniał moją postawę życiową, fakt
posłania dziecko do prywatnego przedszkola (choćby kosztowało i 5,000 to co
komu do tego?), traumę nieprzespanych nocy, bólu w czasie porodu. Do cholery
jasnej! Jak tak można!
Może w końcu nie każdy chce wyglądać po trójce dzieci jak autorka artykułu.
Niech sobie rodzi tyle dzieci ile chce, wychowuje je jak chce ale niech nie
uzurpuje sobie prawa do oceniania innych.
Artykuł jest bardzo stronniczy i po raz kolejny przekonuję się, że oprócz
zgrabnego menu dla maluchów i płytek z bajkami nie ma dla mnie miejsca wśród
czytelników, bo OŚMIELIŁAM się zdecydować na jedno dziecko i do tego wykupić
wakacje za granicą.
    • maja45 Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 11.03.05, 15:02
      Wydaje mi sie , ze niezbyt fortunnie zatytuowałaś swój post, ja przynajmniej
      nie widzę zwiazku z treścia, artykułem w "Dziecku" , ani z czymkolwiek.
      Pozdrawiam.
      Marta
      • brendastar Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 11.03.05, 15:15
        tytuł postu jest tytułem artykułu, nie trzeba być wybitnie inteligentym żeby to
        zauważyć (pod warunkiem że czytało się artykuł, co jest niezbędne do
        zrozumienia mojego oburzenia).
        • kingusi Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 11.03.05, 18:01
          moglabys go po krotce strescic?
    • aleksandrynka Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 11.03.05, 18:29
      no ale ta pani opisuje SWÓJ punkt widzenia. Dlaczego tak Cię to dotknęło?
      • brendastar Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 16:14
        Nie aleksnadrynko, ta pani nie opisuje swojego punktu widzenia tylko sili sie
        na ocene innych
        • aleksandrynka Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 18:40
          zerknę jeszcze raz, bo jakoś tak bez emocji to czytałam, bezrefleksyjnie może...
          Chyba coś w tym jest, skoro tyle osób tak zareagowało...
    • m.a.l.l.y.s Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 11.03.05, 18:54
      Czytalam ten artykul i szczerze mowiac mnie sie tez nie podobal. Ale nie
      podobaja mi sie rowniez uwagi w stylu: jesno dziecko? wychowasz kaleke. dziecko
      musi miec rodzenstwo, bedzie egoista, zostanie samo kiedys na swiecie. I w
      koncu te uwagi ze juz czas na drugie, bo wiek, bo roznica wieku miedzy
      dziecmi .....Doprowadza mnie to do szalu. To, ze mam jedno dziecko to jest moj
      swiadomy wybor i nie chce, powtarzam nie chce na razie tego zmieniac. Nie czuje
      jakos potrzeby podwojnego maciezynstwa, A i owszem kocham mojego syna nad
      zycie, ale on nie ma wszystkiego co tylko moze miec jedynak, ma jednak nas,
      ktorzy go kochamy i staramy sie madrze wychowac. moj maz ma brata i siostre i
      choc mieszkamy w tym samym miescie, nie utzrymuja ze soba zadnych kontaktow.
      Oni maja swoje zycie, mys woje. I co, mimo ze jest ich trojka, zyja tak, jakby
      nie mieli rodzenstwa.
      Mnie rowniez irytuja opinie , z ejestem wygodna, ze leniwa, bo mi sie nie chce.
      A mi sie wlasnie nie chce i nikomu do tego. Uwazam , z e wdzisiejszych czasach
      kazdy ma prawo do decydowania o swojej rodzinie,, kazdy ma prawo do swojego
      zycia i swoich wyborow i nic nikomu do tego, a juz na pewno do decydowania o
      moim rodzicielstwie. Artykuly takie uwazam za barzdo tendencyjne i po prostu
      omijam je szerokim lukiem
      • lola211 Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 11.03.05, 22:57
        Ja juz sie uodpornilam na ten jazgot dwu- i wiecej dzietnych, te ich argumenty
        o kant .. rozbic.
        • neospasmina miec dziecko w Wyborczej.... 12.03.05, 07:06
          A ja się wkurzyłam sad
          jak już Szczypiorska-Mutor spuściła z tonu, to się Bosacka wzięła i
          wypowiedziała;
          ja rozumiem, że to JEJ punkt widzenia, ale w związku z tym mam prawo go
          atakować; a najbardziej będę atakować formę prezentacji tego punktu widzenia:
          Ci bez dzieci (lub z małą ilością!) to: wygodniccy (z wykrzyknikiem), mają
          opiekunki, panie do sprzatania, włoską oliwę do rzymskiej sałaty, kursy
          portugalskiego, niemilknące komórki, a nie chce im się wstawać w nocy i
          zmieniać pieluch (a komu się chce?); a ksiądz po kolendzie przecież mówił, że
          za mało dzieci jest... księdza słuchać trzeba... zupełnie bezsensowne i
          bezpodstawne(?) okazują się obawy związane z utratą pracy; pogorszeniem się
          warunków bytowania całej rodziny itp.
          przez takich jako ONI (bez- lub małodzietnych) NASZE społeczeństwo staje się
          społeczeństwem konsumpcyjnym, egoistycznym i wygodnym;
          nota bebe - oskarżenie o egoizm pojawia się masowo (nie w tym tekście) w
          stosunku do - kolejno:
          kobiet niezamężnych (nie chcą prać mężowi skarpetek)
          zamężnych, bezdzietnych (nie chcą zmieniać pieluch dzieciom)
          1-dziaciatych (wychowują nieszczęśliwych, samotnych egoistów)
          a teraz i dwu-dziaciatych (jak się ma dwoje, można i troje)

          a teraz przywalę z grubej rury - jak się ma dobrze usytuowanego męża (patrz
          stopka Wyborczej - kierownik działu Świat), to się ma i pewną pracę (patrz
          stopka Wysokich Obcasów), i duży dom, i kaskę na dzieci, i - w związku z tym -
          spokojną głowę o ich przyszłość... i jeszcze - jak się okazuje - łatwość
          wypowiadania łatwych sądów oraz oceniania innych;
          jeśli tak ma wyglądać realizacja akcji "Mieć dziecko w Polsce", to mi się nie
          podoba...
          bo wychodzi na to, że mieć dzieci w Polsce faktycznie będa mieć tylko bogaci i
          pewni swego (np. dziennikarze Wyborczej), a tych z jedną pensją w dwupokojowym
          mieszkaniu w wielkiej płycie będą zżerać wyrzuty sumienia...
          tylko czy oni kupią wtedy "DZiecko"?
          • neospasmina błąd 12.03.05, 07:08
            oczywiście - po kolędzie,
            sorki
          • monika_1977 Re: miec dziecko w Wyborczej.... 31.03.05, 13:47
            > a teraz przywalę z grubej rury - jak się ma dobrze usytuowanego męża (patrz
            > stopka Wyborczej - kierownik działu Świat), to się ma i pewną pracę (patrz
            > stopka Wysokich Obcasów), i duży dom, i kaskę na dzieci, i - w związku z tym -

            > spokojną głowę o ich przyszłość... i jeszcze - jak się okazuje - łatwość
            > wypowiadania łatwych sądów oraz oceniania innych;

            To jest dokładnie moja pierwsza myśl po przeczytaniu tego artykułu...
            Drugiej mysli nie przytoczę - bo występują w niej sformułowania niecenzuralne wink

            Nie lubię, gdy ktoś stara sie przekonać innych, że ma patent na rację,
            że jego poglądy są jedynie słuszne - a osoby myslące i postepujące inaczej są:
            - wygodne
            - zbyt ambitne
            - egoistyczne

            Mam 28 lat, 4 letni "staż małżeński" i dość nagonki pt. ty wstretna egositko -
            zajdź w końcu w ciąże...
            Może zajdę, może nie - moja sprawa - a kwestia bycia "trendy" nie ma przy
            podjęciu tej decyzji żadnego znaczenia...
    • mamadwojga Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 10:09
      Mnie strasznie denerwuje postawa typu: JA WIEM LEPIEJ CO POWINIENEŚ ZROBIĆ. W
      związku z tym obcy ludzie wybierają nam model życia i wtłaczają w swoje ramki.
      KTOŚ uważa że powinno rodzić się więcej dzieci- niech sobie SAM rodzi. Dlaczego
      autorka artykułu ma TYLKO trójkę? Niech zaświeci przykładem jak taka mądra.
      Cwaniara którą stać na balet i portugalski dla całej swojej trójki. Dla mojej
      rodziny dwójka dzieci to świadomy i przemyślany wybór. Uważam że tak jest
      dobrze. Ale jak komuś się podoba model 2+1 to mi to "dynda i powiewa". Niech
      sobie ma jedno, nie ma wcale albo ma szesnaścioro.
      A koszty utrzymania i wykształcenia dzieci są ogromne. Nie wspomnę o
      kosztach "psychicznych" i "fizycznych". Nie wszyscy lubią być w ciąży, nie
      wszyscy mają nerwy do wstawania nocą, lepienia z plasteliny.
      A co do samego artykułu i jego krytykanctwa to przypomniało mi się zdanie mojej
      babci:" CO komu do domu jak chałupa nie jego??"
      No właśnie, co?
    • triss_merigold6 Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 10:53
      Neospasmina i Mamadwojga rację macie i właściwie tylko się podpisuję pod Waszym
      zdaniem.
      Już (!!!) teraz, mając czteromiesięczne dziecko spotykam się z pytaniami
      sugerującymi kiedy kolejne. Luz, po obecnych doświadczeniach stwierdzam, że
      macierzyństwo mi się podoba na tyle, że mogę mieć i trójkę. Ciąża mi nie wadzi,
      karmienie też nie, syn jest bezproblemowy. Tylko proszę dać mi 100 metrowe
      mieszkanie i podnieść pensję mężowi.
      Pytającym wyjaśniam: tak, będzie kolejne jak zmienimy chatę. I oburzenie - jak
      to? macie trzy pokoje! kiedyś ludzie w kawalerkach mieli po 2-3 dzieci i żyli.
      Szczęść im Boże. Pewnie można żyć na kupie ale ja nie chcę. Chcę zachować
      własny pokój i żeby dzieci też miały własne pokoje i ogólnie rzecz biorąc
      dlaczego w imię spełniania cudzych wizji miałabym rezygnować z przestrzeni
      życiowej?
      A od bezdzietnych proszę się odwalić. Nikomu niczego nie zabierają.
      • neospasmina Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 11:01
        triss_merigold6 napisała:

        >Luz, po obecnych doświadczeniach stwierdzam, że
        > macierzyństwo mi się podoba na tyle, że mogę mieć i trójkę. Ciąża mi nie
        wadzi, karmienie też nie, syn jest bezproblemowy.

        Triss, fajnie że jest fajnie smile
        nie wiem, czy czytałaś dokładnie ten tekst, ale tam jest wyraźnie napisane, że
        traumatyczne doświadczenia z pierwszej (pierwszych?) ciąż, porodów, połogów,
        karmień, kolek, alergii itp. ABSOLUTNIE nie moga być usprawiedliwieniem dla
        dalszego prokreacyjnego lenistwa;
        ja bardzo dokładnie mogę sobie wyobrazić, ża babka, która przeleżała na płask
        kilka miesięcy, miała powikłany poród, problemy zdrowotne z sobą i dzieckiem,
        nie ma gdzie wrócić do pracy po macierzyńskim, może czuć się zniechęcona do
        dalszych dziłań na tym polu, może po prostu nie mieć siły, zdrowia, innych
        możliwości; może też zwyczajnie nie chcieć;
        i od tych się proszę natychmiast odwalić!
        dzieci to nie chipsy - można poprzestać na jednym!
        nie rozumiem jeszcze wymowy tego tekstu w kontekscie licznych wypowiedzi
        forumowych w związku z redakcyjnym hasłem "Mieć dziecko w Polsce"; mam
        wrażenie, że autorka tych wypowiedzi nie czytała (pewnie, po co, skoro wie
        lepiej)
        • triss_merigold6 Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 11:08
          Fakt, nic nie usprawwiedliwiawink
          Znam kobiety w wieku moich rodziców, które miały takie doświadczenia porodowe,
          że na myśl o kolejnym dziecku je paraliżowało. Z wątków forumowych: jeśli
          kobieta zostaje z dzieckiem praktycznie sama; mąż ma pracę i tylko/aż pracę;
          dziecko absorbuje, choruje a ona nie ma wsparcia codziennego i banalnego to nie
          dziwię się, że nie chce kolejnego dziecięcego obciążenia.
          • neospasmina Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 11:11
            w rzeczy samej...
            ja miałam koszmarne doświadczenia z pierwszym porodem i tym co było dalej;
            a ja zażądałam w związku z tym cc za drugim razem, to była straszna afera;
            zresztą do tej pory linczują za podobne wyznania, m.in. na tym forum (i
            ponownie zarzut egoizmu - rodzić się babie nie chce);
            czyli że wszystko musi być wg schematu
            tak to własnie jest mieć dziecko w Polsce....
            • triss_merigold6 Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 11:25
              Moja przyjaciółka miała cc na życzenie a ja zzo też na życzenie. Obie
              zadowolone z efektów. Mówimy o tym otwarcie i na teksty zwłaszcza mężczyzn
              komentujące "wygodnictwo" otwarcie dostajemy piany.
              Mnie do szału doprowadzają jedyne słuszne teorie odnośnie czegokolwiek:
              karmienia piersią, spania z dzieckiem, usypiania, dopajania, telewizora,
              zostawiania niemowlaka pod czyjąś opieką itd.
              Tak jestem wygodna. I z wygodnictwa realizuję model pielęgnacji sprzed 30 lat z
              modyfikacjami: karmienie na godziny, zostawianie samego w łóżeczku, nielatanie
              na każde miauknięcie, zostawianie czasem pod opieką innych (dziadków). Mam
              zdrowe, niekapryśne dziecko ale... gdybym poświęcała synowi czas w wymiarze
              24/7 to na pewno nie miałabym siły i ochoty na dalszą prokreację.
              • e_stella Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 11:26
                triss_merigold6 napisała:

                > Moja przyjaciółka miała cc na życzenie a ja zzo też na życzenie. Obie
                > zadowolone z efektów. Mówimy o tym otwarcie i na teksty zwłaszcza mężczyzn
                > komentujące "wygodnictwo" otwarcie dostajemy piany.
                > Mnie do szału doprowadzają jedyne słuszne teorie odnośnie czegokolwiek:
                > karmienia piersią, spania z dzieckiem, usypiania, dopajania, telewizora,
                > zostawiania niemowlaka pod czyjąś opieką itd.
                > Tak jestem wygodna. I z wygodnictwa realizuję model pielęgnacji sprzed 30 lat
                z
                >
                > modyfikacjami: karmienie na godziny, zostawianie samego w łóżeczku,
                nielatanie
                > na każde miauknięcie, zostawianie czasem pod opieką innych (dziadków). Mam
                > zdrowe, niekapryśne dziecko ale... gdybym poświęcała synowi czas w wymiarze
                > 24/7 to na pewno nie miałabym siły i ochoty na dalszą prokreację.



                To nie wygodnictwo, to zdrowy rozsądek.
                • triss_merigold6 Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 11:33
                  W świetle obowiązującego na łamach dziecięcotematycznych pism modelu to
                  wygodnictwo.smile Dla ciekawych - mój syn nie ma objawów choroby sierocej ani
                  autyzmu (z takim podejrzeniem się spotkałam, bo jak to: niemowlę guga cichutko
                  do zabawek w drugim pokoju i nie dostaje histerii kiedy znikam na pół godziny).
                  • neospasmina link 12.03.05, 12:15
                    do tego artykułu:
                    kobieta.gazeta.pl/edziecko/1,62145,2592698.html
                    • jonquille Re: link 12.03.05, 13:23
                      neospasmina, dzieki za link

                      a abstrahujac od samego artykulu; czy roczniki 1950, 1960 byly bardziej
                      dzieciate? Z tego, co widze dookola siebie raczej nie. Na palcach jednej reki
                      moge policzyc znajomych majacych wiecej niz jedna sztuke rodzenstwa. Czy nasi
                      rodzice tez uczestniczyli w wyscigu szczurow? Chadzali na kursy japonskiego i
                      salsy? Nie sadze.

                      Cel akcji "wiecej dzieci" moze i jest bardzo szczytny, ale sposob jej
                      prowadzenia i argumenty, sprawia, ze skutek odnosi wiec przeciwny.

                      jonquille
                      • a_weasley Nie chodzili na salsę. I co z tego? 31.03.05, 19:39
                        jonquille napisała:

                        > neospasmina, dzieki za link
                        >
                        > a abstrahujac od samego artykulu; czy roczniki 1950, 1960 byly bardziej
                        > dzieciate?

                        1950 i młodsze już tak. Moda na jedynactwo była w latach 60tych i 70tych. Za
                        późnego Gierka to już przeszło.

                        > rodzice tez uczestniczyli w wyscigu szczurow? Chadzali na kursy japonskiego i
                        > salsy? Nie sadze.

                        No i co z tego? Można uważać, że japoński i salsa są dla dziecka więcej warte
                        niż brat i/lub siostra, a na japoński i salsę dla dwojga człowieka nie stać.
                        Można uważać, że najważniejszą sprawą jest przygotowanie dziecka do wyścigu
                        szczurów, a lepiej się przygotuje doinwestowanego jedynaka niż
                        niedoinwestowanego nie-jedynaka.
                        Można tak uważać, ale to nie powód, żeby robić dym, jeżeli ktoś tego zdania nie
                        podziela i daje temu wyraz.

                        >
                        > Cel akcji "wiecej dzieci" moze i jest bardzo szczytny, ale sposob jej
                        > prowadzenia i argumenty, sprawia, ze skutek odnosi wiec przeciwny.
                        >
                        > jonquille
                      • a_weasley W czym uczestniczyli rodzice 01.04.05, 01:52
                        jonquille napisała:

                        > Czy nasi rodzice tez uczestniczyli w wyscigu szczurow?

                        Nasi rodzice uczestniczyli w innych zawodach, wobec których ów wyścig jest
                        niewinnym joggingiem. Mianowicie w permanentnym polowaniu na to wszystko, co
                        dzisiaj kupuje się w każdej chwili i bez problemu, a wtedy węszyło się, gdzie
                        coś - jak to się mówiło - rzucili. Mama wiedziała, gdzie może kupić sensowne
                        mięso, a ojciec, gdzie sprzedadzą mu benzynę bez kartek i nie zedrą skóry. Nie
                        mówiąc już o takich wyzwaniach, jak skompletowanie niezbędnego sprzętu dla
                        dziecka idącego do szkoły.
                        I mimo to mieli dzieci. Co ciekawe, zjawisko jedynactwa zaczeło zanikać wtedy,
                        kiedy zaopatrzenie się pogorszyło - za późnego Gierka. W latach 80-tych model
                        2+2 był w miastach powszechny, trójki się trafiały. Nie jakoś powszechnie, ale
                        nie wyjątkowo. Na wsi cały czas dzieci rodziło się dużo.
      • a_weasley Czy bezdzietni zabierają, a jeżeli, to co? 31.03.05, 19:07
        triss_merigold6 napisała:

        > A od bezdzietnych proszę się odwalić. Nikomu niczego nie zabierają.

        Tyle, że dzieci dzieciatych za 40 lat będą pracowały - oprócz swoich rodziców i
        rodziców swoich rówieśników - na nich.
    • maadzik3 Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 15:10
      Coz, moge tylko podpisac sie pod postami Neospasminy i Mamydwojga. Moje zycie,
      moja sprawa (poki prawa nie lamie i innych nie krzywdze), przekonywac mozna ale
      ARGUMENTAMI a nie ocena, wywolywaniem (w moim przypadku zupelnie nieskutecznym)
      poczucia winy i wycieczkami osobistymi. Tak sie dyskutuje w przedszkolu!
      Magda
      • maadzik3 Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 15:19
        Popieram moją żonę.

        mąż maadzik'a3
      • alfinka1 Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 15:31
        to i ja sie wypowiem krotko na temat tego artykulu.
        otoz po pierwsze nie rozumiem celu publikacji i przeslania tegoz artykulu. Do
        kogo jest on skierowany - do dzietnych czy bezdzietnych?
        po drugie moze autorka zastanowialby sie wczesniej nad jego trescia w
        szczegolnosci nad akapitem dot. pracy i kariery. przed ciaza mialam duze
        ambicje zawodowe i zasuwalam rzeczywiscie po kilkanascie godz. na dobe - ale
        udalo sie nie zwariowalam, nie stracilam insynktu macierzynskiego, swiadomie
        zaplanowalam ciaze i przed 30 - ka urodzilam dziecko. planowalam dwojke -
        niestety stracilam wlasnie te prace bo stalam sie dla firmy balastem, kobieta z
        dzieckiem przeciez jest nikim. I teraz mam pytanie do autorki artykulu - z
        czego mam utrzymac siebie i dziecko a moze zgodnie z zasada "bog dal dziecko -
        da i na dziecko" zafundowac sobie kolejne i czekac na cud manne z nieba? pewnie
        pieniadze znajda sie same. wiec nie dziwie sie ze mlode matki stawiaja kariere
        i pieniadze na pierwszym miejscu - moze dzieki temu rzeczywiscie beda mialy za
        co utrzymac siebie i dziecko pozniej jak straca prace .... bo maja dziecko!

        a co do wypominania stanardow zycia - co kogo to obchodzi na co ludzie wydaja
        pieniadze i jakie maja priorytety w zyciu.
        ja mieszkam z rodzicami mezem i dzieckiem w 3 pok mieszkaniu. nie narzekam -
        zyje nam sie nie zle - a priorytetm dla mnie sa: prywatna opieka medyczna dla
        dziecka i rodziny, dobra edukacja, wakacje, dobre i markowe zabawki, buty a nie
        mieszkanie. bo nie mage miec wszystkiego na raz. oczywiscie wiekszosc znajomych
        stuka sie w glowe lacznie z tesciami bo powinnismy oszczedzac na swoje. a ja
        swojego teraz nie chce i nikomu nic do tego. a dziecko bedzie chodzilo do
        przedszkola za 1000 zl jak bede miala taka potrzebe.

        pozdrawiam wszystkie e-mamy
    • lajlah Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 15:26
      Dopiero dzisiaj kupilam i przeczytałam "Dziecko"i szczerze mówiąc nie wiem
      czemu miał slużyć ten artykuł. Krytykowaniu rodzin z jednym dzieckiem lub
      bezdzietnych? Tym ktorzy są dobrze sytuowani a poprzestają na jednym dziecku
      lub nie mają wcale? Przecież to już jakaś paranoja , każdy ma tyle dzieci ile
      chce i to tylko i wyłącznie jego sprawa.
    • brendastar Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 16:20
      od pewnego czasu w Dziecku pojawil sie trend "zachecania do prokreacji":
      artykuly o rodzinie z 10 dzieci, teraz ten nieszczesny.
      Kurcze, czy akcja "miec dziecko w Polsce" ma dotyczyc tylko rodzin z wieksza
      niz 1 iloscia dzieci? Poki co tak wlasnie to rozumiem.

      Ach, i moze warto Droga Redakcjo zmienic tytul na "Dzieci" a na okladce
      umieszzcac napis" przeznaczone WYLACZNIE dla rodzicow wiecej niz jednego
      dziecka".
      • andaba Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 18:43
        Szczerze mówiąc nie rozumiem emocji, które wywołuje ten artykuł...
    • aluc Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 21:06
      bez sensu taka pisanina (o artykule mówię, żeby nie było smile))

      my tez planowaliśmy swoje dzieci - pierwsze urodziło się, kiedy mieliśmy już
      własne mieszkanie, drugi samochód i w miarę ustabilizowaną sytuację finansową,
      z drugim wstrzeliliśmy się tak, żeby ewentualne ciążowe komplikacje i narodziny
      nowego człowieka nie kolidowały z ważnym zawodowym egzaminem niemęża... i
      poczekaliśmy na moment, kiedy po drugim nie będę musiała wracać do pracy

      a teraz właśnie urodziłam drugie, już planuję trzecie i nie mam zamiaru
      rezygnować dla tego trzeciego (podobnie jak dla pierwszego i drugiego) z
      włoskiej oliwy, zagranicznych wakacji i dobrego samochodu, po prostu chcę mieć
      i to i to, no i trzecie poczeka, aż stać nas będzie na dom i vana, żeby nam się
      to całe szczęście pomieściło

      no i co? jestem egoistką, bo uzależniam posiadanie dzieci od stanu posiadania?
      czy też jestem dobrą Matką Polką Patriotką, co to postawiła na mnożenie (się)?
      czy też może jestem egoistyczną, nastawioną na konsumpcję Matką Polką
      Patriotką?

      i naprawdę mało mnie obchodzi, że ktoś nie ma na oliwę, zagraniczne wakacje, ma
      trójkę na 50 metrach w blokach i czuje się szczęśliwy, bo spełnia swój
      obowiązek wobec ojczyzny (to znaczy nie, że mnie nie obchodzi, ale mnie w tym
      konkretnym kontekście nie obchodzi)

      natomiast wkurza mnie, jeśli z wymienionych wyżej powodów czuje się lepszy od
      kogokolwiek i powołany do pouczania

      dlatego bzdurna ta pisanina, wkładanie do szufladek "egoistka, bo nie chce
      rodzić" "nieegoistka, bo chce"

      nie do końca rozumiem sens akcji Dziecka, bo nie zgadzam się na zachęcanie do
      rodzenia kolejnych potencjalnych beneficjentów opieki społecznej i nie mam nic
      przeciwko temu, żeby wszystkie dzieci rodziły się zaplanowane i wykalkulowane

      bo że planowane to nie znaczy, że bez miłości

      a dzieci w pewnych środowiskach są bardzo trendy smile trendy są zdjęcia bobasów
      na tapecie w służbowym laptopie, trendy są kinderbale zamiast clubbingu, a
      model 2+3 powoli zaczyna być modelem obowiązującym
    • zuzulek Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 21:17
      A mi się artykuł podobał. Oczywiście, że nie wszyscy bezdzietni lub małodzietni
      są wygodniccy. Ale skoro Wy się nie tak nie czujecie, to czemu Was to tak
      ruszyło?
      Ja znam trochę małżeństw, które nie mają dzieci, bo po prostu nie chcą. Mają
      inne priorytety. Chcą się "wyszaleć", mają duże ambicje zawodowe i w ich życiu
      po prostu nie ma miejsca na dzieci. Czasami łudzą się, że "zawsze będzie na to
      czas".


    • matkatina Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 22:02
      Ja myślę, że ten artykuł wkurza, bo jest mocno przerysowany. Pewnie, że
      takie "egoistyczne" rodziny istnieją, tylko, że pewnie tez nie jest ich więcej
      niż 5 procent społeczeństwa. Nie kazdy odkłada decyzję o dzieciach z powodu
      wakacji, samochodów i drogiej oliwy. To strasznie prostackie uproszczenie. Sama
      mam dwoje dzieci, więc to chyba nie do mnie mowa, ale argumenty są faktycznie
      demagogiczne, nieprawdziwe i powodują, przypuszczam, odwrotny skutek od
      zamierzonego. Ale kiedy odrzuci się tę damagogiczną otoczkę, to okazuje się, że
      trochę racji autorka jednak ma, choćby pod jednym względem: w pewnym wieku
      trudniej jest zajść w ciąże i odwlekając decyzję o dziecku trzeba o tym
      pamiętać.
      • ledzeppelin3 Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 12.03.05, 22:10
        Jak dla mnie kobita po prostu nie jest pewna, czy dzieci utrzyma, i ma być może
        kompleks, że jedynacy z angielskim od przedszkola przegonią jej dzieci w
        wyścigu szczurów. I takim atrykułem utwierdza się w przekonaniu, ze dobrze
        zrobiła. Ja tam bym chciała mieć 3 dzieci bez lęków i kompleksów...
    • wieczna-gosia phi... trojke ma i taka trendy... 12.03.05, 22:20
      a czemu nie piateczke?
      No ja naprawde nie rozumiem.....

      Podpisuje sie pod neospasmina, triss, alucem i kim tam jeszcze wink
      JA chcialam miec tyle dzieci, chociaz nie mam moze super warunkow. Ale to JA.
      Uwazanie sie za kogos lepszego, bo czlowiek sie przypadkiem przy dzieciach
      realizuje, nie przeszkadza mu tyle dzieci i tyle pokoji itd, no sorry wink

      A odkad przeczytalam w komentarzu naczelnej wypisane postulaty z akcji miec
      dziecko w polsce i prawie wszystkie roszczeniowe (ochrona matki, ochrona dziecka
      zakaz zwalniania, nakaz kochania itd) zamiast zwyklego radosnego obnizenia
      podatkow i dania luzu przedsiebiorcom zeby im sie kogokolwiek chcialo i oplacalo
      zatrudniac... no to ja postuluje za obowiazkowymi apelami oraz wykopkami by
      pomoc PGRom wink

      Socjalizm swietnie sie ma wink
      • julkowamama Re: phi... trojke ma i taka trendy... 12.03.05, 22:46
        Zupelnie nie wiem dlaczego ten artykul wywolal tyle emocji. Skoro kazdy moze
        zyc jak chce, to chyba kazdy moze swoje poglady przdstawic? nie dopatrzylam sie
        w artykule zadnego ataku. A rzeczywisie wielu, majacych jedno dziecko lub
        wcale, posluguje sie wlasnie argumentami przytoczonymi w artykule. Oczywiscie,
        ze atrykul jest troche przrysowany - ale naprawde takie postawy istnieja. A
        skoro tacy nie jestescie, to czemu tak sie oburzacie?
      • ledzeppelin3 Re: phi... trojke ma i taka trendy... 13.03.05, 10:13
        Gosia, masz jaja po prostu
        • carroseria żeby się chciało mieć 13.03.05, 10:38
          Właściwie to ja zrozumiałam te wypowiedź tak; mam warunki, żeby mieć tyle
          dzieci, więc wybieram te dzieci przeciw włoskiej oliwie, wakacjom w Grecji i
          kursowi portugalskiego; inwestuję w dzieci, ale nie jest to trendy;
          nie jestem moze trendy, ale za to jaka jestem wspaniała! inna niż wszyscy!
          niekonsumpcyjna i nieegoistyczna!
          tyle że moim zdaniem nie tędy droga w akcji "Teraz dziecko";
          trzeba coś konkretnego robić, żeby się chciało te dzieci mieć, a nie banować
          tych, którzy nie chcą mieć w ogóle bądź w ilości pożądanej;
          prokreacja ma byc nową wartością? - OK, ale najpierw trzeba zapewnić podstawowe
          potrzby, żeby się chciało w ogóle na wartości okiem rzucić...
          • maadzik3 Re: żeby się chciało mieć 13.03.05, 15:16
            Wieczna Gosia - SUPER! Zazulek - kazdy moze wybrac czy w ogole chce miec dzieci
            (nawet jak go stac), i dlatego artykul mi sie nie podoba. To nie egoizm, to
            inny wybor. Dzieci powinny byc chciane i kochane, wiec miejmy je gdy ich
            pragniemy, a nie zeby nam sie duze mieszkanie i tylne siedzenie wozu nie
            marnowalosmile)))
            Magda
    • przeciwcialo Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 30.03.05, 17:44
      Nie ma co sie trześć. Autorka napisała swoje zdanie. Mnie sie podobało. Uwazam
      ze dzieci ma sie tyle ile sie chce. Ja nie ocebniam ale uważam ze kazdy ma inne
      priorytety w zyciu. Jeden ma troje dzieci a inny trzy samochody i jest to ich
      sprawa.
      • verdana Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 30.03.05, 18:06
        Totalna bzdura! Normalny człowiek wybiera nie między włoską oliwą, portugalskim
        i wakacjami w Grecji a dzieckiem, tylko między w miarę przyzwoitym poziomem
        zycia, pozwalającym dać dziecku zwykłą sałatę, średni kurs angielskiego i
        wysłać je na kolonie. Nie wiem, na jakim świecie zyje autorka artykułu, ale nie
        jest to świat większosci z nas.
        Prawdę mówiąc nie widzę, czym posiadanie dzieci jest lepsze od realizowania
        swoich ambicji zawodowych. Ostatecznie praca przynosi dochód całemu
        społeczeństwu. Jesli ktoś nie chce zawalać kariery dla posiadania kolejnego
        dziecka, to moim zdaniem przemawia przez niego nie wygodnictwo, a zdrowy
        rozsądek. Inaczej mozna w ogóle nie kształcić kobiet - ostatecznie po co, jeśli
        mają mieć wszystkie po troje i wiecej dzieci, to kariery raczej nie zrobią. A
        jeśli zrobią, to naprawdę ogromnym wysiłkiem.
        Żeby nie było, ze jestem przeciw posiadaniu dzieci - mam troje. Ale nie uważam,
        zaby to był jedynie własciwy model rodziny.
    • deczko Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 31.03.05, 11:14
      Trojka dzieci to znowu nie tak duzo, mysle, ze autorke stac na wiecej.
      Powinna miec ich conajmniej 6. Ciekawe co by wtedy napisala...
    • szyszunia75 Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 31.03.05, 11:34
      Ten artykuł jest dość zjadliwym uproszczeniem, uproszczeniem takim, że ręce
      opadają. Nie sądzę, by kurs portugalskiego ani włoska oliwa były prawdziwym
      powodem dla którego ktokolwiek wyrzekłby się dziecka. Widocznie ten ktoś po
      prostu nie chce mieć dziecka i chyba lepiej go nie nakłaniać, bo lepiej jak
      mają dzieci ci, którzy chcą. A co do bezdzietnych ludzi sukcesu... Zasłanianie
      się sprawami finansowymi jest bardzo często wytłumaczeniem, które łatwiej
      przechodzi przez gardło niż stwierdzenie faktu, że 1. nie ma się dość fajnego
      partnera, by mieć z nim dziecko, 2. boi się bólu, zmęczenia, odpowiedzialności
      3. nie może się zajść w ciążę itp.
      A sam tekst nie jest wyrażeniem własnego zdania (gdyby p. Bosacka chciała je
      wyrazić to może zrobić to np. na forum, a nie w opiniotwórczej gazecie) tylko
      atakiem na ludzi żyjących inaczej. Przykro mi się to czyta. I ze sporym
      oburzeniem.
      • szyszunia75 Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 31.03.05, 11:37
        Aha - jeszcze jedno: ten tekst jest jak napisany parę lat temu, bez
        dostrzeżenia prawdziwych aktualnych trendów. Bo akurat teraz w pewnych
        środowiskach (wliczając środowisko p. Bosackiej) dzieci są jak najbardziej
        trendy. Trzeba tylko rozejrzeć się dookoła, porozmawiać z ludźmi, a nie
        zakładać pewne tezy zza biurka, robiąc wcześniej reaserch wśród sąsiadów z
        jednej ulicy.
    • ulkapolla Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 31.03.05, 14:51
      Przeciez ten artukul to nie jest zaden atak tylko stwierdzenie kilku faktow.
      Dla mnie najprawdziwsza prawda. Moje kolezanki 30-latki chca miec dzieci ale
      wczesniej musza pojechac na wakacje do Ameryki Pd., kupic mieszkanie czy
      jeszcze raz pojechac do Egiptu ponurkowac. No i najlepiej, zeby sezonu
      narciarskiego nie stracic. I wiele z nich teraz ma problem z zajsciem w ciaze.
      Wydaje mi sie, ze autorka nikogo nie ocenia i nie potepia tylko pisze jak to w
      jej srodowisku jest. I ma bardzo duzo racji. Ja mam jedno dziecko, chce miec
      drugie ale jak patrze na kolezanki, ktorym niedawno urodzilo sie drugie a
      pierwsze ma ok. 2 lat to mysle, ze jeszcze poczekam bo nie chce sie tak meczyc.
      • ecco_mama Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 31.03.05, 15:23
        Podzielam zdanie szyszuni. Autorka straszliwie schematyzuje i generalizuje.
        Tymczasem co rodzina, to inny sposób na życie. Jasne, że ma znaczenie, w jakich
        kręgach obracamy się, co robią znajomi, z którymi spędzamy czas - ale bez
        przesady. Znajomi zmieniają się wraz z liczbą dzieci i ich wiekiem, inne są
        wakacje i imprezy, inne tematy rozmów. Także wzorce wyniesione z domu różny
        mają wpływ. Czasem jedynak też ma jedynaka, bo inaczedj sobie nie wyobraża,
        czasem - odreagowuje jedynactwo przez wielodzietność.
        Jest jeszcze inna sprawa - decyzja o liczbie dzieci to jedno, a jej
        zrealizowanie - co innego. Czasem chcemy, a nie możemy, czasem odwrotnie - nie
        chcemy, a trafia się.
        Ten tekst jest zupełnie nieprawdziwy. Ja miałam dobrą pracę, kariera się
        rozkręcała, decyzję o pierwszej ciąży odkładałam, ale nie bez przesady - dla
        mnie było oczywiste, że co najmniej dwoje dzieci musi być. W wieku 27 lat
        okazało się, że mam trudności, 4 lata zajęło, nim urodził się syn. Wtedy już
        żadna praca ani kariera nie liczyły się. W międzyczasie zmieniliśmy mieszkanie
        na dom. Drugie dziecko bylo szybko i łatwo. Pracować przestałam, wychowuję
        dwójkę. Uważam, że niczego mi nie brakuje, mogłabym, według kryteriów autorki,
        mieć jeszcze trójkę co najmniej. A nie wiem, czy będę miała. Wśród znajomych
        zapanowała wprawdzie moda na troje dzieci, jakby ma to być dowodem, że nas stać
        itp., coraz częściej się o tym mówi, mam wrażenie, że właśnie trójka "jest
        trandy". A ja nie wiem, czy się zdecyduję. Tak, jestem wygodnicka. Łatwo mi bez
        pieluch i nieprzespanych nocy. Boję się ciąży i porodu, choć nie aż tak, zeby
        nie rozważać... Ale dopóki nie poczuję, że naprawdę chcę... Uważam, że porządne
        wychowanie dwójki też jest wysiłkiem, a trójka to poważne wyzwanie
        organizacyjne i finansowe. Wymaga całkowitej zmiany stylu życia, nie tak łatwo
        już pojechać na zagraniczne wakacje czy wyrwać się wieczorem. I nie wolno
        nikogo naciskać ani sugerować, że się powinno, bo to naprawdę każdy rozważa w
        odniesieniu do swojej sytuacji. A` skąd wiadomo, czy niejedna z tych
        egoistycznych i wygodnickich par nie walczy już od kilku lat i praca, pieniądze
        są tylko tematem zastępczym, który pójdzie w kąt, gdy pojawi się dziecko? Czy
        te kasiaste bezdzietne małżeństwa czekając na dziecko mają nie pracować i nie
        cieszyć się życiem?
        • a_weasley Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 01.04.05, 02:02
          ecco_mama napisała:

          > Podzielam zdanie szyszuni. Autorka straszliwie schematyzuje i generalizuje.

          Autorka, co łatwo sprawdzić przeczytawszy artykuł - patrz notka "Link" - mówi o
          pewnym zjawisku. Nie twierdząc, że to jedyny powód występowania jedynactwa.
          Które zresztą zda mi się mniej rozpowszechnione niż w moim pokoleniu, bo o ile
          wtedy był maleńko bezdzietnych, ale sporo jedynaków (w mojej klasie w
          podstawówce na 10 chłopców było 5 jedynaków), o tyle teraz jak już ktoś się
          rozmnaża, to nie poprzestaje na jednym.

          > Ten tekst jest zupełnie nieprawdziwy. Ja miałam dobrą pracę, kariera się
          > rozkręcała, decyzję o pierwszej ciąży odkładałam, ale nie bez przesady - dla
          > mnie było oczywiste, że co najmniej dwoje dzieci musi być. W wieku 27 lat
          > okazało się, że mam trudności, 4 lata zajęło, nim urodził się syn. Wtedy już
          > żadna praca ani kariera nie liczyły się.

          Czyli nie tyle jest nieprawdziwy, co po prostu nie o tobie.
          Brendastar narzuciła swoją interpretację tekstu, zupełnie fałszywą.

          > wychowanie dwójki też jest wysiłkiem, a trójka to poważne wyzwanie
          > organizacyjne i finansowe. Wymaga całkowitej zmiany stylu życia, nie tak łatwo
          > już pojechać na zagraniczne wakacje czy wyrwać się wieczorem.

          Szczerze mówiąc nie bardzo widzę różnicę pomiędzy wyrwaniem się wieczorem, gdy
          się ma dwoje dzieci a gdy się ma troje. Możesz rozwinąć? Mówię poważnie.

          > A` skąd wiadomo, czy niejedna z tych
          > egoistycznych i wygodnickich par nie walczy już od kilku lat i praca,
          pieniądze są tylko tematem zastępczym, który pójdzie w kąt,
          > gdy pojawi się dziecko?

          Zapewne. Ale trudno uwierzyć, żeby nagle (bo w tych sprawach 10 lat to jest
          nagle) tak radykalnie przybyło par, które by chciały, a nie mogą.
      • ecco_mama Re: I jeszcze jedno 31.03.05, 23:08
        Autorka pochopnie osądza innych, bo może jej spłodzenie i rodzenie dzieci
        przyszło stosunkowo łatwo. Nie zawsze tak jest.Powody "małodzietności" są
        rozmaite i zaryzykuję stwierdzenie, że wygodnictwo i egoizm są w mniejszości.
        Często ciąża i poród są traumą nie do powtórzenia, często kolejna ciąża jest
        groźna dla kobiety itp. Nie wszyscy mają wystarczającą odporność na ból i
        trudności, nie wszyscy są jednakowo dzielni życiowo i nie wszyscy czują się na
        siłach wychowywać gromadkę. I nie jest to ich "wygodnictwo", tacy są i już.
        Jasne, że tym bardziej trzeba podziwiać tych, którzy świadomie mają wiele
        dzieci i dają radę. Poza tym - nie wydaje się, aby ta małodzietność była
        zauważalnym trendem wśród rodzin dobrze sytuowanych. ja zaobserwowałam raczej
        optymistyczne nastroje i rodzaj "wyścigu" w ilośi dzieci. A to do tych
        zamożnych autorka kieruje zarzuty. IMHO,ta ogólnie coraz mniejsza liczba dzieci
        w Polsce bierze się w większości z trudnej sytuacji ekonomicznej bardzo wielu
        rodzin. A ich przecież winić nie można. Ale to już temat na inną dyskusję.
        • a_weasley Re: I jeszcze jedno 01.04.05, 00:05
          ecco_mama napisała:

          > Autorka pochopnie osądza innych, bo może jej spłodzenie i rodzenie dzieci
          > przyszło stosunkowo łatwo. Nie zawsze tak jest.Powody "małodzietności" są
          > rozmaite i zaryzykuję stwierdzenie, że wygodnictwo i egoizm są w mniejszości.

          I w oczywisty sposób do tej mniejszości odnosiła się krytyka.

          > Poza tym - nie wydaje się, aby ta małodzietność była zauważalnym trendem wśród
          rodzin dobrze sytuowanych. ja zaobserwowałam raczej
          > optymistyczne nastroje i rodzaj "wyścigu" w ilośi dzieci.

          A to prawda. Od pewnego czasu widzę, że się rodzi sporo dzieci wśród ludzi
          bardziej wykształconych, zamożniejszych. I chwała Bogu.

          > A to do tych zamożnych autorka kieruje zarzuty.

          Wszelako przecież nie do wszystkich. Nie pisze "zamożni poprzestają na jednym
          dziecku, pfe pfe pfe", lecz zajmuje się określoną grupą - zamożnych
          jednodzietnych z wyboru.
          • ecco_mama Re: I jeszcze jedno 01.04.05, 01:07
            Piszesz:
            > I w oczywisty sposób do tej mniejszości odnosiła się krytyka.

            Ja odbieram to inaczej. Autorka na samym początku sugeruje, że pisze o
            niepokojącej, nagminnej postawie:
            "Są w każdym pokoleniu, ale w moim jakby ich więcej. Wiecznie zmęczeni. Praca,
            dom, wieczorem tenis, "Panorama". Potomstwa zwykle mieć nie chcą."
            To dotyczy naprawdę tylko pewnej grupy, w każdym pokoleniu występującej. mam
            wrażenie, że ta pani napisała artykuł pod wpływem chwili, spotkała się po
            prostu z taką postawą raz cz dwa i nie może jej zrozumieć. A skąd wie, ze nie
            chcą? Ja nie spotkałam się ( a jestem autorki rówieśniczką) ani razu z
            kategoryczną deklaracją, że dzieci nie będzie. Sporo obracam się w środowisku,
            o ktorym mowa i tak naprawdę to niepokojące jest raczej unikanie małżeństwa.
            Jeśli już jednak jest ślub, dziecko zwykle się pojawia, a po nim często szybko
            następne. I, jak już napisałam - panuje jakby "moda na model" 2+3. 20-30 lat
            temu - wtedy oczywistością było max. 2 dzieci, wtedy to dopiero krzyczano, że
            Cyganie, ciemnogród itd. Wtedy troje i więcej było rzadkością. Teraz naprawdę
            nie jest najgorzej. A p. Bosacka kiedyś na ten temat nie zwracała uwagi, teraz
            sama jest mamą i sprawa liczby dzieci dotyczy jej bezpośrednio.
            • a_weasley Re: I jeszcze jedno 01.04.05, 01:24
              ecco_mama napisała:

              > Piszesz:
              > > I w oczywisty sposób do tej mniejszości odnosiła się krytyka.

              > Ja odbieram to inaczej. Autorka na samym początku sugeruje, że pisze o
              > niepokojącej, nagminnej postawie:

              Nagminnej nie, ale częstszej niż kiedyś.

              > "Są w każdym pokoleniu, ale w moim jakby ich więcej. Wiecznie zmęczeni. Praca,
              > dom, wieczorem tenis, "Panorama". Potomstwa zwykle mieć nie chcą."
              > To dotyczy naprawdę tylko pewnej grupy, w każdym pokoleniu występującej.

              Owszem. Ale istotnie w III RP liczniejszej.

              > A skąd wie, ze nie
              > chcą? Ja nie spotkałam się ( a jestem autorki rówieśniczką) ani razu z
              > kategoryczną deklaracją, że dzieci nie będzie.

              Ja owszem. A poza tym widzę małżeństwa, w których przez lata na dzieci się nie
              zanosi. Nie sądzę, by wszyscy oni mieli kłopoty techniczne z poczęciem -
              musiałbym uznać, że wybuchła epidemia bezpłodności.

              > i tak naprawdę to niepokojące jest raczej unikanie małżeństwa.

              To prawda. To także niepokojący objaw. Ale MSZ z tej samej parafii.

              > 20-30 lat temu - wtedy oczywistością było max. 2 dzieci,

              20 lat temu oczywistością było konkretnie 2 dzieci (swoją drogą ciekawe
              odpowiada to - i wtedy, i teraz - pojemności najpopularniejszych samochodów).
              Ale oczywistością było też, że te dzieci będą.

              > Wtedy troje i więcej było rzadkością.

              Nie mogło być rzadkością ogólnie, bobyśmy nie mieli dodatniego przyrostu
              naturalnego. Na wsi widno cały czas się rodziło dużo dzieci.

              > Teraz naprawdę nie jest najgorzej.

              Biorąc pod uwagę dzietność w okolicy półtora, jest fatalnie. Moda 2+3 jest
              istotnie, ale najwyraźniej nie jest powszechna.
              To oczywiście dobrze, że rodzi się więcej dzieci tam, gdzie rodzice są im w
              stanie zapewnić dobre warunki materialne. Ale to nie wszystko.
            • a_weasley Deklaracje deklaracjami, ale... 01.04.05, 01:33
              ecco_mama napisała:

              > chcą? Ja nie spotkałam się ( a jestem autorki rówieśniczką) ani razu z
              > kategoryczną deklaracją, że dzieci nie będzie.

              Małżeństwo naukowców. Oboje 37, stała praca. 10 lat po ślubie dzieci nie ma.
              On biznesmen, bogaty z domu, ona marketingówka. On 30, ona 31. Małżeństwo od 5
              lat. Na dzieci się nie zanosi.
              Dwoje anglistów, on 44, nauczyciel w renomowanym liceum, ona 32, tłumaczka.
              Małżeństwo od 10 lat. Dzieci ni śladu.
              Nikt z nich mi nie mówił, że dzieci nie będzie. Ale ich nie ma i się nie zanosi.
              Przypadek bezdzietności z powodów zdrowotnych też znam. Ale to żaden z nich.
    • a_weasley Uderz w stół? 31.03.05, 19:21
      brendastar napisała:

      > Przeczytałam i aż mną zatrzęsło.

      Ja też przeczytałem. I każdemu, kto się chce wypowiedzieć, sugeruję najpierw
      przeczytanie artykułu, którego autorka pisze o pewnej postawie. Nie sugerując
      ani słowem, że wypowiada się o rodzicach jedynaków w ogóle. O, tu można przeczytać:
      kobieta.gazeta.pl/edziecko/1,62145,2592698.html
      > Nie życzę sobie żeby ktoś oceniał moją postawę życiową, fakt
      > posłania dziecko do prywatnego przedszkola (choćby kosztowało i 5,000 to co
      > komu do tego?),

      Masz takie samo prawo uważać, że robisz dobrze, jak p. Bosacka (i ja) uważać, że
      poprzestanie na jednym dziecku, pomimo że można spokojnie dać mu rodzeństwo,
      jest świadomym skazaniem dziecka na kalectwo - i tym samym nasze prawa znoszą
      się wzajemnie.
      Nikt Cię po imieniu do tablicy nie wywołuje.

      > Niech sobie rodzi tyle dzieci ile chce, wychowuje je jak chce ale niech nie
      > uzurpuje sobie prawa do oceniania innych.

      Żyjemy w wolnym kraju. Masz prawo do wyboru swojej postawy życiowej. Ktoś ma
      prawo do uważania, że to nie jest dobry wybór.
      Ludzi o postawie, którą p. Bosacka opisała pod hasłem "wygodniccy", jest sporo.
      Też takich znam.
      I powiedzmy to głośno - Waszym zabezpieczeniem na starość są dzieci tych, którzy
      wybrali inaczej. Ale czy ich wystarczy? W kraju, w którym kobieta rodzi półtora
      dziecka? Gdzie ksiądz słysząc, że młodzi planują trójkę, notuje w protokóle
      "planują rodzinę wielodzietną"?
      • a_weasley P.S.: Uderz w stół? 31.03.05, 19:24
        Dla jasności: nie uważam, że poprzestawanie na jednym dziecku jest złe dlatego,
        że nie zapewnia zastępowalności pokoleń. Jest złe, ponieważ człowiek jest z
        natury istotą miłującą wygodę. Jeszcze nie wymyślili takich grabi, żeby od
        siebie grabiły. Socjalizacja polega na zmuszeniu człowieka, żeby zauważył, że
        świat nie jest stworzony wyłącznie dla niego. Na nauczeniu dzielenia się. Ta
        nauka jest o wiele trudniejsza, jeżeli się nie miało od dziecka przy sobie
        kogoś, z kim się trzeba dzielić.
        Dlatego uważam jedynactwo za kalectwo, a świadomą decyzję jednodzietności bez
        naprawdę poważnego powodu za krzywdzenie dziecka.
        • maadzik3 Re: P.S.: Uderz w stół? 31.03.05, 20:17
          Jakos nie uwazam sie za kaleke i wypraszam sobie sady odnosnie jakosci mojego
          dziecinstwa oraz moich zdolnosci spolecznych. To w kwestii mojego rzekomego
          kalectwa. Co do zabezpieczenia na starosc - ZUS go nie zapewni. I o nie kazdy z
          nas powinien sie postarac sam. Tak sie sklada ze wielu sposrod nas placi na
          pewno wyzsze podatki niz dostanie swiadczenia, i odwrotnie. Wiec nie tylko a
          nawet nie przede wszystkim w dzieciach problem. A wybor ile dzieci chce sie
          miec choc niewatpliwie finansowo rowniez uwarunkowany ma znacznie wiecej
          skladowych niz finanse. Jest jeszcze zdrowie, cele zyciowe, jakosc zwiazku,
          mozliwosci czysto biologiczne (w dobie gdzie co piata para nie moze miec dzieci
          bez interwencji medycznej a panstwo tego nie dostrzega uwazam za hipokryzje
          urzednicza trabienie o nizu demograficznym na zasadzie ze "oni nie chca"). A
          nachalne narzucanie komus swego zdania i nie dostrzeganie jego argumentow poza
          finansowych musi budzic sprzeciw. Prosze bardzo, niech autorka przekonuje do
          swej wizji rodzicielstwa, ale bez osobistych wycieczek pod adresem tych ktorzy
          maja inne zdanie.
          Magda
          • minerwamcg Re: P.S.: Uderz w stół? 31.03.05, 21:03
            Zacznę od końca - jakich osobistych wycieczek? Czy ktoś wywołał Cię po imieniu?
            Bo tylko w takim przypadku można mówić o osobistych wycieczkach. To raz. Po
            drugie, każdy nie tylko ma prawo wybrać taki model rodzicielstwa jaki mu się
            podoba, ale także publicznie powiedzieć, dlaczego nie podobają mu się inne. Po
            trzecie, protestując tak ostro i osobiście w kwestii, której nie poruszono
            (Weasley o ile wiem nie wypowiedział się w sprawie konkretnie Twojego
            dzieciństwa, prawda?) sugerujesz, że jednak w jego poglądach na problem
            jedynactwa może kryć się ziarno prawdy...
            • maadzik3 Re: P.S.: Uderz w stół? 01.04.05, 18:42
              Jezeli ktos pisze ze decyzja o zaprzestaniu na jednym dziecku jest swiadomym
              skazaniem go na kalectwo tzn. ze uwaza wszystkich jedynakow za kaleki. I tym
              zdaniem tak, czuje sie oburzona. Tam nie bylo "moze spowodowac problemy".
              Jezeli naleze do jakiejs grupy, badz na podstawie wyboru badz "naturalnie" -
              etnicznej, wyznaniowej, bylych uczniow danej szkoly itp. itd. i ktos wyraza
              zdanie o wszystkich czlonkach tej grupy to nie musze slyszec tam mojego
              imienia, zeby wiedziec ze odnosi sie i do mnie. Bronie natomiast i bede
              zdecydowanie bronic wolnosci wyboru - to, moim zdaniem, jedna z najcenniejszych
              rzeczy. Nie wszyscy musimy byc tacy sami, ale szanujmy sie nawzajem, a szacunku
              do myslacych inaczej niz ona p. Bosacka nie wykazala za grosz.
              Magda
          • a_weasley Nie samym kapitałem emeryt żyje 31.03.05, 21:15
            maadzik3 napisała:

            > ZUS go nie zapewni. I o nie kazdy z nas powinien sie postarac sam.

            Owszem. Ale wszyscy kiedyś będziemy starzy i pieniądze w kraju bez ludzi w wieku
            produkcyjnym też nam tego nie zapewnią. Gdyby dzieci całkiem się przestały
            rodzić, za pół wieku umieralibyśmy z głodu na kupie szmalu.
            Tak więc kapitał kapitałem, a ludzie ludźmi. I to zabezpieczenie wielodzietni
            zapewniają bezdzietnym i jednodzietnym. Dwudzietni pracują akurat na swoje
            zabezpieczenie.

            > co piata para nie moze miec dzieci bez interwencji medycznej
            > a panstwo tego nie dostrzega

            Zgoda, jest to obciach. Niechlubny wyjątek w Europie zresztą.
            Niemniej

            > trabienie o nizu demograficznym na zasadzie ze "oni nie chca"

            nie jest hipokryzją, lecz uznaniem faktu. Wiele osób nie chce, niektóre z nich
            dawały temu wyraz w tym wątku.

            P.S. Nie twierdzę, że nie ma altruistycznych i prospołecznych jedynaków ani
            egoistycznych i aspołecznych nie-jedynaków. Znam takich. Takie prawidłowości nie
            są regułami bezwyjątkowymi.
            Moja matka paliła będąc w ciąży, i to sporo. Każdy ma prawo palić. W ciąży
            również. Urodziłem się zdrowy. Ale to nie znaczy, że nie należy potępiać palenia
            przez kobiety w ciąży jako szkodliwego dla dzieci.
            A co do jedynaków - zapraszam na fora "Młode mężatki" i "Ślub i wesele". Wśród
            mężów i narzeczonych, na które narzekają panie jako na egoistów, zapatrzonych w
            siebie, nie zauważających bliźniego, maminsynków itp., jest nadreprezentacja
            jedynaków. Ciekawe.
            • calluna13 Boże broń przed jedynakami! 31.03.05, 22:24
              Każdy ma prawo decydować o tym co dla niego będzie najlepsze. I dla jego
              dziecka.
              Ja mam tylko jedną myśl - Boże broń przed jedynakami!
              Może dlatego, że kochałam kiedyś jednego. I wiele się przez niego nacierpiałam.
              I może dlatego, że 90% zapatrzonych w siebie i mało przyjemnych ludzi jakich
              znam to jedynacy i jedynaczki. "Mamusi oczko w głowie" "Syneczek mamusi" itp.
              Ale jakie wyszkolenie mają! Ile fakultetów pokończyli! Świetnie! Tylko, że nie
              mieli się jak nauczyć życia z drugim człowiekiem, szacunku do drugiego
              człowieka. Trzeba być niezwykle mądrym rodzicem by jedynaka nauczyć naprawdę
              żyć...
              I ja Wam, drodzy rodzice jednyaków, życzę dużo weny w tym kierunku.
              Mnie marzy się dwójka. Jak będzie mnie stać to może i 3. A może nawet5. Ale
              choćbym nie jeździła na żadne wakacje - nie 1!
              Pozdrawiam
              • verdana Re: Boże broń przed jedynakami! 31.03.05, 22:42
                Nieprawda. Potencjalnie jedynacy mogą zapewnić więcej dochodu na przyszłe
                emerytury, o ile są wysoko wykwalifikowani i wykształceni, niz dziesięcioro
                potomstwa szczęśliwie wielodzietnej rodziny, których rodziców nie stać było na
                ich wyżywienie i wykształcenie i pobieraja obecnie zasiłki dla bezrobotnych.
                Albo lecza się na koszt podatników, ponieważ nigdy nie jezdziły na wakacje i
                zmagają się z astmą.
                A jak nie będzie cię stać? A jak i ty i mąż stracicie pracę? Rozumiem, że aby
                nie wychować kaleki i tak zafundujesz sobie kolejne dziecko z zasiłku opieki
                społecznej - czyli na koszt tych osób, które zastanawiały się, ile dzieci będą
                w stanie SAME utrzymać.
                Mam prawo być niemiła, bo jestem jedynaczką, a jak wiadomo jedynacy sa zawsze
                wredni, blondynki głupie, a Żydzi podstępni. Stereotypy to wredna rzecz.
                • a_weasley Re: Boże broń przed jedynakami! 31.03.05, 23:01
                  verdana napisała:

                  > Nieprawda. Potencjalnie jedynacy mogą zapewnić więcej dochodu na przyszłe
                  > emerytury, o ile są wysoko wykwalifikowani i wykształceni, niz dziesięcioro
                  > potomstwa szczęśliwie wielodzietnej rodziny,

                  Uprzejmie informuję, że pomiędzy 1 i 10 jest jeszcze parę liczb naturalnych. Są to: 2, 3, 4, 5, 6,
                  7, 8 i 9.

                  > A jak nie będzie cię stać? A jak i ty i mąż stracicie pracę?

                  Albo oboje zginą. Na tej zasadzie nie należałoby w ogóle mieć dzieci.
                  Zakładając oczywiście, że mówimy o parze jedynaków-sierot i utrata pracy przez nich
                  oznaczałaby całkowite pozbawienie dzieci opieki i środków do życia.
                  Ekonomicznie biorąc, decyzja o posiadaniu jednego dziecka lub w ogóle bezdzietności jest
                  racjonalna. Suma takich racjonalnych decyzji jednostek stwarza zagrożenie dla życia
                  społeczności.

                  > Mam prawo być niemiła, bo jestem jedynaczką, a jak wiadomo jedynacy sa zawsze
                  > wredni,

                  Miaĺabyś prawo być niemiła, gdyby ktoś tutaj coś takiego napisał. Nic takiego się tutaj nie stało.
                  Natomiast i Calluna, i ja stwierdziliśmy w sposób wyraźny coś wręcz przeciwnego.
                  • kuku-007 Re: Do Pani Bosackiej 01.04.05, 09:31
                    Nie zgadzam się z autorką artykułu. P.Bosacka - dzieci są jak najbardziej
                    trendy. W rodzinach wykształconych i o wystarczajaco wysokim poziomie
                    materialnym (portugalski i prywatne przedszkole - czy to coś złego?). Sama jest
                    pani tego najlepszym przykładem - ma pani warunki, ma pani dzieci. To się chyba
                    nazywa odpowiedzialne rodzicielstwo, prawda? I własnie coś takeigo należy
                    propagować. W końcu nie idzie o ilość, tylko o jakość, czyż nie? Mogłaby mieć
                    pani szósteczkę, a poprzestała pani na trójce, dlaczego? Czymś się pani
                    kierowała, prawda? Mozliwościami finansowymi lub zwyczajnie - chęcią posiadania
                    takiej akurat liczby potomstwa. Inni ludzie też się tym kierują, pani redaktor,
                    tylko zazwyczaj skala jest inna. Nie dom, tylko dwupokojowe mieszkanie, nie
                    kilka tysięcy co miesiąc tylko kilka stów, nie trójka tylko najwyżej jedno...
                    Nie sprowadzajmy tego jednak tylko do kasy. Można zwyczajnie nie pragnąć
                    potomstwa, można chciec mieć tylko jedno dziecko. Nie podoba mi sie wzbudzanie
                    poczucia winy przez panią w rodzicach jednego dziecka. Pisze pani, że jedynak
                    to kalectwo. To ja napiszę: trójka to patologia. I co pani na to? Taka sama
                    prawda, jak ta o jedynakach, rudych i żydach. Punkt widzenia zalezy od punktu
                    siedzenia, ciekawe tylko, dlaczego pani szefowa, p. Justyna Dąbrowska, jest
                    mamą tylko dwójki dzieci? Przecież nie z powodu braków materialnych?
                    Na przyszłosć życzę więcej wyczucia i patrzenia dalej niz czubek własnego nosa.
                    pozdrawiam, kuku
                    • a_weasley Re: Do Pani Bosackiej 01.04.05, 10:46
                      Zarzucano tu gdzieś osobiste wycieczki autorce artykułu. W artykule osobistych
                      wycieczek nie ma, o czym wie każdy, kto zadał sobie trud jego przeczytania
                      (umożliwia to notka Neospasminy pt. "Link"). Natomiast w tej dyskusji osoby,
                      które poczuły się urażone artykułem p. Bosackiej, parokrotnie zajmowały się jej
                      imiennie jej sytuacją rodzinną. Tu mamy kolejny taki przypadek.
                      Nie będę się powtarzał i prostował, o czym jest albo o czym nie ma w artykule.
                      • kuku-007 Re: Do Pani Bosackiej 01.04.05, 13:11
                        Zarzucano tu gdzieś osobiste wycieczki autorce artykułu. W artykule osobistych
                        > wycieczek nie ma, o czym wie każdy, kto zadał sobie trud jego przeczytania
                        > (umożliwia to notka Neospasminy pt. "Link"). Natomiast w tej dyskusji osoby,
                        > które poczuły się urażone artykułem p. Bosackiej, parokrotnie zajmowały się
                        jej
                        > imiennie jej sytuacją rodzinną. Tu mamy kolejny taki przypadek.
                        > Nie będę się powtarzał i prostował, o czym jest albo o czym nie ma w artykule.

                        Ale czego to dowodzi, p. Bosacka ? (tzn. a-weasley wink Przeciez pani też
                        powołuje sie na swoją sytuację rodzinną, czy to nie zdjęcie pani rodziny
                        firmuje ten artykuł? Trudno w takiej sytuacji nie odnosić sie do tego
                        personalnie. W dodatku ton artykułu, na co nie tylko ja zwróciłam uwagę jest
                        zaprawiony lekkim tonikiem wyzszości i przekonaniem o własnej jedynie słusznej
                        racji. Dobrze, że ma pani troje dzieci i jest pani zadowolona. Kto inny ma
                        dwoje, jedno lub zero dzieci i tez jest zadowolony. Albo nie jest, ale nie moze
                        sobie pozwolic na wiecej dzieci. Albo po prostu nie ma na to ochoty. Czy to
                        powód, żeby uważać go za "wygodnickiego"? Btw. sama jestem matką, ale
                        dopuszczam do świadomosci inny model rodziny - bezdzietnosć z wyboru.
                        Artykuł przeczytałam, owszem i potrafie wyobrazic sobie, co kierowało autorką i
                        innymi propagatorami akcji "mieć dziecko w Polsce". Cel słuszny, jednak srodki
                        moim zdaniem, póki co - chybione. Dopóki w Polsce nie będzie rzeczywistych
                        ułatwień dla kobiet w macierzyństwie i rzeczywistego równouprawnienia,
                        taki "oddolny marketing" jaki wy uprawiacie (pani Bosacka smile budzi co nawyżej
                        irytację.
                        To tyle, miłego dnia
                        kuku
                        • a_weasley Re: Do Pani Bosackiej 02.04.05, 01:17
                          kuku-007 napisała:

                          > Ale czego to dowodzi, p. Bosacka ? (tzn. a-weasley wink

                          Ale poza tym czujesz się dobrze?
              • kangurzyca2 Re: Boże broń przed jedynakami! 02.04.05, 18:35
                Jasne a może 8?
                • kangurzyca2 Re: Boże broń przed jedynakami! 02.04.05, 18:39
                  Trzeba być strasznie głupim i egoistycznym by mieć 5, 6 i wiecej dzieci i nie
                  miec co im dać do jedzenia i korzystać z pomocy tych, co zdecydowali się na
                  jedno dziecko, bo więcej by ich przerosło!Jedno dziecko to swiadomy często
                  wybór, by jedno miało wszystko.a nie sztukąjest spłodzić i urodzić 10 dzieci, a
                  potem biede klepać!
    • balbina33 Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 02.04.05, 18:54
      Przyznam , że mnie ten artykuł też zdenerwował, ale z zupłnie innego punktu
      widzenia.
      Z punktu widzenia osób niepłodnych, niestety nie wszystkich stać żeby wydać
      kilkanaście tysięcy złotych na zabieg sztucznego zapłodnienia i właśnie dlatego
      nie posiadają dzieci. Szkoda, że autorka tego artykułu pominęła ten dla
      niektórych bardzo ważny temat.
      Pozdrawiam
    • przeciwcialo Popytałam ludzi...i... 03.05.05, 10:40
      Wiele znajomych mojej mamy mających jedno dziecko siadzi samotnie niekiedy bez
      męża i wypłakuje sie mojej mamie że bardzo załuja że tylko jedno dziecko miały.
      Zazdroszcza mojej mamie ze zawsze ktoś ją odwiedzi, ze pamieta i nie jest sama.
      Pewnie za 20 kilka lat historie sie powtórza ale tym razem dotyczyć będa
      pokolenia które teraz decyduje sie na dzieci. Życze udanych i przemyslanych
      wyborów.
    • falka32 Re: Dzieci nie są trendy - ostatni nr "Dziecka" 03.05.05, 13:41
      Uważam, że artykuł ma nieco racji. Ja sama, będąc w ciązy w tej chwili z drugim
      dzieckiem (pierwsze ma 12 lat), mając nie najgorszą sytuację finansową (nawet
      jak mnie wyleja z pracy, to mąż zarabia tyle, ze jakoś wystarczy na życie
      dopóki nie wróce do pracy), mieszkając w wynajętym mieszkaniu (ale mam 34 lata -
      mam czekać aż sobie kupimy mieszkanie? To doczekam menopauzy...) - więc ja, w
      takiej sytuacji życiowej, zrobiwszy sobie dziecko z premedytacją usłyszałam:
      - "Boże!jak wy sobie poradzicie?" od koleżanki, która dorobiwszy się tak jak ja
      jednego "studenckiego" dziecka twierdzi, ze chciałaby następne mieć, ale nie
      stać ich na razie. A mają własne mieszkanie, świetne zawody a dochody pozwalają
      im bez wyrzutów sumienia wydać 10 tysięcy na 2-tygodniowe wakacje.

      Więc pytaie moje jest takie - czy to ja jestem nieodpowiedzialna a ona
      rozsądna? Czy też ja realizuję to, czego pragnę kosztem jakiejś tam wygody a to
      ona nie realizuje swoich pragnień bo ma wbite do głowy, ze ją "nie stać" na
      dziecko przy miesięcznych dochodać samego męża w granicach 8-9 tys na rekę?

      Mam wielu takch znajomych, którzy naprawdę uważają, że chcieliby mieć więcej
      dzieci ale WYDAJE IM SIĘ że ich nie stać i że sobie nie poradzą finansowo. I
      ich rzeczywisty poziom dochodów nie am tu znaczenia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja