kawka74
16.03.05, 19:09
właśnie sobie popatrzyłam kątem oka na Rozmowy, w których gośćmi były małżeństwa (i chyba pojedyncze przypadki), które "lubią inaczej" - tzn pan bądź pani proponuje włączenie do małżeńskich igraszek osoby trzecie, a nawet czwarte, piąte i dziesiąte. Propozycje składali raczej panowie, panie się godziły. Dwóch psychologów komentowało - jeden, że NA PEWNO pani to sprawia przyjemność, skoro się godzi, a drugi, że spotkał w swojej praktyce kilkadziesiąt kobiet, które się zgodziły na taki układ, przypłacajac to ciężką nerwicą. I właśnie o takie kobiety mi chodzi.
Co do ciężkiej cholery kieruje kobietami, że robią tyle rzeczy wbrew sobie? Co w nas, babach, tkwi takiego, że trwamy na posterunku do końca, nawet gdy jest to pozbawione sensu? Co każe trwać mimo, że instynkt samozachowawczy podpowiada, żebyśmy uciekały? Dlaczego kobiety godzą się na upokorzenia, których mężczyzna nawet nie zamierza znosić?
Nie rozumiem.