Już nie wiem jak mam postępować z mężem...

16.03.05, 08:17
Niby wszystko jest ok. Czasami nawet super. Tylko te pieniądze...U nas jest
tak, że mąż przynosi do domu wypłatę, ja dokonuję z ołówkiem w ręku
precyzyjnych obliczeń i informuję męża, że starczy jedynie na opłaty i
skromne wyżywienie (albo i nie). Całe szczęście oboje dorabiamy, przy czym
mąż zncznie więcej niż ja. Z założenia tą dodatkową kasę mieliśmy przeznaczać
na swoje potrzeby. W praktyce ja swoje skromne dochody poświęcam na łatanie
budżetowych dziur, jakieś drobiazgi dla córeczki, czasami ubranko dla niej.
Sporadycznie zostaje coś na kosmetyki czy ciuchy dla mnie. Mąż ma całą kasę
dla siebie, czasami tylko na moją wyraźną prośbę zrobi zakupy do domu,
dokłada też do raty za kompa, o którego zakupie decyzję podjął samodzielnie.
Początkowo akceptowałam tą sytuację szczególnie, że gdy próbowałam coś
zmienić, np. zaproponowałam żeby mąż swoje dodatkowe dochody dzielił na
połowę, było jeszcze gorzej, bo on ciągle kręcił, nie o wszystkim mi mówił,
sama musiałam napraszać się o te pieniądze. Ostatnio dowiedziałam się, że mąż
więcej dorabia podczas gdy moje dochody spadły i zaczął mi ten nasz układ
bokiem wychodzić. No bo same powiedzcie czy to sprawiedliwe żeby on zawsze
miał kasę a ja żebym zawsze nie miała? Zresztą nie chodzi tylko o te
pieniądze. Przykro mi z powodu postępowania męża, ponieważ wydaje mi się, że
wogóle go nie obchodzi jakie mamy (ja i córeczka) potrzeby. Ja sama kiedy
jestem przy kasie w pierwszej kolejności myślę właśnie o mężu i córce. Wydaje
mi się to naturalne- kocham ich, chcę im sprawić radość. Próbowałam z mężem
rozmawiać tyle, że on nie bardzo rozumie o co mi chodzi. Mówi, że jeśli
powiem, że mi brakuję, da mi jakieś pieniądze. No cóż z doświadczenia wiem,
że do kilku dni po takiej rozmowie rzeczywiście może tak będzie. Potem o
wszystkim zapomni i znowu będzie kręcił, że ma mało, ma wydatki itp. Poza tym
tak bardzo bym chciała, żeby kiedyś po odebraniu większej kwoty zrobił nam
jakieś prezenty, gdzieś nas zaprosił, dał mi na buty, cokolwiek. Mówiłam mu o
tym, a on na to, że nie myśli o takich rzeczach. I to chyba mnie boli
najbardziej. Trochę się rozbisałam. Mam nadzieję, że moja wypowiedź nie jest
zbyt chaotyczna i zrozumiecie o co mi chodzi. Bardzo Was proszę o
jakiekolwiek rady. No co ja mam z tym moim mężulkiem począć?
    • ula_max Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 08:27
      Widzisz ja mam w domu inaczej, mąż robi opłaty, a ja robię zakupy, mąż sam
      kupuje sobie ubrania, ja sobie i dziecku kupuje ubrania. Jeżeli coś kupimy na
      raty razem, razem po połowie płacimy, jeżeli ja sobie coś kupię na raty sama
      płacę. Mamy oddzielną kasę. Nie wyobrażam sobie sytuacji żeby mąż dawał mi na
      buty. Mam ileś tam dochodu miesięcznie i tym gospodaruję stać mnie na ciuch to
      sobie kupuję, stac mnie na nowy mikser, dywan, fryzjera to już, nie to nie. Mąż
      podobnie. Nigdy nie gospodarowaliśmy wspólnie tzn. twoja kasa+moja kasa=nasza
      kasa. Ustaliliśmy tylko kwotę miesięczna jaką każdy z nas ma odłożyć w ramach
      oszczędności. Reszta rób co chcesz. Powiem tak niech każde z Was weźnie na
      siebie jakies obowiązki w związku z wydatkami, ja za to płacę Ty za to. Może Ty
      przejęłaś na siebie rolę płatnika i zarządcy wspólnej kasy a mąż nie zdaje
      sobie ile to wszystko kosztuje? Niech się dowie i on spróbuje trochę
      pogospodarować.
    • kalina_p Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 09:21
      Wiesz, dziwne dla mnie...U nas jest tak, że to mąż zarabia, ja w tej chwili
      siedzę w domu z dzieckiem ale kasa jest wspólna. A że ja robię zakupy głównie i
      ja wiem, co potrzeba, to ja tą kasą zarządzam. Jak mąż potrzebuje na to czy
      tamto, to bierze, jak ja potrzebuję na to czy tamto, to biorę. Wszystkie
      wydatki ustalamy wspólnie, razem robimy opłaty, razem po większe zakupy raz w
      tygodniu.. Ubrania itd. też przeważnie razem kupujemy...
      A jakie takie prywatne wydaki ma mąż, że mu na to potrzeba pieniędzy, które
      przydałyby się w budżecie domowym? Jakiś kredyt spłaca? Czy wydaje sobie tak o
      na "bzdury"? Ja sobie nie za bardzo wyobrażam, żeby mój mąż kupował sobie nie-
      wiadomo-co w momencie, kiedy nie starcza na jedzenie...
    • gagunia Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 09:25
      a u nas od poczatku kasa byla wspolna. dla mnie dziwny jest podzial na moje-
      twoje. maz mnie nie kontroluje z wydatkami, a i ja nie ma nic przeciwko jesli
      kupi sobie cos bez konsultacji ze mna.

      jesli ktores z nas dorabia to kasa dysponujemy w zaleznowsci od budzetu domowego
      w danym miesiacu. gdy jest potzreba to mowie mezowi, ze musimy wydac na
      jedzenie, pieluchy, oplaty, a jesli nie ma takiej potzreby to dorobione
      pieniadze przeznaczamy na swoje potrzeby (ciuchy/plyty itp). czesto jest tak, ze
      maz kupuje ze swoich zaskorniakow dziecku sweterek czy zabawke, bo akurat cos mu
      w oko wpadlo przy okazji...

      mysle, ze w przypadku kiedy sie nie przelewa warto pogadac i ustalic nowe
      zasady. wrzucac kase do wspolnej sakiewki i podzielic na tygodniowki. zawsze tak
      robie. kiedys z koniecznosci, teraz z oszczednosci. wiem ile wydaje tygodniowo
      i staram sie tego trzymac, dzieki czemu czesto cos tam na koncie jeszcze
      zostaje. kiedy bylo krucho z kasa sila rzeczy trzymalam sie tych tygodniowek.
    • wieczna-gosia Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 09:35
      jak nie ma problemow z kasa to w zasadzie kazda opcja sie sprawdza- kazdy ma
      swoja kase, wspolna kasa....

      Gorzej jest jak kasy nie starcza- wtedy kazda opcja moze nawalic.

      Po pierwsze- uswiadom meza ze kasy NIE MA. Po prostu. jest za malo. I faktycznie
      nie moze byc tak, ze wyplaty nie starcza wiec ty latasz dziury a on na piwko.
      Pogadaj z nim. Powiedz ze durniesie czujesz wydawszy swoje na potrzeby was
      wszystkich a potem chodzisz i sie prosisz. Ze nie chcesz by tak bylo.

      Zastrajkuj- nie dal na zakupy- zadbaj o to by dla dziecka cos zawsze bylo a wy
      suchy chleb wsuwajcie- bo nie mam kasy. Nie wydawaj pieniedzy, ktore z zalozenia
      mialy byc twoje na potrzeby domu, bo maz sie nigdy nie nauczy.

      U mnie jest tak jak u kaliny a ze nie zarabialam 12 lat, to nie wyobrazam sobie
      inaczej. Ja place za wszystko, wiec to ja zarzadzam kasa. Jesli mamy ekstra
      forse- oboje chodzimy na piwo. Jesli pieniedzy nie ma- oboje nie chodzimy. Moj
      maz przeszedl powazna transformacje, bo u niego w domu byo tak ze wladca tatus
      kase trzymal, teraz trzyma dwie emerytury i tesciowa sie musi z kazdego grosika
      spowiedac i szamponu. U nas w domu od poczatku to ja rzadzilam kasa. Teraz ja
      tez zarabiam, mamy dwa konta, ale oboje mamy uprawnienia do obu, i ogolnie
      cisnienia nie ma. Ja uzywam kart do jego konta, on do mojego. Dysproporcja w
      naszych zarobkach jest ogromna, ale moze raczej z czystym sumieniem powiedziec
      ze nigdy sie nie czulam utrzymywana przez meza, czy tez ze maz mi kase daje.
      jakto daje? Przeciez to wspolne. Ja po prostu przez 12 lat wykonywalam wylacznie
      zawod platny z jego pensji wink
      • aga-ka Do Gosi 16.03.05, 09:42
        Mądra z ciebie kobitka Gosiu smile)
      • kalina_p Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 09:48
        ja też nie rozumiem stwierdzen "mąż mi daje/nie daje". Wspólny dom, wspólne
        życie, wspólne pieniądze...
        A jak mąż coś dorobi to przybiega zadowolony i mi daje, bo "Ty wiesz, na co
        wydać". Pewqnie, gdyby było pieniędzy tyle, że jeszcze by zostawałona koniec
        miesiąca, to można sobie osobno z wydatkami szalec ale jak jest na styk albo
        nie ma to nie rozumiem takiego zachowania.
        A z tym suchym chlebem pomysł świetny!!!
        Może on po prostu musi sobie uświadomić, że tych pieniędzy brakuje...
        • mamakini Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 10:40
          Dziękuję za wszystkie wypowiedzi. Chyba wypróbuję suchy chleb smile. No i znowu
          postaram się porozmawiać z mężem. Chyba wypiszę sobie te wszystkie Wasze
          argumenty na kartce. Kurcze, myślicie, że da się tego mojego mężusia trochę
          jeszcze "wychować"? Boję się, że on może już ma taką naturę (tzn. nazywając
          rzecz po imieniu jest egoistą i myśli w pierwszym rzędzie o zaspokojeniu swoich
          przyjemności). Tylko, że w innych dziedzinach życia tych cech nie przejawia. Oj
          tak bym chciała, żeby się troszeczkę zmienił. Biorę się za niego! Dziękuję raz
          jeszcze.
          • kalina_p Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 11:14
            Zyczę powodzenia. Jeśłi w innych sferach życia jest ok to może po prostu nie
            zdaje sobie sprawy i trzeba go uświadomić.Oby!
    • weronikarb Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 10:34
      Oj tez nie rozumiem tego moje - twoje. U nas kasa wspolna. Najczesciej maz robi
      zakupy i oplaty, ktore wczesniej ustalamy razem, przy wiekszych zakupach
      siedzimy i liczymy czy nam starczy. Kasy za duzo niema dlatego jak cos na
      oprocz jedzenie chce wydac to mowie mezow ze np. potrzebna mi bluzka, a on po
      co mi mowisz wiesz ile mamy kasy starczy kup, a jak ne to zaoszczedzimy i
      kupisz w przyszlym m-cu. Jakiekolwiek dodatkowe pieniadze to zaraz trabi jedno
      drugiemu smile Karte z wyplata przynosi do domu ja tez i siadamy i liczymy smile
      Mysle ze warto uswiadomic meza i zrobic z tym suchym chlebem, może zalapie o co
      chodzi smile
    • mamadwojga Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 10:55
      My mamy wspólne konto, mąż zarabia, ja wydaję smile. Decyzję o większych zakupach
      podejmujemy wspólnie. Dwa razy w miesiącu jedziemy na duże zakupy do
      supermarketu, a resztę zakupów robię w markecie na osiedlu. NIGDY nie
      kłóciliśmy się o forsę. I szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie "żebrania" u
      własnego chłopa.
      Gdybym miała taką sytuację jak Ty to nie dość że bym grosza do budżetu domowego
      ze swoich nie wydała (krmiąc męża suchym chlebem i kapustą) to jeszcze bym
      sobie założyła tajne konto i tam sobie odkładała pieniądze na życie po
      rozwodzie smile bo mój mąż albo by zaczął płacić na utrzymanie rodziny bez
      kręcenia nosem albo by się ze mną rozwiódł. W kwestiach utrzymania rodziny nie
      uznaję kompromisów. Gdyby mąż dawał wystarczającą sumę na utrzymanie to resztę
      mógłby sobie wysyłać na księżyc lub rozrzucać po parku, ale jeśli w domu
      brakuje a on nie da "bo ma swoje wydatki" to grrrrrrrrrwrrrrrrrrrrrr szlag by
      mnie trafił.
      • zzz12 Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 11:10
        Nie wyobrazam sobie sytuacji kasa moja-twoja. My mamy wspolne konto, na ktore
        wplywaja nasze pensje, niezalezne karty do tego konta i korzystamy wedlug
        potrzeb. Mamy o tyle komfortowa sytuacje, ze bez problemu starcza do
        pierwszego, choc bez wielkich ekstrawagancji,mimo ze pracuje na pol etatu i
        zarabiam znacznie mniej od meza. Taki uklad jest zdrowy, w koncu obowiazuje w
        malzenstwie wspolnota majatkowa.
        • ula_max Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 11:25
          "w koncu obowiazuje w malzenstwie wspolnota majatkowa." - nie nie obowiązuje,
          jeżeli ktoś nie chce to nie musi mieć wspólnoty majątkowej. Ja skolei uważam to
          za bardzo zdrową sytuację dla małżeństwa. Wiem że żadna z Was się ze mną nie
          zgodzi. Ale ja tak wolę. Z jakich powodów? Z żadnych. W końcu bierzemy ślub z
          miłości nie dla pieniędzy.
          • aneta76 Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 11:40
            A czemu to mamy sie nie zgodzic?
            Dla kazdego takie rozwiazanie jakie jest dla niego najlepsze.
            Mysle, ze w przypadku podzialu pieniedzy w malzenstwie to najwazniejsze jest, zeby obu stronom ten uklad odpowiadal (jakikolwiek by on nie byl). Problem sie zaczyna (jak w tym poscie), gdy jedna strona postanowila tak czy inaczej, a druga zle sie z tym czuje. Wtedy trzeba wypracowac kompromis, ktory zadowoli odbie strony. Najczesciej obowiazuje zasada, ja zrobie krok do tylu, a Ty do przodu, tak zebysmy sie spotkali gdzies po drodze...
            I to obowiazuje ze wszystkimi spornymi kwestiami przynajmniej u nas w malzenstwie...
          • wieczna-gosia Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 14:20
            Ula,
            mysle ze klucz tkwi w tym co napisalas o wlasnym budzecie ze przeznaczacie czesc
            na dom a reszte kazdy ma dla siebie.
            Otoz u ciebie istnieje reszta wink

            U autorki postu nie chodzi o to, ze maz jej wydziela, bo ja mam odwrotne
            wrazenie- wyplate oddaje bez gadania, tyle ze nie czai ze ta wyplata to jest Malo!

            jak napisalam- gdy kasy ogolnie jest wystarczajaco i na zycie i na extrasy-
            kazdy uklad finansowy funkcjonuje bez zarzutu.

            Ale wyobrazmy sobie ze czyjs maz traci prace i musi pozostac na twoim
            utrzymaniu- oczywiscie pracy szuka, sprzata, pierze i gotuje i ogolnie bez
            zarzutu, tyle ze pensji do domu nie przynosi. I co- wydzielasz mu, podkreslasz
            ze to TWOJA kasa itd. Czy normalnie byla pensja nie ma pensji trzeba przezyc.
            Wypomnisz piwo "bo to twoje" czy powiesz a idz zrelaksuj sie?

            O to chodzi.

            A nie o to na ktore konto splywa pensja i skad jest pobierana.
            • ula_max Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 15:02
              dla mnie nie byłoby to problemem, sama namawiam męża zeby rzucił pracę, bo jak
              mnie odciąży z dzieckiem i domem to zarobię 2 albo i 3 razy więcej.
      • wieczna-gosia Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 15:04
        no mniej wiecej mam tak samo wink))

        po parku rozrzucal hehe wink)

        ale jeszcze co do egoizmu- jaoczywiscie tez mam wbudowany gen altruizmu jak to
        matka i jak tylko mam wolna gotowke pcham w dzieci. Ale sie lecze. I z meza tez
        sie lecze. Moje wolne pieniedze mam prawo wydac na mnie i zamiast 5 swetereczkow
        kupic jeden w rozmiarze slusznym wink co wiecej rozmawialam kiedys o tym z mezem i
        popatrzyl na mnie jak na kosmitke- w kwestii zdrowego egoizmu to uwazam ze
        faceci maja to lepiej rozwiazane wink
    • johana2 Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 11:41
      To ja mam jeszcze inaczej. Ja zarabiam na 2 etaty (marnie płatne ale jednak) i
      utzrymuję całą rodzinę. Mąż od dłuższego czasu już nie ma pracy - no cóż -
      spore u nas bezrobocie i też nie każdej pracy ze względów zdrowotnych może się
      podjąć. Od czasu do czasu coś uda mu się dorobić. Nie starcza nam do 1-go.
      Obiad jemy 2x w tygodniu - reszta na kanapkach. Tylko mały dostaje lepsze
      jedzenie. Baaardzo dawno nic sobie nie kupiłam - ani ciucha ani ksiązki.....
      Natomiast mąż, jak uda mu się coś dorobić to uważa że zapracował sobie na kupno
      czegoś dla przyjemności. Kiedy ja się cieszę, że spłacimy kawałek długu ( co
      miesiąc dopożyczam z karty kredytowej na życie) to on chce kolejną płytę, jakiś
      sprzęt itd... On zasłużył sobie dorobieniem na przyjemność. Ja harując całe
      dnie i utzrymując rodzinę właściwie od kilku lat, nie mogę sobie na takie
      rzeczy pozwolić. Gdy mu o tym mówię, to się śmiertelnie obraża. W końcu, żeby
      nie było złej atmosfery ja się zgadzam i on kupuje sobie to co chciał. Więc jak
      to jest właściwie???? Moimi zachciankami są wydatki domowe a jego - jego hobby?
      • mamakini Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 12:20
        Oj, Johana naprawdę świetnie Cię rozumiem. Co my z tymi mężami poczniemy? Wiem,
        że gdybym zażądała, żeby oddawał mi te pieniądze pewnie by tak robił
        (przynajmniej część), ale wiem, że nie był by zadowolony a tego nie chcę. No
        cóż może uda się wypracować jakiś kompromis. A może odpuścić- w końcu gdyby
        odczuwał taką potrzebę, dzielił by się ze mną kasą. Zmusić go? Ale przecież to
        nie tylko o pieniądze chodzi. Po prostu nigdy tego niepojmę, że on woli wydawać
        wyłącznie na swoje przyjemności. Nie zależy mu, żeby sprawić mi radość? Może mu
        wogle na mnie nie zależy?
      • lila1974 Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 14:13
        Moja droga, skoro dla świętego spokoju zgadzasz się, aby wydawał kasę na
        siebie, to nieczego nie załapie. On musi wiedzieć, że Ci się nie podoba taka
        zagrywka. Obraża się? Królewicz na ziarnku grochu... Bądź konsekwentna!!!
        Ten święty spokój to pozory, bo przecież tylko on go ma, a Ty się gryziesz.
        Wyraźnie mu to wyklaruj.
    • bobasia1 Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 12:45
      Oto moja wczorajsza bodaj rozmowa z mężem na temat "zatrudnienia" pomocy. Mąż
      nie chce i argumentuje, że nie mamy na to kasy.
      Ja: Pewnie,że nie chcesz. W końcu ja robie za darmo (dodam, że mamy trójkę
      dzieci)!
      On: ta.. Za darmo... Chyba żartujesz...
      Uśmiałam się naprawdę. Zwłaszcza, że nie pracuję... A pomoc potrzebna mi od
      czasu do czasu przy pracach domowych. Jak nie ma pomocy, to też sobie radzę..
      A kasę mamy wspólną. Co uważam za najzdrowsze rozwiązanie. pozdrawiam
      • czajkax2 Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 13:50
        U nas to mąż zarabia,ja wychowuje dziecko. Nigdy nie było problemów,że to jego
        kasa. Braliś,my slub,wszystko jest wspólne. Mąż się śmieje ze nawet jego ciuchy
        są wspólne,bo ostatnio upodobałam sobie łazic w jego bluzach(bo tęsknie za
        nim). Ja mu na to mówie chcesz,to nałóz cos mojego,ja ci nie broniesmile A tak na
        powaznie,to nie wyobrazam sobie sytuacji gdy w domu brakuje pieniędzy a mąż
        kręci,chowa kase i wydaje sobie na bzdety. Jak są nadwyzki to rozumiem,ale gdy
        brak na podstawowe opłaty.Cos nie tak z jego poczuciem odpowiedzialności za
        rodzinę. To wy macie chodzic głodne bo on potrzebuje pójsc na piwo,czy kupic
        płyte? Do mnie to nie trafia.
    • lila1974 Re: do mamakini 16.03.05, 14:04
      Uważam, że męża należy uświadomić, iż jest finansowo kiepsko. Ponieważ faceci
      to wzrokowcy i smakosze, więc ten "suchy chleb" powinien do niego przemówić.
      Dokonaj uaktualnienia ustaleń, koniec ery wydawania na własne potrzeby.
      Potrzeby macie wspólne i kasa ma być wspólna, zarówno wypłaty, jak i lewizna.
      Ale musisz w tej rozmowie zachowywać się jak wprawny dyplomata. Czyli raczej
      bez żądań, ale i bez poddaństwa. To musi być konkretna rozmowa z konkretnymi
      ustaleniami. Być może Twój mąż był rozpieszczany w swoim domu rodzinnym i
      nawykł do myślenia o innych. Systematycznie ucz go tego.
      U mnie mąż też nie jest nieco egoistyczny (wychowanie), więc np. mówię:
      "najpierw nalej soku nam" (gdy leje tylko sobie)
      "ostatnie ciastko jest dla Koni" (bo wiem, że pochłonie je bez zastanowienia)
      Faceta trzeba pewnych zachowań nauczyć, metodą małych kroczków i bezustannie
      przypominać. O prezentach dla Ciebie i córeczki też. Takie wspominanie jest
      może nieco żenujące (bo przecież jak kocha to powinien sam - tak myślimy) ale
      nie zrażaj się. Długo jesteście razem? Nie wstydź się upomnieć o swoje.
      Czasami mnie też jest troszkę smutno, ale widzę małe postępy i wciąż mam
      nadzieję, że będzie coraz lepiej.
      Powodzenia.
      A... kasa w domu powinna być wspólna, jeśli się nie przelewa.
      • lila1974 Re: poprawka 16.03.05, 14:05
        nie nawykł
    • mamaemilii Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 14:24
      Jestem jeszcze w stanie zrozumiec ten Wasz podzial na dwoje, chociaz strasznie
      przykro sie czyta to, ze na tym cierpisz. Ale czy nie powinniscie miec podzialu
      na troje? Sama piszesz, ze ze swoich mniejszych pieniedzy dokupujesz corce
      rozne rzeczy.
      Swoja droga trudno bedzie Ci rozmawiac z mezem, ktory w sytuacji, gdy wiecej od
      niego wymagasz, nie mowi ci wszystkiego. Ten suchy chleb to chyba jedyne
      wyjscie.
    • melka_x Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 16.03.05, 15:40
      Wspolne konto, kazdy ma do niego karte platnicza. Widac ile jest kasy (maz nie
      bedzie mogl zywic nadziei, ze jak wszystko przepulta, to Ty zaplacisz za
      niezbedne zakupy), no i koniec z sytuacjami, w ktorych musisz prosic o
      pieniadze, bo nie masz. Po prostu wyciagasz kase z bankomatu. A jak nie bedzie
      juz nic, to nie bedziecie miec oboje.
      • mamakini Re: Już nie wiem jak mam postępować z mężem... 17.03.05, 08:08
        Lila chyba masz rację- on to wyniósł z domu rodzinnego. Jest jedynakiem, jego
        rodzice mimo, że niezbyt dobrze sytuowani, dbali o to by synowi niczego nie
        zabrakło. Zawsze najmodniejsze w szkole ciuchy, najwięcej kasy itp. Chyba
        trudno będzie mu nagle zrozumieć, że wszyscy członkowie rodziny powinny żyć na
        zbliżonym poziomie skoro u niego było wręcz odwrotnie. Poza tym aż do ślubu (6
        lat) nie musiał sobie praktycznie niczego odmawiać (kosztem rodziców, ale
        zawsze). Muszę opracować plan strategiczny, zacisnąć zęby i krok po kroku
        naprawiać to co spartolili (oczywiście nie świadomie, w dobrej wierze) jego
        rodzice. Dziękuję za Wasze wypowiedzi i rady. Pozdrawiam.
Pełna wersja