agamama123
25.03.05, 10:32
Piszecie o niepokornych nianiach i problemach z nimi. Mnie ten problem nie
bardzo dotyczy ponieważ z racji choroby mojego synka i tak siedziałam z nim w
domu. Żadna niania nie miała ochoty pilnować podawania leków z dokładnoscią
do 15 minut. A jak już się taka znalazła to wymagania finansowe miała z
kosmosu. Opiekowałam się więc synkiem i nie pracowałam. Mąż pracował do późna
i niestety nie zawsze mógł być pomocny. A wiadomo, że czasem trzeba wyjść z
domu bez maluszka. Mieszkaliśmy w Warszawie i nie mieliśmy tam rodziny i było
mi trochę ciężko. Zawsze jednak kiedy tego potrzebowałam mogłam liczyć na
koleżankę, która bardzo chętnie zajmowała się moim synkiem. Ma synka, który
jest rówiesnikiem mojego synka. I tak idylla trwała 2 lata. Mówiłam nawet, że
mam przyjaciółkę. Taką od serca. Wszystko się zmieniło kiedy pożyczyłam jej
pieniądze. Od tamtej pory zerwała kontakt. Nie odpowiadała na telefony, nie
otwierała drzwi. Dla nas suma, którą jej pozyczylismy nie była mała więc
chciałam ją odzyskać. Koleżanka odezwała się po pół roku, zaczęła
przepraszać. Mój mąż powiedział tylko, że ma oddać kasę i spadać ale ja
zaczęłam myśleć, że może dać jej szansę. Oddała połowę pieniędzy. Czasem się
z nią spotykałam ale to nie było to co kiedyś. Aż tu nagle zginął mi telefon.
Nowiusieńki. Po kilku dniach moja koleżanka miała taki sam... Potem okazało
się, że jej chłopak nosi taki sam zegarek jaki ma mój mąż. Sprawdziłam w
domu. Zegarka nie było...
Nic jej nie udowodnię bo karta gwarancyjna już dawno wywalona ale zegarek
kosztował600 zł i jest mi przykro. Mój mąż powiedział,że nie będzie się
zniżał do poziomu gówna i żebrał o swoje rzeczy. Zerwaliśmy wszelkie kontakty
ale mnie nadal boli, że ktoś komu ufałam tak mnie potraktował.
Sorry, może to nudne ale przynajmniej sobie ulżyłam jak się wypisałam.