mamakini
16.03.05, 08:17
Niby wszystko jest ok. Czasami nawet super. Tylko te pieniądze...U nas jest
tak, że mąż przynosi do domu wypłatę, ja dokonuję z ołówkiem w ręku
precyzyjnych obliczeń i informuję męża, że starczy jedynie na opłaty i
skromne wyżywienie (albo i nie). Całe szczęście oboje dorabiamy, przy czym
mąż zncznie więcej niż ja. Z założenia tą dodatkową kasę mieliśmy przeznaczać
na swoje potrzeby. W praktyce ja swoje skromne dochody poświęcam na łatanie
budżetowych dziur, jakieś drobiazgi dla córeczki, czasami ubranko dla niej.
Sporadycznie zostaje coś na kosmetyki czy ciuchy dla mnie. Mąż ma całą kasę
dla siebie, czasami tylko na moją wyraźną prośbę zrobi zakupy do domu,
dokłada też do raty za kompa, o którego zakupie decyzję podjął samodzielnie.
Początkowo akceptowałam tą sytuację szczególnie, że gdy próbowałam coś
zmienić, np. zaproponowałam żeby mąż swoje dodatkowe dochody dzielił na
połowę, było jeszcze gorzej, bo on ciągle kręcił, nie o wszystkim mi mówił,
sama musiałam napraszać się o te pieniądze. Ostatnio dowiedziałam się, że mąż
więcej dorabia podczas gdy moje dochody spadły i zaczął mi ten nasz układ
bokiem wychodzić. No bo same powiedzcie czy to sprawiedliwe żeby on zawsze
miał kasę a ja żebym zawsze nie miała? Zresztą nie chodzi tylko o te
pieniądze. Przykro mi z powodu postępowania męża, ponieważ wydaje mi się, że
wogóle go nie obchodzi jakie mamy (ja i córeczka) potrzeby. Ja sama kiedy
jestem przy kasie w pierwszej kolejności myślę właśnie o mężu i córce. Wydaje
mi się to naturalne- kocham ich, chcę im sprawić radość. Próbowałam z mężem
rozmawiać tyle, że on nie bardzo rozumie o co mi chodzi. Mówi, że jeśli
powiem, że mi brakuję, da mi jakieś pieniądze. No cóż z doświadczenia wiem,
że do kilku dni po takiej rozmowie rzeczywiście może tak będzie. Potem o
wszystkim zapomni i znowu będzie kręcił, że ma mało, ma wydatki itp. Poza tym
tak bardzo bym chciała, żeby kiedyś po odebraniu większej kwoty zrobił nam
jakieś prezenty, gdzieś nas zaprosił, dał mi na buty, cokolwiek. Mówiłam mu o
tym, a on na to, że nie myśli o takich rzeczach. I to chyba mnie boli
najbardziej. Trochę się rozbisałam. Mam nadzieję, że moja wypowiedź nie jest
zbyt chaotyczna i zrozumiecie o co mi chodzi. Bardzo Was proszę o
jakiekolwiek rady. No co ja mam z tym moim mężulkiem począć?