nik1
16.03.05, 16:13
Witajcie E-mamy.
Od pewnego czasu zaglądam na formum ale do tej pory brakowało mi odwagi lub
sama nie wiem czego, żeby sie zalogować. Widzę jednak jak sie wspieracie i
wiele dobrego nawzajem dla siebie robicie mogąc tu wylać swoje smutki lub
poprostu podyskutować.
Ja też mam problem z którym nie mogę sobie od pewnego czasu poradzić sama a
że nie bardzo mam ochotę o tym rozmawiać ze znojomymi postanowiłam poradzić
się Was.
Ponad rok temu przeprowadziłam się do mojego partnera. Ok. 300 km od mojego
domu rodzinnego. Jesteśmy ze sobą prawie trzy lata. Mam dziecko z pierwszego
związku(mała chodzi do przedszkola). W zasadzie wszystko jest ok. Znalazłam
całkiem fajną pracę, dziecko akceptuje mojego partnera i na odwrót. Ale jest
pewne ale.
Mój facet ma 19 letniego brata. I on u nas zamieszkał w wakacje jak
przygotowywał sie do egzaminów na studia. Ok. zgodziłąm się bo niby gdzie
miał mieszkać jak ma brata w wielkim mieście. Na studia nie zdał. Dorywczo
gdzieś sie zaczepił i mieszkał u nas od czerca do września. Nie bardzo
dokładał sie na cokolwiek. Potem nagle zniknał. Martwilismy się o niego bo to
trochę tak że odpowiedzialność na nas równeiż spływała. Okazało sie, ze
nikogo nie informując wyjechał do Niemiec. Nieźle nie. Mój facet cały chodził
i miał ochote go zabić. Mineło trochę czasu tamten wrócił (nie powiodła mu
sie wyprawa w obce kraje) i pogodził sie z moim kochanym "mężem" i... znów u
nas zamieszkał mimo mojego zdecydowanego sprzeciwu. Dodam nie pracuje, nic
nam nie dokłada a wyżera mojemu dziecku wszystko co najlepsze. Mam tego kur..
DOSYC.
Może jestem głupa bo muszę wam jeszcze napisać, że tak wogle to go lubię jest
wesołym sympatycznym chłopakiem (moja mała też bardzo go lubi) ale czemu NIC
nie robi i czemu mój facet sie godzi na to, zeby go utrzymywać. Z naszych jak
by nie było pieniędzy. Poza tym czuję się skrępowana we własnym domu. Chłopak
ma swój pokój (ale to w naszym jest TV i komp) dlatego i tak cały czas
przesiaduje u nas.
Całkowicie rozumiem młodego - jest mu u nas dobrze, nic nie robi ja nie
segreguje np. jego rzeczy jak robię pranie, zapraszam go do stołu jak zrobię
objad (itd) Ale zupełnie nie rozumiem mojego faceta??? Dlaczego on się na to
godzi? Nie wiem czemu mu matkuje?
Jeśli taka sytuacja potrwa dłużej to nie wytrzymam i się wyprowadzę. Niech
sobie żyje ze swoim kochanym braciszkiem.
No same powiedzcie czy to nie jest chore??
A może to ja jestem chora bo powinnam być bardziej stanowcza??